W XVI wieku dziesiątki tysięcy Holendrów uciekało przed prześladowaniami religijnymi z kraju. Wielu z nich; Mennonitów lub Anabaptystów wybrało dziewiczy wschód Europy na miejsce schronienia i na statkach handlowych poprzez duński Öresund dopływali do Gdańska.
W tym czasie Królestwo Polskie należało do najbardziej tolerancyjnych w Europie. Katolicy, protestanci, prawosławni i mojżeszowi żyli obok siebie w pokoju.
Początkowo osadnicy holenderscy witani byli przez magistrat bogatego Gdańska serdecznie ponieważ posiadali umiejętność budowania grobli, wałów przeciwpowodziowych, potrafili osuszać podmokłe tereny. “Holendry”, jak byli nazywani, mogli wybierać własnego burmistrza, pastora i żyć według własnego biblijnego prawa.
Gdy jednak z czasem napływ uciekinierów z Holandii nie ustawał król Stefan Batory wydał w roku 1586 nakaz w którym żądał aby ta “ludzka plaga bez prawdziwej wiary zagrażająca porządkowi publicznemu” nie była wpuszczania więcej na ląd.
Podobny los czekał tych ludzi i w dalszych wiekach.
Setki Holendrów i ich potomków szukając miejsca na ziemi gdzie mogliby żyć według swoich biblijnych praw ciągnęło wzdłuż rzek Wisły i Bugu i zakładali swe kolonie na mokradłach gdzie polski lub ruski chłop nie chciał żyć. Osuszali grunty, budowali wsie, szkoły i własne kościoły. Jednak napady dzikich hord ze wschodu, najazdy kozackie i liczne inne zawieruchy wojenne zdziesiątkowały te kolonie, zniszczyły wsie i spaliły kościoły.
W tych czasach poziom cywilizacyjnego rozwoju Niderlandów w porównaniu do polskich kresów był wielki i Holendrzy czuli się lepsi od swoich polskich i ruskich sąsiadów którzy według ich opisów: “spali na słomie, jedli drewnianą łyżką z jednego garnka i nie nosili bielizny“.
Holendrzy posiadali zbyt mało ziemi aby się z niej utrzymać więc wynajmowali się do różnych robót: do budowy wałów obronnych, grobli i kanałów i nasypów kolejowych i innych prac ziemnych i wodnych - w których byli zresztą z natury specjalistami. Wielu tychże heretyków przeszło na prawosławną wiarę już pod rosyjskim zaborem, inni ruszyli dalej na wschód w poszukiwaniu przyjaźniejszych krajów aż Druga Wojna Światowa dopełniła ich rozproszenia.
Dzisiaj w Polsce już trudno znaleźć ślady po Holendrach choć jeszcze do 1945 roku Pasłęk nazywał się Preußisch Holland (Pruska Holandia) i był stolicą Holendrów na Mazurach.
W Pruskiej Holandii urodził się w roku 1712 Joachim Friedrich Henkel - chirurg który w roku 1769 dokonał pierwszego w świecie nowożytnym cesarskiego cięcia. Zdobył wielką reputację i został dyrektorem kliniki położniczej w Berlinie.
Ciekawa historia.
“Holendrzy czuli się lepsi od swoich polskich i ruskich sąsiadów”: Ruscy chłopi w Gdańsku i w Prusach?! Chodzi chyba o etnicznych Niemców ktorzy byli poddanymi polskiej korony (bo tak chcieli).
Inna sprawa że heretycy zawsze byli lepiej wyksztalceni niz ogol spoleczenstwa wiec nezbyt sensowne jest porownywanie ich do zwyklych chlopow. Zeby zostac heretykiem trzeba bylo przynajmniej umiec czytac i miec spora odwage (w tych czasach na Zachodzie nawet za czytanie biblii mozna bylo trafic na stos). Mysle ze gdyby polscy heretycy (e.g. socynianie) znalezli sie na niderlandzkiej wsi wsi to takze dziwili by sie prymitywnym obyczajom swoich nowych sasiadow. Moim zdaniem fakt ze elita owczesnej Holandii wybierała tolerancyjną i otwartą Rzeczpospolitą swiadczy raczej o wyższości cywilizacyjnej ustroju tamtego państwa.
Każdy czyta to o chce przeczytać :-). Nie pisałem o holenderskich kupcach w Gdańsku lecz o holenderskich chłopach osiedlających sie na nizinnych, podmokłych, bagnistych obszarach wschodniej Europy; od Wisły po Dniestr. Granice między Litwa, Prusami, Polska i Rusią w tamtych czasach nie były tak ostre jak dzisiaj. Te holenderskie kolonie z natury rzeczy miały kontakt z okoliczna rdzenną ludnością. Potomków tych menonitów znaleźć można jeszcze gdzieś na Syberii i w… Warszawie.
Ciekawy artykuł opisujący właśnie pozostałości po “Olendrach”, wioska koło Elbląga nosi nazwę Mała Holandia.
http://przewodnik.onet.pl/38,1660,1595565,artykul.html
Pan źle przeczytał. Nie ma i nigdy w Polsce nie było miejscowości o nazwie Mała Holandia. Tak nazywała autorka artykułu w Onecie Żuławy. Po wojnie wszystkie nazwy miejscowości zmieniono na Polskie.