Holenderskie malarstwo od Rembrandta do IKEA

W XVII wieku w Holandii namalowano miliony obrazów. Nazwisk znakomita większości z nich nigdy nie poznamy. To byli galernicy malarstwa.

Moda na obrazek

XVII wiek był wiekiem największej prosperity Niderlandów. Handel zamorski w krótki okresie przysparzał fortuny licznym kupcom. Bogaciło się całę społeczeństwo więc popyt na drogocenne przedmioty; meble, serwisy, srebro i obrazy, był nie do zaspokojenia.

Od zwykłego rzemieślnika po arystokratę - każdy chciał mieć na ścianie obraz. W tym czasie wyrosły takie sławy jak: Rubens, Hals, van Dyck, Rembrandt, Vermeer i wielu innych. Ale oprócz tej plejady wyśmienitych mistrzów pędzla namnorzyły sie tysiące bezimiennych malarzy malujących niemal taśmowo obrazki zaspakajając popyt u mniej zamożnych mieszczan.

W XVII wieku w Niderlandach wyprodukowano miliony obrazów, jak odkryła holenderska historyczka sztuki Angela Jager.

Podobnie jak dzisiaj w milionach domów wiszą obrazki z IKEA tak w XVII wieku armia czeladników produkowała za kilka guldenów "flamandzkie obrazki" dla piekarza, rzeźnika, cieśli.

mieszczanie

Obraz dla każdego

W okolicy Nowego Rynku (Nieuwmarkt) w Amsterdamie swoją siedzibę miał cech malarzy i tam też znajdowało się centrum produkcji obrazów. Obrazy malowali wyrobnicy na zamówienie handlarzy sztuką. W ich galeriach znajdowało się na raz nawet pięćset świerzutkich obrazów bezimiennych malarzy. Malarze dostawali groszową zapłatę a handlarze zbijali fortuny na wielkim popycie na takie atrybuty bogactwa.malarze przy pracy

Malarze byli młodzi i bez wielkiego talentu. Pracowali na strychach handlarzy w szybkim tempie produkując sceny bibilijne na zamówienie handlarza. Malowali czasami i siedem takich samych obrazów, czasami wstawiając inne figury w krajobraz. Obrazy róznej wielkości od miniatur po metr na półtora. Uzywano szablonów, przerysowywano figury, kolorowano kontury.

Obraz za dniówkę

Jednym słowem obrazy były dość prymitywne i nieudolnie malowane ale zadawalające niższą klasę średnią która płaciłą za nie jeden do trzech guldenów.

W tym czasie dniówka robotnika wynosiła jeden gulden, czyli obraz tani nie był ale można było sobie na niego pozwolić.

Malarze formatu Rembrandta czy Vermeera byli drodzy, tylko dla elit. Z pogardą nazywali tych wyrobników "galernikami malarstwa".

Ponieważ Holendrzy byli już protestantami popytem cieszyły się biblijne treści obrazów, ze Starego i Nowego Testamentu. Nie było tam miejsca na katolicką Marię z dzieciątkiem lub świętych. Ulubionym tematem były sceny z Mojrzeszem przyglądającym się zagładzie wojsk faraona, ofiara Jefty lub Jezus z upadłą kobietą.

Samson

Sławni i bogaci

Ludzkie gusty i upodobania są kapryśne. Są artyści którzy za życia dorabia się fortuny stając się bożyszczem milionów jak np. Andy Warchoł i są malarze którzy w życiu sprzedali jeden obrazek za marne pieniądze jak np. van Gogh. Sława geniuszy przychodzi często po śmierci. Ale tak nie było u malarza Van Mierisa.

Frans van Mieris (1635 - 1681) malarz ery baroku - był w swoim czasie szalenie modny i ceniony w Europie. Za jego obrazy płacono fortuny, znacznie więcej niż za obrazy Rembrandta. Van Meris malował na zamówienia bogatych mieszczan z Leiden i jego sława jako malarza z fotograficznym odzwierciedleniem rzeczywistości sięgała daleko poza granice Holandii. Obrazy u Van Mierisa zamawiał i słono płacił m.in. wielki florencki książę Cosimo de' Medici.

Frans van Mieris - sklep odzieżowy

Niemiecki arcyksiążę Leopold Wilhelm zapłacił w roku 1660 za obrazek artysty (reprodukcja obok) "Sklep z suknem" aż 2000 guldenów - to było więcej niż ile wynosiło honorarium Rembrandta za jego najsłynniejszy i olbrzymi obraz "Straż Nocna".

Obraz obrazowi nie równy: za "Straż Nocną" o wymiarach prawie 5 x 4 metrów Rembrandt otrzymał 1600 guldenów gdy tymczasem Van Mieris zarobił 2000 guldenów za ten obrazek obok o wielkości zaledwie 55 x 43 cm!

Warto dodać, że w czasie powstawania tych obrazów, w XVII wieku, za 2000 guldenów można było nabyć w Holandii dwa domy!