Wybory w Holandii 2010

XXI wiek rozpoczął się dla Holandii bardzo źle. Źle zresztą dla całego Zachodniego Świata. Supremacja Cywilizacji Zachodniej zdaje się być zagrożona. Kroi się nowy podział świata. Powstają nowe młode mocarstwa a stara Europa nie ma siły nadążać w tym wyścigu szczurów.

Holenderski fort  jest oblężony. W momencie gdy kraj opływał w samozadowoleniu  zaczęło wykluwać się nowe niebezpieczeństwo. Holenderskie społeczeństwo szybko się starzeje i argusowymi oczami przygląda się wzrastaniu potęgi Chin i wzrastającemu wpływowi muzułmańskiego świata na nasze życie. To już nie tylko ta muzułmanka w chuście i Turek w swoim sklepiku z baklawą ale to ten przepyszny Dubai, koszmarnie bogate Emiraty i co gorsza; coraz większe uzależnienie od ropy naftowej potęguje naszą miłość do arabskich pól naftowych i naszą wrogość (zawiść?) do samych Arabów.

Wraz z zawalającymi się Twin Towers w Nowym Jorku zawalił się stabilny świat Cywilizacji Zachodniej. W roku 2010 holenderskie społeczeństwo rozpaczliwie szuka nowego przywódcy który przeprowadzi swój naród przez burzliwe morze kryzysu zaufania, kryzysu ekonomicznego, wojny biednych i bogatych, terroru, wrogości do islamu i problemów adaptacyjnych drugiej generacji muzułmanów w samej Holandii. Brak zaufania do istniejącej elity politycznej  popycha coraz więcej wyborców w ramiona anty-islamskiej partii PVV i jej przywódcy Geerta Wildersa.

Nastroje anty-muzułmańskie rosną i sondaże wykazują jakoby partia Wildersa miała zdobyć większość w nadchodzących wyborach parlamentarnych 9 czerwca 2010.

plakaty wyborcze

Jak nigdy dotąd z polityki wycofało się wielu faworytów nie mających już zaufania społeczeństwa. Jak nigdy dotąd po wyborach nastąpi największa wymiana ponad 1/3 wszystkich członków parlamentu. Dymisjonowany premier Balkenende  (z partii chrześcijańskiej CDA) słynący z aż czterech upadłych gabinetów uparł się kandydować na piątą kadencję choć wydaje się być bez szans wobec konkurencji z nowym kandydatem, wieloletnim burmistrzem Amsterdamu Jobem Cohenem (partia pracy PvdA).

Olbrzymie masy holenderskiego społeczeństwa głosuje na populistę Wildersa mówiącego prostym językiem sloganów na kilka prostych tematów (islam, chustki, przestępczość) Myślący ludzie wiedzą, że taki człowiek nie może reprezentować kraju na arenie międzynarodowej i ani on, ani jego partia nie są w stanie podołać problemom przed jakimi Holandia stoi. Nie można rządzić krajem na bazie nienawiści do niezaadoptowanych Marokańczyków.

Dzisiaj oddając głos w wyborach, większość Holendrów kieruje się rezultatem testu jaki masowo robi każdy na stronie internetowej: StemWijzer.nl  (kierunkowskaz wyborów). A dla mniej rozgarniętych jest także humorystyczny StomWijzer  - prostsze pytania ale rezultat podobny.

Tak naprawdę w Holandii liczą się tylko trzy partie: PvdA (Cohen; lewica) CDA (Balkenende; centrum),  i VVD (Rutte; prawica) a reszta to partyjki w większości zawdzięczające swą popularność charyzmatycznym przywódcom bez których by nie istniały. Każda z tych pozostałych partii wchodząc ewentualnie do rządzącej koalicji i tak musi przybrać kolory jednej z tych trzech głównych partii. To mają być historyczne wybory.

>>> Ciąg dalszy:  partie polityczne 2010