Poród domowy i inne dylematy matek

Jest w Holandii wiele mniejszych lub większych różnic w odniesieniu do Polski i do jednych można lub nawet trzeba się przyzwyczaić gdy inne są dla Polaków nie do zaakceptowania. Jednym z problemów które szczególnie w pierwszych latach życia w Holandii spędzają sen z powiek polskim matkom jest holenderska służba zdrowia a szczególnie wszystko w niej co ma do czynienia z jej dzieckiem.

Holenderskie podejście do chorób, do opieki zdrowotnej, opieka okołoporodowa, sam poród, opieka nad dzieckiem - to wszystko cechuje bardziej obcesowe podejście typu: samo przyszło i samo przejdzie.

Kalwiniści czynią co im Bóg nakazał

Kalwinistyczna mentalność tego narodu wraz z praktycznym podejściem do życia powoduje, że większość powszechnych katarów i zaziębień, ale także ciąża i poród uważana jest za coś naturalnego jak słońce i pogoda, więc ani z grypą, ani z bólami porodowymi nie potrzeba zawracać głowy panu lekarzowi. Z tych kulturowych więc powodów ideałem jest poród domowy. Tradycje są mocne i najtrudniej jest je zmienić.

pigułki

Świat zmienia się szybko i w ciągu ostatnich 50 lat przeżywamy prawdziwą rewolucję seksualną i kulturową. Kobiety "zawładnęły" swoimi brzuchami w latach sześćdziesiątych XX. wieku gdy zaczęły masowo używać pigułki antykoncepcyjne przy czym rosnąca finansowa niezależność od mężczyzn sprawiły, że w XXI wieku kobiety coraz bardziej odsuwają moment urodzenia dziecka na dalszą przyszłość. Efektem tego jest przerwa nieraz 15-20. lat między wiekiem kiedy kobieta jest płodna a kiedy rzeczywiście w ciążę zachodzi. Ryzyko komplikacji szybko rośnie. Natura jest ociężała i nie nadąża za ludzkimi wymaganiami dzisiejszych czasów.

To co przez wieki było naturalnym procesem rodzenia dziecka w domowych warunkach już dzisiaj nie zdaje egzaminu. A już na pewno nie w Holandii gdzie 40-letnia "młoda matka" w pierwszej ciąży nie jest już niczym dziwnym.

Zdrowie dziecka najważniejsze

W latach 2008-2012 holenderski system służby zdrowia niepokojony został statystykami mówiącymi, że umieralność w czasie i zaraz po porodzie w Holandii należała do najwyższych w Europie. Te dane powinny prowadzić do jednej konkluzji: system akuszerek prowadzących ciąże i odbierających dziecko w porodzie domowym mocno się przeżył. Każda komplikacja w czasie porodu zmusza do wzywania ambulansu i znacznie podnosi ryzyko. Ginekolog w szpitalu pracuje zupełnie niezależnie od akuszerki i oboje nie mają ze sobą kontaktów. Do niedawna poród domowy był nawet koniecznością, tzn. przy bezproblemowej ciąży poród szpitalny był wykluczony a jeśli się któraś mamusia uparła to musiała za to słono zapłacić.

Powolne zmiany

Właśnie w tej chwili odbywa się w holenderskiej służbie zdrowia walka kulturowych uwarunkowań z wymaganiami XXI wieku. Obie strony mają swoich zaciekłych zwolenników i przeciwników. Także coraz większy napływ cudzoziemców narusza te stare przyzwyczajenia. Trudno sobie wyobrazić Polkę która by dobrowolnie chciała rodzić swoje pierwsze dziecko we własnej sypialni!

A jednak, mimo, że to się polskiej matce może wydawać nieprawdopodobne, to jednak większość Holenderek chętniej rodzi w domu w zaufanym, domowym otoczeniu z samopoczuciem bezpieczeństwa we własnym domu w otoczeniu własnej rodziny. Przytulniej, milej, gezelliger. Szpital jest i będzie szpitalem; zimny i nieprzyjemny.

Jeszcze w 2010 r. holenderski minister spraw socjalnych Henk Kamp sprzeciwił się europejskim planom przedłużenia urlopu macierzyńskiego do minimalnie 20 tygodni. W Holandii urlop macierzyński trwa 16 tygodni. Według ministra takie przedłużenie nic nie daje a kraj straciłby - według jego wyliczeń - pół miliarda euro. To dobrze ilustruje holenderską mentalność wykalkulowanego kalwinisty.

Jak zawsze taka dyskusja ma także finansowy podtekst. Niektórzy mogą na tym zarobić a inni stracić. Rodzenie szpitalne oznacza znaczny wzrost dochodów ginekologów i rozwój oddziałów położniczych ale także bezpodstawność istnienia zawodu akuszerki (vroedvrouw), których jest w Holandii w tej chwili prawie 2500.

dylematy matki

Dylematy matek

Kobiet mają zresztą jeszcze więcej dylematów których nigdy nie będą w stanie dobrze rozwiązać.

1. Karmić piersią czy nie?

2. Czy żłobek (creche) jest dobry czy zły?

3. Dawać gotowe słoiczki czy gotować zupki?

4. Poświecić się dzieciom i zostać w domu aby je wychowywać czy robić karierę zawodową?

W takich dyskusjach nie ma wygranych. W ostateczności dyskutantka z braku dalszych argumentów zatka uszy palcami i krzyczy la! la! la! – ja ciebie i tak nie słucham!