Gdy Gdańsk był holenderskim Danswijck

Gdańsk był zawsze miastem międzynarodowym i każdy kupiec, żeglarz czy flisak wymawiał jego nazwę w swoim dialekcie. Podobne w historycznym znaczeniu miasto Wenecja do dziś zwana jest w zależności od języka: Benetke, Venetië, Venezsia, Venedig, Benátky, Venise, Feneesje, Venedik lub Velence i żaden Włoch nie ma z tym nazewnictwem problemu.

Polska, której granice zawsze ustalały obce mocarstwa, jest bardzo uczulona na wszystkie aspekty "polskości" i własnych granic. W rzeczywistości nawet takie kraje jak Włochy i Niemcy istnieją zaledwie 150 lat a "granica" jest dość nowym zjawiskiem w Europie a samo słowo ma polksi rodowód. Przez wieki granic narodowych nie było a ludzi wiązał ze sobą język, kultura i wspólne interesy. Miasta jak Amsterdam, Genua, Wenecja i Gdańsk miały ze sobą więcej wspólnego niż dzisiaj Szczecin i Rzeszów.

Gdańsk

Język biznesu

Historia Gdańska jest tak stara jak historia Polski. Miasto powstało dzięki międzynarodowemu biznesowi i zamieszkiwali go kupcy całej Europy posługując się językiem germańskim, różnymi dialektami bałtyckimi (zwanym plautdietsch), skandynawskimi, fryzyjskimi czy flamandzkimi. Język rozumiany był zarówno przez Niemca, Duńczyka, Szweda, Żyda i Holendra. Kto nie znał tego języka biznesu mógł się wesprzeć łaciną - esperanto średniowiecza. Dlatego też nazw ma Gdańsk bez liku bo każdy wymawiał i zapisywał go na swój sposób. Początkowo zwany Gydannyzc lub Kdancz, po tym Dantzick, Danzich, Duinzicht lub Danzig, po łacinie Dantiscum a przez Holendrów - najliczniej zamieszkujących to miasto - Danswijk lub Danswijck (wijk - osada, dzielnica).

Gdańsk

W XIV wieku Gdańsk był największym rynkiem handlowym w Europie z prawem składu.

Prawo składu pozwalało na magazynowanie (akumulacji) wielkich ilości towarów z całego świata w celu obniżenia wahań cenowych. W XV wieku podobne znaczenie w światowym handlu zdobyła także Wenecja, Genua i Brugia. W XVI wieku dołączyła Antwerpia a w XVII wieku Amsterdam. Gdański handel bałtycki zdobył wielu konkurentów operujących na większą skalę, międzykontynentalnie.

Zanim jednak Holendrzy dorobili się fortun w handlu światowym, już w XV wieku zagarnęli niemal cały handel bałtycki w którym Gdańsk odgrywał wiodącą rolę.

bałtycka fluitaZ powodu braku bogactw naturalnych w Niderlandach naród ten rozwijał rybołówstwo, handel i żeglugę morską. Z Gdańska płynęło do Holandii zboże, drewno i śledzie. Przez Polskę biegły szlaki handlowe z Węgier, Turcji i Persji których produkty także trafiały do Gdańska, m.in. węgierska miedź, która także płynęła Wisłą do Gdańska.

Tak naprawdę to holenderskie żaglowce typu fluity miały dla Polski większe znaczenie, niż nasze bitwy z Krzyżakami i Imperium Osmańskim. To na handlu z Gdańskiem powstały olbrzymie fortuny naszych feudałów: Zamoyskich, Branickich, Czartoryskich, Lanckorońskich, Lubomirskich, Radziwiłłów itp. na których gigantycznych latyfundiach mogliśmy tylko pańszczyznę odrabiać.

Amsterdamczyk w Gdańsku

Gdy Holender schodził ze statku na gdańskim nabrzeżu czuł się jak u siebie w domu w Amsterdamie. Port zapełniały holenderski fluity z pomarańczowo-biało-niebieskimi flagami na masztach. Kamienice zbudowane w holenderskim stylu i holenderskiej cegły (przywożonej do Gdańska jako balast) i kościoły holenderskie z holenderskimi ołtarzami i holenderskimi kaznodziejami a na ulicach przeważali także Holendrzy. Z wież kościołów rozbrzmiewały swojskie carillony sprowadzane z Niderlandów.

dwie fluity


Holendrzy opanowali handel bałtycki i w każdym porcie Bałtyku odgrywali wiodącą rolę. Wiele słów z języka niderlandzkiego używano w handlu i żegludze. Nawet na żaglowcach innych bander kapitanami byli Holendrzy i ich język był obowiązkowym językiem załogi. Używano holenderskich map i podręczników.

 

Gdańsk
Alegoria z gdańskiego ratusza (Izaak van den Blocke 1575–1628) przedstawiająca gdański rynek z dworem Artusa, fontannę Neptuna, barki na Wiśle i kupców zajętych handlem.

Gdańszczanie

gdanskie guldenyNa ulicach Gdańska polska mowa należała do rzadkości a wielcy gdańszczanie jak Heweliusz, Schopenhauer, Gunter Grass, Fahrenheit i Gralath byli po prostu obywatelami miasta mówiącymi obok łaciny językiem jakiego wówczas używali kupcy od Brugii do Królewca czyli językiem germańskim. Oprócz tego w tych czasach bardzo modnym językiem, szczególnie w piśmie, był łacina - ówczesne "esperanto" średniowiecznego świata.

W opisach historii tego miasta używamy dzisiaj skwapliwie spolszczonych nazw kierując się historyczną już fobią do wszystkiego co germańskie. Używamy więc spolszczonych imion i nazwisk, nazw miast, dodając przymiotnika „polski”, „polskie” bez jakiejkolwiek wzmianki o germańskim rodowodzie, ich protestanckiej religii i kulturze. Po ulicach tego miasta przez wieki przechadzali się panowie Sørensen, Janssen, Jacobson i Muller.

Co Gdańszczan łączyło z Polską o jakiem my dzisiaj myślimy - to jedynie pieniądz i ewentualnie podległość polskiemu królowi, jak na przykład Zygmuntowi III Wazie i całej dynastii Wazów którzy akurat też byli Germanami.

Szczerze powiedziawszy to nie wiem czy mieliśmy kiedykolwiek króla który władał naszym językiem. Nie władała nim na pewno dynastia Jagiellończyków, Wazów, Batory i cała plejada elekcyjnych francuzików lub innych zagraniczniaków.

Gdańsk, Toruń i Elbląg były łącznie jednym z najpotężniejszych centrów handlowych XVII-wiecznego świata gdzie kwitła kultura i nauka na równi z Lejdą i Amsterdamem. To były zaczątki pierwszej unii gospodarczej gdzie holenderski gulden był ważniejszy niż przynależność narodowa.

Gdańsk 1900

Długo by zresztą nad tym dyskutować jakie kryteria czynią z kogoś Polaka, Holendra lub Żyda. Czy urodzenie się na polskim terytorium wystarcza? Czy musi mieć polską matkę lub ojca, a może oboje? Czy językiem ojczystym musi być język polski? Dla mnie nie jest takie jednoznaczne czy Mickiewicz, Kopernik, Skłodowska i Chopin byli bardziej Polakami niż Heweliusz, Arend Dickman, Arthur i Helena Rubinstein lub Polański? Czy moje dzieci urodzone w Amsterdamie są już Holendrami czy jeszcze Polakami?