Urodziłem się dwa razy

Pierwszy raz urodziłem się w roku 1955. Nad Wisłą. Byłem "warszawiakiem" - choć sam tego nie wiedziałem. Wtedy nie rozumiałem co to znaczy być obywatelem stolicy. Jakże uprzywilejowanym dzieckiem ja byłem. 

PKiN 1974

Pierwsze urodziny

W roku 1955 oficjalnie otwarto Pałac Kultury i Nauki imienia Józefa Stalina i stadion X-lecia który obecnie przerabiano jest na Stadion Narodowy.

W roku 1955 urodziło się niemal 800 tysięcy dzieci w Polsce. Już nigdy przed tym ani po tym nie urodziło się tylu Polaków w jednym roku. Należę więc do licznego grona największego wyżu demograficznego jaki Polska kiedykolwiek znała.

1956 r.

Mojemu dzieciństwu towarzyszyły pieśni o mojej stolicy, czerwonym autobusie, trasie W-Z i mostach przez Wisłę. Wyrastałem na Mariensztacie. Warszawa była moim uniwersum.

Moje jedyne miejsce na ziemi

Jadąc z rodzicami na urlop nad morze patrzyłem z okna pędzącego pociągu na ludzi stojącymi z rowerami lub furą za szlabanem. Czekali - gdzieś w sinym polu - kiedy pociąg przejedzie. Patrzyłem na tych ludzi i starałem sobie wyobrazić jak jakbym tam stał – tak gdzieś za Koluszkami na polnej drodze przy szlabanie. Nie mogłem sobie tego wyobrazić. Cały świat to była tylko Warszawa.

centrum Warszawy 1965 r.

Wtedy jeszcze "cały kraj budował stolicę". Reszta świata, reszta Polski to była dekoracja. Morze, plaża, jezioro, Morskie Oko.

PKiN 1975

Nie wyobrażałem sobie jak ktoś mógłby mieszkać w Kaliszu, Radomiu a cóż dopiero za granicą! Holandię znałem tylko z fragmentu Polskiej Kroniki Filmowej w kinie; z krótkiego reportażu o przeboju Venus grupy Shocking Blue. Miałem 26 lat gdy opuściłem moje miasto wsiadając do pociągu na Dworcu Gdańskim. Wtedy wiedziałem, że tego miasta już nigdy nie zobaczę.

Przyszłości nie znałem i przyszłość mnie zaskoczyła.

narodziny 1982

Drugie urodziny

Drugi raz urodziłem się w roku 1982, w autobusie, w drodze z Amsterdamu do Schagen. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to są moje drugie urodziny.

Otworzyłem oczy i zobaczyłem zieloną równinę w strugach deszczu i drogę rowerową z setkami rowerzystów w zielonych pelerynach. Wysiadając z autobusu, poczułem pod nogami żwir. Ten żwir był moim pierwszym krzykiem niemowlęcia które nie chce przyjść na świat. 

Musiałem się uczyć życia od początku. Zresetowane życie.

Holandia 1982

Teraz mam 26 lat polskich i 37 lat holenderskich, razem 63 lata i na tyle 63 wyglądam ale... je nie mam 63. lat w głowie. Ja mam 26 lat TAM i 37 lat TU. W Holandii urodziłem się w roku 1982 i od tego momentu zacząłem uczuć się mojej nowej ojczyzny. Miałem znacznie trudniej bo nie miałem rodziców którzy mogli by mnie czegoś nauczyć. Nie było internetu. Nie było Polaków którzy by coś poradzili. Jestem więc samoukiem, sierotą i znam Holandię na tyle na ile może ją znać 26-latek (a może i mniej): już sporo wiem ale jeszcze wiele do nauczenia. Nigdy nie dorównam mojemu holenderskiemu ani polskiemu rówieśnikowi. Dla wielu rodaków jestem i tak "Wiatrakiem".

złomowisko samochodów 1983 NL

  • Gdy ja odkrywam morski smak ostryg to mój holenderski rówieśnik robił to 37 lat temu.
  • Gdy ja odkrywam piękno Portugalii to mój holenderski rówieśnik robił to 37 lat temu.
  • Gdy ja odkrywam zalety respektu i poszanowania to mój holenderski rówieśnik wyssał to z mlekiem matki.
  • Gdy ja odkrywam, że świat jest większy niż Warszawa, to mój holenderski rówieśnik wiedział to zanim się urodził.

Ja w tym czasie uczyłem się pić kawę z filiżanki i jeść frytki czytając kursy walut w "Polityce" które czyniły mnie bogatym -przeliczając guldeny na złotówki. Chociaż nigdy w życiu nie byłem tak biedny jak w Holandii.

notowania walut PRL 1984 rok

Dzisiaj po tylu latach nie wiem czy dobrze zrobiłem wybierając emigrację, uciekając z Polski. Może byłbym dzisiaj drugim Kaczyńskim lub zwykłym alkoholikiem? Może emigracja była najmądrzejszym co mogłem zrobić? Za dużó jest plusów i minusów.

Ciąg dalszyMoje drugie żwirowe urodziny >>>

[Aktualizacja z 2010 r., zdjęcia autorstwa Wiatraka]