Holenderscy koczownicy

W Holandii nadal istnieje 260 koczowniczych obozowisk na których stoi (2018) łącznie 7.723 jednostek mieszkalnych byłego ludu koczowniczego.

Woonwagenkamp

Od wieków istniały w Holandii koczownicze obozy cygańskich i holenderskich karawan. Przemieszczali w poszukiwaniu środków do życia. W drugiej połowie XX w. pod rosnącym naciskiem miejscowej ludności zmuszani byli do osiedlania się gdzieś na peryferiach miast. Powstawały obozy przyczep kempingowych w "bezpiecznej" odległości od istniejących obszarów mieszkalnych, na terenach przemysłowych lub wzdłuż autostrad. Roma i Sinti to tylko znikoma część liczby obozów zwanych "woonwagenkamp".

holenderscy koczownicy
Holenderscy koczownicy, sto lat temu.

Mieszkańcy tych obozów; woonwagenbewoner to ktoś, kto należy do grupy zamieszkującej w przyczepach kempingowych, w specjalnych ośrodkach lub obozach dla przyczep kempingowych. W skrócie zwani są "kampers" choć sami woleli nazywać się "podróżnikami" (reizigers) lub włóczęgami. 

holenderscy koczownicy
Obozowiska w pierwszej połowie XX wieku.

Biedacy bez dachu nad głową

Mieszkańcami tych osiedli karawanów nie są z reguły potomkami Romów i Sinti - lecz są głównie "rasowi" Holendrzy, potomkowie biednych chłopów małorolnych, robotników najemnych i kopaczy torfu, którzy z różnych przyczyn (np. mechanizacji) nie byli już w stanie zarobić na życie po ok. 1850 r. Zaczęli przenosić się z miejsca na miejsce, mając nadzieję znaleźć pracę i zarobić na życie. To umieściło ich poza społeczeństwem, w tej samej grupie co Cyganów. Typowymi zawodami koczowniczych mieszkańców karawan były lub są: druciarz (ketellapper), wyplatacz krzeseł (stoelenmatter), producent mioteł (bezembinder), wędrowny sprzedawca (kramer), muzykant i ostrzyciel noży i nożyczek (scharensliep). Współcześnie mieszkańcy obozów zajmują się eksploatacją wesołych miasteczek, złomowisk lub są handlarzami starych samochodów.

holenderscy koczownicy
Stare, tradycyjne obozowisko holenderskich koczowników.

Od 1999 r. powstałą nowa polityka władz której założeniem jest naturalne wymieranie tych obozowisk które bywały siedliskiem przestępczości. Przy tym trzeba dodać, że już dawno te przyczepy kempingowe i karawany zamienione zostały na spore wille, z jednym tylko wymogiem: nie mogą mieć fundamentów i oficjalnie muszą być przestawialne. Niemal w każdej gminie znajduje się taka enklawa "woonwagenkamp". Obecnie jest ich jeszcze 260, rozsianych po całym kraju.

holenderscy koczownicy
Stary tradycyjny obóz z 2019 r.

Specyficzna kultura "koczowników"

Mieszkańcy tych obozowisk rządzą się własną kulturą i mentalnością. Można powiedzieć, że uczucie życia w wozie lub samochodzie w nich pozostało. Co ciekawe, wiele z tej kultury przypomina bardziej kulturę polską niż holenderską.

holenderscy koczownicy
Współczesny woonwagenkamp.

Obowiązują surowe zasady higieny. W domach nie są noszone buty i nigdy nie myje się rąk w kuchennym zlewie. Rodziny mieszkają blisko siebie. Dzieci są nazywane po dziadkach i używane są pseudonimy. Istnieje bardzo przyjazna kultura kulinarna. Gość zawsze otrzymuje jedzenie i napoje, a czas posiłków nie jest stały. Istnieje również silna wzajemna więź w dziedzinie rytuałów cyklu życia. Pierwsza Komunia jest hucznie obchodzona. Przed małżeństwem istnieje tradycja, że ​​chłopiec i dziewczynka uciekają razem z domu rodzinnego. Istnieją także specjalne zwyczaje związane z pogrzebem. Mieszkańcy przyczep kempingowych tradycyjnie wykonywali zawody rzemieślnicze i usługowe. Praca na etacie stoi w sprzeczności z ich pragnieniem wolności i poczucia własnej wartości.

holenderscy koczownicy

Największym obozem mieszkańców przyczep kempingowych w Zachodniej Europie jest Beukbergen w pobliżu Zeist w Holandii, który w 2016 r. liczył 260 "tymczasowych" domów. Dobrze znanym obozem był Vinkenslag (obecnie De Karosseer) w Maastricht, o którego mieszkańcach było głośno w mediach (2003-2004) po dwóch nalotach policji i bitwie z mieszkańcami. Przy nalotach znajdowano olbrzymie plantacje konopi.