Gdy Gdańsk był holenderskim Danswijck

Przez wieki Gdańsk był międzynarodowym portem i każdy kupiec, żeglarz czy flisak wymawiał jego nazwę w swoim dialekcie. Podobne w historycznym znaczeniu miasto Wenecja do dziś zwana jest w zależności od języka: Benetke, Venetië, Venezsia, Venedig, Benátky, Venise, Feneesje, Venedik lub Velence.  Od XV do XVII wieku Gdańsk był praktycznie holenderski. 

Polska, której granice zawsze ustalały obce mocarstwa, jest bardzo uczulona na wszystkie aspekty "polskości" i własnych granic. W rzeczywistości nawet takie kraje jak Włochy i Niemcy istnieją zaledwie 150 lat a granice i przynależność narodowa są dość nowym zjawiskiem w Europie. Przez wieki granic narodowych nie było a ludzi wiązał ze sobą język, regionalna kultura i wspólne interesy. Miasta jak Amsterdam, Genua, Wenecja i Gdańsk miały ze sobą więcej wspólnego niż Szczecin z Rzeszowem.

Gdańsk w XVI wieku
Gdańsk, ok. 1628 r.

Język biznesu

Historia Gdańska jest tak stara jak historia Polski. Miasto powstało dzięki międzynarodowemu biznesowi i zamieszkiwali go kupcy całej Europy posługując się językiem germańskim, różnymi dialektami bałtyckimi (zwanym plautdietsch), skandynawskimi, fryzyjskimi czy flamandzkimi. Unia Hanzeatycka posługiwała się wspólnym językiem. Język rozumiany był zarówno przez Niemca, Duńczyka, Szweda, Żyda i Holendra. Kto nie znał tego języka biznesu mógł się wesprzeć łaciną - esperanto średniowiecza. Dlatego też nazw ma Gdańsk bez liku bo każdy wymawiał i zapisywał go na swój sposób.

Początkowo Gdańsk zwany był Gydannyzc lub Kdancz, po tym Dantzick, Danzich, Duinzicht lub Danzig, po łacinie Dantiscum a przez Holendrów - najliczniej zamieszkujących to miasto - Danswijk lub Danswijck (wijk - osada, dzielnica).

Apoteoza Gdańska" z 1608 r.
Fragment "Apoteozy Gdańska" z 1608 r. - obraz flamandzkiego malarza Izaaka van den Blocke jest gloryfikacją bałtyckiego handlu (Moedernegotie). Miasto bierze w opiekę ręka boża (z hebrajskim dopiskiem Jahwe). Niżej widnieje łacińska sentencja mówiąca o tym, że miasto znajduje się pod skrzydłami Boskiej opieki. Obraz znajduje się na suficie czerwonej sali gdańskiego ratusza.

Już w XIV wieku Gdańsk był największym rynkiem handlowym Europy z prawem składu (stapelrecht) .

Prawo składu pozwalało na magazynowanie (akumulacji) wielkich ilości towarów z całego świata w celu obniżenia wahań cenowych. W XV wieku podobne znaczenie w światowym handlu zdobyła także Wenecja, Genua i Brugia. W XVI wieku dołączyła Antwerpia a w XVII wieku Amsterdam. Gdański handel bałtycki zdobył wielu konkurentów operujących na większą skalę, już międzykontynentalnie.

Zanim jednak Holendrzy dorobili się fortun w handlu światowym, już w XV wieku zagarnęli niemal cały handel bałtycki w którym Gdańsk odgrywał wiodącą rolę. To na handlu bałtyckim nauczyli się robić interesy i zdobyte doświadczenie procentowało przez wieki w handlu z Azja i Ameryką.

Fluity handlu bałtyckiego
Żaglowce płynące na wschód (czyli na Bałtyk) przynosiły fortunę amsterdamskim kupcom.

Z powodu braku bogactw naturalnych w Niderlandach naród ten rozwijał rybołówstwo, handel i żeglugę morską. Z Gdańska płynęło do Holandii zboże, drewno i śledzie. Przez Polskę biegły szlaki handlowe z Węgier, Turcji i Persji których produkty także trafiały do Gdańska, m.in. węgierska miedź, która także płynęła Wisłą do morza, podobnie jak zboże i drewno sprzedawane z dobrym zyskiem przez polskich feudałów holenderskim kupcom w Gdańsku.

Fluity handlu bałtyckiego
Pod koniec XV wieku Holendrzy opracowali nowy tym wydajnego żaglowca (fluita) wyłącznie do transportu towarów z Bałtyku.

Tak naprawdę to holenderskie żaglowce typu fluity miały dla Polski większe znaczenie gospodarcze, niż wojny z Krzyżakami i Imperium Osmańskim. To na handlu z Gdańskiem powstały olbrzymie fortuny naszych feudałów: Zamoyskich, Branickich, Czartoryskich, Lanckorońskich, Lubomirskich, Radziwiłłów itp. na których gigantycznych latyfundiach mogliśmy tylko pańszczyznę odrabiać.

Matka handlu bałtyckiego
Pamiątkowa tablica "Pod bałtyckim żeglarzem" na amsterdamskiej kamienicy zamieszkałej niegdyś przez kupca bałtyckiego. Po prawej gdański gulden sprzed 1945 r.

Amsterdamczyk w Gdańsku

Gdy Holender schodził ze statku na gdańskim nabrzeżu czuł się jak u siebie w domu w Amsterdamie. Port zapełniały holenderski fluity z pomarańczowo-biało-niebieskimi flagami na masztach. Kamienice zbudowane w holenderskim stylu, przez holenderskich (lub flamandzkich) architektów, nawet z... holenderskiej cegły (przywożonej do Gdańska jako balast). Protestanckie kościoły holenderskie z holenderskimi ołtarzami i holenderskimi kaznodziejami. Na ulicach przeważali także Holendrzy. Z wież kościołów rozbrzmiewały swojskie carillony także sprowadzane z Niderlandów (Niderlandami był wówczas obszar współczesnego Beneluksu). 

"Apoteoza Gdańska" z Dworem Artusa
Fragment "Apoteozy Gdańska" z Dworem Artusa, z elewacją z 1552 r. Na pierwszym planie bóg handlu Merkury, za nim amsterdamski kupiec podający dłoń polskiemu szlachcicowi po ubitym dobrym interesie, a w tle Wisła z flisakami spławiającymi do Gdańska wszelkie dobro. Alegoria z gdańskiego ratusza Flamandczyka Izaaka van den Blocke (1575–1628).

Holendrzy opanowali w XVI iXVII w. praktycznie handel bałtycki i w każdym porcie Bałtyku odgrywali wiodącą rolę. Wiele słów z języka niderlandzkiego używano w handlu i żegludze. Nawet na żaglowcach innych bander kapitanami byli Holendrzy i ich język był obowiązkowym językiem załogi. Używano holenderskich map i podręczników.

Gdańsk XVII w.
Gdańsk XVII wiek.

Gdańszczanie

Na ulicach Gdańska polska mowa należała wówczas do rzadkości a wielcy gdańszczanie jak Heweliusz, Schopenhauer, Gunter Grass, Fahrenheit i Gralath byli po prostu obywatelami miasta mówiącymi obok łaciny językiem jakiego wówczas używali kupcy od Brugii do Królewca czyli językiem germańskim. Oprócz tego w tych czasach bardzo modnym językiem, szczególnie w piśmie, był łacina - ówczesne "esperanto" średniowiecznego świata.

W opisach historii tego miasta używamy dzisiaj skwapliwie spolszczonych nazw kierując się historyczną już fobią do wszystkiego co germańskie. Używamy więc spolszczonych imion i nazwisk, nazw miast, dodając przymiotnika „polski”, „polskie” bez jakiejkolwiek wzmianki ich rzeczywistym rodowodzie, ich protestanckiej religii i kultury. Po ulicach tego miasta przez wieki przechadzali się panowie Sørensen, Janssen, Jacobson i Muller.

Co Gdańszczan łączyło z Polską o jakiem my dzisiaj myślimy - to jedynie pieniądz i ewentualnie podległość polskiemu królowi, jak na przykład Zygmuntowi III Wazie i całej dynastii Wazów którzy akurat też Polakami nie byli.

Gdańsk, Toruń i Elbląg były łącznie jednym z najpotężniejszych centrów handlowych XVII-wiecznego świata gdzie kwitła kultura i nauka na równi z Lejdą i Amsterdamem. To były zaczątki pierwszej unii gospodarczej gdzie holenderski gulden był ważniejszy niż przynależność narodowa.

dawny Gdańsk

Szczerze powiedziawszy jest wątpliwym czy mieliśmy kiedykolwiek króla który władał naszym językiem. Nie władała nim na pewno dynastia Jagiellończyków, Wazów, Batory i cała plejada elekcyjnych francuzików lub innych zagraniczniaków.

  • Długo by zresztą nad tym dyskutować jakie kryteria czynią z kogoś Polaka, Holendra lub Żyda. Czy urodzenie się na polskim terytorium wystarcza? Czy musi mieć polską matkę lub ojca, a może oboje? Czy językiem ojczystym musi być język polski? Dla mnie nie jest takie jednoznaczne czy Mickiewicz, Kopernik, Skłodowska i Chopin byli bardziej Polakami niż Heweliusz, Arend Dickman, Arthur i Helena Rubinstein lub Polański? Czy moje dzieci urodzone w Amsterdamie są już Holendrami czy jeszcze Polakami?