200 lat samotności Japonii

Zdumiewa nas izolacjonizm Północnej Korei. Kiedyś Chińczycy budowali mur mający odgrodzić ich od świata. Japonia przez 200 lat nie miała kontaktu ze światem. Z wyjątkiem garstki Holendrów pod srogim okiem Szoguna. 

Szogun

Wielki Wódz Szogun 

Niektórzy pamiętają jeszcze amerykański serial z 1980 r. "Szogun" o angielskim kupcu który płynąc na holenderskim żaglowcu "Erasmus" dostaje się do japońskiej niewoli. W tych czasach należało Japonię omijać. 

Sukoku nazywa się okres w którym Japonia była kompletnie odizolowana od reszty świata. Japońskie prawo pod groźbą kary śmierci zabraniało kraj opuszczać jak i do niego przybywać. Politykę izolacjonizmu Sukoku zapoczątkował shōgun Iemitsu Tokugawa i prowadzono ją ponad 200 lat (1633-1854). Nawet cudzoziemcy rozbitkowie skazywani byli na śmierć.

W XVII wieku Holandia była światową morską potęgą i żaglowce Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej (VOC) penetrowały cały świat w poszukiwaniu towaru na handel.

Jedynie Holendrom udało się otworzyć w Japonii własna faktorię handlową Dejima. Przez 218 lat ta faktoria była jedynym miejscem kontaktu Japonii resztą świata.

Dejima

Holenderska enklawa

Holenderska faktoria bała sztucznie usypaną wyspą obszaru ok. 1,5 hektara w pobliżu porctu Nagasaki. Od roku 1641 do 1859 funkcjonowała jako holenderska misja handlowa w Japonii. Była też jedyną zagraniczną misją handlową i jedynym punktem kontaktu Japonii ze światem zewnętrznym.

Na wyspę Dejima mogli wchodzić przez mostek jedynie nieliczni wybrani Japończycy a Holendrzy nie mogli wyspy opuszczać (wyjątkiem były prostytutki którym wolno było wyspę odwiedzać. Holendrzy nauczyli je się całować - obyczaj zupełnie nie znany w tym kraju). Holendrom zabronione było nawet uczyć się języka japońskiego. Raz do roku Shōgun odwiedzał wyspę na inspekcję (Shōgun był wodzem naczelnym i absolutnym władcą w tych czasach).

holenderski w japońskim

Od XVI do XIX wieku, ponad 200 lat Japonia byłą tak odizolowana się od reszty świata, że jedynym kontaktem z "cywilizowanym światem" byli Holendrzy. Dzięki nim więc do języka japońskiego trafiło kilkadziesiąt "nowoczesnych" słów holendrskich, czego przykład powyżej.

oflagowany statek VOC

Biznes w japońskich cuglach

Żaglowiec VOC zbliżający się do japońskiego portu Nagasaki wywieszał wszystkie flagi a w tym jedną "tajną flagę" - znak, że to statek uprawniony do przybycia. Sekretne flagi były co roku przez Japończyków modyfikowane. Projekt nowej tajnej flagi przesyłano w zapieczętowanej skrzyni w powrotnej drodze żaglowców z Nagasaki do Batawii (dzisiejsza Dżakarta - wówczas główna baza VOC).

Gdy załoga wywiesiła już wszystkie flagi oddawano strzał z armaty zawiadamiający o ich przybyciu.

Po armatniej salwie na pokład żaglowca przybywali łodzią japońscy urzędnicy i przedstawiciel holenderskiej faktorii na inspekcję. Kontrolowano ewentualny przemyt i czy załoga była "legalna" czyli rzeczywiście holenderska. Faktycznie cześć załogi nie pochodziła z Holandii, nawet nie mówili po holendersku ale oficjalne dokumenty twierdziły, że załoga pochodzi z Amsterdamu lub Schiedam. Japońcy tłumacze mieli i tak trudności z rozpoznaniem języka.

Żaglowce wpływały niczym w paradzie do zatoki Nagasaki otoczone łódkami witających ją Japończyków. Cudzoziemski statek był niecodzienną atrakcją. Statek wpływał w eskorcie dwóch japońskich łodzi wiosłowych z wojskiem które pozostawało przy statku. Statek nie mógł dobic do brzegu, musiał stać w bezpiecznej odległości na kotwicy przez cały czas jego postoju koło faktorii Dejima.

Każdy wchodzący lub schodzący ze statku był przez żołnierzy rewidowany. Jedynie najwyżsi urzędnicy i kapitan zwolnieni byli z kontroli - z czego oni chętnie korzystali szmuglując na ląd zakazane produkty.

Następnie na koszt VOC wynajmowano dużą liczbę japońskich tragarzy kursujących łodziami od statku do faktorii z towarem. Holendrom nie wolno było brać udział w rozładunku. Japończycy pracowali za to powoli i nawet nie cały dzień, przez co rozładunek żaglowca trwał kilka dni do tygodnia.

Po zważeniu towar składany był w magazynach ponad którymi mieszkali Holendrzy. Magazynów strzegli dzień i noc wartownicy.

Nagasaki

Do Japonii

Holendrzy dobrze zarabiali sprowadzając do Japonii następujące produkty:

rtęć,
cukier,
goździki,
niedojrzałe owoce,
produkty ze szkła,
wiele rodzai sukien,
skóry jelenie i bawole,
antymon (pierwiastek używany do malowania porcelany),
egzotyczne tropikalne ptaki (sprzedawane za szokująco wysokie ceny),
skóry płaszczek (m.in. manty; tych skór używali Japończycy do wykładania nimi rękojeści japońskich mieczy).

Po wycenie przez japońskiego taksatora towary wykładano na placu i japońscy kupcy ściągający na tą okazję z całego kraju mogli brać udział w licytacji.

Licytacja była skomplikowaną procedurą której rezultatem była sprzedaż towaru w jednostkach wagi "Kati" (ok. 60 kg) dla kupca który oferował co najmniej cenę ustanowioną przez szoguna.

ważenie towarów

Z Japonii

Dopiero po sprzedaży towaru holenderski żaglowiec mógł zapełniać ładownie japońskimi towarami, jak:

srebro,
złoto,
miedź (najczerwieńsza miedź na świecie),
kamfora,
sake,
soja,
herbata,
imbir,
japońską sztukę użytkową,
i wszystkim innym co Holendrzy uważali za wartościowe w handlu z innymi krajami.

VOC

Pewien kapitan w swoich pamiętnikach opisał jak cały pokład żaglowca załadowali japońską rasą małych piesków z których połowa wyskoczyła za burtę gdy zwyczajowo o ósmej rano oddano salwę z armaty.

Załadunek odbywał się szybko, jako, że japońskie władze milej widziały odchodzących cudzoziemców niż przybywających. Statki brały kurs na Batawię - główną bazę Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej (VOC).

W Nagasaki istnieje do dzisiaj kilka rzędów drewnianych domków w porcie - pozostałość po faktorii Dejima.

Nagasaki dzisiaj