Dlaczego Amsterdam i Rotterdam nie cierpią siebie nawzajem?

Mecz Ajaxu z Feyenoordem to zawsze mieszanka wybuchowa. Wiele meczy musi odbywać się bez udziału kibiców jednej ze stron - to gwarantuje rozruchy. Kibice obu klubów nie mogą się nawzajem strawić. Ale historia animozji Amsterdamu i Rotterdamu jest dużo dłuższa niż historia ich klubów piłkarskich.

Amsterdam i Rotterdam

010 kontra 020

Popularnie nadal skraca się nazwy obu miast do telefonicznych numerów kierunkowych; 010 - Rotterdam, 020 - Amsterdam. Wrogość do stolicy jest zresztą dość powszechnym zjawiskiem w wielu krajach. Francuzi nie cierpią Paryżan, Krakowiacy nie cierpią Warszawiaków. 

Animozje między obu miastami powstały już 400 lat temu gdy oba portowe miasta poczęły konkurować ze sobą o pozycję w Europie i świecie. Rotterdamczyzy nienawidzą Amsterdamczyków bardziej niż na odwrót. Dlaczego? Trzeba cofnąć się o kilka stuleci wstecz. Amsterdam był kiedyś kwitnącym miastem handlowym, a Rotterdam zawsze był w jego cieniu, jako numer dwa co zawsze frustrowało Rotterdamczyków. To jest zresztą powszechne zjawisko w wielu krajach: między dwoma największymi miastami zawsze jest rywalizacja. Na przykład Liverpool i Londyn, Marsylia i Paryż, Hamburg i Berlin - zawsze kłócą się o to, kto jest lepszy. Lokalna duma. Rotterdamczycy są dumni ze swojego miasta - Amsterdamczycy też. Amsterdam ma swoje kanały i historię, a Rotterdam ma porty i szerokie ulice, mosty i nowoczesną architekturę. W Amsterdamie uwielbiają muzykę ich miejskiego folkloru (levenslied), a Rotterdammers są wynalazcami gabber (hardcore house). Amsterdamczycy jedzą śledzie z cebulą i piklami, Rotterdamczycy wolą jeść "kapsalon".

Stary Amsterdam
Amsterdam w XVII wieku.

Wieczni konkurenci

Już w XVI w. dzięki zamorskiemu handlowi, eksplozyjne wzrastała potęga i bogactwo Amsterdamu. Rozpoczęto budowę centrycznych kanałów jakie znamy do dziś. Kanałów wokół wówczas jeszcze morskiego portu. Zamożni kupcy budowali potężne kamienice, miejskie pałace, wzdłuż kanałów miasta. Amsterdam stawał się światowym centrum handlu, wspomaganym przez Gdańsk.

Jednocześnie mniejszy Rotterdam leżący u ujścia Renu także zdobywał znaczenie w Europie i jego port z sukcesem konkurował z pobliskimi portami w Delft i Dordrechcie. Początkowo rotterdamski port służył do wymiany handlowej z Anglią i dla floty połowów śledzi. W roku 1572 - gdy Amsterdam wpadł w ręce hiszpańskich zaborców - bardziej wzrosła rola portu w Rotterdamie.

Stary Rotterdam
Rotterdam na początku XX wieku, zanim został zniszczony w II wojnę światową.

Rok 1600 - Holenderska Kompania Wschodnioindyjska

W roku 1602 powstaje pierwsza ponadnarodowa Kompania Handlowa w świecie: Holenderska Kompania Wschodnioindyjska w której Amsterdam miał 50% udziału a Rotterdam 16%. W roku 1675 Amsterdam był pod względem wielkości, po Londynie i Paryżu, trzecim miastem Europy licząc 160 tys. mieszkańców.

Rotterdam liczył wówczas tylko 60 tys. mieszkańców ale miał już wszystkie atuty aby stać się dominującym miastem regionu. Jego port łączący śródlądzie Europy leżał nad otwartym morzem gdy tymczasem z portu amsterdamskiego statki musiały przepłynąć Morze Południowe (Zuiderzee; dzisiaj IJselmeer) i mielizny Marsdiep (między Den Helder i wyspą Texel).

Dopiero w 1872 r. wykopana kanał (Nieuwe Waterweg) łączący Amsterdam z otwartym Morzem Północnym. Ale jednocześnie dla nowo powstającego ośrodka przemysłowego Zagłębia Ruhry port Rotterdamski był idealnym miejscem światowej dystrybucji produktów wieku industrializacji. Światowe znaczenie Rotterdamu szybko rosło. Przez wieki był to największy port świata a dzisiaj jest nadal największym portem Europy.

wieczni konkurenci
Amsterdamski Ajax i rotterdamski Feyenoord - wieczni wrogowie.

Dzisiaj Rotterdam liczy 588 tys. mieszkańców a Amsterdam 870 tys. i choć Amsterdam jest stolicą kraju i centrum turystycznym to Rotterdam jest jego centrum handlowym dzięki największemu portowi w Europie. Gdyby nie wojenne zniszczenie historycznego centrum Rotterdamu byłoby to miasto nie mniej atrakcyjne turystycznie niż Amsterdam. 

Gdy amsterdamczycy się bawią to rotterdamczycy pracują. Nigdy nie będzie między nimi zgody. Przynajmniej na stadionach.

Przeczytaj także: