Szpinaczana akademia czyli pozycja kobiet w Holandii

Kategoria: Obyczaje

Większość dziewczynek w Holandii jeszcze do lat siedemdziesiątych XX wieku kończyły 6-letnią szkołę podstawową a po niej trzyletnią szkołę gospodarstwa domowego zwaną potocznie do dzisiaj szpinaczaną akademią. Pozycja kobiety w Holandii była i w wielu domach nadal jest zdecydowanie inna niż w Polsce. 

szkoła gospodyńNie jesteśmy w stanie dobrze pojąć historii emancypacji kobiet na Zachodzie ponieważ w naszej kulturze taki termin praktycznie nie istniał. W gospodarstwie rolnym pracował każdy i pojęcie "broodwinner" (zarabiający na chleb) jak i "huisvrouw" (gospodyni domowa) w praktyce nie istniał wśród Polaków nie istniał. My mieliśmy równego sobie Gospodarza i Gospodynię. Mimo olbrzymich zmian społecznych w Europie to nadal widać wyraźnie do dzisiaj w obu kulturach.

Segregacja płciowa

W roku 1968 zniesiono podział na średnie szkoły męskie i żeńskie ale dopiero w 1977 r. zniesiono edukację zróżnicowaną według płci w szkołach zawodowych LTS - tylko dla chłopców i w szkołach gospodarstwa domowego (huishoudscholen LHNO) - tylko dla dziewczynek. 

szkoła domowa dla dziewczynek

Mężatka

Holenderska dziewczynka nie musiała zdobywać wiele edukacji ponieważ i tak od dnia ślubu przestawała pracować, jeśli już w ogóle pracowała a zajmowała się domem i wychowywaniem dzieci. Jeszcze w latach siedemdziesiątych kobieta pracująca traciła automatycznie pracę gdy zachodziła w ciążę. W roku 1982 moja żona nie mogła zapisać się w biurze pracy (arbeitsbureau) jako poszukująca pracy bo... była mężatką. Dopiero ostatnie 30 lat ten system powoli się zmienia gdy ekonomia zaczęła wymagać aby także kobiety wzięły udział w holenderskim rynku pracy.

Do roku 1969 obowiązywał 6-letni okres edukacji dla dzieci do 12 lat. Tak więc holenderska dziewczynka w praktyce uczyła się w 6 lat czytać, pisać, rachować i trochę podstaw geografii. Po roku 1969 przedłużono go do 9 lat czyli 6-letniej podstawówki i 3-letniej szkoły innego typu dla dzieci do lat 15.

szkoła gospodyń

Kobieta nieodpowiedzialna

Do roku 1957 istniało prawo "Handelingsbekwaamheid" które określało, że kobieta w momencie ślubu przestawała mieć zdolność prawną. W praktyce nie mogła o niczym decydować bez zezwolenia męża a także musiała przestać wykonywać pracę zawodową. Tego typu prawo isniało zresztą w większości krajów Zachodniej Europy. 

szkoła domowa dla dziewczynek

Szkoła domowa

Kto miał pieniądze mógł posłać dziecko do dalszej ponadpodstawowej szkoły. Pod koniec XIX wieku zaczęły powstawać pierwsze szkoły zawodowe dla dziewczynek, tzw. "Huishoudschool" czyli szkoły gospodarstwa domowego, które z czasem chłopcy zaczęli zwać pogardliwie "szpinacznymi akademiami" jako, że dziewczynki uczyły się w tej szkole zawodu sprzątaczki i kucharki, niezbędnych aby kobieta mogła dobrze spełniać rolę żony i klasycznej gospodyni. Dziewczynki uczyły się gotować (stąd też ten szpinak) sprzątać, prać, obchodzić z niemowlęciem, poznawały podstawy żywienia, artykułów spożywczych i środków czystości, prowadzenia książeczki wydatków domowych i uczyły się prac ręcznych jak cerowanie, szydełkowanie, haftowanie itp. Większość dzisiejszych starszych pań skończyła takie właśnie wykształcenie. Dopiero od roku 1977 do tego typu szkoły (zwący się wówczas LHNO - Lager Huishoud- en Nijverheidsonderwijs) mogli uczęszczać także chłopcy.

szkoła domowa dla dziewczynek

Jak dogodzić mężowi

"Tak stanę się dobrą żoną" - instrukcja z holenderskiego podręcznika żeńskiej szkoły katolickiej w rozdziale "nauka gospodarstwa domowego", rok 1960. 

Kilka fragmentów: "gdy on zje obiad ty sprzątasz stół i szybko zmywasz, (...) on jest zmęczony po pracy i poświęca się swoim hobby a ty okazujesz temu zainteresowanie (...) ale bez dawania mu uczucia, że się na tym znasz, (...) zajmujesz się po cichu swoim robótkami aby mu nie przeszkadzać bo jego zainteresowania są ważniejsze niż twoje, (...) wieczorem sprzątasz dom i szybko idziesz do łóżka (...) ale gdy musisz się nakremować lub założyć papiloty rób to gdy on już spi aby go nie denerwować wyglądem, (...) gdy on ma ochotę na seks pamiętaj o przysiędze małżeńskiej a szczególnie o posłuszeństwie, (...) pamiętaj, że to on ma mieć przyjemność i w czasie jego orgazmu wypada abyś trochę postękała czym mu sprawisz przyjemność, (...) po tym akcie doprowadzasz się szybko do porządku i nastawiasz budzik aby zdążyć rano podać mężowi herbatę". 

być dobrą żoną

Nic więc dziwnego, że do dzisiaj można zauważyć czasami spore kulturowe różnice między obu narodami także w stosunkach rodzinnych, domowych i relacji interpersonalnych między kobietą i mężczyzną. Do tego dochodzą różnice kulturowe wywodzące się z pochodzenia społecznego które w Holandii odgrywały i odgrywają nadal bardzo dużą rolę.

9 komentarzy

Użytkownicy muszą być zarejestrowani i zalogowani, aby móc komentować.

Przynajmniej nie pracowaly na dwa etaty jak Polki.

do Darina:
ale za to byly calkowicie uzaleznione - a przynajmniej finansowo - od swoich mezow :-(.

A czy przypadkiem nie jest albo raczej byl rozpowszechniony zwyczaj placenia zonie alimentow po rozwodzie?

Podobnie jak u nas.Moja mama jej kuzyniki i koleżanki kończyły 8-letnią podstawówkę i 3-letnią szkołę zawodową(zawód krawcowa albo szwaczka).

to teraz wcale sie nie dziwie,dlaczego tak silnie walczyly o rownouprawnienie i sa dzis tak bardzo wyemancypowane. tylko to ich rownouprawnienie i emancypacja skrecila w ktoryms momencie w niewlasciwa strone. plywanie po morzach i ocenach, z srodkami poronnym, nie jest dowodem sily kobiety ani jej emancypacji ani nie jest wyznacznikiem bycia na rowni z mezczyzna. jest glupota, ktora ma krwawe rece.

Po takiej szkole nic, tylko szybko złapać męża i dorobić się kilkorga dzieci, co by męża do domu przywiązać. No i w konsekwencji panuje przekonanie "vrouwen zijn om van te houden, niet om te begrijpen".

Panie Andrzeju,
brawo za te wyjaśnienia. Lata temu opisywał je rónież jeden z holenderskich dziennikarzy mieszkający w Polsce. Dopiero wtedy zrozumiałam emancypacyjną walkę Holenderek, która moim zdaniem poszła rzeczywiście w złym kierunku. Do tego trzeba dodać dumę mężczyzn, którym wpajano od dziecka, że to on musi zarobić na utrzymanie domu. Zwłaszcza, że żonaty i dzieciaty zarabiał więcej niż kawaler. Jeśli więc żona chciała pracować, to był dla niego policzek, wstyd, że nie potrafi wywiązać się z nałożonych obowiązków, że pewnie brakuje im pieniędzy na życie, bo z niego fajtłapa, a nie prawdziwy mężczyzna. Mimo że teraz to się zmienia, to w holenderskich mężczyznach wciąż tkwi to poczucie obowiązku dbania o dom. I to właśnie tę cechę Polki cenią w swoich holenderskich mężach najbardziej. I to też wyjaśnia, dlaczego Holendrzy są tak popularni, jako kandydaci na męża.
A przy okazji to dowodzi również, jak dobrze musimy poznać takie historyczne uwarunkowania, aby prawidłowo oceniać zwyczaje w danym kraju. Tak więc trochę pokory w forowaniu ocen bardzo by się przydało tym, którzy mieszkają w innym kraju kilka lat i myślą, że już wszystko wiedzą.

Wiatrak

No cóż yota forowanie ocen bez wiedzy to 'nasza specjalność' :-) Często Polacy wiedzą mało o swoim własnym narodzie a cóż wymagać aby wiedzieli o Holendrach.
Jeszcze w latach '70 holenderska dziewczyna która pracowała i zaszła w ciąże była automatycznie zwalniana z pracy. To było tak naturalne jak zwolnienie lekarskie L4 na grypę w Polsce. Moja żona w roku 1985 nie mogła zapisać się jako poszukująca pracy (w ówczesnym Arbeitsbureau) bo była mężatką.
Ten system wyprodukował mężów którzy jednak wielu Polkom tak odpowiada. Jednak wiele nie znalazło szczęścia u boku holenderskiego faceta, szybko niemile zaskoczona kulturowymi różnicami.

Dosyć podobnie jak w Polsce bym powiedziala. Jednak u nas pozycja kobiety nie byla az tak slaba i ograniczona przynajmniej nie w duzych miastach. Nie dziwie sie tutejszym paniom,bylo o co walczyc.
A tak a propos panow to czy polscy panowie nie dbaja o dom i rodzine?

Z boku widać lepiej