Polska udręka: antysemityzm

Póki Polska leżała za żelazną kurtyną, nie było problemu. Im więcej kraj otwiera się na Zachód, tym więcej zdumionych oczu patrzy na Polaków wypierających się antysemityzmu jak żaba błota. Tymczasem wrogość do Żydów wyssaliśmy już z mlekiem matki. 

propaganda
przedwojenne plakaty propagandowe

Main Kampf ciągle żywy

Polska niechęć do Żydów jest dla mnie zrozumiała. Przez setki lat Polak był obywatelem trzeciej kategorii we własnym kraju. Kraj należał do magnackiej elity, chłop był jego niewolnikiem a pomiędzy nimi funkcjonował Żyd - biedny, czy bogaty - zawsze miał o niebo lepsze życie niż przymierający głodem na przednówku polski chłop pańszczyźniany. Żyd był wolny choć ledwie tolerowany przez Polaków. Po pierwszej wojnie światowej nastroje antyżydowskie narastały w całej Europie. Adolf Hitler te nastroje najlepiej rozbudził. 
Historia powstania i upadku Trzeciej Rzeszy jest krótka, trwała zaledwie 12 lat, ale ideologia zaczerpnięta z książki Hitlera "Mein Kampf" jest ciągle żywa. I nigdzie na świecie nie jest tak żywa jak w Polsce. Wszystkie frustracje Hitlera skierowane przeciwko Żydom, Komunizmowi lub po prostu Żydokomunie znajduje nadal wielkie poparcie w szerokich kręgach polskiego społeczeństwa, nie zależnie od poziomu wykształcenia i miejsca zamieszkania. 

Żaden Żyd nie ma szansy na sympatię Polaków. Każdy wróg Polski to Żyd. Żydem się jest albo można nim zostać. Miliarder Soros jest według większości Polaków wrogiem narodowym. Dlaczego? Bo jest Żydem. 

Antyżydowska propaganda Goebbelsa i książka "Mein Kampf" wydana przed wojną także po polsku - zbiera wciąż owoce w Polsce. Wielokrotnie słyszę z ust Polaków cytaty z "Main Kampf" - chociaż oni nawet już nie wiedzą skąd te przekonania mają. Tymczasem jest to propaganda przekazywana z ojca na syna już od wielu generacji Polaków. Antysemityzm w Polsce jest jak kazirodztwo; nikt tego nie musi mówić na głos aby wiedzieć, że to łajdactwo. 

Im gorliwiej polscy politycy próbują nieudolnie odciąć się od antysemityzmu - tym bardzie brzmi to niewiarygodnie. Dlaczego? Widocznie język polski nie przewiduje takiej możliwości. Podobnie jak trudno by było usprawiedliwiać kazirodztwo. 

żyd

Moja Warszawa

Urodziłem się i wychowałem na gruzach warszawskiego getta. Nigdy nie usłyszałem od nikogo z rodziny, znajomych, nauczycieli, gazet i telewizji, że mieszkam w mieście w którym 25 lat wcześniej co trzeci mieszkaniec był Żydem. Za to zawsze otaczały mnie  kawały o "żydkach". Kawały o gazie, piecach, kominach i mydle były na porządku dziennym. Sam nigdy na oczy Żyda nie widziałem. Znałem tylko kawały opowiadane przez kolegów już w przedszkolu lub kawały wujka na imieninach. Tak było w Warszawie pół wieku temu. 

Nie spotkałem w swoim życiu jednego Polaka który by nie był co najmniej krytyczny wobec Żydów, najczęściej ich wprost nienawidził. To pokolenia urodzone po wojnie. Z Żydami żadnych kontaktów nie mieliśmy ani żadnego Żyda nikt nie znał. Istnieje widocznie coś jak pamięć narodowa. 

Przylepiana ludziom etykietka "żyda" odgrywa w Polsce podobną rolę jak etykietka "pedofila" lub "chama ze wsi". To są najgorsze polskie obelgi. Tymczasem gdy mnie ktoś nazwie "śmierdzącym murzynem" mogę się najwyżej zdziwić. Gdy mnie jednak wyzwisko oburza to co to świadczy o mnie? 

To jest konflikt Polski z Zachodem. Bezsensowne dyskusje nad "polskimi obozami" są tego najlepszym przykładem - Polska nie rozumie Zachodu i Zachód nie rozumie Polski. Nie może być wspólnego języka bo go nie ma. Antysemityzm jest w Polsce jak tlen. Oficjalnie niewidoczny. Czyli go nie ma.

warszawa 1970
Warszawa 1970

Od historii nikt nie ucieknie

Niechęć do Żydów mamy już od dawna. Od setek lat. Polityka faszystów i geobbelsowska propaganda w okresie okupacji tylko wzmocniła i uprawomocniła te uczucia. Ta propagandowa wersja "Wiecznego Żyda" (Der ewige Jude) żyje i pokutuje w świadomości młodych Polaków do dzisiaj.

Powody polskiego antysemityzmu są historycznie wytłumaczalne i dla mnie zrozumiałe, ale są tematem raczej na pracę doktorską niż na tą stronę. W skrócie niechęć do Żydów powodowało zbyt mocne zderzenie różniących się kultur, religii. Byt określa świadomość. Byt Polaka był przez wieki podły jako, że system pańszczyźniany trwał na tych ziemiach znacznie dłużej niż niewolnictwo w Ameryce. Zresztą na historycznej mapie Europy nie była to wyłączna cecha Polaków. Po prostu w Polsce żyło najwięcej Żydów (3 miliony w Polsce i 2,75 mln w reszcie Europy).

polacy
Polacy z kadru filmu Shoah, ok. 1980 roku.

Zaprzeczać i nie wiedzieć

Myślę, że polski antysemityzm ukazał Zachodniemu Światu po raz pierwszy francuski pisarz, dziennikarz i dokumentalista  (żydowskiego pochodzenia) Claude Lanzmann w roku 1985. Jego 9-godzinny monumentalny film dokumentalny o zagładzie; "Shoah" (cały dokument do obejrzenia na YouTube) wyświetlany był we wszystkich telewizjach Zachodniej Europy. Lanzmann nakręcił łącznie 350-godzin materiału filmowego, w dużej części w Polsce w latach 1974-1981. Jedną z głównych postaci filmu jest Jan Karski. Film jest jednocześnie unikalnym dokumentem polskich realiów na prowincji w latach PRL-u.

Film bardzo neutralnie dokumentuje - bez emocji i osądu - precyzyjnie działającą nazistowską "maszynę zabijania". W tym procesie, odbywającym się na terytorium Polski, sami Polacy byli tylko biernymi obserwatorami. Opowieści prostych rolników z okolic obozów zagłady, świadomych co "tam" się dzieje, są dokumentem o wymowie jaką nadaje im słuchacz. Właśnie ta neutralna postawa dokumentalisty pozwoliła na szczere aż do bólu wspomnienia. Zachodni widz odbierał ten dokument jako polski antysemityzm. Nieliczni polscy widzowie też, jako, że film nigdy nie został nadany w polskiej telewizji. 

Dwadzieścia lat po obejrzeniu Shoah sam spędzałem sporo czasu we Wschodniej Polsce i zamieszkiwałem w regionie byłych obozów w Sobiborze i Bełżcu. Przypadkowo też wysłuchałem podobnych jak w "Shoah" opowieści od staruszków pamiętających jeszcze czasy "żydków". Te opowieści prostych ludzi mroziły krew w żyłach i pokrywały się z niektórymi wypowiedziami z "Shoah".

"Shoah" trwa 9,5 godziny. Dokumentalista Claude Lanzmann przygotowywał go aż 11 lat. Fachowcy uznają "Shoah" za jeden z najważniejszych filmów XX wieku. W obrazie nie ma ani jednego zdjęcia archiwalnego, żadnej fotografii, czy nawet kadru z kronik niemieckich tamtych czasów. Mówią do nas ocaleni, świadkowie, oprawcy... I mówią krajobrazy, miejsca niepamięci - las, pole, szyny kolejowe. Zaskakujące, że tematem filmu nie jest to, jak bohaterom udało się przeżyć, uciec, kto im pomógł. Żywi interesują reżysera, jako świadkowie śmierci.

My też byliśmy ofiarami!

Argument, że my też byliśmy ofiarami i groziła nam kara śmierci za pomoc żydom nie bardzo przekonuje ani Żydów ani Świat Zachodni. Kara śmierci groziła nie tylko Polakom, lecz wszystkim mieszkańcom okupowanej Europy. Myślę, że postawa ofiary nie jest receptą na rozgrzeszenie z polskiego antysemityzm ani na przekonanie świata. Co prawda na liście Jad Waszem znajduje się najwięcej polskich (6532) "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata" ale gdy policzymy proporcje; jak zdecydowanie więcej Żydów liczyła Polska niż inne kraje Europy, nie jest to aż taki sukces. Niewiele mniej "sprawiedliwych" w Jad Waszem liczy Holandia (5413) w której mieszkało zaledwie 140 tys. Żydów.. Mimo, że Holandia, proporcjonalnie do ilości mieszkańców, wydała w ręce nazistów najwięcej Żydów to i najwięcej ich uratowała. Nikt nie posądza dzisiaj Holendrów o antysemityzm. Wręcz przeciwnie. Do domu Anny Frank - także wydanej w ręce nazistów - jest codziennie wielogodzinna kolejka turystów z całego świata.

Kto wierzy że żaba nie lubi błota?

Myślę, że aby Polska pozbyła się piętna antysemityzmu powinna lepiej przyjrzeć się sobie i podpatrzyć Holendrów. Uczciwiej, otwarciej, humanitarniej rozmawiać o przeszłości w której nikt nie jest bez grzechu.

Podejrzewam, że wielu Polakom na tym zależeć nie będzie. Nienawiść do Żydów siedzi w narodzie głębiej niż polityka państwa mającego być częścią Zachodniej Europy. 

I ten artykuł dostanie u wielu etykietkę "antypolski".