Moja Holandia zaczęła się w Polsce - czyli jak stałem się Polonusem

Polonusem stajesz się niepostrzeżenie. Jednemu wystarczy na to 5 lat a inny nigdy się nim nie stanie. Zależy od warunków i pierwotnych celów emigracji. Większość emigrantów nawet odmawia nazywania siebie emigrantami. Udają, że to mały epizod ich życia i zaraz wrócą do ojczyzny. Jakby nigdy nic.

Wakacje nad morzem

Ostatnim etapem naszej podróży po Polsce w 2009 roku było Świnoujście. Najbardziej na zachód wysunięte miasto w Polsce. Świnoujście było naszym ulubionym miejscem spędzania letnich wakacji w latach 1972-1976. Z Warszawy wakacyjna podróż do Świnoujścia była przygodą i nocną udręką stania godzinami na jednej nodze w przepełnionych wagonach. Na drugą nogę nie zawsze było miejsce.

Co prawda Świnoujście nie ma z Holandią wiele wspólnego ale jest mi bliskie a ten obrazek z typowo „holenderskim” niebem przypomina mi obrazy flamandzkich mistrzów krajobrazu. No i wiatrak... Pod tym właśnie wiatrakiem obchodziliśmy 18 i... 54 urodziny. W 1973 roku urodziny oblewaliśmy wermutem marki Ciociosan a dzisiaj... Warką Strong.

wiatrak w Świnoujściu
Świnoujski wiatrak (zbudowany w 1874 roku jako Mühlenbake  – stawa) o oficjalnej nazwie Stawa Młyny ma też swoją ładną legendę zakochanych.

Moja pierwsza Zagranica

W 1973 roku miałem właśnie w Świnoujściu przekroczyć po raz pierwszy w życiu granicę Polski. Po raz pierwszy w życiu zagranica. Do Niemieckiej Republiki Demokratycznej. To było wydarzenie. Można było odwiedzić "bratni naród niemiecki" i to tylko na dowód osobisty. Można było także wymienić ileś-tam złotówek na Demokratyczne Marki. Ponieważ byłem fanatycznym amatorem-fotografem i dumnym posiadaczem Praktici, marzył mi się zakup jakiegoś obiektywu. W Polsce było to marzeniem ściętej głowy, tymczasem chodziły wieści, że w NRD obiektywy Zeiss Jena leżały w sklepach.

Z pola namiotowego w Świnoujściu do granicy państwa było na piechotę około 3 kilometrów. Stanęliśmy w kolejce kontroli dokumentów. Wopista zmierzył mnie wzrokiem i oznajmił, że w "takich" spodniach nie mogę wejść do NRD. Byłem w dziurawych dżinsach; takich jak dzisiaj są znowu modne, choć wtedy były poprzecierane na kolanach ze starości. Amerykańskie dżiny marki "Wrangler" kupowało się w tamtych czasach raz w życiu. Według straży granicznej przekraczając granicę trzeba reprezentować Polskę godnie ubranym. Musiałem wrócić na pole namiotowe, gdzie na szczęście miałem zapasowe spodnie bez dziur na kolanach.

Na drugi dzień ponowiliśmy próbę przekroczenia granicy. Po przejściu kilku kilometrów, już za granicą dotarliśmy do małej miejscowości nadmorskiej Ahlbeck

Wyobcowany w Ahlbeck

W Ahlbeck wszystko było inne niż w Polsce. Wszystko było obce. Każda ulica, każdy dom i sklep. Nigdy w życiu nie czułem się tak wyobcowanym, tak nieswojo, obco i niezręcznie. Nie znaliśmy zresztą ani jednego słowa po niemiecku. Spoglądaliśmy przez okna wystawowe na wnętrza sklepów, na ludzi, na produkty. Nic co mogło nam przypominać Polskę. 

wyobcowany za granicą

Moja emigracja

Z Polski można wyjechać na dwa zasadniczo różne sposoby: rozstać się z nią lub z niej wyjechać.

Kto z niej wyjeżdża ten się z nią nie rozstaje. Zazwyczaj odwiedza ją regularnie i choć za granicą - to duszą w Polsce. Zagranica go męczy, dusi, dokucza. Trawi tęsknota za ojczyzną.

Ja nie miałem takiego luksusu lub przekleństwa jak wyjazd z Polski. Ja musiałem się z nią rozstać. W momencie gdy opuszczałem granicę Polski wiedziałem, że:

1. Nigdy do Polski nie wrócę. 

2. Będę pracował na chleb jak każdy emigrant, poniżej kwalifikacji (wyobrażałem siebie stojącego na taśmie, montując pralki, w Australii).

3. Język polski nie będzie mi do niczego niepotrzebny.

4. Gdzie bym nie zamieszkał, tam będzie dom mój i moich dzieci. 

Przecięta pępowina

Myślę, że powyższe założenia i kompletna izolacja od Polski i rodaków przyczyniła się do szybkiej integracji a może nawet asymilacji w Holandii, co zresztą nie było naszą zasługą a jedynie warunkami politycznymi w Europie. 

W pierwszych latach miewałem, tzw. "sny emigranta" - koszmarne sny, że wróciłem do Polski.

miałem typowe sny emigranta: zdawało mi się, że spełniło się moje pragnienie i wróciłem do kraju, ale okazywało się, że nie mam żadnych papierów i już się stamtąd nie wydostanę. To był koszmar

Po wielu latach, gdy upadła żelazna kurtyna pojechaliśmy odwiedzić ojczyznę. Wspomnienia rodzinnych stron zdążyły przez te lata rozłąki nabrać pięknej barwy. Wyidealizowane wspomnienie Polski roku 1980 nie wytrzymało konfrontacji w zderzeniu z rzeczywistością Polski 1990 roku. Biedna Polska w kolorze szarym wyciskała nam łzy z oczu.

W wielu kolejnych latach odwiedzaliśmy rodzinę i stare kąty. W tych odwiedzinach ojczyzny mieliśmy zawsze dwa najlepsze dni: dzień podróży do Polski i dzień podróży z Polski.

Później zrozumiałem czy raczej inni mi to poczucie dali, że już nie jestem Polakiem choć Holendrem też się nie stałem. W Polsce traktowany jako "holender" a w Holandii jako "polak". Tak już zostanie. Holakiem jestem. Bezpaństwowcem. 

Może być bezpaństwowcem brzmi negatywnie, ale nie jest. Nie mamy przez to tego ciężkiego bagażu miłości do ojczyzny, patriotyzmu, tęsknoty i nostalgii jaką niejednemu emigrantowi zatruwa ona całe życie.

wyobcowany

Jak się czujesz w Ahlbeck?

Miasteczko Ahlbeck pozostał dla mnie punktem odniesienia gdy próbuję sobie wyobrazić co czuje wielu Polaków w Holandii którzy choć żyją tu już wiele lat nie mają żadnego związku z tym krajem i na co dzień oddychają Polską. Holandia jest ich Ahlbeckiem.

W roku 2009, po 36 latach, przejechałem granicę Świnoujście-Ahlbeck samochodem... bez zatrzymania, bez żadnej kontroli granicznej. Zrobiłem spacer po bulwarze tej nadmorskiej miejscowości. Teraz już Ahlbeck nie był dla mnie obcy. Podobał mi się bardziej od Świnoujścia. Pojechałem dalej na Zachód. Jechałem do domu.

 [Aktualizacja z 2010 r.]