holandia
12
7

Paracetamol

luty 2009, Kategoria: Polska - Holandia

ParacetamolParacetamol jest ku utrapieniu Polaków w Holandii jedynym środkiem jaki tutejszy lekarz zaleca na 90% dolegliwości.
Tymi dolegliwościami są zaziębienia i grypy na które jeszcze lekarstwa nie wynaleziono, więc kalwinistyczny holenderski lekarz ma dla ciebie tylko jedną radę:
zażyj paracetamol i idź do łóżka!”. Poza tym „prawdziwy Holender” nie zaprząta sobie głowy jakąś tam temperaturą wokół 37-38ºC ani czerwonym nosem i załzawionymi oczami; wskakuje na rower i pod wiatr i zacinający deszcz, nawet jeśli jest nim kobieta w ósmym miesiącu ciąży.

Wiele się zmienia ale trzeba pamiętać, że ten protestancki naród wychowywał się w srogim biblijnym świecie, gdzie nie było miejsca na rozpieszczanie się nad sobą. Co Bóg dał, Bóg mógł zabrać. Jeszcze z łatwością można znaleźć w tym kraju tradycyjne gminy gdzie nie ma miejsca na leczenie, używanie szczepionek dla dzieci itp. Nam bardziej znani jako Amisz lub Mormoni.

Nie jeden Polak a szczególnie polska matka przeżywa tutaj gehennę gdy jej chorego dziecka lekarz nawet nie chce przyjąć, już nie mówię o tym aby przyszedł do domu z wizytą.c

Jeszcze nie dawno zaobserwowałem sytuację w Bieszczadach gdy w schronisku młodzieżowym (gdzieś koło Wetliny) wzywano karetkę pogotowia do dziewczynki która się przewróciła na kamieniach i starła sobie kolano. Po godzinie karetka przyjechała i bez komentarzy obandażowali dziewczynce kolano. Po tylu latach w Niderlandach doznałem szoku. Wtedy zobaczyłem jak duża jest przepaść mentalna dotycząca zdrowia w Polsce i w Holandii.

Polska jest rajem na ziemi dla koncernów farmaceutycznych. Proporcjonalnie nigdzie na świecie nie zarabia się tak dużo na wszelkiego rodzaju maściach, syropkach, ampułkach, kremach, żelach, preparatach i proszeczkach jak w Polsce. Polacy gotowi są na lekarstwa wydać znaczne sumy a domowe „apteczki” przypominają wielokrotnie szafę aptekarza. Ilość reklam lekarstw w polskiej telewizji może się równać tylko z amerykańską telewizją. Łykamy chętnie wszystko i często, na wszelkie wyimaginowane dolegliwości

Już samo porównanie ilości informacji jaką można znaleźć na temat paracetamolu na polskiej i holenderskiej Wikipedii dużo mówi! To jest bolesne zderzenie kultur.

Właśnie dostałem grypę. Jak nigdy temperatura podskoczyła mi prawie do 40ºC.
Dzwonię do lekarza.
Do lekarza zresztą już dawno nie można się dodzwonić.
Telefon odbiera asystentka.
Asystentka też już dawno nie odbiera telefonów.
Telefon odbiera automatyczna asystentka.
Nagranie wyjaśnia mi, że z powodu nawału pracy lekarz ani asystentka nie są dostępni. Jedynie w nagłych wypadkach dzwonić na podany numer komórki.
Dzwonię.
Odbiera asystentka, pyta o datę urodzenia. Mówię, że się nieco obawiam bo tak wysokiej temperatury nie miałem już 35 lat. Asystentka pyta co mi dolega… nie mogłem na to pytanie szybko znaleźć odpowiedzi. Co może dolegać staremu prykowi gdy ma 40ºC?! Myślę, że ona to wie lepiej ode mnie! Zresztą tchu też mi brakowało na rozmowę.
Asystentka wymawia stałą formułę: „proszę zażyć paracetamol i położyć się do łóżka!”. Ewentualnie następnego dnia rano usiąść w poczekalni do lekarza.
Następnego dnia czuję się tak samo podle więc nie mam nawet siły wyjść z łóżka a tym bardziej iść do lekarza.
Biorę paracetamol. Już trzeci dzień.

Pod poprzednim artykułem Chorowanie w Holandii już jest ponad sto komentarzy.

popularne12 komentarze

user Biedronka

Witam,
Holenderski sposób podejścia do zdrowia, budzi w nas-Polakach wiele emocji. Zgadzam się, że niedopuszczalne jest, aby chory pacjent, który złania się ledwie na nogach, nie otrzymal pomocy lekarza. Ubezpieczenie trzeba placić, i to w porównianiu z krajami osciennymi, w szokującej cenie, ale co otrzymujemy w zamian? Z powyzszego tekstu oraz wypowiedzi innych forumowiczów wyciagam takie wnioski, bo moje doświadczenia z holenderską służbą zdrowia, jak do tej pory układały się dobrze, ale chyba tylko dlatego, że choć w 90% jestem anty-holenderska, to podejscie do zdrowia mam w 100% holenderskie :) Doskonale napisał pan Andrzej o polskim stosunku do zdrowia i tonach wszelakich medykamentów połykanych przez naszych rodaków. Na każdą przypadłość mamy tysiące specyfików, i niedaj Panie Boże gdzieś nas zaboli czy zakole, już biegniemy do lekarza. Nie twierdzę, że wszyscy się w ten sposób zachowują, ale bardzo często tak właśnie jest. Zamiast trochę poczekać, spróbowac się leczyć ziołami, odpocząć, to Polacy by chcieli lekarstwo, które w ciągu pięciu minut postawi ich na nogi. A chyba najgorsza w tym wszystkim jest ta polska ostrożnosć, żeby nie zachorować. Mamusie babolą swoje pociechy w swetry, szale, trzy pary spodni, że biedne dziecko nie moze się poruszać. Potem wystarczy, że dziecko upocone podczas zabawy, wykorzyta chwilę nieuwagi ze strony mamy, zdejmie czapkę i proszę, już mamy przeziębienie. Może by tak z uwiarem. Fakt, należy dbać o własne zdrowie, wykonywac badania i w razie niepokojących obiawów zasięgnąć rady specjalisty, ale ludzie kochani, nie szprycujcie się lekami z byle powodu. Bo te niby-cudowne medykamenty jedno wam wyleczą a co innego zniszczą. Pamiętam z czasów szkolnych, że nigdy nie chorowałam, a jakieś drobne przeziębienie mama leczyła tradycyjnie: bańki na plecy i do łóżka a po kilku dniach choroba przechodziła. Wierzcie mi, że w życiu nie dostawałam zastrzyków, a pierwszy antybiotyk dostałam w Holandii na moje kobiece dolegliwośći. Do lekarza też wybieram się z ogromną niechęcia, kiedy na prawdę muszę a tabletek unikam jak ognia. W zamian stosuję tradycyjne metody: zioła, czosnek, miód. To na prawdę pomaga. Wiem, że są poważne choroby i interwencja lekarza jest niezbędna, ale z cieknącym nosem czy obdartym kolanem mozemy poradzić sobie sami. Dlatego właśnie w kwestii zdrowia popieram Holendrów i ich kalwinistyczny sposób życia. Bez przesadnego rozpieszczania samego siebie. Z czerwonym nosem na rower i pod wiatr, w strugach deszczu do pracy! A wracając do nas-Polakó, to pamiętam jak kilka lat temu, zaraz po przyjeździe do Holandii, pracowałam w małym miasteczku. Szkoła językowa, do której chodziłam, wraz z innymi Polkami, była oddalona o około 6 kilometrów. Ale niestety w deszczowe czy nieco chłodniejsze dni, rodaczki rezygnowały z lekcji tłumacząc: “jeszcze się przeziębię.”

user akustyk

a propos pytania Biedronki o “placimy najwyzsze stawki i co my z tego mamy?” to moge posrednio odpowiedziec, bo pracuje przy przetwarzaniu deklaracji medycznych kilku najwiekszych holenderskich ubezpieczycieli, m.in. UVIT (= VGZ, Unive, Trias, IZA, ZRA), Menzis (= Menzis, Anderzorg, Confior), Achmea (= Achema, Avero), czy Delta Lloyd. bez wdawania sie w szczegoly i podawania dokladnych kwot, bo to tajemnica zawodowa, ale moze troche naswietle…

dane kazdego z ubezpieczycieli ogladam srednio raz na pol roku. takie VGZ za pol roku przysyla okolo 5 milionow DBC, czyli deklaracji zwrotow/stornowan kosztow. a to jest, duzy wprawdzie (bo VGZ jest duze) ale jednak wciaz ulamek swiadczen medycyny ogolnej w Holandii. przy czym kwoty na tych deklaracjach sa bynajmniej nie male, zwlaszcza, ze dziela sie na koszta i honoraria, w czym koszta potrafia byc naprawde duze.

to powyzej to jest medycyna ogolna, bo do tego dochodza rowniez deklaracje farmaceutyczne. UVIT jako calosc “generuje” w skali rocznej kilkadziesiat milionow deklaracji, gdzie deklaracja to pojedyncze lekarstwo/wydanie na recepcie. nie watpie, ze jest to nieporownywalnie mniej niz w rozkochanej w receptach i chorowaniu Polsce, ale jednak ilosci i kwoty sa niemale. biorac pod uwage fakt, ze tutaj to ubezpieczyciel pokrywa koszta, to to sa jednak kolosalne sumy. dosc powiedziec, ze w przypadku medycyny ogolnej, polroczna korekta wysylana do pojedynczego szpitala (rzadanie zwrotu pieniedzy pobranych za nieprawidlowe badania/kuracje) opiewa na miliony Euro, a w przypadku kolosow w rodzaju Jeroen Bosch, Catharina czy Bernhoven nawet po kilka milionow.

tak ze… biznes medyczny sie jak najbardziej kreci w tym kraju. tylko ze w wiekszosci chodzi o badania specjalistyczne, nie o lekarza pierwszego kontaktu i babinki-starowinki okupujace klinike, bo musza gdzies sobie przyjsc i poutyskiwac ;)

Andrzej

Zgadza się, tutaj medycyna i farmacja to duży biznes. Jak wpadniesz w tą maszynę to rachunki lecą choć pacjent ich nawet nie widzi (aby się może nie chciał zastanowić czy jedna minuta rozmowy telefonicznej z asystentką musi się nazywać ‘konsultacja’ i kosztować 40e, lub że lekarz przepisuje mi leki które zaleca mi brać resztę życia - cena 70e za 20szt. - gdy akurat w prasie czytam, że ten lek pomaga jak umarłemu kadzidło). Nie zdziwiłbym się gdyby lekarze i aptekarze mieli także niepisane umowy, ‘prijzenafspraken’ jak wszędzie.

user akustyk

aptekarze nie moga ;)

ubezpieczalnia ma liste lekarstw preferowanych (gdzie preferowane = te, ktore nie byly opatentowane i z tego tytulu maja wysoka cene) i jest zalecenie, ze apteka moze wydac maksymalnie 10% lekarstw spoza preferencji. jesli nie to ubezpieczyciel cofa refundacje lub wrecz zrywa umowe z apteka.

podobnie kontrolowane sa tez takie rzeczy jak wielokrotny odbior lekarstwa (za pierwsza realizacje recepty z wielokrotnym wydaniem jest wyzsza oplata niz za pozniejsze “odbiory” przez pacjenta), przypisywanie lekarstw specjalistycznych zamiast ogolnych, lekarstw samodzielnej produkcji zamiast gotowych, itd. itp. przy czym w farmacji jest dosc spora szara strefa, w ktorej nie ma sztywnych decyzji co uznac a co odrzucic, dlatego kontroluje sie apteki i regiony pod katem tego jaki odsetek deklaracji jest podejrzane, a nie tylko pojedyncze deklaracje wedlug sztywnych regul.
szarej strefy nie ma w medycynie ogolnej.
jest jeszcze GGZ (psychiatryczne i spokrewnione), ale jestem w trakcie implementowania tej aplikacji i nie znam precyzyjnie regul odrzucania deklaracji ;) jakby ktos potrzebowal to przejrze i spisze, bo specyfikacje mam :)

user Zimka

A ja mam przykre pierwsze spotkanie z holenderskim lekarzem chodź mieszkam tu od 6lata a od 3 mam tu też córkę która ma 9 lat.Przez te 3lata prawie nie była chora.Ale jakieś miesiąc temu dostała zapalenia zatok.Poszliśmy do lekarza,bo nie wiedziałam co się dzieje.Dziecko miała gorączkę i straszny ból ucha że płakała do poduszki.Minęły dwa dni i kazali mi czekać jeszcze dwa dni bo może przejdzie.Poszłam dnia trzeciego i po kłótni z lekarzem i zmiany lekarza na bardziej doświadczonego.Od razu była diagnoza i lekarstwo.Jak by było lekarstwo od razu podane to by się dziecko nie męczyło a tak choroba się rozwinęła i potem trzeba było czasu na wyleczenie.Po tym doświadczeniu że jak nie umarłeś i czujesz ból to jeszcze żyjesz ale do lekarza nie idź (jak nie masz od trzech dni gorączki i bólu).Widziałam też jak holender się sprzeczał z lekarzem że potrzebuje lepszego lekarstwa niż paracetamol.Po tym doświadczeniu,,stwierdzam to zależy na jakiego lekarza trafisz taką otrzymasz pomoc.Nie jestem z tych ludzi że za byle bólem połykam tabletki ale jak coś dolega to jest potrzebna fachowa pomoc a nie paracetamol.Tak ja uważam i Holendrom daleko do tego:(

user VIOLKA

Mam pytanie!Czy placac ubezpieczenie co miesiac i tak za pierwsza pomoc w kazdym nowym roku udzielona mi czy w szpitalu czy tez u dentysty musze zolacic 150 €

user Lena

Ja uwazam, ze nie ma roznicy w cenach podstawowegi ubezpieczenia w Polsce i tutaj (o ile nie placi za ciebie zaklad pracy w Polsce), natomiast w opiece lekarskiej podstawowa roznica jest rozroznienie na choroby blache i zagrazajace zyciu, ktore to rozroznienie jest w Holandii a w Polsce nie ma. W Polsce do lekarza idzie sie z byle czym i zawsze sie zostanie przyjetym, ale z powodu falszywych alarmow i hipochondrii spolecznej ignorowane bywaja przez lekarzy objawy chorob zagrazajacych zyciu, natomiast w Holandii bagatelizuje sie wiele objawow, ale na pewno nie umiera sie z powodu zignorowania powaznego stanu. Opinia moja wynika z doswiadczenia - ostatnio znalazlam sie w szpitalu i po blyskawicznej diagnostyce zostalam doprowadzona do stanu uzywalnosci, w Polsce 30% pacjentow umiera z powodu zignorowania objawow, ktorymi sie charakteryzowal moj problem zdrowotny. W potrzebie dostalam znacznie mocniejsze srodki przeciwbolowe niz paracetamol. Juz nie narzekam na sluzbe medyczna Holandii, chociaz czasami trzeba sie pospierac (czasem bardzo asertywnie jak na polskie standardy) i dac do zrozumienia ze sie nie sumuluje.

user kaska

Ja tez mam przykre doswiadczenia z holenderskim lekarzem. Jestem tu 7 lat ,3 lata temu dopadly mnie migdaly lekarz przepisal mi paracetamol,i penicyline (10 dni chemi tydzien spokoju) i tak 3 miechy w koncu stwierdzil “do wyciecia” Pojechalam do PL tam mi podleczyli migdalki mam do dzis i tylko od czasu do czasu sie odzywaja :) Teraz od roku mam zaburzenia w oddawaniu moczu :( lekarz nie wie jaka moze byc tego przyczyna :( ??? W PL po pierwszej wizycie kazal mi zrobic posiew moczu wyszly dwie bakterie ktore robia tam balagan. Dopiero jak lekarzowi w holandi pokazalam wyniki z PL to dal mi takie samo skierowanie do szpitala. Ale rok czasu musialam sie nameczyc !!! Tak ze ja uwazam ze lekarze w holandi dbaja glownie o ubezpieczenia (zeby ich jak najmniej naciagnac) a nie o pacjeta ! Moze dlatego ze tu wszystko (badania,wizyty) nawet leki przepisane przez lekarza sa za darmo. A w PL nie, wiec lekarzowi nie zalezy na ubezpieczeniu tylko na pacjecie !!!

user beata

Kaska co do lekarzy to nie mozna definitywnie powiedziec ze gdzies sa lepsi a gdzies sa gorsi.Ja na szczescie jeszcze tytaj nie mialam konaktu z lekarzem,jedynie z asystentka i zbylam zdziwiona .Ale nie chodzi mi o to ja w przeciwienstwie do Ciebie to”przejechalam” sie na polskich lekarzach.Chodzilam do pani doktor przez 2 lata jej diagnoza byla prosta”to pani taka uroda” dopiero po wizycie u prywatnego zdiagnozowali i konieczna byla operacji. W wyniku blednej w sumie zadnej diagnozy od pani doktor konsekwencjie mojej dolegliwosci mam do dzis.Wiec mysle ze wszedzie jest podobnie tylko nasze wymagania bedac tutaj sa moze wieksz…pozdrawiam

user lola o smaku smietankowego budyniu

zeby nie lekarze w holandii to moze niemialam by jeszcze dziecka leczylam sie u ginekologow w polsce po 100zl wizyty i nic a tu poszlam po 2 wizytach i zaszlam w ciaze

user Zosia

lola,ale dlaczego placilas 100ZL za wizyte?Nie bylas ubezpieczona?

user Ewa

Z paracetamolem trzeba bardzo uważać. W linku autentyczna historia, jakich wiele, która wydarzyła się w Stanach.

dodajDodaj komentarz