Mój drugi dom na letnisko

Kategoria: Na luzie

Temat ten zapożyczyłem od zamożniejszych Holendrów którzy kupują sobie wymarzony dom letniskowy za granicą. Z regóły we Francji lub Hiszpanii. Problemy posiadania drugiego domu są bardzo podobne do problemów polskich emigrantów z ich domami w Polsce. 

dom do kupienia w PL

Ze świecą szukać Polaka w Holandii i innych okolicznych krajach który by nie miał domu w Polsce. Mieć dom w ojczyźnie jest dla większości warunkiem celu życia na emigracji.

Dom w ojczyźnie to jedyny pomysł emigranta na swą przyszłość

Nie widząc szans na własny dom i duży samochód z polskiej wypłaty młodzi po to wyjeżdżają z Polski. Także starzy emigranci lub Polki w związku z Holendrami, liczą, że kiedyś powrócą do kraju i czekać ich będzie boskie życie w ojczyźnie we własnym domku z holenderską emeryturą. Tu się trochę od Holendrów różnimy gdyż oni liczą na boskie emerytalne życie w Dordonii lub Prowansji a my na Śląsku lub Podkarpaciu. Ale problem drugiego domu mają wszyscy podobny.

domek w ojczyźnie

Kupić lub wybudować dom nie jest trudno, to tylko kwestia pieniędzy. Na wakacjach wszędzie jest pięknie i radośnie. Ale co po tym? Gdy już się tą posiadłość ma kończą się uroki wakacyjne a zaczyna codzienna rzeczywistość.

Niektórzy zbyt pochopnie kupują całą krowę gdy się chcą napić szklankę mleka. Czasami, po upływie dziesięcioleci okazuje się, że całe życie umknęło na inwestowaniu każdego grosza w wymarzony dom w ojczyźnie. Marzenia nie stają się rzeczywistością. Niejednemu zmarnowały życie. A czasu nikt nie wróci.

Dzieci emigrantów skazane są często na niedostatek, bo rodzice każdy grosz ciułają na "dom w ojczyźnie". Dzieci pozbawione są poznawania świata i rozwoju jaki doznają ich holenderscy rówieśnicy, bo rodzice każdy urlop spędzają w jednym i tym samym miejscu, najczęściej głebokiej polskiej prowincji "u babci". 

Walka serca z rozumem

Polaku na emigracji, zastanów się dobrze:

- czy potrafisz przewidzieć jak będzie wyglądał świat za 30 lat?

- czy pewny jesteś, że za 30 lat powrócisz do Polski? 

- czy upuścisz swoje dorosłe dzieci dla polskiej nostalgii?

- czy bedziesz miał emeryturę która ci na to pozwoli?

- czy nie pozbawiasz siebie i swoich dzieci dobrego życia dzisiaj dla pragnień, tęsknot i marzeń na daleką przyszłość?

[Aktualizacja z 2012 r.]

 

Etykietowanie: dom inwestycje
38 komentarzy

Użytkownicy muszą być zarejestrowani i zalogowani, aby móc komentować.

Zgadzam sie.Dla mnie w obecnej sutuacji jest to duzy problem.Utrzymanie domu zamknietego na cztery spusty w zimowe miesiace kosztuje tyle samo ,a moze i wiecej co zamieszkanego .Mam o tyle dobrze,ze brat jest najblizszym sasiadem i w razie awaryjnej sytuacji moze w miare szybko zareagowac.Nie wiem co bedzie w przyszlosci,ale jestem coraz blizej zrezygnowania z polskiego domu.To juz nie moj kraj,Im dluzej za granica tym dalej od sentymentow i nostalgii.Rzeczywistosc dnia codziennego moich rodakow mnie przeraza.Nie da sie przypudrowac bylejakosci ,pozostalosci pokomunistycznej rozpieldzieluchy dotacjami z Brukseli.

Drugi dom w Polsce?Nie mialam, nie mam i nie chce miec.Nie mam zamiaru kiedykolwiek wraca do Polski,wiec po co szukac kwadratowych jaj?Jeden mi tutaj wystarczy.Nie widze wogole sensu miec drugi dom gdzies tam.Pare razy w roku tylko na urlop tam przebywac?Wole hotel.Nie wyobrazam sobie zimowac pare miesiecy np w Hiszpani, lub latem dluzszy okres przebywac np w Polsce.To nie dla nas.Max dwa tygodnie bez dzieci i wnukow wytrzymamy, dluzej nie!:-)Wiele osob posiada drugi dom aby miec sie czym chwalic(czesto to slysze)tylko omijaja problemy finansowe i wszystkie inne problemy z tym zwiazane.

Wiatrak

Oczywiście DRUGI dom w Prowansji, Andaluzji czy Toskanii jest dla zamożnego Holendra symbolem statusu, podobnie jak jacht (bo drogie fury i tak są firmowe). DOM w Polsce jest dla polskich emigrantów wyśnioną krainą szczęśliwości, Walhallą, miejscem gdzie spędzą swoje najszczęśliwsze chwile które wynagrodzą im lata wyrzeczeń na obczyźnie. Bez domu w Polsce to tak jak bez wiary w Boga lub w życie pozagrobowe.

Nie znam symbolu STATUS.Jacht,drogie samochody(nie wszystkie sa zreszta firmowe)i inne "bogactwa"do tego nie przywiazuje wogole wagi.Wierze ze drugi dom w Polsce dla wielu Polakow, to wynagrodzenie wyrzeczen lat na obczyznie.Tez na tej liscie nie zajmuje miejsca, poniewaz moje najszczesliwsze chwile zycia to tutaj.Oj pod rzadnym wzgledem JA nie pasuje do tego tematu:-)Ani jako Polka, ani jako Holenderka:-)

expressisverbis

Ktoś kiedyś (dawno temu ) przysłał mi piosenkę (...), może to banał, ale mimo wszystko zachowałem ją w komputerze. Im dłużej za granicą tym bardziej wraca się myślami do beztroskich lat dzieciństwa … ale ( ?! ) jestem już dorosły (...)

http://www.youtube.com/watch?v=6FSCGY5NM...

1. Minęło już tyle lat, chciałeś zdobyć wielki świat
Pożegnałeś stary dom rodzinne strony
Tam gdzie słońce pierwszy raz ujrzałeś
Tam gdzie pierwszy raz kochałeś
Twój dom był tam gdzie trawa, się zieleni

Każdy ptak tam powraca, do swojego wraca gniazda
Twój był tam , gdzie trawa się zieleni

2. A teraz, gdzieś daleko jesteś sami i tęsknisz znów
Gdzie jaskółki powracają tam na wiosnę
Razem z nimi moje myśli lecą
Tam gdzie stary dom nad rzeką
I chcesz choć raz zielonej dotknąć trawy

MÓWI: Trawa przed twoim domem była tak zielona
Jak kolor nadziei
Kolor nadziei że kiedyś powrócisz tam
I usłyszysz głos matki
A kiedy będziesz wracał starą drogą
Usłyszysz najpiękniejszy śmiech dziewcząt
Tylko wtedy twoje serce potrafi znowu kochać
Gdy raz choć raz …..zielonej dotkniesz trawy

Każdy ptak tam powraca, do swojego wraca gniazda
Ty więc chcesz, choć raz zielonej dotknąć trawy

Przepraszam za blad...pod zadnym wzgledem mialo byc

expressisverbis

Mimo wszystko: bardzo dobry temat !
Trudno będzie przekonać (w przyszłości) wychowane tutaj nasze dziecko, że mieszkając niedaleko babci w Polsce będzie też wspaniale... przecież teraz ono ma tutaj znajomych (nie koniecznie mówiących w rodzimym języku)...
„Nielicznym” będzie trudno obyć się bez używek – bo nie wszyscy mieszkają niedaleko Republiki Czeskiej... a dom ??? to przecież nie mury, nie ogródek, nie życzliwi sąsiedzi – Dom można stworzyć wszędzie – oby było w nim szczęście!!!

Wiatrak

Myślę, że osoby się wypowiadające na tym forum mają tak różny światopogląd ukształtowany przez: wiek w którym przybył do NL, staż życia w Holandii, narodowość małżonka, stopień związania z ojczyzną i stopień integracji w NL, że znalezienie wspólnego mianownika nie jest możliwe. Vide poprzednie posty.

expressisverbis

Nie rozumiem określenia : „Wspólny mianownik” (?)
Bo naprawdę ciężko jest go znaleźć w „tym równaniu”
Rzeczywistość jest okrutna i nie z powodu, że zatracamy patriotyzm … tylko wielu z nas nie odbuduje rynku pracy w byłym PGR, który jest dzisiaj atrakcją dla zwiedzających - poszukiwaczy złomu … Miło by było mieć ostoję wśród najbliższych – ale przez ile lat w nią inwestować ? ... Ilu trzeba wyrzeczeń, żeby z czystym sumieniem wrócić i zabezpieczyć byt najbliższym ...
Nie będziemy Holendrami – nie będziemy spokojnie spać – nie jesteśmy z tego powodu dumni (etc.), ale jest to szansa …

Po 2,5 miesiecznym pobycie w Polsce i po powrocie do mojego domu w Holandii kazdego ranka ,gdy otwieram oczy dziekuje przeznaczeniu,ze jestem tu a nie tam.Wspolczucie,zal dla moich rodakow mieszkajacych w Polsce zamienia sie w niewyobrazalna radosc ,ze budze sie obok wspanialego czlowieka,cudownego meza,ktory jest w moim przypadku Holendrem.Nigdy nie bylam wielkim patriota,zawsze ciagnelo mnie w swiat,ale wracalam tylko dlatego,ze byla mama,brat,tata.Teraz nie ma mamy,ojciec moze byc ze mna w kazdej chwili,Polska staje sie z kazdym rokiem bardziej obca,nierozumiem juz moich rodakow pod wzgledem mentalnym.Bieda,dozenie do lepszego zycia,pogon za zachodem wypaczyla kompletnie moich rodakow,przeslonila istote czlowieczenstwa.Nie wszystkich ale w wiekszosci.Jestem przerazona.Juz nie ma w Polsce innych tematow jak pieniadz,zarobic,sprzedac,kupic.Przestalam odwiedzac moich znajomych a nawet przyjaciol,bo wiem jakie beda w stosunku do mnie pytania i oczekiwania.Znowu przywloklam za soba mojego bylego pracownika i dalam zarobic.Nie moglam odmowic.Urodzilo mu sie siodme dziecko w czasie mojego pobytu w Polsce.Innym odmawiam.Jestem zalamana,nie moge juz sluchac i patrzec jak Polakom i Polsce swiat odjezdza nie tylko w sporcie ale w kazdej innej dziedzinie zycia!

hm. Drugi dom to po prostu koszty i klopot. No i jest czlowiek zwiazany tymi murami. Chcial nie chcial trzeba od czasu do czasu pojechac i zobaczyc co sie dzieje. A na wakacje ciagle w to samo wiejsce troche nudno.
No chyba, ze ma sie nprawde bardzo duzo kasy to wtedy mozna miec i 3 domy i sluzbe, kwestia gustu, hm, a czy to jest jakis status

Bardzo jestem zaskoczona wypowiedzia J vdHB. Jeetje to w tej Polsce takie wszystko zle i be a w Holandii takie wszystko swietne i luksusowe, geweldig po prostu.EEE, chyba troche przesada. Moj maz tez jest Holendrem no i co z tego. Wyszlam kiedys tam za maz z milosci a nie dlatego, ze mieszkal akurat w Holandii. Nie mialo to dla mnie najmniejszego znaczenia. Moja emigracja nie byla ze wzgledow ekonomicznych, jedynie osobistych.Tam moj dom, gdzie moje szczescie. Mieszkam tu juz wiele lat i od dawna mam drugie obywatelstwo ale zawsze z przyjemnoscia wracam do Polski z wizyta do znajomych i rodziny.
Patrze jak sie Polska rozwija i wiele rzeczy zmienia sie z dnia na dzien na plus.
Naturalnie sa tez negatywne rzeczy, jak w kazdym kraju. Nigdzie nie ma przeciez tak rozowo. Moja kolezanka, ktora mieszka na stale od wielu lat w USA z kolei powiedziala, ze nigdy nie moglaby mieszkac w takim "komunistycznym "kraju jak Holandia, hahaha, bardzo sie usmialam. Ale nic to byl taki przerywnik.
Nabierzmy troche dystansu do wszystkiego i nie plujmy tak na Polske, ze tam wszystko takie zle.Bo to nie jest prawda.

Drugiego domu nie chcialabym miec nigdzie, dosc problemow i kosztow z jednym.
Po co komu drugi dom, jego utrzymanie przez caly rok jest drozsze od hotelu na pare tyg. Poza tym jezdzic na wczasy kazdego roku w to samo miejsce,nie zdecydowanie to nie dla mnie.
Polska faktycznie pieknieje ale mentalnosc polska nigdy mi nie odpowiadala, wiec i tesknic nie ma za czym. raz na rok lub dwa pojechac odwiedzic rodzine i znajomych, i wystarczy.
Z moich obserwacji wynika, ze wiecej ludzi wynajmuje lub kupuje dom w Holandii niz tych, ktorzy troszcza sie o dom w Polsce.
Dzis mlodzi ludzie zyja dniem dzisiejszym (i slusznie), a nie buduja domy na starosc.

Wielkosc holenderskiej emerytury jest co raz bardziej niepewna, ceny utrzymania domow co raz wyzsze. Szybko wiec moze sie okazac, ze holenderskiej emerytury wystarczy w Polsce na utrzymanie 1-go pokoju, a ie na wymarzony dom.

Zgadzam sie z Andrzejem, każdy z nas tutaj na forum (zreszta nie tylko na forum) ma inny pogląd na niemal wszystko wokół nas. Dla jednego drugi dom to kłopot, dla innego wydatek, dla innego ostoja wsród najbliższych, dla kogos pokazowka dla znajomych, dla jeszcze innego jedynie inwestycja, dom w Polsce, czy w jednym parków Landal, dom w Prowansji. Zoveel mensen zoveel wensen...

expressisverbis

No cóż - nadal większość wypowiadających się uważa DOM jako budynek - na który trzeba łożyć ciężko zarobione pieniądze - zarobione w stresie, podczas rozłąki, która prowadzi do takiego właśnie spostrzegania wartości … Patriotyzm patriotyzmem … Zabezpieczenie bytu zabezpieczeniem. Od stuleci ludzie przemieszczają się po świecie. (Czy to nie w „ziemi obiecanej – Holandii - walczono niedawno z kazirodztwem: może z powodu strachu przed migracją, bądź emigrantami... ???”) Każdy ma prawo wyboru – a wybór jakimkolwiek by nie był krzywdzi (…), albo nas samych, albo naszych najbliższych …

Miło mieć zabezpieczenie – życzmy sobie wielu miejsc, takich gdzie w chwili zwątpienia będziemy mogli zamieszkać ! ....

Jest może wygodniej, może prościej - nie wiem czy łatwiej …- nie zapominajmy jednak, że egocentryk prędzej, czy później: w życiu zostanie sam !!!

W Polsce nie mam nic, tu mam dom z gemeente. A hipoteke bierzemy na dom w Hiszpani :)))

Juz czwarty rok jestem na walizkach w Holandii, nie mam tu przyjaciół , ani znajomych z ktorymi mozna sie spotkac.
Za to mam dom w Polsce i ciesze sie z tego ze powoli konczymy remont ukochanego gniazdka. I bajka pt: " Holandia "sie skonczy.

Witam wszystkich :) Na początku lipca za sprawą pewnego Holendra spakowałam walizki i przyfrunęłam z Polski do Amsterdamu. Zanim podjęłam decyzję o przeprowadzce, odwiedziłam Holandię kilka razy. Teraz jednak, w świadomości, że zostawiłam za sobą rodzinę i przyjaciół, bez biletu powrotnego, nie za bardzo mogę się tu odnaleźć. Dlatego pomyślałam, że może uda mi się poznać jakieś fajne osoby z Polski, z którymi mogłabym się od czasu do czasu spotkać i miło spędzić czas :) Bo codzienne przeglądanie monsterboard w towarzystwie kota też się kiedyś nudzi :)
Pozdrawiam i czekam na odzew.
Gosia

Wiatrak

Bilet powrotny zawsze można kupić.
"Nie mogę się tu znaleźć" - jest powszechnym zjawiskiem (prawie) wszystkich Polaków w Europie Zachodniej (bo wszędzie dobrze gdzie nas nie ma).
Rola polskiej maskotki (wraz z kotem) u Holendra będzie ci tylko coraz bardziej przeszkadzała. Albo się tutaj "znajdziesz" albo będziesz dzieliła los tysięcy innych polskich maskotek w Niderlandach. Miau.

ooo dziękuję za tak szybki odzew :) Jednocześnie nie rozumiem użytego w stosunku do mojej osoby sformułowania "polskiej maskotki". Czy autor powyższej wypowiedzi - Pan Andrzej - mógłby przybliżyć mi ten termin? :) Inaczej ciężko będzie mi się odnieść do tej opinii:)

Jak na razie rozumiem, że nie ma ona pozytywnego wydźwięku. Jeśli autor próbuje podważać motywy, jakie kierowały mną i moim chłopakiem przy podejmowaniu decyzji o wspólnym zamieszkaniu (których nie podałam, ale dla większości są oczywiste) albo pisze o roli Polek w związkach z Holendrami, to tylko pogratulować szerokich horyzontów.

Prawdopodobnie jestem dużo młodsza,a zarazem nie mam takiej wiedzy, jaką w wielu kwestiach posiada Pan Andrzej (czytając Pana wypowiedzi w innych wątkach ze strony wiatrak.nl), ale ośmielę się Pana pouczyć :) Metoda indukcyjna nie sprawdza się w analizie życia prywatnego innych osób, dlatego proszę nie rozpościerać ogólników nad moją głową, w szczególności nie nazywać mnie "polską maskotką". Na szczęście "odgrywam" w swoim życiu inną rolę.
Pozdrawiam

Wiatrak

Nie bierz sobie black doritos tego tak do siebie. Oczywiście, że cię nie znam i tylko generalizuję metodą indukcyjną, dedukcyjną, whatever. Po prostu twój post pasuje jak ulał do utartego szablonu, that's all. Każdy człowiek jest (nieco) inny a czasami są nawet wyjątki i... to jest dobre! :-)
Na Wiatraku spotyka się więcej pań z podobnym jak ty osamotnieniem w obcym świecie, ale dobrosąsiedzkich kontaktów i zrozumienia nie wiele. Za duże ego's i różnice tła (achtergrond).

Panie Andrzeju, ależ Pan spłycił problem, na dodatek wstawił go Pan w zaściankowe myślenie. Z drugiej strony może dzięki temu black_doritos zrobi wszystko, aby zaprzeczyć stereotypom. Tego jej serdecznie życzę. I doradzam: proszę pójść na kurs niderlandzkiego, czytać holenderskie gazety (radzę NRC Handelsblad), słuchać na okrągło radia (radzę Radio1Journaal), nie szukać na siłę znajomych z Polski, ale ich też nie unikać, od czasu do czytać poczytać przez internet co się dzieje w Polsce, a przede wszystkim wyrobić w sobie przekonanie, że kocha pani dwie ojczyzny. Tak jak swojej pani nie wybierała, ale otrzymała ją pani przez urodzenie, tak samo wybierając chłopaka, otrzymała pani w prezencie jego ojczyznę.Ta nowa czasem będzie panią irytować, ale przecież stara też nie jest idealna. Obydwie mają swoje plusy i minusy. Nastawienie jednak: kocham obydwie, bardzo pani pomoże odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Mogę powtórzyć za moim mężem, Holendrem: nasze mieszane małżeństwo nie tylko jest od wielu wielu lat wspaniałe, ale bardzo nas wzbogaciło. Czego i pani serdecznie życzę. A pana Andrzeja trzeba czytać z przymrużeniem oka, bo to ani pani pokolenie, ani jego związku z Polką nie można porównywać do naszego. Więc biedak nie wie czasem, co pisze...

Wiatrak

:-) ... dobre rady yota!

expressisverbis

Jak miło, że mimo wszystko jak przystało na Polaków potrafimy nie obrażając się na siebie, polemizować … Wspólnie znajdujemy konsensus, służymy dobrą radą … Warto rozmawiać – bo „gdzie dwie głowy to” … (fryzjer ma więcej pracy), a „gdzie kucharek” sześć (to dwanaście …) Na szczęście w tym całym nieszczęściu jest miejsce w którym można się wypowiedzieć. „Jeszcze się taki nie urodził co by każdemu dogodził” ! (etc)

A mnie by nie przeszkadzalo byc z zawodu np. spadkobierca fortuny, lezec, wypoczywac i pieknie pachniec niczym maskotka. I malo tego, glowe daje, ze 99% mezczyzn i kobiet tez nie mieliby z tym problemow. A na pewno nasz zakompleksiony wyrobnik Andrzej, ktoremu sie w zyciu nie ulozylo a z takim podejsciem male szanse , ze jeszcze sie uda, z cala pewnoscia zamienilby swoje zycie na zycie maskotki.

Yota ma racje, zacznij od jezyka, nie tylko otworzy horyzonty, ale to podstawa pierwszych znajomosci i przyjazni. Ja dzieki takim pierwszym znajomoscia dostalam cynk, ze "mozna sie starac' o prace a nastepnie ja dostalam.
Powodzenia

expressisverbis

Czyżby najlepszą obroną nadal był atak ???
Zaczęło tak niewinnie: „Mój drugi dom”... Wiele racji w każdym zdaniu.

„Każdy człowiek, którego spotykasz na swojej drodze
wie coś o czym ty nie wiesz – ucz się od ludzi” (H.Boy)

Pociagne temat i pozwole sobie wylowic ze skarbnicy polskich przyslow pewne stare i madre przyslowie: kto pod kim dolki kopie ten sam w nie wpada.

expressisverbis

Poproszono mnie dzisiaj o przetłumaczenie „ciekawej a zarazem smutnej” historii.... Nie dotyczy ona Polaków!

„- Do Holandii przedostaliśmy się przez Grecję... Mój mąż pochodzi z Armenii. Ja bardzo wcześnie wyszłam za mąż. Nasze wspólne życie zaczęliśmy w ówczesnym Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, gdzie po „rozpadzie” - w poszukiwaniu pracy przemierzyliśmy od Moskwy przez Syberię tysiące kilometrów, żeby wrócić do moich rodzinnych stron (…) Nigdy nie brakowało nam pieniędzy. Zawsze radziliśmy sobie z utrzymaniem trojga dzieci (…) do momentu w którym one ( dzisiaj już dorosłe ) nie mają szansy na zatrudnienie w (dla nich chciałoby się powiedzieć ) ojczyźnie. Mąż i ja od dwóch lat ciężko pracujemy w ogrodnictwie. Część zarobku przesyłamy rodzinie w Grecji. Mamy tam mieszkanie podobnie jak i w Armenii. Jednak nie widzę dzisiaj żadnych możliwości powrotu. Dzisiaj walczymy wspólnie żeby nasza rodzina zamieszkała z nami tutaj w Holandii (…) Mamy nadzieję, że wspólnymi siłami uda się nam przetrzymać trudne chwile. Nie ważne są nasze mieszkania w dwóch odległych od siebie o tysiące kilometrów krajach. Ważne jest zdrowie, szczęście i praca, która pomoże nam przeżyć ... Nigdy nie spodziewałam się, że będzie tak trudno, ale wiem, że niejeden raz trzeba się upokorzyć w celu wzmocnienia więzi z rodziną. ”

Tym bardziej mam mieszane uczucia: - Czy chodzi o dach nad głową, czy o ognisko rodzinne przy którym można zapomnieć o troskach... i nie tylko ...

Wiatrak

Chcą po prostu ściągnąć resztę rodziny do Holandii.
Gastarbeiterzy nie są problemem. Problemy zaczynają się gdy zechcą pozostać, ściągnąć żony, matki, dzieci, założyć rodziny. Wówczas z jednego ciężko pracującego cudzoziemca robi się dziesięcioro już niekoniecznie pracowitych/przysparzających krajowi dobrobytu.
Pozostają mieszane uczucia. Jesteśmy częścią Tego świata.

expressisverbis

Wiatrak @
Najbardziej podoba mi się określenie: „Po prostu” reszty wypowiedzi (chyba) nie rozumiem!
To skąd założenie w temacie?!

yota:
Dzięki za dobre rady :) próbuję słuchać tego języka, oglądam tv, słucham radia, znalazłam też strony internetowe do nauki, no i mam pomoc chłopaka i przyszłej teściowej, także nie jest źle :) Poza tym każdy mówi tu po angielsku, dlatego na razie w tym języku się porozumiewamy. Co do przekonania, że kocham dwie ojczyzny, to wcale nie muszę go wyrabiać, bo w rzeczywistości tak jest :) z tym, że obie kocham ze względu na inne rzeczy. Gdyby tak połączyć dobre strony Polski i Holandii, to miałabym swoją utopię :D

D arina:
Zgadzam się, ale też muszę znaleźć pracę jak najszybciej, dlatego na razie szukam firm, gdzie mówią po angielsku ;) mimo wszystko znajomość chociaż kilku zwrotów po holendersku jest sprawdzonym sposobem na przełamanie pierwszych lodów ;)

Wiem, że moje komentarze są mało adekwatne do artykułu, ale piszę o rzeczach, które są dla mnie ważne. Widzę, że część z Pań jest w dłuższych związkach z Holendrami. Niektóre w małżeństwach :) Chciałam spytać czy Wasi panowie uczą się języka polskiego i jeśli tak, to z jakim skutkiem? A jeśli nie, to z jakich powodów?
I drugie pytanie: jeśli macie dzieci, jak wygląda sprawa języka? Czy mówicie do nich po holendersku, czy uczycie polskiego? Bardzo mnie te kwestie męczą. W moim związku mówimy do siebie po angielsku, ja nie znam holenderskiego (oprócz paru zwrotów), on też nie rozumie mojego języka. Wiem, że dzieci w naszym przypadku to odległa przyszłość, ale jakoś nie mogę sobie wyobrazić tej sytuacji. Z góry dziękuję za odzew ;)

Black-doritos napisala: Gdyby tak połączyć dobre strony Polski i Holandii ... zawsze to powtarzam.
Odpowiadajac na Twoje pytania.Moj maz "uczy sie"polskiego wlasciwie tylko po to aby wywolac ogolna radosc u polskojezycznych sluchaczy. Generalnie to jest tak otwarty facet, ze nawet bez polskiego ze wszystkimi sie szybko i bez trudu zaprzyjaznia.
Co do dzieci, to dwa jezyki, ja polski, maz holenderski. Nie chcialabym pozbawiac dziecka mozliwosci poznania dwoch jezykow w sposob naturalny. Kiedys myslelismy aby jeszcze dolozyc do tego angielski, ale w praktyce nei bardzo wiemy jak to zrobic, zeby wyszlo naturalnie. W domu poslugujemy sie juz tylko holenderskim. W tym momencie po tylu latach angielski bylby dla nas nienaturalny do codziennych rozmow.
Moze jest jakas mama, ktorej udalo sie wychowac dziecko w trzech jezykach i ma na to jakies sposoby?

Moj maz mowi po polsku, dosc szybko lapie, szczegolnie potoczne zwroty. Sluza glownie robieniu wrazenia podczas wizyt wsrod polskich znajomych oraz sporadycznie w rozmowach z dziecmi. Ja rozmawiam z dziecmi po polsku, maz po holendersku. Z mezem w bardziej skomplikowanych kwestiach przechodzimy na angielski. Starsze dziecko lubi powtarzac angielskie zdania i dopytuje sie co one oznaczaja. Tak wiec dzieci sa dwujezyczne z ``obyciem`` w trzecim.
Black_doritos: Niesamowite dla mnie, ze masz pomoc w nauce jezyka od przyszlej tesciowej i jeszcze rozmawiaja z taba po angielsku! Przywracasz mi wiare w holendrow. Jednak jeszcze sa tacy ludzie....

Faktycznie moja przyszła teściowa to prawdziwy skarb ! ;) jednak od pewnego czasu przeszła na inny system: mówi po holendersku,a ja odpowiadam po angielsku. Czasem jak nie załapie o co chodzi, powtarza po angielsku. Nie wiem czy da się w ten sposób przyswoić język, jeśli ze zdania wyłapuję dwa, trzy znajome słowa i dzięki temu rozkminiam, co autorka ma na myśli. Franka a u Ciebie jak było? Po wypowiedzi wnioskuję, że inaczej niż u mnie.

Wszyscy starają się rozmawiać po ang., miałam tylko jedną mało przyjemną sytuację, kiedy będąc u dealera jeden z mechaników usłyszał, że nie rozumiem holenderskiego, odburknął (do mojego chłopaka - po holendersku), że skoro jestem w Holandii to powinnam się nauczyć języka a nie gadać w innym . :/ Trochę w tym prawdy, ale nie za fajnie się człowiek czuje po takich słowach, tym bardziej, że ja chcę się uczyć.

D Arina:
Moje dzieci mowia w trzech jezykach wiec drogie mamy to naprawde jest do zrobienia. Wystarczy tylko troche dobrej woli ze strony rodzicow i zanim sie obejrzycie dzieci same sie we wszystkim odnajda!
Jako polka, w kontaktach jeden na jeden zawsze mowilam i mowie do dzieci po polsku. Jest to dla mnie naturalne i nie wyobrazam sobie zeby moglobyc inaczej.
Z takiego samego powodu maz - Holender mowil i mowi do dzieci po holendersku.
Jako rodzina komunikujemy sie jednak po angielsku i wszyscy lacznie z dziecmi porozumiewamy sie w tym jezyku. Zdaje sie skomplikowane jednak prosze mi wierzyc w praktyce wyglada to znacznie prosciej i wychodzi bardzo naturalnie. Zreszta najwazniejsze sa i tak tylko te pierwsze lata i tylko wtedy potrzeba duzo dyscypliny i konsekwencji. Problem znika zupelnie w wieku okolo 5 lat, kiedy dziecko jest juz na tyle duze ze swiadomie posluguje sie trzema jezykami w zaleznosc od sytuacji w jakiej sie znajduje. Wtedy jednak zaczyna sie kolejne wyzwanie dla rodzicow. gdyz trzeba zadbac aby dziecko nie tylko mowilo ale rowniez pisalo i czytalo w kazdym jezyku.

Wielu Polakow dotyka ten problem. Sam tez sie z nim borykam. Mam w Polsce mieszkanie w centrum miasta i od prawie 5 lat stoi puste i czeka. Nie chcialem wynajmowac bo nie wiedzialem kiedy wroce oraz mam tam wszystkie swoje rzeczy. W koncu trzeba bedzie sie z tym uporac bo ilez mozna opacac rachunki za ogrzewanie pustego mieszkania. Spokojnie starczylo by na 4 * hotel na okres urlopu czyli chyba pojdzie pod mlotek i moze czas nastal na kupno wlasnego mieszkania za granica.

Jeśli budować dom to chyba z myślą aby po budowie się do niego wprowadzić, a nie siedzieć na obczyźnie i ładować w jego utrzymanie...to chyba jest mało praktyczne. W Polsce teraz dużo pracy i sugerowałbym moim rodakom aby jak najbardziej się budowali ale z rozsądkiem, czyli skromnie bez zbędnych kosztów i najważniejsze...aby ta budowa była w okolicach wielkich miast, tam gdzie praca i zarobki są w miarę do przetrawienia, bo budowa domu na wiosce gdzieś w bieszczadach jest po prostu głupotą.

Do tego jeszcze w Polsce co chwilę się zmienia prawo nieruchomości. Obserwuję te zminay z zaciekawieniem - niektóre na korzyść, inne niekoniecznie. Na przykład ostatnio zmieniły się procedury przekształcania prawa użytkowania wieczystego w prawo własności: http://www.norekwspolnicy.pl/blog/oplata.... Przed inwestycjami w Polsce radziłbym dobrze się przyjrzeć wszystkim ostatnim zmianom.