Gdy rynek przestał być targowiskiem

Wbijam w nawigacji "Bielsko-Biała, centrum" aparat kieruje mnie na ulicę Żywieckią oznajmiając, że jestem w centrum, tymczasem Żywiecka leży gdzieś "in the middle of nowhere". Podobnie w Rzeszowie, gdzie "centrum" według nawigacji znajduje się na obwodnicy na peryferiach miasta. To samo w Tychach i setkach innych miast. Dlatego muszę często pytać się przechodniów gdzie jest rynek.

Słowo rynek miało tysiące lat jedno znaczenie: plac targowy. Centralny punkt miasta. Miasto zaczynało się od rynku. Wokół placu handlarze budowali swoje domy, świątynie, zakłady usługowe i rzemieślnicze. Tak powstawało miasto. Rynek był miasta fundamentem.

rynek

Polski rynek

targowisko w PLW powojennej Polsce rynek szybko wyrugowano z... rynku. Samo słowo "rynek" ma dzisiaj niejasne znaczenie. Wielokrotnie mi się zdarza, że wjeżdżając do miasteczka pytam miejscowego przechodnia gdzie jest rynek. Muszę to robić ponieważ nawigacja samochodowa ustawiona na 'centrum' kieruje w najbardziej zaskakujące miejsca niekoniecznie z centrum związane. A przynajmniej nie z takim centrum jakie ja mam na myśli. Ja chce po prostu zwiedzić zabytkowe, najstarsze centrum miasta. Od przechodniów otrzymuje często mętną lub mylną odpowiedź. Nic dziwnego. W wielu miastach rynku już niema, albo za rynek uważa się plac targowy, z reguły nie znajdujący się na rynku. Według słownika języka polskiego rynek to «w dawnych miastach: główny plac będący ośrodkiem życia gospodarczego i społecznego». W dawnych miastach. Mam wrażenie, że Polacy żyją w "dawnych miastach" i jeszcze nie dokładnie wiedzą jaką funkcję miasto spełnia. Rynki miast zamieniono na skwery, pseudo-parki bez funkcji. 

kram serowy

Holenderski rynek

katarynkaPodobny los czeka rynki holenderskich miast. W dni handlowe gospodynie szły na rynek po zakupy. Na rynku przygrywały karyliony lub katarynka - duże, mobilne organy uliczne. Choć jeszcze w wielu miastach na rynku rozstawiane są raz lub dwa razy w tygodniu kramy handlarzy rybą, warzywami i serami to dni handlowe i targowiska powoli przestają mieć znaczenie. Zakupy robi się w supermarketach a targowiska istnieją jeszcze tylko dzięki cudzoziemcom (czytaj: mieszkańcom basenu Morza Śródziemnego) spragnionych tanich ryb lub kalmarów w całości a nie odfiletowywanych wynalazków rybopodobnych na 200-gramowych tackach.

Wtorek i piątek, czyli odwieczne dni targowe nie mają już funkcji. Już nawet w Holandii zniesiono "Dzień Święty" i handlować trzeba 7 dni w tygodniu. W niedzielę nawet chętniej niż we wtorek.

Do niedawna w niedzielę zamknięte były wszystkie sklepy. Godziny otwarcia sklepów w Holandii uregulowane były prawem i niedziela była święta. Od początku XXI wieku prawo stawało się coraz bardziej elastyczne i weszliśmy w erę 24-godzinnej, 7-dniowej ekonomii.  Najpierw duże supermarkety dostały zezwolenie na dłuższy czas otwarcia, także w niektóre niedziele. Wszystkie sklepy otwarte były od poniedziałku (po południu) do piątku, godz. 9.00 do 18.00 a w soboty do 17.00. W czwartki lub w piątki był tzw. wieczór handlowy i wówczas wszystkie sklepy otwarte były do godz. 21.00. 

holenderska katarynka

Rynek sentymentalny

Targowiska są nadal popularne w Holandii i niemal codziennie w innej dzielnicy (dużego) miasta do południa można trafić na targ. W każdym miasteczku, w każdej nawet dzielnicy, w rożne dni tygodnia, na większych placach; staje targ. Targi są tymczasowe, kramy rozstawiane na parę godzin. Najwięcej jest targów spożywczych; kramy z owocami, warzywami, nabiałem, rybami, serami i oczywiście kwiatami. Przekupki głośno zachwalają swój towar przekrzykując głośno rozbrzmiewającą muzykę z typowej holenderskiej katarynki. Jest tez kilka stałych targów jak może najsłynniejszy Albert Cuypmart w Amsterdamie, w centrum Rotterdamu i Hagi. Obok tradycyjnie holenderskich kramów staja coraz częściej różne egzotyczne kramy że specjałami z Afryki lub Azji. [zobacz amsterdamski targ40 lat temu i dzisiaj].

miejska katarynka

Unikalne, pięknie zdobione zabytkowe holenderskie katarynki (ned.: draaiorgel) stanowią wciąż część folkloru miast a szczególnie targowisk i innych ewenementów. Choć i tych szybko ubywa z holenderskiego krajobrazu.