Druga ojczyzna

Patryk Piwocki, znany nam już z łamów Wiatraka napisał recenzje książki Paula Scheffera "Druga ojczyzna" - która sama w sobie jest bardzo ciekawa i powinna być, zdaniem Patryka, lektura obowiązkową dla każdego emigranta, który chciałby się osiedlić w Holandii.

Nakładem wydawnictwa Czarne w 2010 roku okazała się książka autorstwa Paula Scheffera ''Druga ojczyzna, Imigranci w społeczeństwie otwartym". Jak możemy przeczytać na okładce książki Paul Scheffer jest filozofem i profesorem urbanistyki na Uniwersytecie Amsterdamskim, był korespondentem prasowym w Paryżu i Warszawie. Regularnie publikuje swoje teksty w holenderskiej prasie codziennej, jak również w zagranicznych tytułach takich jak: niemieckie Die Zeit, Frankfurter Allgemeine Zeitung, francuski Le Monde des Debates czy duński Politiken. Autor jest, także członkiem holenderskiej Partii Pracy (PvDA). Partia Pracy odgrywa bardzo ważną role w debacie o Multikulturalizmie jaka toczy się od wielu lat w Holandii. Przez wielu prawicowych oponentów jest ona oskarżana o spowodowanie nie kontrolowanego napływu emigrantów do kraju tulipanów islamizacje holenderskiej kultury.

Autor stara się ująć procesy emigracyjne w szerokim kontekście, nie zamykając się tylko w holenderskim podwórku, pisze on,  także o problemach w innych krajach europejskich, poświęca też cały rozdział historii emigracji do USA.

Jednym z wielu atutów tej książki są bezpośrednie konfrontacje Paula Scheffera z emigrantami i ich dziećmi urodzonymi już w nowej ojczyźnie. W ciągu ubiegłych tygodni ciągle spotykałem się z serdecznym powitaniem, gdyż Maroko cechuje tradycyjna gościnność. Ale tym razem pozdrowienie dobiegło z ust młodego Marokańczyka, który zagadnął mnie w moim ojczystym języku, i to z amsterdamskim akcentem. Zaczepił mnie z duma gospodarza: "Oto mój kraj, no i co pan o nim sądzi?". Porozmawialiśmy trochę o życiu tutaj i tam, po czym wsiadł do samochodu ze swoimi przyjaciółmi i zniknął w tłumie. Pozostałem nieco skonsternowany, ponieważ ten, który mnie powitał u siebie był moim rodakiem. Kiedy tylko otworzył usta, sprzedawcy na targu w Tangerze wiedzieli, że urodził się za granicą, o ile zasugerowało to wcześniej jego zachowanie. Ceny mieli dla niego wyższe niż dla tubylców, również on był przede wszystkim chodzącym portfelem. Jako turysta spędzał wakacje w kraju, który znał zaledwie powierzchownie, w zasadzie jedynie z opowieści rodziców. W jego powitaniu odczułem nie tylko przyjazny gest, lecz również wyraz słodko-gorzkiej zemsty. W końcu mógł pokazać coś co należało do niego, w końcu role się odwróciły. Serdecznie witani goście byli bowiem tymi samymi, którzy w własnym kraju często odwracali się do niego plecami. To niemal wyzywające „witam serdecznie" uświadomiło holenderskiemu turyście, jakie braki wykazuje w stosunku do obcokrajowców. Przynajmniej ja to tak odczułem.

Dużym plusem tej pracy jest przeciwstawianie i analizowanie dwóch grup, emigrantów ich zachowań, problemów związanych z asymilacja, różnic między poszczególnymi grupami etnicznymi, ich wzajemnych stosunkach oraz ich recepcji Holandii i Holendrów. Z drugiej strony analizie zachowań wobec cudzoziemców oraz zmian zachowań na przestrzeni ostatnich 40 lat zostają podani rodowici Holendrzy. Inną ważą rzeczą jaką znajdujemy w tej pracy to próba opisania szeregu problemów związanych z emigracją w Europie i USA i zarysowanie pewnych różnic w tej kwestii pomiędzy tymi dwoma kontynentami.

Jednym z ważnych pytań jakie zostaje postawione w tej książce to jakie są przyczyny i skutki opuszczenia ojczyzny? Przyczyny to ciężka sytuacja ekonomiczna, represje polityczne, religijne, czy też obawa byłych mieszkańców kolonii przed następstwami niepodległości. Emigracja określana jest między innymi jako pęd ku nowoczesności, dla chłopaka z wsi, gdzieś na Wschodzie Polski, który nigdy nie był w mieście większym niż 100 tys., lub chłopaka z marokańskiej prowincji to pokonanie kilku etapów za jednym zamachem, może to często prowadzić do różnych napięć zauważa Scheffer. Jako ciekawy przykład podaje wewnętrzną emigracje w Turcji. Przed wielu laty podczas mojego pobytu w Istambule, oświeceni mieszkańcy miasta nie dawali mi spokoju, oburzając się na „hordy barbarzyńców" z Anatolii, które opanowały miasto. Opowiadali bez końca o tych wszystkich krajanach, którzy kurczowo uczepili się dogmatycznego islamu i zrujnowali otwartą atmosferę ich miasta. Fakt, że wierzący burmistrz Istambułu wystąpił nagle z propozycją rozdzielenia mężczyzn i kobiet w środkach komunikacji publicznej potwierdziła te ponure domysły liberalnej elity. W opisanej sytuacji Scheffer zwraca uwagę na zjawisko, które nazywa konserwatyzm emigrantów. Emigranci pragną polepszyć swój status ekonomiczny, lecz traktują normy liberalnego społeczeństwa jako ograbienie ich ze wszystkiego co było im drogie. Nie korzystają ochoczo ze swobód zapewnionych przez nowy kraj, uznają je raczej za zagrożenie. Konserwatyzm emigrantów jak pisze autor parę stron dalej to dystans wobec nowego kraju i kultury, dystans bowiem jesteśmy tu tylko na chwile, jeszcze jeden rok, jeszcze dzieci muszą trochę podrosnąć jeszcze wnuki muszą się ustawić w życiu i tak z paru lat robi się nigdy, dobrobyt uzależnia,  konserwatyzm przemija, bądź przegrywa z myślą o skorumpowanych urzędnikach w swoim kraju, społecznym nacisku na pewne formy zachowań. Zbyt wiele tego co było kiedyś oczywiste, stopniowo stało się obce, a nawet odpychające.

Winnym fragmencie książki autor przywołuje przykład emigranta rozczarowanego ceremonia nadania obywatelstwa. Moja znajomość niderlandzkiego była niezła. Aby zwiększyć swoje szanse nauczyłem się również na pamięć genealogii dynastii orańskiej, wysokości szczytów (!) oraz szerokości rzek. Przeczytałem tez biografie wielkiego mistrza Thorbecke, który zapewnił temu krajowi pierwszą demokratyczną konstytucje, Błądziłem po korytarzach Amsterdamskiego Muzeum Historycznego. W bibliotece publicznej zażądałem całego dorobku wielkiej trojki: Reve, Hermansa i Mulischa. Wszystko na próżno, gdyż cala ta procedura nie zajęła nawet pięciu minut. Ani jednego pytania, żadnego zainteresowania, była to zaledwie formalność. (...)

Od 2006 roku istnieje w Holandii oficjalna ceremonia nadania obywatelstwa, wzorującą się na ceremoniach istniejących w innych krajach typowo emigracyjnych jak na przykład Kanada, jednak wprowadzenie oficjalnej ceremonii nadania obywatelstwa nie rozwiązało sytuacji. Ta nieumiejętność poradzenia sobie z sytuacją przejawiała się w równym stopniu w podarku wręczanym nowym rodakom. Był to typowy holenderski ziemniak wykonany z niebieskiej porcelany z Delft. Prezent ten, który zaprojektował mieszkający w Holandii chiński emigrant Ni Haifeng, sprawiał wrażenie ironicznego komentarza do ceremonii naturalizacji. W rzeczywistości było jeszcze gorzej, banalny przedmiot miał poważna wymowę, towarzyszył mu bowiem następujący tekst: „Stałeś się teraz tym, kim byleś od dawna. Holendrem w Amsterdamie. Amsterdamczykiem w Holandii. Ziemniakiem w narodowej potrawie, deską okrętu, kamieniem w posągu".

Podobnych opisów i konfrontacji z niderlandzka rzeczywistością znajdziemy tu wiele i są one największym plusem tej książki. Autor potrafił się wczuć i spojrzeć na swój kraj oczyma imigranta. Z samej narracji można wywnioskować, albo wręcz należy wywnioskować, ze integracja to proces obustronny, niemożliwy do uniknięcia dla żadnej z stron.

Patryk Piwocki 

Na łamach  Wiatraka ukazały się następujące artykuły autora:
Wizerunek Holendra
Obraz Holandii w własnej historiografii 
Filaryzacja społeczeństwa holenderskiego 
Stereotypy a wyobrażenia i Rola języka i konstrukcje językowe 
Współczesne wyobrażenia Holandii (w 5 częściach)
Reformacja w Niderlandach (3 częściach)