Jak się wita z Holendrem?

Wiele holenderskich obyczajów jest dla nas niezrozumiałych lub dziwnych. Z pozoru błahe różnice. A jednak. Jak my się witamy a jak Holendrzy?

Cześć, witaj!

Z holenderskiej perspektywy zadziwiającym jest, jak polscy mężczyźni podają chętnie i przy każdej okazji rękę. Każdemu i zawsze. Czy to bratu, czy koledze, czy wujkowi. Ale nigdy kobiecie! Ani siostrze, ani koleżance ani cioci. Kobietom nie podaje się ręki a jeśli to już aby ją w rękę całować. Kobiety można ewentualnie pocałować w policzek gdy jest mężczyźnie bliska. Ręki nie podaje się lekarzowi, dyrektorowi i innym mężczyznom na stanowiskach (wchodząc do ich gabinetu).

W Holandii jest akurat odwrotnie. jak się masz!

Mężczyźni podają sobie ręce wyjątkowo. Jedynie się długo nie widzą i raczej mniej znają. Dla kolegów w pracy, znajomych, sąsiadów, braci i wujków wystarczy machnięcie ręką, zawołanie "hoi", "hey", "dag" lub "hallo". Podobnie w stosunku do kobiet. Jedynie bardziej osobiste znajome całuje się w policzki i to trzy razy (choć czasami dwa).

Rękę podaje się zawsze lekarzowi, dyrektorowi i innym mężczyznom na stanowiskach - patrząc sie przy tym w oczy.

Trzy razy w policzek

Także obyczaje w Holandii, dotyczące przywitania i pożegnania są dla nas niezbyt jasne, normy są nieco inne. Generalnie ludzie się na przywitanie-pożegnanie nie całują i nawet będą tacy co uważają to całowanie za obrzydliwe! Ale... zawsze jest "ale" które tą generalizację niweczą. Kontakty osobiste, normy zachowania, zażyłość i spoufalanie trudno zmierzyć i jest wiele sytuacji i osób z którym się całuje (i to koniecznie trzy razy) na przywitanie-pożegnanie.

Hallo!

W większości krajów Zachodu tak jak i w Holandii znacznie częściej pozdrawia się przechodniów. Mówi się "dzień dobry" przy wejściu do pomieszczenia, biura, sklepu, poczekalni, windy itp. Podobnie przy wyjściu. Francuzi całują się zawsze i wszyscy; mężczyźni i kobiety. W Polsce jest to przyjęte w rodzinie lub wyjątkowo emocjonalnych sytuacjach.

Na spacerze w parku a już szczególnie w bardziej opuszczonych miejscach jak lasy i góry pozdrawianie się jest niemal obowiązkowe. W czasie wędrówki po Wogezach napotykamy na górskiej ścieżce wycieczkę francuskich harcerzy i choć jest ich trzydziestu to trzydzieści razy słyszymy od mijanych dzieci "bonjour", lub "Grüß Gott" w Austrii lub "bouna serra" w Apeninach.

Ostatnio na wycieczce w Karkonoszach, wdrapując się do ruin Chojnika liczyłem ilu mijanych turystów pozdrawiało przechodniów. Tylko gdy się spojrzałeś przechodniowi głęboko w oczy mruknął "dzień dobry". Trafiają się dobrze wychowane jednostki. W Górach Stołowych gdzie mijały nas chmary wycieczek szkolnych pozdrowienie należało także do rzadkich wyjątków. Takie są polskie obyczaje, ale warto pamiętać, że w innych krajach obyczaje się różnią.

Poniższy schemat z holenderskiego źródła, z przymrożeniem oka wyjaśnia zasady pozdrawiania się Holendrów.

cześć!