Faszyzm po holendersku
Czasami w głębszych rozmowach da się nawet odczuć lekki podziw dla Niemców, respekt a nawet może nawet żal, że nie zdążyli zrobić "porządku" w Europie. To w końcu dzięki Hitlerowi mamy w Holandii autostrady i kinderbijslag.
Wojna przyniosła Holandii mało zniszczeń materialnych z których zresztą sporą częścią były pomyłkowe bombardowania samych aliantów. Straty w ludziach wynosiły prawie 200 tys. z czego ponad połowa to Żydzi za którymi (prawie) nikt nie płakał, dalej komuniści, świadkowie Jehowy i cyganie. Oczywiście nie pomniejszam tych tragedii tamtych dni ale w proporcjach do strat jakie ponieśli szczególnie Polacy i Rosjanie (i sami Niemcy) to jest nic.
W tych dniach jest mi ciężko żyć w Holandii. Jest mi ciężko widząc milczącą aprobatę większości narodu dla poczynań Geerta Wildersa.
Zgadzam się z tym, że on sam nie jest problemem. Geert Wilders jest tylko "messenger" (posłaniec) który mówi na głos to czego większość Holendrów do tej pory nie ośmieliła się powiedzieć na głos. Nie ośmieliła się, bo wiedziała, że to nie jest przyzwoite, że to nie jest fatsoenlijk, że to pachnie rasizmem, że to pachnie faszyzmem.
Jestem cudzoziemcem w tym kraju. Byłem, jestem i będę "een Pool". To może być "goede Pool" lub "kut Pool" ale zawsze będzie Pool. Zresztą to by było ostatnim czego bym sobie życzył to aby nazwano mnie Nederlander. Nigdy nim nie byłem i nie będę choć mówię tylko za siebie, bo znajdzie się tutaj sporo czytelników którzy mnie za Polaka nie będą uważali i też mają rację.
Wilders - polityk z Hagi, członek holenderskiego rządu daje w tych dniach mandat holenderskiemu społeczeństwu aby wyzwolił się z gorsetu mieszczańskiej przyzwoitości i nazwał z całej piersi swojego muzułmańskiego sąsiada "kut Marokaan" a może także "kut Pool". Aby Holender śmiało mógł powiedzieć do Marokańczyka, Turka i Polaka na ulicy "rot op naar je eigen land" lub "opzouten vuile Pool!". Wilders eksploatuje sentymenty rasy białych, chrześcijańskich nadludzi wskazując im Turków (czytaj wszystkich cudzoziemców) jako kozły ofiarne. Nie mówi się w Hadze o problemach które na prawdę są w tej chwili w kraju ważne jak: kryzys finansowy, problemy ekologiczne i kryzys całej Zachodniej Cywilizacji - mówi się o islamie i o Wildersie - tematy zastępcze które podniecają szaraczków.
Każda religia ma swoich fundamentalistów. Tak jak w świecie muzułmańskim są fundamentaliści tak samo w naszym świecie chrześcijańskim jest moc fundamentalistów. W naszych, tak wspaniałych Stanach Zjednoczonych Ameryki mieszkają miliony Mormonów żyjącym w wielożeństwie i fundamentalizmie biblijnym. Żyją Amisch i inni chrześcijańscy fundamentaliści którzy pokładają bomby pod kliniki aborcyjne. Terroryści nigdy nie pochodzą z Afganistanu lub Iraku/Iranu, lecz... z karajów najbradzie z nami zaprzyjaźnionych: Arabii Saudyjskiej, Niemiec i USA.
W całej Zachodniej Europie mieszka dzisiaj 2-10% wyznawców islamu. Akurat w Holandii znacznie mniej niż w Szwajcarii, Niemczech i Szwecji. Akurat w Holandii Wilders ma taki duży elektorat. Akurat w prowincjach Holandii gdzie mieszka najmniej muzułmanów (Limburgia, Brabancja) ma największe poparcie. Dlaczego? Ja mam jedno wytłumaczenie: "blanke boeren" ze swastyką (znani także z południowoafrykańskiego apartheidu) i poczuciem Übermensch. W Randstad (duże miasta: Amsterdam, Haga, Rotterdam, Utrecht) gdzie mieszka rzeczywiście dużo muzułmanów poparcie dla Wildersa jest zdecydowanie mniejsze.
Dodaj komentarz