Gdy jadę z żoną samochodem...

Życie męża-kierowcy nie jest łatwe. Musi się słuchać nawigacji i żony. Z tą różnicą, że głośność nawigacji można wyciszyć. Za to żona ma zawsze rację a nawigacja niekoniecznie.

Dawniej moja żona była moim pilotem. Na kolanach trzymała mapę. W decydującym momencie gdy musiałem wybrać zjazd na A12... czy może jednak na A1 - żona spała. Mapa spadła jej z kolan. Nagle obudzona gorączkowo szukała na mapie drogi rozpoczynając w Helsinkach... Za późno. Tak było do 2008 roku.

Dzisiaj mam nawigację. Niewiele pomogło.

gdy jadę z żoną...

Gdy wjeżdżamy w zatłoczone uliczki dużego miasta w poszukiwaniu "dziurki" do zaparkowania, żona zawsze wskazuje wolne miejsce akurat w momencie gdy już je przejechałem. Poza tym nigdy nie parkuję samochodu w miejscu które ona akceptuje.

Moja żona posiada także na swoim miejscu pasażera wbudowany niewidzialny pedał hamulca który używa bardzo często, czasami naprężając się z okrzykiem "hamuj!".

Żona chętnie daje mi zastrzyk adrenaliny krzycząc nagle i bez powodu "uważaj!".

Gdy jesteśmy w dalekiej trasie gdzie trzeba "połknąć" na nużącej autostradzie kilkaset kilometrów - moja żona usypia jak kamień. Budzą ją tylko potrzeby fizjologiczne czyli jedzenie i siusianie. Wówczas wskazuje na właśnie mijaną stację benzynową z głębokim wyrzutem.

Moja żona ma w schowku około stu sześćdziesięciu czterech Bardzo Ważnych Rzeczy jak np. sześć niepiszących długopisów, trzy rodzaje serwetek podróżnych, pachnących-śmierdzących obślizłych jak żaba, gęsty płyn do mycia rąk (?!) i ręczniczki, dwie szczotki do włosów, cztery tuby czegoś-tam, kosmetyczkę z pełnym wyposażeniem (temat na inny artykuł), stare cukierki, rozpuszczone czekoladki, proszki od czegoś-tam, stare baterie, kolczyki, laleczka (?!), plastykowy widelec, dwa ołówki z Ikei, foldery reklamowe, połamane okulary i rzemyczek. Nigdy nie ma tam noża i latarki.

Poza tym żona ma mi za złe gdy zatrzymuję się przed pasami gdy przechodzi ładna dziewczyna.