Polacy w Limburgii

Pierwsi polscy imigranci zarobkowi pojawili się w Holandii w roku 1910. Spoglądając na tą historię stu lat Polonii w Holandii, nie mam zbyt wielu powodów do optymizmu. Z pięćdziesięciu polonijnych organizacji pozostała do dzisiaj tylko jedna: polska parafia.

plebiscytŚląski kumpel* w Limburgii

Polska tradycja emigracji zarobkowej do Limburgii liczy już ponad sto lat. W okresie I wojny światowej około tysiąca polskich górników ze Śląska przybyło do limburskich kopalń (w neutralnej wówczas Holandii) aby w ten sposób uniknąć służby wojskowej w armi niemieckiej.

Po uzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. przybywało coraz więcej Polaków znajdujących pracę w tamtejszych hutach i kopalniach węgla kamiennego. Większość z nich pochodziła z Górnego Śląska gdzie za sprawą plebiscytu z 1921 ludność byłą zmuszona wybierać jedną narodowość i przenieść się do wybranego kraju po ustaleniu granic Polski.

Nieco podobnie do dzisiejszych agencji pracy, także w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku działały w Polsce firmy rekrutujące robotników do szybko rozwijającego się przemysłu ciężkiego i wydobywczego Zachodniej Europy; Niemiec, Holandii, Belgii i Francji.

Do wybuchu II wojny światowej osiedliło się w południowej Limburgii łącznie ok. 6 tys. Polaków. Zamieszkali w okolicy kopalń w miastach Sittard, Brunssum i Heerlen.

W 1930 r. w holenderskich kopalniach pracowało 55 tys. górników, wśród nich 6 tys. polskich górników. W latach kryzysu (1931-36) połowa Polaków straciła pracę i musieli opuścić Holandię, bez zasiłku lub emerytury. Wsadzano ich w pociąg do Polski na dworcu kolejowym w Akwizgranie. Po IIWŚ wielu zdemobilizowanych polskich żołnierzy także trafiło do kopalń Limburgii gdzie pracowali do 1974 r. Aż 70% mieszkańców Limburgii żyło z kopalń. Pierwsżą kopalnię zamknięto w 1965 r. a ostatnią w 1974. Pod ziemią w wypadkach zginęło 1162 górników.

Polacy w Limburgii

W Limburgii działało wówczas wiele organizacji polonijnych, zespołów ludowych pieśni i tańca, klubów sportowych itp. - według tradycji wyniesionych ze Śląska. Tradycji stowarzyszeń podobnych do niemieckich i holenderskich. Założono polski związek zawodowy górników i polską partię polityczną. W Brunssum istniała także polska szkoła finansowana przez Polskę a dyrekcja państwowych kopalń sfinansowała w 1937 r. budowę Domu Polskiego (Pools Huis).

Polacy w Limburgii

Stowarzyszenie "Jedność" zwane także Towarzystwem pod patronem Św. Wojciecha w Heerlen powstało w 1910 r. i ponoć istnieje do dzisiaj.

Zaraz po wojnie limburską Polonię i tamtejsze kopalnie zasiliła kolejna fala Polaków - tym razem byli to zdemobilizowani żołnierze polskich sił zbrojnych na Zachodzie.

* Kumpel - to niemieckie słowo którym limburscy górnicy nazywali kolegów górników.

Polacy w Limburgii

Polak Polakowi polakiem

Spór polityczny, który wybuchł po wojnie w Polsce miał również wpływ na polską społeczność w Limburgii. Rozgorzała walka między zwolennikami rządu komunistycznego w Warszawie i zwolennikami rządu polskiego na uchodźstwie w Londynie. Rozgorzałe dyskusje doprowadziły do likwidacji lub rozpadu wielu stowarzyszeń polonijnych.

Tymczasem w pierwszej dekadzie po wojnie kopalnie potrzebowały nowych rąk do pracy które rekrutowano z różnych polskich dywizji wojskowych poza granicami Polski. Do kopalń poszli polscy żołnierze; ci którzy walczyli o wyzwolenie Bredy oraz inni stacjonujący jeszcze w Niemczech. 

Polacy w Limburgii

Jednak ta powojenna grupa Polaków stała regularnie w negatywnym świetle z powodu licznych bijatyk, pijaństwa oraz faktu nieznajomości języka. Przedwojenna Polonia widząc szybko spadającą reputację Polaków zdystansowała się od tej nowej grupy. Dopiero po latach (gdy wielu nowych przybyszy opuściło Limburgię wracając do Polski lub Niemiec) obie grupy stowarzyszyły się ponownie a to też za sprawą ich holenderskich żon dzięki którym weszli w holenderskie środowisko i przejęli obyczaje holenderskich stowarzyszeń.

Polacy w Limburgii

Od roku 1965 zaczęto zamykać kopalnie i redukowano przemysł ciężki. Polscy emigranci poszli na emeryturę a ich dzieci rozproszyły się w holenderskim społeczeństwie.

W okresie 1910-1994 w Zuid-Limurg (Południowa Limburgia) działało aż 50 polskich stowarzyszeń z czego w 2004 r. istniało jeszcze dziewięć. Dzisiaj, przynajmniej "na papierze" istnieje jeszcze kilka: Fundacja Dom Polski w Brunssum, Zjednoczenie Katolickie Polskich Towarzystw (ZKPT), zespół ludowy Podlasie, zespół Pieśni i Tańca Syrena, Katolickie Stowarzyszenie Polek w Limburgii, Chór "Wesoły Tułacz" i "Malwa" i Towarzystwo "Jedność" pod op. Św. Wojciecha.

Źródło i zdjęcia: Franciszek Wojciechowski i Land van Herle

Polacy w szklarniach

Z kopalni do szklarni

Kopalnie i polscy górnicy w Limburgii to już historia. Region w którym mieszkali Polacy zamieniono dzisiaj w "Miasto Parkowe Limburg". Czterdzieści lat później, pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku rozpoczęła się kolejny napływ polskich emigrantów zarobkowych w tej prowincji Niderlandów. Tym razem do rolnictwa w pasie przygranicznym z Niemcami. Nieco na północ od byłego regionu górniczego.

Początkowo były to jeszcze nieliczne grupki nielegalnych pracowników sezonowych do zbioru szparagów, truskawek i pracy w pieczarkarniach, przy sortowaniu i pakowaniu warzyw i owoców. Z czasem, gdy w roku 2004 granice otwarto rozpoczął się szybszy napływ robotników do tamtejszego rolnictwa.

Do czasu gdy Polacy nie mieli pozwolenia na pracę w Holandii wielu Polaków przyjeżdżało tam pracować legalnie na "niemieckich paszportach" ze względu na pochodzenie. Także Polacy mieszkający po niemieckiej stronie granicy zatrudniają się w Limburgii.

W latach dziewięćdziesiątych XX w. właśnie z limburskiego hodowcy pieczarek wyrosło dzisiejsze imperium agencji pracy OTTO - wyspecjalizowanej w imporcie polskiej siły roboczej do Niderlandów.

Nierzadko polscy najmici dawali (lub może nadal dają?) traktować się jak bydło. Praca u holenderskiego farmera lub badylarza przez cały dzień bez przerw, za zaniżone stawki, mieszkanie w przeludnionych barakach z piętrowymi łóżkami, w namiotach lub w starych przyczepach kempingowych.

polskie sklepy w Holandii

Polskie Venlo

Obecnie szacuje się ilość polskich imigrantów zarobkowych w Limburgii na co najmniej 20 tys. pracujących w sektorze rolniczym i ogrodnictwie. Największe skupisko Polaków koncentruje się wokół przygranicznego Venlo ale w praktyce trudno znaleźć farmę lub szklarnie przy której nie stałyby zaparkowane polskie auta.

szparagi

Początkowe "tsunami" Polaków zalewających w 2006 r. całą Holandię i Limburgię w szczególności wywoływało wrogie reakcje mieszkańców. Jednak po 10 latach Polacy stali się niezastąpionymi pracownikami w rolnictwie nie tylko zresztą Limburgii. Wiele sektorów holenderskiego rolnictwa wpadłoby w poważne kłopoty gdyby nie polskie ręce do pracy.

We miejscowości Meterik na 1500 mieszkańców mieszka 250 Polaków. Tam też działa od 2006 r. polska parafia w kościele który byłby już dawno zlikwidowany z braku holenderskich wiernych.

Proces integracji polskiej społeczności z miejscową ludnością przebiega bardzo mozolnie mimo różnych lokalnych programów "wpasowania" Polaków w holenderską rzeczywistość.

Poniżej reportaż holenderskiej telewizji w Limburgii z 2015 r. nt. warunków życia polskich imigrantów zarobkowych w Niderlandach. Na pytanie dlaczego akceptujesz takie życie przychodzi odpowiedź: bo inaczej powrót do Polski.

Etykietowanie: Holandia Limburgia Polacy

Użytkownicy muszą być zarejestrowani i zalogowani, aby móc komentować.