Polska jest brzydka i śmierdzi!

Mam nadzieję, że po tym tytule nie wybijecie mi zębów i cierpliwie doczytacie do końca. Wszyscy Polacy - a już szczególnie ci mieszkający dłużej poza Polską - w jednym będą zgodni: Polska jest pięknym krajem. Możemy mieć różne poglądy na temat polskiej polityki, rządu, władzy, nawet samych Polaków ale jednoczy nas miłość do ojczyzny i przekonanie, że Polska jest pięknym krajem.

Piękna jest ta nasza polska natura, te nasze wieczne bory i puszcze, te dzikie Bieszczady i majestatyczne Tatry, te romantyczne mazurskie jeziora i bałtyckie wydmy, ten klekot bocianów i malwy przy płocie. Piękne są miasta z krakowskimi sukiennicami, zamojskim rynkiem, gdańskimi kamienicami i nowoczesnym warszawskim sky line. woziwoda - figurka pseudo-ludowaPolska otwarła się na świat, zniknęły granice a mimo to liczba turystów odwiedzających Polskę spada a przynajmniej nie rośnie. Dlaczego?

Motorem rozwoju turystyki miało być wstąpienie do Unii i szybki rozwój tanich linii lotniczych. To faktycznie sprowadziło więcej gości zagranicznych głównie do Krakowa i Gdańska. Trochę ciekawskich i szukających wrażeń ambitniejszych turystów zapuściło się nawet do wschodniej Polski. Ale to margines.

Najważniejszymi polskimi partnerami w turystyce i w zakupach są tradycyjnie Niemcy z czego lwia część przypada na handlowy ruch przygraniczny, podobnie jak u sąsiadów z południa i wschodu Polski oraz odwiedziny stron rodzinnych przez Polaków (m.in. Ślązaków) tak licznie w Niemczech i innych krajach Zachodu mieszkający. Polskę odwiedza rocznie ok. 15-17 mln turystów. Ta statystykę „nabijają” jednak głównie turyści tacy jak ja i miliony innych Polaków jadących do Polski na obcych „blachach” i paszportach. Jeżdżę często na trasie Warszawa-Świecko lub Wrocław-Olszyna i widzę tam wiele zagranicznych samochodów ale rzadko pasażerowie są rzeczywiście cudzoziemcami. To nie są turyści o jakich myślimy w statystykach. To my sami napędzamy sobie statystyki. Mimo tak przystępnych w Polsce cen; gdzie pokój w hotelu dostaniesz za € 20-30,- a szklankę piwa za € 1,- nie mówiąc już, że atrakcją dla zachodniego turysty może być typowy polski obiad w barze mlecznym za € 5,- a piękne polskie dziewczyny będą się do niego uśmiechać za darmo, to... turystów nie ma. Nie przyjeżdżają do Polski. Omijają Polskę. Nie ma ich w Pieninach ale za to sporo zobaczysz ich po słowackiej stronie. Nie ma ich w Górach Stołowych ale za to są masowo obok w czeskich Adrszpaskich Skałach. Na polu kempingowym w Levoci  stoi sporo holenderskich namiotów choć do Amsterdamu daleko - gdy tymczasem parę kilometrów obok w Krynicy-Zdrój zagranicznego turysty ze świecą szukać.

Wbrew temu co my sami o sobie myślimy i co my sami myślimy o swoim kraju - turysta z Zachodniej Europy ma swój własny smak zasadniczo odmienny od polskiego. Tylko wyjątkowo będzie szukał w Polsce tego co Polska ma do zaoferowania i co my cenimy. Polskiemu ambitnemu turyście wystarczą dobre buty do wędrówek po górach z plecakiem i kijkiem, z herbatą w termosie i kanapkami a wieczorem karimata do spania. Tatusiowie po 40-tce wybierają spokojniejsze wczasy we Władysławowie gdzie wystarcza im malutka kwatera na ulicy Obrońców Helu z opłaconymi obiadami i codzienny rodzinny spacer na plażę wśród kramów z upominkami. Obywatelowi Cywilizacji Zachodniej (dalej zwany OCZ - wciąż nie mam na to lepszego słowa) to nie wystarcza. OCZ szuka przede wszystkim kultury a nie tyle natury. OCZ kocha średniowieczne miasteczka za murami, gdzie czuje się historię i bruk ulicy ma 1000 lat. OCZ jest dzieckiem z miasta, mieszczaninem; jego praojcowie mieszkali w Sparcie, Atenach, Rzymie, Konstancji, Wenecji i... Gdańsku. OCZ jest mieszczaninem od setek lat, więc najlepiej czuje się w mieście i jak podaje GUS: Polscy turyści wolą wypoczynek w miejscowościach wypoczynkowych, zagraniczni w dużych miastach.

OCZ na urlopie potrzebuje:

  • uliczek oddychających średniowieczem,
  • zabytków świadczących o długiej kulturze i rozwiniętej cywilizacji,
  • pubów, restauracji i kawiarń na najwyższym poziomie,
  • ciekawych sklepów oferujących solidne, oryginalne a jednocześnie regionalne artykuły,
  • przyzwoitych i czystych miejsc noclegowych i toalet,
  • możliwości komunikowania się w co najmniej jednym wiodącym języku,
  • opcjonalnie unikalnej przyrody i ładnych krajobrazów

Cóż jest w Polsce unikalnego?

Unikalnej przyrody w Polsce nie ma, tzn. jest to i dużo pięknej natury ale czy aż takiej unikalnej w Europie? Co ma więcej do zaoferowania w konkurencji z Alpami, Pirenejami, plażami Atlantyku i Morza Śródziemnego, z klimatem w Prowansji i Toskanii i lasami i jeziorami Skandynawii - cóż jest unikalnego w Polsce? Wielkie puszcze czy ruchome wydmy? To akurat OCZ woli obejrzeć na Discovery niż samemu się miałby po nich włóczyć. Więc cóż jest unikalnego w Polsce? Dla Polaka dużo, dla OCZ nie wiele. Nie dosyć aby do Polski przyjechać. Ze starej kultury możemy pochwalić się kilkoma fragmentami miast odbudowanymi po wojnie i kilkoma perełkami rozsianymi po całym kraju ale jak to się ma mieć do zabytków kultury we Francji, Włoch, Hiszpanii czy Austrii?

OCZ uwielbia błądzić po wąskich uliczkach starych średniowiecznych miast, gdzie tu i ówdzie trafi na przytulny antykwariat, galerię lokalnej sztuki, miłą kawiarenkę z przepysznym ciastem własnej roboty i stolikami na chodniku a w gotyckim kościele z XV wieku odpocznie od wrzawy ulicznych muzykantów. Takich miasteczek w Polsce można policzyć na palcach. Teraz może to co jest najważniejsze.

Gezelligheid* i Uitgaan**

To są dwa holenderskie słowa które w naszym języku nawet nie istnieją a które są tak ważne dla oceny turystycznej atrakcyjności Polski. Wielokrotnie słyszę opinię, że Polacy są ponurakami, gburliwi i oschli w odpowiedziach czyli ongezellig (niemili). Można im tłumaczyć, że to kulturowe różnice, że to niezamierzone, że wrodzona introwersja z dodatkiem problemów językowych - ale cóż im po tym! Polskie bary, kawiarnie i tarasy mają często bardzo „basic” tandetny wygląd a karta dań (tylko po polsku) też nie zachęca cudzoziemca aby usiąść. Golonka, pierogi i flaki.

Znajomość języków obcych jest w Polsce fatalna i choć niemal każdy młody Polak dzisiaj uważa, że umie „komunikatywnie” po angielsku to jakoś cudzoziemcy rzadko mają okazje na takiego komunikatywnego Polak trafić nie mówiąc już, że pojęcie „komunikatywnie” ma bardzo duży rozrzut.

Od 20 lat mam szczęście dużo podróżować po całej Europie i spędziłem wiele czasu wielu miejscach; od Portugalii do Litwy, od Holandii do Albanii, od Norwegii do Gibraltaru a także kilka miesięcy w roku spędzałem w Polsce, włócząc się bezdomnie po zakątkach Polski, nocując w pięknych pałacach jak Łańcut lub Kozłówka i w chłopskich chatach agroturystyki w białostockim. Czasami próbuje sobie wyobrazić jak miałby tutaj trafić cudzoziemiec?! Kierunkowskazy kierują go jedynie na: blacharstwo, flizy, stacja paliw, noclegi, palety.

Często w rozmowach z właścicielami pensjonatów i agroturystyki powracało pytanie jak przyciągnąć zagranicznych turystów? Pierwszy punkt: nauczyć się angielskiego! No... łatwo powiedzieć. Może warto stosować metodę IKEA? Zamiast tekstu  instrukcji piktogramy i rysunki? (Nie mam tu na myśli tych pensjonatów z Karpacza lub Zakopanego bo Polska jest większa niż tych kilkoro potentatów turystycznych). Te miliony jakie do tej pory zostały wydane na światową promocje Polski mijają się z celem. Kolaż fotograficzny z sukiennicami, Trzema Koronami, przełomem Dunajca i żubra w Białowieży prawie nikogo nie zachęci a jeśli nawet zachęci, to przyjedzie do Polski raz i nigdy więcej, co gorsza rozpowiadając wśród znajomych i rodziny na urodzinach, że tam jest brzydko (bo trafił na kemping w …. ) i do tego śmierdzi (bo zimą roznosi się w dolinach dym spalanego w piecach węgla kamiennego do czego nos OCZ nie jest nawykły).

I tutaj dochodzimy do pytania:

Co jest w Polsce ciekawego dla OCZ? Co jest w Polsce oryginalnego? Co może zaoferować Polska czego nikt inny nie ma?

Moja odpowiedź: Festyny ludowe. Ogniska z pieczonym dzikiem i śpiewem. Zabawy dożynkowe. Taniec i muzyka. Chłopski folklor. Disco Polo na sobotniej zabawie. Powinniśmy być mocni w tym co naprawdę dobrze umiemy a nie wstydliwie to zacierać. Jak Fin kojarzy nam się z reniferem a Holender z sabotami tak Polak powinien kojarzyć się z chłopskimi festynami, w naturze, ekologicznie, w skansenie ale... w chałupie pięciogwiazdkowej; może być kryta strzechą aby był prysznic, telewizor, internet, wygodne łóżko i wszystko solidne i działające.

Belg o Polsce

Niedawno będąc na spacerze w Ardenach przypadkowo spotkałem na trasie Belga i wdaliśmy się w rozmowę. Szliśmy w jedną stronę kilka godzin i prowadziliśmy rozmowę  a widocznie z powodu jego Flamandzkiego pochodzenia nie dosłuchał się u mnie polskiego akcentu i potraktował mnie jak Holendra. Co zresztą udowodnił w swojej nadzwyczaj szczerej opowieści której przytoczę tylko mniej bolesne fragmenty. Człowiek ten jest oficerem policji w jednym z Flamandzkich miasteczek. Ku mojej uciesze okazało się, że ten Belg ma spore kontakty z Polską. Jeździ od wielu lat do Polski na polowania. Poza tym ma już "drugą polską kobietę" a na jego farmie pracują od lat Polacy.

Mówił dalej: "Już przestałem jeździć do Polski bo tam śmierdzi. Wszędzie czuć ten smród węgla. Jedzenie też jest śmierdzące, wędliny mają jakiś specyficzny zapach i wszystko tłuste. Moja polska kobieta dawała mi do pracy kanapki z tą ich kiełbasą ale jak to musiałem wyrzucić, bo koledzy w pracy skarżyli się, że jedzie tą kiełbasą na całą kantynę. Polacy zbierają u mnie truskawki i ale jak rozmawiają przez Skypa to słyszę ich tylko jak mówią "chemia, chemia" - u mnie chemia!? Ja widziałem co w Polsce sypią na pola. Moje truskawki odpowiadają wszystkim normom a u nich nie patrzą co sypią... i to ile!"

To jest głos jednostki. Można lekceważąco machnąć ręką na gadanie przypadkowo spotkanego człowieka. Miałem uciechę nie lada słuchając jego skarg. Bo jakże często zdarza się aby OCZ otworzył swe serce dla ciebie, nie wiedząc, że jesteś Polakiem?

Syndrom teściowej?

Ku mojemu zdumieniu zauważyłem to już wielokrotnie, że często mężczyźni mający polskie partnerki i jeżdżący regularnie do Polski - to właśnie oni potrafią wśród swoich, "prywatnie" z głęboką pogarda odnosić się do wszystkiego co polskie. Może to syndrom teściowej?

W ostatnich kilku latach dzięki europejskim dotacjom wygląd Polski i baza turystyczna wyraźnie się polepsza ale myślę, że samymi Euro wszystkiego nie da się załatwić i przydałaby się w kraju szczera dyskusja jaki powinien być wizerunek Polski, poparta głęboką analizą obcokrajowców o nas. Czy mamy naśladować innych czy może poszukać własnych zalet.  

* Gezellig = miło, przytulnie, przyjemnie, wesoło, fajnie.

** Uitgaan = wyjść na miasto w celach rekreacyjnych; kino, teatr, kawiarnia, restauracja, dyskoteka, pub; także "iść na balety".