Tożsamość narodowa i etniczna? To tylko problem dzieci emigrantów.

Tysiące polskich matek wychowuje swoje dzieci w Holandii. Wszystkim bez wyjątku zależy na tym aby wychować dzieci z zachowaniem polskiego języka, kultury, historii, więzów krwi i charakteru. Matki są dumne, że ich dzieci są dwujęzyczne i dwunarodowe. Moim zdaniem jest to nieświadomy egoizm matek zabezpieczających się w ten sposób przed alienacją od ich własnych dzieci.

Tożsamość narodowa i etniczna – co to jest?

Każdy z nas urodzonych w Polsce nie musi sobie tego pytania zadawać ani go ono nic nie obchodzi bo zna doskonale swoją historię i świadomość narodową, język, świadomość pochodzenia, więzy krwi, stosunek do dziedzictwa kulturowego, terytorium i charakter narodowy. Tymczasem dla naszych dzieci wychowywanych w dwóch światach na raz nie jest to tak oczywiste.

murzynek

Matki (pomijam tu ojców bo mogą być różnej narodowości) mają swoje argumenty jak: moje dziecko świetnie sobie radzi z oboma językami, świetnie się czuje w obu kulturach i nie ma z tym żadnych problemów, wychowanie dwunarodowe wzbogaca dziecko i świetnie się uczy w szkole. To wszystko prawda i dwunarodowe wychowanie może wzbogacić, poszerzyć horyzonty ale... tworzy także konflikty i życie utrudnia. Nie we wszystkim może człowiek być dwu-narodowy. Zawsze są sytuacje gdy musi wybierać. Wybierać zachowania, kulturę, obyczaj. Wybieranie języka jest akurat najłatwiejszym wyborem ale co gdy musi wybrać między mentalnością? Kombinowane życie ma swoje zalety ale podobnie jak kombinerki które służą dobrze do wielu czynności to jednak obcęgi tną lepiej drut, klucz lepiej odkręca śrubę.

Moje tezy zbywane są twierdzeniem, że wrzucam wszystkich do jednego worka, że są wyjątki, że "moje dziecko...", itd. To prawda. Wrzucam wszystkich do jednego worka bo wyjątki mnie nie interesują, są zbyt jednostkowe. Praktyka i statystyki to także wrzucanie do jednego worka i na szczęście każdy człowiek jest inny.

Zrozumiałym jest, że matka decydując się na dziecko w Holandii robi to dla dobra dziecka - tutaj będzie miał lesze życie - tak myśli i w ostateczność, w dorosłym życiu ich dzieci tak też będzie. Ale nie w dzieciństwie. "Lepsze życie" to nie tylko bogactwo finansowe. Wyjeżdżając z Polski niemal każdy polepsza swój standard życia ale absolutnie nie polepsza standardu życia nienarodzonego jeszcze dziecka. To dziecko urodzone w Hadze nie będzie porównywało swego życia z innym bo innego nie zna. Nie będzie doceniało ich poprawy bytu bo to jego nie dotyczy ani nie obchodzi. To dziecko będzie prędzej widziało przykre strony dziecka emigrantów: nieporadność językową rodziców, ich niski status społeczny, a może nawet biedę - w porównaniu do jego kolegów z klasy.

chińczyk

Wyobraź sobie...

Gdybyś potrafił(a) wrócić się w czasie do swoich lat szkolnych i wyobraził(a) sobie, że twoimi rodzicami byli Rumuni (z całym szacunkiem do Rumunów ale to tylko skrót myślowy) - obraz będzie inny.

Albo wyobraź sobie, że jesteś małym dzieckiem wietnamskich rodziców i mieszkasz w Koninie. W domu stoi budda, mówisz z rodzicami po wietnamsku a na obiad mama stawia zupę pho, sajgonki, bun bo hue itp. pyszności. Ale wychodzisz na podwórko i dzieci wołają po polsku, jedzą bułkę z kiełbasą i ogórka kiszonego i mają... ach, trudno wymienić czym się różni ich świat od twojego.

kto ty jesteś?

Wspomnienia cudzoziemskiego dziecka

"Poczucie obcości miałem już we wczesnym dzieciństwie. Dokładnie kiedy po raz pierwszy mogłem pójść się bawić do mojego holenderskiego kolegi z klasy. Jeszcze za nim wyszedłem z domu rodzice mnie upominali abym się grzecznie zachowywał aby Oni nie myśleli, że My jesteśmy inni. Byłem bardzo podekscytowany bo słyszałem już jakie piękne zabawki miał mój holenderski kolega. To co w jego pokoju zastałem było w rzeczywistości istnym katalogiem Intertoys. Czas leciał szybko i zanim się spostrzegłem wybiła godzina szósta. Czas obiadu. Mama kolegi wołała do stołu. Na moje spojrzenie zastygła w milczeniu. Poczerwieniała i zaszeptała do synka: „Czemu nie powiedziałeś, że on tu zostanie jeść?”. Następnie uprzejmie wyprowadzono mnie za próg. Uczucia wstydu jakie mnie wtedy wypełniło nie zapomnę nigdy. Często po tym w życiu czułem ciężar tej obcości. Chociaż ja urodziłem się w Holandii to czuję się gościem".

Dlatego twierdzę, że rodzice którzy polepszają Własne Życie emigracją - są egoistami nie dbającymi o uczucia dziecka. Rodzice robią to dla siebie, dla własnej wygody a następnie świadomie i usilnie wychowują dzieci w Swojej Tożsamości Narodowej aby nie musieć się męczyć z "dzieckiem-holendrem".

Praktyka z przeszłości emigrantów udowadnia, że dzieci emigrantów sporadycznie tylko osiągają porównywalny poziom społeczny w nowej ojczyźnie rodziców. Pielęgnacja języka ojczystego i miłość do ojczyzny rodziców stoi w ich drodze rozwoju.

Zresztą Polacy, w powojennej wędrówce ludów, sami zatracili sporą część własnej tożsamości narodowej własnego kraju - dlatego z taką nie spotykaną nigdzie łatwością opuszczą Polskę na zawsze. Pielęgnowanie tożsamości narodowej i etnicznej jest zrozumiałe gdy mamy do czynienia z mniejszościami narodowymi żyjącymi w swojej ojczyźnie przodków, jak to ma miejsce w Zjednoczonym Królestwie, Szwajcarii, Belgii a także w Polsce mniejszości litewskiej, śląskiej, kaszubskiej czy (grupowo) rusińskiej ale trwanie we własnej polskości na Zachodzie staje się tylko kłodą u nogi w dobrym życiu, funkcjonowaniu i przyszłości twoich dzieci.

Zwykła reakcją emigranta do nowej ojczyzny jest stosunek zero-jedynkowy: albo Holandia jest nasza, albo obca. Najczęściej jednak obca a nawet wroga. Dzieci wychowane w ten sposób - zresztą bezwiednie, podświadomie - w tradycji wrogości do kraju swego urodzenia nie mogą czuć się dobrze z rozszczepiona tożsamością.

Turecki premier w czasie wizyty w Niemczech, gdzie mieszka około 3 mln. Turków, powiedział do zgromadzonych rodaków: "Nikt nie ma prawa odebrać nam kultury i tożsamości. Żądanie całkowitej asymilacji w Niemczech jest zbrodnią przeciw ludzkości"

Z punktu widzenia premiera jest to zrozumiałe, ale dzieci się nikt nie pyta.

Na szczęście nie spotkałem dzieci emigrantów które w swym dorosłym życiu żałowałoby emigracyjnej decyzji rodziców. Podobnie jak współtwórca Wiatraka; w Holandii wychowany między zapachem grzybów i... drop.