"Tu się już nie da żyć" - żalą się Polacy od wieków

Nigdzie w świecie nie ma takiego idiotycznego rządu, sejmu, opozycji i... narodu. To nie jest normalny kraj. Tutaj nie da się żyć normalnie - te słowa o Polsce słyszałem od dziecka, a żyję już długo.

Zachód z witryny sklepowej

Zagranicę znamy tylko bardzo powierzchownie. Nawet Polacy mieszkający dziesiątki lat na Zachodzie zorientowani są wyłącznie na Polskę. Nie są w stanie wymienić nazwisk paru ministrów w rządzie kraju w którym żyją, a cóż dopiero oczekiwać aby wiedzieli co tak naprawdę żyje wśród tych narodów. Co ich pasjonuje, irytuje, co myślą o polityce, gospodarce, służbie zdrowia. Polacy wiedzą tylko co aktualnie zrobił lub powiedział polski polityk i zna wszystkie niusy z Polski. Do tego ma polską telewizję i internet. Zresztą w zasadzie nie ma znaczenia czy żyje w Grudziądzu czy Liverpoolu - jego światopogląd jest ten sam i postrzegania świata zewnętrznego te same.

Niezwykły kraj

Polacy są także przekonani, że ich kraj jest wyjątkowy w świecie. Nigdzie na świecie nie jest tak źle jak w Polsce. Nigdzie nie jest tak nie normalnie jak w Polsce. Nigdzie nie ma takiego idiotycznego rządu, parlamentu, opozycji i... narodu. To jest oczywiście nieprawda wynikająca z wciąż olbrzymiej przepaści kulturowej i bariery językowej między Polakami a mieszkańcami Zachodu. W ciągu ostatnich 20 lat Polacy poznali powierzchownie Zachód i właśnie dlatego rośnie wśród narodu coraz większa niechęć do Zachodu. 

Tymczasem na Zachodzie ludzie nie są aż tak fundamentalnie inni od Polaków. Powiem więcej, większość Holendrów będzie bardzo podobnie nażekało na swój kraj, rząd, politykę jak Polacy. Bywałem długo innych krajach i np. w rozmowach z Hiszpanami, Turkami lub Grekami doznawałem déjà vu - te same skargi i żale mógłby wypowiadać przeciętny Polak. Te same rządy napychające sobie kabzę kosztem narodu, ta sama korupcja i nepotyzm, te same podwyżki cen, ci sami politycy złodzieje, itd.

Normalnie w Polsce?

To był rok 2019. Jeszcze przed pandemią. Imprezka polonijna z okazji 75-lecia wyzwolenia holenderskiego miasta Breda. Przybyło dużo Polaków z kraju i Polonusów żyjących w Beneluksie. Wszyscy oczywiście zakochani w Ojczyźnie. 

- A panowie skąd? - pytam grupę facetów pod 60-tkę. Brzuchaci faceci w skórzanych kurtkach z emblematem na plecach zawierającym wszystkie symbole polskiego patriotyzmu.
To gang motocyklistów - tej szerzącej się w Europie hałaśliwej plagi niedowartościowanych staruszków.
- My z Brukseli - słyszę odpowiedź i na moje zdziwienie jeden dodaje - my tam już długo, 30 lat. Na budowach. Ale, wie pan, ten Zachód już się kończy. W Belgii już się nie da żyć. Jest coraz gorzej. Wie pan, Belgowie to taki głupi naród, że jak im każą tak - to oni tak robią. A nam rzucają kłody pod nogi. 
- Uciążliwe przepisy? - pytam.
- taaaa... Coraz trudniej normalnie żyć - ciągnie motocyklista z Brukseli - wie pan, my jesteśmy nauczeni, że przepisy trzeba jakoś obejść, a ci Belgowie nie. Ale to już niedługo. Wybudowałem dom w Siedlcach i za parę lat wracam. Tam będę żył normalnie.

motocykliści

Pozorna tęsknota za normalnością

"Żyć normalnie" - to hasło słyszymy od każdego Polaka już co najmniej 60 lat. Niezależnie od miejsca, czasu czy politycznego ustroju. Polacy we własnym kraju są przekonani, że za granica żyje się normalnie, ale równie dobrze polscy emigranci żyjący za tą granicą. W utyskiwaniu na wszystko we własnym kraju nie są Polacy odosobnieni. Grecy podobnie; przesiadując całymi dniami w tawernie, nie myślą zabrać się do roboty aby polepszyć swój byt. Wolą przy kawie, wspólnie narzekać na rząd, banki, polityków, Merkel, Kaczyńskiego i cały świat który się na nich uwziął.

Powiem więcej; takie narody kochają narzekanie ponad wszystko. Biadolenie i lamentowanie to cecha agrarnych narodów. Użalanie się daje nam więcej rozkoszy i satysfakcji niż każde inne zajęcie.