Polska widziana z Zachodu w 2017

Po wielu latach nieobecności odwiedziłem moją ojczyznę. Po 40 lat życia na Zachodzie Polska się coraz bardziej oddala. Nie mam już emocjonalnego zaangażowania. Najbardziej łączy mnie z nią język i sentymenty. Tym razem udałem się na wakacje do najmniej znanego mi regionu; Wielkopolski. 

Sierpień 2017

Znajduje się gdzieś w zachodniej Polsce na tzw. "wczasach pod gruszą" w gościnnym gospodarstwie agroturystycznym. Jako ciekawostkę mogę podać, że to właśnie tutaj, w miejscu gdzie Chrystus wita cudzoziemców na polskiej ziemi w Świebodzinie, tu przebiega astronomiczny środek CET czyli strefy czasu środkowoeuropejskiego lub innymi słowy to własnie tu zimą słońce stoi w zenicie punktualnie o godz. 12:00 czyli czas Berliński jak nakazał Adolf Hitler.

Jestem daleko od tłumów, atrakcji turystycznych, daleko od dużych miast. Można powiedzieć, że jestem na tzw "zadupiu". Do rzadkiej zabudowy biegną tylko błotniste drogi. W promieniu kilku kilometrów nie ma człowieka. Wokół obejścia zjawiają się czasami dziki, sarny, zające, lisy i borsuki. Niemiłosiernie dokuczają muchy, gzy i komary. 

Polskie drogi

Przyglądam się Polsce oczami zamiejscowego

Z reguły jeżdżę na długie urlopy w cieplejsze regiony Europy; Portugalia, Hiszpania, Włochy, Grecja. Znam te kraje dobrze. Mniemam, że mam pewną skalę porównawczą po 40 latach objeżdżania niemal wszystkich zakątków Europy.

Polska stała się krajem mlekiem i miodem płynącym. Przynajmniej gdy ja porównuję z Polską końca XX wieku. Podejrzewam, że obecny stan zamożności Polaków jest równy wielu krajom Zachodniej Europy. Stan zamożności mierzony rzeczywistym dochodem rozporządzalnym i siłą nabywczą złotówki. Oczywiście istnieje wielka różnica w mentalności narodów i priorytetów na co pieniądze wydają. 

Za to prywatna zamożność Polaków nijak się ma do stanu państwa, do jego ciągle fatalnej infrastruktury. Na wszystkim co jest nowe, dobre i solidne widnieje nalepka z flagą Unii Europejskiej. To jednak i tak kropla w morzu potrzeb. 

Dziesięcioletnie wysiłki zrównania poziomu życia Polaków z resztą unii udały się znakomicie. Przynajmniej w sferze materialnej. Duchowo nie widzę możliwości integracji Polski z Zachodem i to przez wiele generacji. Zaszłości kulturowe są zbyt wielkie. Zresztą Polacy nie mają już zamiaru integrować się kulturowo z Zachodem. Wystarczą im zachodnie samochody i sklepy. Co już 40 lat temu powiedział Jerzy Urban: "Polacy chcą socjalistycznych zakładów pracy i kapitalistycznych sklepów". To się dzisiaj niemal udało a jeśli nie to przynajmniej w tym kierunku naród zmierza.

Polska alternatywa dla Europy
Chrystus z Świebodzina wita cudzoziemców wjeżdżających do kraju zakonnego.

Na moim wakacyjnym adresie nie mam wifi a moją wątpliwą zresztą łącznością z "cywilizacją" jest staroświecki telewizor. Telewizor odbiera kilka publicznych programów: TVP, Polsat i Trwam. Odprawiamy telewizyjny różaniec. Powróciłem do średniowiecza. Nie widzę możliwości aby Polska stała się częścią Unii Europejskiej. Zresztą Polacy tego nawet nie chcą. Szybko przejedli się "zgniłym zachodem" wrogością podsycaną skwapliwie przez prawdziwą władzę w tym kraju - kler który przerażony robi wszystko aby "ich owieczki" nie wpadły w łapy "dzikiego zachodu" który już dawno rozstał się z instytucją kościoła. To nazywa się eufemistycznie "Eurosceptycyzmem".

polski Eurosceptycyzm

Zamęt w głowach kraju niczyjego

Polityka wewnętrzna Polski to jej własna sprawa. Nie przeszkadza mi fakt, że jest to państwo wyznaniowe w którym faktycznie rządzi kler. Kler rządzi ustami swojej partii Prawa i Sprawiedliwości. Skupianie uwagi opozycji na Kaczyńskim jest naiwnością lub nawet hipokryzją gdyż w rzeczywistości władzę posiada Kościół a za Kościołem stoją niepodważalne autorytety Matki Boskiej Częstochowskiej, księdza Popiełuszko, Jana Pawła Drugiego itp. Któż ośmieliłby się podnieść rękę na te świętości? Ale to sprawa wewnętrzna demokratycznej Polski. Widocznie naród tego potrzebuje.

Przeraża mnie jedynie polityka zagraniczna Polski. Kraju niczyjego, zawsze słabego wewnętrznymi podziałami między Berlinem i Moskwą. W polskiej świadomości zagranica praktycznie przestała istnieć i politycy dowolnie i bez przeszkód obrażają Berlin, Brukselę i Moskwę. Obsesja zagrożenia zewnętrznego przypomina mi Koreę Północną.

Politycy otwarcie podważają postanowienia z Jałty i wysuwają gigantyczne roszczenia finansowe wobec Niemców. 

Emocje wygrały z rozumem

12 września 1944 trzy mocarstwa ustaliły faktycznie w tzw. "Protokole Londyńskim" obecne granice Polski - a tak naprawdę to już rok wcześniej te granice zakreślili w Teheranie. W lutym 1945 w Jałcie ten nowy podział Europy został faktycznie potwierdzony. Polska straciła najbiedniejsze wschodnie rubieże a w zamian za co otrzymała wówczas najlepiej rozwinięte gospodarczo obszary Europy; Prus Wschodnich i Niemiec. 

Nowy podział Polski
Mapa londyńskiego protokołu z 12 września 1944.

Jak dzisiaj te trzy mocarstwa i Niemcy patrzą na Polskę pełną wrzasku i roszczeń godnych rozkapryszonego dziecka? 

Niemieckie odszkodowania dla Polaków
Plakat rozlepiany na ulicach Warszawy latem 2017 r., stawiający znak równości między faszystowskimi i współczesnymi Niemcami. Czy dzieci powinny odpowiadać za zbrodnie dziadków?

Polscy politycy w ramię w ramię z mediami wzniecają wrogość do wielkich sąsiadów Polski. Historia nic nas nie nauczyła.

Granice Polski

Polskie wesele

"Opuściliśmy prostych ludzi, zostawiliśmy sam na sam z demonami przeszłości, z zabobonem, kołtunem, panem, wójtem i plebanem – to i teraz mamy. Wiejska i małomiasteczkowa Polska, pańszczyźniana i rozbiorowa, katolicka i komusza, siadła nam teraz na karku, batem i butelką wywija, a buciorami w nerki kopie. Wio! Oj, mamy wesele. Mamy tu dzisiaj niezłe Bronowice."

 Jan Hartman 2017

Czyjaś ty Polsko?