Stulecie morskiej Polski (1920-2020)

Za kilka miesięcy Polska oficjalnie ukończy STO LAT, jako KRAJ MORSKI i pora o tym przypomnieć Europie i światu - bo nasze władze robią to niestety słabo... 10 lutego 1920 odbyły się "zaślubiny" Polski z Bałtykiem. Tego dnia w Pucku generał Józef Haller, dowódca Frontu Pomorskiego, wrzucił do morza platynowy pierścień, symbolizujący powrót Polski do Bałtyku.

Polska odzyskała dostęp do morza na mocy traktatu wersalskiego z 28 czerwca 1919. Był to pas wybrzeża o długości 140 kilometrów. Gdy w 1920 roku oddziały Wojska Polskiego wkroczyły na Pomorze, gen. Haller najpierw dokonał zaślubin z morzem w Pucku, a 11 lutego powtórzył ceremonię we Władysławowie.
- Rzeczpospolita stała się znów władczynią na swoim Bałtyku - powiedział generał.

Z Holandii pochodził nasz dziewiąty, najmłodszy, największy i (niestety) ostatni oceaniczny statek pasażerski.

Nazywał się "Stefan Batory", powstał w 1952 roku pod Rotterdamem i przez pierwsze naście lat służył pod znakami mojego ulubionego armatora, czyli HAL-u z Rotterdamu. Nosił wtedy nazwę "Maasdam" (i był czwartym "Maasdamem" swego armatora).

A tu moja opowieść o polskich liniowcach, od "Polonii" po "Stefana Batorego". Są w niej m.in. dzienne daty wodowania naszych trzech pierwszych liniowców transatlantyckich (tych z Danii). Jako "wyjadacz" morski wiem - a jakże -  że pewnego dnia dowództwo jednego ze statków mojego kochanego HAL-u zawróciło z morza do portu wyjścia, by umożliwić pasażerowi na pokładzie załatwienie bardzo ważnej sprawy, że drugi "Nieuw Amsterdam" HAL-u zwany był Najładniejszym Statkiem Holandii, i że Holendrzy z Rotterdamu nazwali jeden ze swoich tzw. "dowozowców" imieniem Stolicy Polski ("Warszawa"!) - ale chyba żaden z połowy setki liniowców HAL-u nie przewoził w regularnym rejsie NIEDŹWIEDZIA w charakterze regularnego pasażera!!! A u nas to się zdarzyło... 4321-tonowa "Warszawa" amerykańskiej budowy (z tej samej stoczni, z której pochodzą lotniskowce typu "Nimitz"!) - dowozowiec pasażerski, który miano podobno zakupić pod naszą banderę. 

Warto pamiętać akcję holenderskich ratowników z "Brandarisa" koło Terschellingu, w marcu 1949 roku, uratowali - w wielkim stylu!! - załogę naszych "Katowic" lub 
akcję załogi "Batorego", w styczniu 1967, roku którzy uratowali - też w wielkim stylu!! - załogę tonącego na Atlantyku holenderskiego tankowca "Jacoba Verolme". No i - Holendrzy zbudowali nam łodzie podwodne "Orła" i "Sępa". O "Orle" wiemy wiele, ale filmowy występ "Sępa" znany jest tylko tym, którzy znają nasz film z 1958 r. pt. "Orzeł". 

Stefan Batory
Zakupiony od Holendrów w 1968 r. dla Polskich Linii Oceanicznych, aby zastąpić legendarnego MS Batorego (1935-1969). Służył pod polską banderą do 1988 r.

Stulecie morskiej Polski (1920-2020)

Tajemnice naszych "pasażerów"

W latach 1930-88 pod polską banderą handlową pływało w sumie dziewięć niewielkich transatlantyckich liniowców pasażerskich, począwszy od 7500-tonowej "Polonii", zbudowanej w Wielkiej Brytanii w 1910 roku, a skończywszy na 15.024-tonowym, holenderskiej budowy turbinowcu "Stefan Batory" z 1952 roku.

  • Przygoda z pasażerską żeglugą transatlantycką zaczęła się pod polską banderą w marcu 1930 roku, kiedy powstało Polskie Transatlantyckie Towarzystwo Okrętowe, założone przy udziale kapitału duńskiego. Det Oestasiatiske Kompagni, stare i znane kopenhaskie przedsiębiorstwo armatorskie, odprzedało PTTO linię pasażerską z Europy do Nowego Jorku.
  • Wraz z linią pod polską banderę trafiły trzy następujące liniowce budowy brytyjskiej (stocznia Barclay Curle, Clydeholm): "Polonia" (wod. 7. lipca 1910 roku jako "Kursk", nr bud. 482), "Estonia" (wod. 23. marca 1912 roku jako "Car", nr bud. 494) i "Lithuania" (wod. 14. lutego 1915 roku jako "Caryca", nr bud. 512). Pod polską banderą statki otrzymały odpowiednio nazwy "Polonia", "Pulaski" i "Kościuszko''.
  • W roku 1934 nazwę PTTO zmieniono na GAL (Gdynia-Ameryka Linie Żeglugowe). W roku 1951 pełnomorską żeglugę pasażerską przejęły Polskie Linie Oceaniczne z siedzibą w Gdyni. Całkowita ilość linii obsługiwanych przez naszych armatorów – to pięć sztuk (nowojorska, palestyńska, południowoamerykańska, indyjska i kanadyjska).
  • W ciągu niespełna 60 lat naszej obecności na Starym Szlaku atlantyckim zbudowano dla polskiej bandery (w latach 1934-39) tylko cztery nowe statki - dwa ("Piłsudskiego" i "Batorego") we Włoszech, po jednym w Wielkiej Brytanii ("Sobieskiego") i w Danii ("Chrobrego").
  • Największym z polskich transatlantyków był wspomniany, z górą 15.000-tonowy "Stefan Batory". Kolejne miejsca na wielkościowej liście zajmują: "Piłsudski" (14.294 BRT), "Batory" (14.287 BRT), "Chrobry" (11.442 BRT), "Sobieski" (11.030 BRT), "Polonia" (7500 BRT), "Kościuszko" (6852 BRT), "Pułaski" (6345 BRT) i "Jagiełło" (6261 BRT). Ciekawe, że ostatni polski "pasażer" był ponad dwa razy większy swoim tonażem od pierwszego!
  • Alfabetycznie pierwszy na liście jest (najsławniejszy) "Batory", następnie - "Chrobry", "Jagiełło", "Kościuszko", "Piłsudski", "Polonia", "Pułaski", "Sobieski" i (największy) "Stefan Batory". Ten ostatni jako jedyny ma dwuwyrazową nazwę.
  • Średni tonaż polskiego "pasażera" to 10.300 BRT.
  • Średni tonaż naszej czwórki nowych statków był większy; sięgał 12.800 BRT (było to mniej więcej pół "Gustloffa", ćwierć "Titanica" i jedna ósma "Queen Mary").
  • Cztery statki ("Polonia", "Pułaski", "Kościuszko" i Jagiełło") były parowcami, kolejne cztery ("Piłsudski", "Batory", "Sobieski" i "Chrobry") - motorowcami, a jeden ("Stefan Batory") - turbinowcem.
  • Pięć naszych jednostek pasażerskich - "Polonia", "Pułaski", "Kościuszko", "Piłsudski" i Batory" - miało po dwa kominy, cztery - "Sobieski", "Chrobry", "Jagiełło" i "Stefan Batory" - po jednym.
  • Pochodzący z Newcastle upon Tyne w Anglii "Sobieski" (zwodowany w sierpniu 1938 i wprowadzony do służby w czerwcu 1939 roku) odbył w regularnej służbie na linii południowoatlantyckiej jedną, a duńskiej budowy "Chrobry", zwodowany w lutym i wprowadzony do linii w lipcu 1939 roku - ledwie pół okrężnej podróży. Ten ostatni wywiózł nam jednak z kraju na emigrację do Argentyny samego Witolda Gombrowicza!
  • S/s "Polonia" to pierwszy w historii polski statek handlowy, jaki dotarł za północny Krąg Polarny; parowiec ten ma też za sobą jeden rejs w charakterze jachtu państwowego z Prezydentem RP na pokładzie i w asyście "Wichra", pierwszego z naszych kilkunastu niszczycieli. Ta sama "Polonia", pływając na wspomnianej linii palestyńskiej z rumuńskiej Konstancy do Jaffy i Hajfy, była wielokrotnie... "kupowana" przez płynących na niej do Palestyny Żydów, którym wiara zakazywała podróży w szabat.
ORP Wicher
ORP Wicher 1930-1939.
  • S/s "Pułaski" (jako "Car") w październiku 1913 roku ratował rozbitków z płonącego na Atlantyku brytyjskiego liniowca "Volturno", a w roku 1931 został pierwszym z naszych transatlantyków, jaki wyszedł w regularny rejs transatlantycki z całkowicie polską załogą. Ten sam statek w początkach 1936 roku zainaugurował pasażerską linię południowoamerykańską.
  • S/s "Kościuszko" uratował w listopadzie 1933 roku na Morzu Północnym załogę tonącego niemieckiego statku rybackiego "Horst Wessel", dowodzonego przez szypra nazwiskiem Olschowsky. Statek ma też za sobą okres służby stacjonarnej w charakterze pływającej bazy pod nazwą "Gdynia".
  • S/s "Jagiełło" to jedyny "pasażer" pod polską banderą, który powstał w znanej hamburskiej stoczni Blohm und Voss. Wśród jego pasażerów bywał m. in. sam Ernest Hemingway.
  • Sześć jednostek ("Pułaski", "Kościuszko", "Piłsudski", "Batory", "Sobieski" i "Chrobry") uczestniczyło w działaniach wojennych.
  • Dwa statki ("Piłsudski" i "Chrobry") zginęły podczas II wojny światowej. Ten pierwszy, utracony w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach pod koniec listopada 1939 roku - był największą tonażowo stratą, poniesioną przez Drugą Małą Flotę w toku wojny. Drugi padł ofiarą niemieckich bomb lotniczych podczas kampanii norweskiej w połowie maja 1940 roku.
  • Znakomitą kartę zapisały polskie "pasażery" oceaniczne w toku wojny. Dwa z nich - "Batory" i "Sobieski" - uczestniczyły we wszystkich ważniejszych operacjach desantowych. "Batory" zasłużył sobie w toku wojny na miano szczęśliwego statku: samo miejsce w konwoju w pobliżu polskiego "pasażera" zapewniało szczęście jego sąsiadom. Statek zaskarbił sobie wielką wdzięczność Albionu za wywiezienie w 1940 roku grupy brytyjskich dzieci wraz z opiekunami z nękanego wojną Albionu do Australii.
  • Do najsławniejszych pasażerów "Batorego" należał podczas wojny spory, syryjski niedźwiedź brunatny imieniem Wojtek, maskotka i regularny żołnierz (w stopniu kaprala!) jednego z pododdziałów polskiego II Korpusu na zachodzie. Ćwierćtonowy miś odbył na "Batorym" jeden rejs (za specjalnym zezwoleniem odnośnych władz brytyjskich) i zapisał się na dobre w księdze historii tak II Korpusu, jak i naszej żeglugi pasażerskiej.
  • Po wojnie dwa spośród pozostałych pod polską banderą statków - "Sobieski" i "Jagiełło" - zostały sprzedane do ZSRR, gdzie pływały odpowiednio jako "Gruzija" i "Pietr Wielikij".
  • "Stary "Batory", który obsługiwał w swojej historii aż trzy linie (w tym przez kilka lat tzw. indyjską) - podczas jednego ze swych wycieczkowych rejsów w początkach roku 1967 uratował załogę przewróconego na Atlantyku holenderskiego rudowca "Jacob Verolme". Sprawność załogi polskiego statku i lekarz z "Batorego" pozwoliły m. in. uratować wzrok jednemu z ciężko rannych w katastrofie marynarzy rudowca.
  • W latach 1969-88 pałeczkę w sztafecie polskich "pasażerów" przejął od motorowego "włocha" turbinowy "holender", który jako jedyny z naszych transatlantyków otrzymał w latach osiemdziesiątych ub. wieku prestiżową dla "pasażerów" nagrodę Chainee des Rotisseurs.
  • Stare polskie "pasażery" w ogóle nie miewały "ciągot aktorskich", w odróżnieniu od (wspomnianego wyżej) niszczyciela "Wicher", który znakomicie "zagrał" w przedwojennej "Rapsodii Bałtyku".
  • Po wojnie tak "Batory", jak i "Stefan Batory" "wystąpiły" w co najmniej trzech filmach. Pamiętne są dwa z tych "występów" - końcowe sceny na "Batorym" w "Żonie dla Australijczyka" i przerwana (w Londynie?) podróż dwóch zabużańskich "swojaków" (Kargula i Pawlaka) z wnuczką do Stanów na "Stefanie Batorym" w "Kochaj albo rzuć".
  • W toku całej obecności polskiej bandery handlowej na Starym Szlaku żaden z polskich "pasażerów" nie padł ofiarą katastrofy. Groźną przygodę ze sztormem miał swego czasu motorowiec "Piłsudski", a i "Batorego" nękały przed wojną pożary (powodowane m. in. przez różnej maści sabotażystów). Ogólnie jednak, w ciągu niemal 60 lat pływania polskich "pasażerów" przez Ocean Atlantycki - na pokładach wszystkich tych statków zginęło mniej ludzi, niż na jednym tylko "Titanicu"...
  • Polskie transatlantyki mają swoich dziejopisów, z których najsłynniejszym jest bez wątpienia kapitan K. O. Borchardt (1905-86).
  • Znani kapitanowie polskich transatlantyków - to przede wszystkim Mamert Stankiewicz i Eustazy Borkowski, ale także Edward Pacewicz, Zdenko Knoetgen i Zygmunt Deyczakowski. Ten pierwszy - który zginął na "Piłsudskim" w listopadzie 1939 roku - został jedynym w historii kapitanem polskiego "pasażera", jaki otrzymał (pośmiertnie) najwyższe polskie odznaczenie wojskowe, Krzyż Virtuti Militari. Dwaj pierwsi zostali uwiecznieni dla historii Polski i żeglugi w dwóch książkach wspomnianego kapitana K. O. Borchardta - "Znaczy-Kapitan" i "Szaman Morski".

Wojciech M. WACHNIEWSKI
Słupsk

Wojciech Marek Wachniewski (ur. w 1956 roku) to słupski tłumacz, kolekcjoner, znawca historii Słupska, żeglugi i wojen morskich oraz związków Pomorza z morzem.