Opłacalność pracy w Holandii spada

Kategoria: Zarobki

Niegdyś Polak emigrujący do USA nie miał już finansowej możliwości odwiedzić swoją ojczyznę. Mieszkał więc 50 lat w Chicago i zawsze przeliczał tą swoją emigracyjną niedolę na złotówki. Tylko to dawało mu pociechę; ile złotówek miałby za te ciężko zarobione dolary. Taka sytuacja trwała jeszcze do niedawna. Od czasu wejścia Polski do Unii pomału opłacalność wyjazdów na zarobek spadała, aż w roku 2017 staje się wątpliwą. 

twarda złotówkaPo 2004 roku Polacy masowo rzucili się do pracy na Zachodzie. Nic dziwnego. Jedno Euro było warte niemal 5 złotych a za 5 złotych można było w Polsce dużo. Co najmniej raz w roku odwiedzają ci czasowi emigranci swoje rodzinne strony i porównują bezwiednie tą swoją emigracyjną dolę, wyrażoną w EURO’s z przelicznikiem złotówkowym. Wartość Euro spadła i w zasadzie zawsze oscyluje między 4-4,50 ale stopa życiowa w Polsce wzrosła od 2004 roku tak znacznie, że pod coraz większym znakiem zapytania sens emigracyjnego życia.

Co ja tu jeszcze robię?!

samochód marzenie

Czy możemy wszystko przeliczyć na pieniądze? Ten brak rodziny, fajnych kolegów, zapachu z kuchni i własnego języka. 

Do niedawna było jasne; co zarabia się w Holandii jest warte 4 razy tyle w Polsce. Można sobie na urlopie poszaleć, zafundować piwo, poszpanować piękną furą przed dawnymi kolegami ze szkolnej ławki, którzy dopytują się jak tam jest w tej "twojej Holandii".

Polonus nie chce aby w Polsce było lepiej

Mam wrażenie, że tak skrycie, w głębi ducha wielu emigrantom nie zależy na tym aby w Polsce było lepiej. Im gorzej w Polsce - tym lżej im żyć na obczyźnie. Ostatnimi laty coś się w tym systemie psuje. Polska pomalutku dorównuje bogatej Europie Zachodniej. Ceny rosną, ale rosną także zarobki, rośnie siła nabywcza narodu mimo stałych narzekań. Przelicznik zarobionych na Zachodzie  euro do wydawanych w ojczyźnie złotówek jest coraz marniejszy.

Jakby na złość wyjeżdżającym za pracą i lepszymi zarobkami, po 2004 roku wartość złotówki względem Euro szybko rosła z 4,80 w 2004 roku do 3,19 złotego za Euro w 2008. Co prawda po tym kurs się mocno ustabilizował ale za to standard życia w Polsce zaczął piąć się w górę. Natomiast standard życia Polaków na Zachodzie pozostał taki sam a czasami się nawet pogorszył. 

Kursy złotówki do Euro

Porównajmy z rokiem 1984

Na pociechę wklejam ciekawostkę. Znaleziony wycinek ze starej polskiej gazety. Notowania walut z roku 1984.

Sto holenderskich guldenów (zwanych także florenami) warte było 28 dolarów, czyli z grubsza jeden dolar był wart cztery guldeny (myślę, że guldeny wówczas można siłą nabywczą porównać do dzisiejszych euro).

notowania walut z 1984

Dla porównania w tym czasie galopującej inflacji w Polsce w roku 1984 tabliczka reglamentowanej czekolady kosztowała w sklepie 160 zł (ale nie do kupienia), na bazarze 400–450 zł, w Peweksie – 60 $centów. Kostka masła kosztowała urzędowo 98 zł, ale naprawdę w ciągłej sprzedaży była tylko na bazarze za 120–140 zł. Równowartość jednego dolara (620 zł) kosztowało pół litra popularnej wówczas wódki extra żytniej. W 1986 r. "maluch" kosztował 800 dolarów plus 205 tys. zł. 

  • W roku 1984 dobra miesięczna pensja netto w Holandii wynosiła 1900 guldenów (900 euro).

Czyli, jak to mówią; dawniej było lepiej. Przynajmniej dla zarabiających na Zachodzie.

[Aktualizacja z 2008 r.]

62 komentarzy

Użytkownicy muszą być zarejestrowani i zalogowani, aby móc komentować.

Tytuł trafiony, chciałam coś dodać ale w zasadzie w zarysie wszystko napisałeś.
wieć powiem tylko - Chwilo trwaj :-) .

Ps. a swoją drogą pamiętam pewne zdziwienie młodego chłopca, który po przyjeździe do nl, zobaczył te mniej wyprane i odświętne oblicze Polaków w Holandii. To zdębiał, ale to nić kiedyś tam staliśmy sobie na myjni w Pl, i zaczął na zagadywać pewien Polak, bo wiecie u nas w Holandii, no i się zaczęło...........( a my na wszystko reagowaliśmy pozytywnie co by nie przeszkadzając rozmówcy) auto juz było gotowe, i w chwili jak zobaczył zółte tablice zmył się. Wiele jeszcze było ciekawszych przypadków, ale to nie o to idzie.
Masz rację sytuacja w europie uległa diametralnej zmianie. W Pl, tez dzieje się lepiej, zarobki rosną. Generalnie coraz mniej opłaca się pracować na zachodzie a wydawać w złotówkach, bowiem utrzymanie 2 domów. To spory koszt, zwłaszcza że euro, czy funt ma nienajlepszy kurs.
Niestety starzy wyjadacze emigracyjni nie maja ochoty wracać, bo musieli by zrzucić maski sukcesu a zresztą po tylu latach nie umieli by już jak sądzę przystosować się do nowego rynku pracy i do nowej Polski. Problem w tym że niekiedy tez nie funkcjonują w 100 % samodzielnie w Nl. Tak naprawdę więc sami nie wiedzą co zrobić. Wiedzą jedynie ze lata prosperity i poklasku minęły. Tak naprawdę przespali swoje możliwości rozwoju, nic nie robienie i przyjmowanie życia takim jakie jest na dłuższą metę się nie opłaca. :-).

W Holandii jest taniej niz w POLSCE.Zyje sie tu latwiej i lepiej niz w Polsce.Oplaca sie tu zyc i pracowac bardziej niz w POLSCE.Polska jest droga i to mit ,ze zarobki wzrosly ,moj kuzym po informatyce ma 1200zlna reke po studiach.Fajnie co.....Nikt mi nie wmowi ,ze zycie mlodego czlowieka w Polsce bez bogatej rodziny i ukaldow jest latweijsze niz w HOLANDII.

Całe szczęście, że różnice się zacierają. Europa Wschodnia nie zasłużyła na los jaki ją spotkał, niestety historia potoczyła się tak a nie inaczej, miedzy innymi dzieki biernej postawie Zachodu). Uważam, że za każdą decyzją o emigracji stoi wiele róznych przyczyn, nie tylko finansowych i nie ma sensu sprowadzać wszystkiego wyłącznie do kasy. Dzięki Bogu Europa jest otwarta i każdy może mieszkać i pracować gdzie chce, a czasy gdy rodzina z REICHU przyjeżdzała na odwiedziny obładowana rzeczami, o których w Polsce można było tylko pomarzyć oby nigdy nie wróciły. Polskę zawszę bedę kochał (pomimo jej wad), Holandie (pomimo jej wad) pokochałem od pierwszego wejrzenia, jakieś 3 lata temu :)

@dWuCeT
"Polskę zawszę bedę kochał (pomimo jej wad), Holandie (pomimo jej wad) pokochałem od pierwszego wejrzenia": to mniej wiecej odzwierciedla i moje uczucia (tyle, ze tych lat w Holandii sie zrobilo troche wiecej niz trzy...). Pozdrawiam!

Nie idzie o to czy Polska jest droga, czy tania idzie o przelicznik z ponad 20 lat wstecz, i o starych wyjadaczy delegacyjnych, którzy pachnili sie przed wyjazdem do Polski, by następnie mieć swoje 5 minut w Polsce.

a apropo opłacalności zamieszkania, to teraz opłaca się pracować w kraju w którym sie mieszka i wydaje. Nie jest rentowne zycie na dwa domy ( tzn pracować w nl, a rodzine mieć w Pl) te czasy mineły juz jakiś czas temu. Dlatego wielu Polaków wróciło do Polski, zwłasza wtedy gdy zarabiali najnizsza krajowa tutaj, lub pracowali na czarno bez znajomosci jezyka.
Dziś ludzie ci budża się powoli ze snu, na widok fur swoich sąsiadów :-) itp.

Ja osobiście ciesze się ze czasy zycia na dwa domy odchodża w zapomnienie.
To źe tak się dzieje jest normalnym procesem, ekonomicznym. Jezeli wieć ktoś przespał ten czas, konsumujac sobie euro. To ma pecha.

Marzena:)...nie wiem co masz na mysli piszac o STARYCH WYJADACZACH EMIGRACYJNYCH,ale to nie ochota wracania do Polski, to mozliwosc normalnego zycie w NL!Ja sie przyznaje(naleze do tych starych wyjadaczy)nie moglam bym sie juz odnalesc w Polsce!To nie ta Polska ktora opuscilam!!!!Za pare dni jade na urlop do Polski,bardzo sie ciesze, ale powrot do NL jest wieksza radoscia.Tak jak pisze Michal,tutaj jest latwiej zyc!Mozliwosci X,tylko trzeba do tego checi!!!!!!

stary wyjadacz emigracyjne = zapity pracujący na czarno, całkowicie zależny od pracodawcy cwaniaka, pracujący często za najniższa krajową. Polak który choć wyjechał z Polki, to tak naprawdę nigdy nie nauczył sie mieszkać w Holandii.
Języki obce zna kali jeść kali spać, przez lata nie wykazywał żadnej inwencji, nie myślał o swojej przyszłości.
Sadził że zawsze praca za granicą zapewni dobrobyt jego rodzinie w Polsce.
Człowiek który łudził się że swoją gówniana pozycję i życie w mieszkaniu firmowym z banda zapijaczonych kompanów ukryje doprowadzając się do porządku przed wyjazdem do polski, gdzie mógł zaprezentować swoje 5 minut.

Ja ucze sie stale jezyka ,doksztalcam w szkole.W pracy mam doczynienia tylko z holendrami sam mam wieksze stawki niz oni.Wiec mnie nie kreci szpanowanie w Polsce bo wiem jak ludziom tam sie ciezko zyje.Ja zyje tu i teraz w Holandii.Tu wydaje tu sie ubieraam i tu chodze do fryzjera tu zyje.Polska jest fajna raz do roku na SWIETA I tyle .

Dzięki, też pozdrawiam i mam nadzieje ze moje wyjaśnienia choć trochę wyjaśniły co kryje się pod hasłami
stary rekin delegacyjny, czy stary wyjadacz emigracyjny. Myślę ze ty pamiętasz te czasy , doskonale i wiesz o czym napisałam.
Ps. no jasne ze te zwroty nie tyczą się ciebie. te określenia tyczą się jedynie Polaków którzy pomimo że wyjechali z Polski to tak naprawdę nigdy nie zrozumieli i nie pojęli co znaczy mieszkać w Holandii. Bowiem oni niewiele wiedzą o tym kraju. W zasadzie to tylko ich życie sprowadzało się przez te wszystkie lata, do pracy i powrotów weekendowych do Polski. Sądzili oni ze taki stan rzeczy trwać będzie wiecznie, nie przygotowali się więc. Czują się wiec zaskoczeni nowa sytuacją. Nie wiedzą co zrobić. Chcieli by wrócić ale musieli by pójść do normalnej roboty, a wtedy ich bajki o szefowaniu rozbiły by się jak banka mydlana. Nie chcą też zostać, bo nie bardzo wiedza jak żyć w Holandii
Ludzie ci nie wiedzą czy w Nl żyje się lepiej czy gorzej. nie wiedza bo tak naprawdę przez te wszystkie lata nie musieli się o tym przekonywać. Zyli bowiem w hermetycznym świecie, który sobie wykreowali.
Michał jak sądzę ciebie ten problem nie dotyczy, zresztą z tego co wiem ludzie o których piszę nie przeczytają moich słów. Powód prosty brak internetu, bo nie są oni w stanie nawet tego załatwić samodzielnie, bez pomocy. Jedyne więc okno na świat, to cyfra kupiona w Polsce. Bo jak wiemy w Polsce czują się oni bezpiecznie. W Polsce wiedzą co i jak, choć nie dokończa bo wielokrotnie nad wszystkimi sprawami w Polsce czuwa żona.

Marzena, tacy ludzie,ktorych Ty opisujesz,oni nigdy i nigdzie nie znajda sobie miejsca.Takim wszedzie jest zle i zawsze na wszystko beda narzekac:)

Kompletnie sie w tym art nie odnalazlam. Moze dlatego, ze nie przyjechalam tu zarabiac. Przez tyle lat ani razu nie przeliczalam guli/euro na zl. Zawsze swoja pensje odnosilam do sily nabywczej w moim sasiedztwie. Rownie dobrze moglabym teraz eura na jeny przeliczac, by sobie humor poprawic :)
Tu chyba chodzi raczej o robotnikow najemnych. Pojada za kasa, wcale nie maja zamiaru sie asymilowac, jak tylko w innym panstwie dali by im 200 euro wiecej, to od razu sie pakuja i jada. Im jest w gruncie rzeczy obojetne, czy sa w NL, Niemczech czy Francji. Jezyka nie chca sie uczyc, zwiedzac nie chca, wszystko jest be, tylko w ich rodzinnej wsi jest pieknie.

Każdy żyje jak chce. Marzena, nie wszyscy mogą być managerami, profesorami, artystami...ani w Polsce, ani w Holandii, ani gdziekolwiek indziej. Może łatwo oceniać innych, jeżeli samemu osiągnęło się już pewien poziom. Ja też na początku pracowałem przez pośrednika, teraz pracujemy z żoną już na własny rachunek, wynajmujemy mieszkanie, uczymy się języka. Stopniowo, krok po kroku zdobywamy uznanie i szacunek Holendrów z którymi pracujemy. Uczymy się ich kultury i jednocześnie staramy się przybliżać im nasz "orientalny" kraj :) Robimy to bo tacy jesteśmy, bo nam na tym zależy, bo planujemy zostać tu dłużej. Nie wszyscy wyjeżdżają z takim zamiarem, niektórzy stoją "w rozkroku" i nie mogą się zdecydować bo prawda jest tak że nigdzie nie jest łatwo. Czasami trzeba umieć spojrzeć też z innego punktu widzenia i nie oceniać zbyt pochopnie innych......

dwucete - ja nie oceniam cię zle, fajnie że nie stałeś się rekinem delegacyjnym. jak widzę masz cel.
a tak w ogóle to nie chodzi mi o to od czego zaczynałeś ale raczej do czego dążysz. Jeżeli zaczynałeś u pośrednika, to na bank zetknąłeś się z tym o czym napisałam , i cieszę się ze tobie się udało nie wpaść w pułapkę. Życzę sukcesu w Nl.

acha a tak na marginesie to nie idzie mi o to by wszyscy aspirowali do zajmowania wysokich stanowisk, chodzi mi raczej że tzw. rekiny delegacyjne, często opowiadają bajki, na temat swojej pracy, w których to kreują się na szychy. Ubarwiają też opowieści o swoim życiu, kolorowymi wstawkami. nie chcą przyznać że są nieporadni w nl. Dawniej im się to udawało, teraz mogą to włożyć miedzy bajki, i to boli.
Nie chodzi mi tez o to że klasyfikuję ludzie wg. pozycji w firmie, można być starym rekinem delegacyjnym na wyższym stanowisku, choć to zdarza się chyba sporadycznie.
Przyznam że do tej pory nie spotkałam się z takim przypadkiem, niemniej jednak nie mogę tego wykluczyć

Marzena, nie odebrałem Twojego komentarza osobiście. Chodzi mi o to, że ludzie którzy opowiadaja bajki i ubarwiają są wszędzie i Polsce i w Holandii i nic na to nie poradzimy. Skoro tak dobrze znasz rzeczywistość pracy w pośredniaku to może tez przez to przechodziłaś a teraz mozna wyczuć w twoim tekście pogarde dla ludzi, którzy zostali na pewnym etapie, bo patrzysz z punktu widzenia osoby, która zaszła dalej, której sie powiodło. Ja nie uzurpuję sobie takiego prawa, by szydzić z ludzi, tylko dlatego, że jestem "krok dalej" a oni wybrali inna drogę.........

dWuCeT - Po 1 nie odbieram tego osobiście, z nikogo tez nie szydzę. Po prostu opisuję pewien model zachowania Polaków, nie generalizuję lecz wypowiadam na temat konkretnego zjawiska. Gdyż miałam sposobność poznania na emigracji czy w Pl właśnie miedzy innymi takich Polaków. Nie zakosztowałam pracy w pośredniaku.
Nie gardzę Polakami, nie mam poczucia wyższości. Ja raczej uważam się za całkiem normalną osobę, której poglądy mogą wywoływać mieszane uczucia. Nie wszyscy musza się z nimi zgadzać.
Poczytaj proszę moje wcześniejsze wypowiedzi a zobaczysz ze wielokrotnie broniłam Polaków. ( i jeszcze będę to czynić) Jestem i byłam przeciwna uogólnieniom. Jeżeli jednak udało mi się zaobserwować, pewną prawidłowość ( niekiedy nie tylko mi było to dane) w zachowaniu się Polaków na emigracji, to nie mogę powiedzieć że nie dotyczy to szerszej grupy. Czasem więc trzeba coś uogólnić i stworzyć sobie model który by określił trafnie pewną grupę, na potrzeby dyskusji. ( czasem może to wyglądać ironicznie, ale niekiedy trudne tematy lepiej się pisze z nutką czarnego humoru)
Niestety niekiedy tez trzeba powiedzieć głośno że coś jest głupie, i nielogiczne, by tym samym uchronić innych lub przynajmniej zmusić do analizy.
Nie uważam by życie na dwa kraje było normalnym zjawiskiem, cieszę się ze powoli ten czas mija. Bowiem wyjdzie to tylko na zdrowie rekinom emigracyjnym jak i ich rodziną, bo bardzo często do domów wracali bez grosza przy duszy. Powody takiego stanu były rózne. Cieszę się więc ze te nienormalne czasy odchodzą w zapomnienie, bo przynajmniej ludzie ci nie będą robić czarnego pijaru innym Polakom tutaj w NL

Ja na Polske nie narzekam.

agnieszka1979

Jestem z mężem (i z psem) od ośmiu miesięcy w Holandii. Tylko on pracuje. Mieszkamy w wynajmowanym domu, z dwoma współlokatorami - Węgrami. I żyjemy na dwa kraje, ponieważ nie umiemy dojść do porozumienia w tej właśnie kwestii...
Wolałabym związać resztę życia z Holandią, a w Polsce mieć mieszkanko (takie małe, jakie obecnie w Polsce mamy), które służyłoby nam zawsze, kiedy kraj byśmy odwiedzali :-)
Mąż jednak nie jest przekonany, gdyż wciąż łudzi się, że w Polsce w końcu coś się zmieni na lepsze.
Niestety, to niezdecydowanie stanowi przeszkodę w podjęciu konkretnych kroków tutaj, czyli w Holandii, co do np. samodzielnego wynajęcia mieszkania, zatrudnienia na holenderskich warunkach, nauki języka.
Jak dotąd jesteśmy tu po to, żeby urządzić się w Polsce. I nie mamy z tego powodu wyrzutów sumienia.

A co do przelicznika euro - złoty, to istotna jest różnica między holenderskimi a polskimi realiami. Dla przykładu: gdybym pracowała w polskim sklepie np., zarabiałabym ok. 6 zł/h. W Holandii zarabiałam 6 euro/h przy sortowaniu szparagów. Przyjąć więc należałoby, że 1 euro w NL, to jak 1 zł w PL. Jeśli znacie ceny w obu tych krajach, to sami zauważcie, co w każdym z nich kupić można za taką samą godzinę pracy...
Mówię o tym, kiedy jestem w Polsce, a znajomi pytają o Holandię. Nie szpanuję (choć bardzo wielu rzeczy dorobiliśmy się przez 10 m-cy w Niemczech i przez 8 - w NL), nie wywyższam się. Po prostu utwierdzam siebie i innych w przekonaniu, że lojalność wobec ojczyzny można na śmietnik wyrzucić, skoro ojczyzna ma nas w d... .

Aha. A euro wolę wydawać w NL niż w PL, bo w PL ceny z kosmosu...

Marzena, doskonale rozumiem co miałaś na mysli, byleby w tych uogólnieniach i analizach nie posunąć sie z daleko, bo Twój tekst "stary wyjadacz emigracyjne = zapity pracujący na czarno, całkowicie zależny od pracodawcy cwaniaka, pracujący często za najniższa krajową. Polak który choć wyjechał z Polki, to tak naprawdę nigdy nie nauczył sie mieszkać w Holandii.
Języki obce zna kali jeść kali spać, przez lata nie wykazywał żadnej inwencji, nie myślał o swojej przyszłości.
Sadził że zawsze praca za granicą zapewni dobrobyt jego rodzinie w Polsce.
Człowiek który łudził się że swoją gówniana pozycję i życie w mieszkaniu firmowym z banda zapijaczonych kompanów ukryje doprowadzając się do porządku przed wyjazdem do polski, gdzie mógł zaprezentować swoje 5 minut", zalatuje w/g mnie lekką pogardą (a moze to wyłacznie definicja zjawiska).
Nie rozumiem też Twojej awersji do "życia na dwa domy". Jeżeli kogoś stać (NAPRAWDĘ a nie w ubarwieniach) to niech żyje i na trzy domy. Dlaczego na siłę chcesz, by każdy odciął się od Polski i zamknął na cztery spusty w Holandii. Może ktos kocha podróże i lubi zmieniać miejsca zamieszkania i za chwilę będzie we Francji, albo w Hiszpanii. Moi znajomi Holendrzy przenoszą się własnie na stałe na południe Europy,a wielu Holendrów ma drugi dom w cieplejszej części kontynentu. Co w tym złego, że Polak chce mieć dodatkową nieruchomość również Polsce ?????????????

Skoro o "zyciu na dwa domy" mowa: uwazam, ze jest duza roznica miedzy posiadaniem dwoch nieruchomosci (czyli jak to dWuCeT napisal: jeden dom w Polsce, na wakacje, drugi w Holandii) a "rozdzieraniem" rodziny, czyli np. zona z dziecmi w Polsce, maz za granica zarabia pieniadze. Nie watpie, ze wielu ludzi sytuacja po prostu zmusza do podjecia takiej decyzji (i bron Boze bym kogokolwiek tutaj osadzala) jednak w wielu przypadkach chwila wyjazdu jednego z malzonkow "za chlebem" dla zwiazku jest poczatkiem konca. Bo skoro wieksza czesc roku kobieta jest skazana sama na siebie, musi samodzielnie podejmowac wszystkie decyzje, opiekowac sie dziecmi, naprawiac cieknacy kran etc. to sila rzeczy ten z utesknieniem wyczekiwany maz po przyjezdzie nie jest w stanie z dnia na dzien zmienic stanu rzeczy i stac sie przyslowiowa glowa rodziny. A w momencie kiedy taka sytuacja trwa latami, to chyba w wiekszosci przypadkow konczy sie to pewnego rodzaju wyobcowaniem.
Co prawda nie mam w tym wzgledzie doswiadczenia, wiec moze sie myle. Kiedys wyjechalam do Polski na piec dni bez meza (bo nie dostal urlopu a ja musialam jechac na komunie mojego chrzesniaka). Schudl wtedy chyba z 5 kilo, a dzwonilismy do siebie kazdego dnia, przynajmniej trzy razy!

OK, kilkadziesiąt lat temu Holendrzy również emigrowali a chlebem np. do Kanady. Mam znajomych z Anglii, Irlandii, którzy kilanaście lat temu wyemigrowali za chlebem do Holandii. Czy przypadkiem nie za bardzo rozczulamy się nad tą Naszą Polską emigracją ????? Ludzie emigrują od wieków na całym świecie i wszystkich dotykają problemy rozdartych rodzin. Jeżeli rodzina ma się rozpaść to stanie się to i bez wyjazdu za granicę jednego z małżonków. Niejednokrotnie dzieci rodziców robiących karierę w kraju nie mają z nimi zadnego kontaktu pomimo że "mieszkają pod jednym dachem".

Ja uwazam,ze jezeli zwiazek malzenski jest i byl zawsze stabilny,to zadna rozlaka, nie zagrozi "rozpadnieciu" sie zwiazku.Dobre malzenstwo przezyje wszystkie "orkany"!

Rowniez uwazam, ze kazdy ma prawo wyboru takiego stylu zycia jaki mu odpowiada.Kazdy ma swoja droge do przejscia,prywatne motywacje ,cele do osiagniecia.....
Ja zyje w Holandii.To moj WYBOR!Byl okres ze czulam sie rozdarta ,ale to przeszlosc (na szczescie).Tutaj mieszkam ,pracuje,ucze sie ,wydaje pieniadze,wyznaczam sobie nowe cele i osiagam je . ZYJE.Jestem szczesliwa i ....wdzieczna.Przeszlam swoja droge w Holandii ale teraz czuje sie tutaj u siebie i jestem z siebie dumna!Okeslilam sie.Odwiedzam Polske raz do roku jak normalny czlowiek,nie jak ciotka z Reichu .Aczkolwiek pamietam te czasy.
Rzeczywiscie dWuCeT ludzie emigruja,przemieszczaja sie kupuja domy w cieplych krajach.Dlaczego nie???Podoba mi sie co piszesz.
Zyj i daj zyc innym!

Seria pytań za 100 punktów do wszystkich tych, którzy tak bezkrytycznie chwalą Holandię (a "psioczą" na Polskę): Czy codziennie czytacie tutejsze gazety? Czy oglądacie wiadomości? Baliście się co się stanie z Waszymi oszczędnościami po fuzji ABN AMRO z bodajże szkockim bankiem RBS kilka miesięcy temu? Albo czy obchodzi was ostatnie zamieszanie z Fortis'em? Która partię wsparlibyście swoim głosem, gdybyście mogli tu zagłosować? Itd. itd? Wiecie kto to JPB?

Podczas gdy, to właśnie były/są życiowe dylematy Holendrów, założę się, że dla 80-90% z Was to problemy nieistotne, niezwiązane, niewiele zmieniające itd. Mam rację?

Łatwo się żyje na każdej obczyźnie właśnie jak nie czyta się prasy, nie stoi się w kolejkach do lekarzy albo nie ma się problemu z przekonaniem huisarts'a, żeby dał nam jednak skierowanie do specjalisty bo ten ból pod żebrami, na który uskarżacie się od kilku tygodni jednak nie przechodzi po kolejnej dawce paracetamolu. Nie wspominając już o walce ze sklepem pokroju BCC czy MediaMarkt bo dostarczyli uszkodzoną lodówkę.

Do sedna: Generalnie, dopóki nie "wrośniemy" w społeczeństwo danego kraju, zawsze się nam będzie dobrze żyło, bo na obczyźnie nie słyszymy o (lub nie rozumiemy o co chodzi w) przepychankach Prezydenta z Premierem... Nie słyszymy o Doktorze G. i posłance Sawickiej. Bo jedyni kibole w Holandii to Ajax i Feyenord, gdzie w PL każdy KS Kopanka ma swoją "ekipę", której należy spodziewać się (i bać) pod (prawie) każdą klatką na blokowisku. Bo w NL stała pensja jest co miesiąc a i coś tam się z niej zawsze odłoży... W końcu z tych oszczędności można kupić i poszpanować w PL furą na żóltych blachach... i przez miesiąc być panem na włościach, podczas gdy przez pozostałe 11 miesięcy zasuwa się w pocie czoła jako parobek u Pana holenderskiego przy pomidorach w szklarni...

PS. Swoją drogą, świetny artykuł Panie Redaktorze! Uratował się Pan nim (i kilkoma ostatnimi) przed surową krytyką, która na dniach miała do Pana spłynąć za np. serie felietonów o zdrowym żywieniu, które choć bardzo poprawne i pożyteczne, średnio się mają do spraw Polaków w Holandii. ;)

@Wojtek
bardzo celne spostrzezenia. dodalbym tylko jedno "ale" - nie ma obowiazku pelnej asymilacji. mozna zyc w tym kraju, placic podatki, radzic sobie z problemami z oszczednosciami czy przypisywaniem paracetamolu na kazdy problem medyczny lacznie chyba z urwana reka, itd. itp.
ale nie ma obowiazku pelnej asymilacji "obywatelskiej" z zainteresowaniem lokalna polityka, kibolami czy gwiazdami show-biznesu wlacznie :) jak mieszkalem w Polsce to tematy typu Doda czy kolejny foch Lecha Prawego i Sprawiedliwego mnie nie wzruszaly :) nie widze powodu, zebym wzgledem postaci typu Gerard Joling i Geert Wilders wykazywal mniejsza ignorancje :)

mozna wrosnac w dane spoleczenstwo tak, by znac problemy zyciowe i trudnosci, ale nie trzeba w pelni wrosnac kulturowo i swiatopogladowo. nie musze czuc sie Holendrem. bedzie mi dobrze z poczuciem bycia Polakiem mieszkajacym na stale w Holandii ;)

Wojtek, czy Twój komentarz to kolejna wypowiedź z serii "od jasnie oświeconego, osiadłego nieco dłużej do ciemnoty ledwo co przybyłej"?
Ja wyznaję taką zasadę, że KAŻDEGO należy szanować i dać szansę na wykazanie się. I jeżeli czytam na forach jak "starszacy" besztają "młodych" to śmiech mnie pusty ogarnia. Odpowiem ci na Twoje pytanie, ci co potrafią - czytają, ci co zaczeli naukę czytają tyle ile potrafią, a są tacy, którzy nie czytają bo wola oglądać polską tv (takie są realia).
P.S.
Zapomniałeś jeszcze dodać o problemach ING i zastrzyku finansowym jaki rzad wpompuje w ten bank, o problemach banku w Islandii, w którym oszczędnosci ulokowało wiele instytucji holenderskich i o tym, że od 2009 Postbank przestanie funkcjonować pod starą nazwą, a zacznie pod nazwą ING.
Jeżeli dla Ciebie życiowym dylematem jest zepsuta lodówka i wizyta u lekarza to przepraszam......
A o wyborach możesz jeszcze coś napisać, bo może ten temat kogoś zainteresuje. Co musze zrobić, by MÓC zagłosować ? :) Pozdrawiam.

Do powyzszej wypowiedzi dodam jeszcze,ze nawet zyjac w Polsce nie szukalbym towarzystwa ludzi tak negatywnie nastawionych .Nie robie tez tego w Holandii.Na szczescie sa tutaj ludzie ktorzy widza ta jasniejsza strone zycia!

Wojtek, świetny komentarz!

Wiatrak

@Wojtek, poruszyłeś ważny temat. Jak chociażby widać z ankiety większość czytelników Wiatraka mieszka w NL krótko, żyje na marginesie holenderskiego społeczeństwa i nie ma pojęcia czym żyje ten kraj. Staram sie na Wiatraku to nieco przybliżyć, chociaż zastrzegam sobie prawo do pisania o różnych różnościach nawet nie związanych z Niderlandami. Nie da się dogodzić każdemu.

dwucet - nie zrozum mnie zle, ale nie ma co porównywac Holendrów do Polaków którzy pracują za najniższą ( oczywiście pisze tylko o tych konkretnych, nie sugeruję ze wszyscy zarabiamy te minimum) Nie będz naiwny, a jakim kupnie domu ty mówisz przy zarobkach minimalnych. To nie ja zamykam tym ludzią świat, to oni sami staja się niewolnikami systemu pracy w NL. Jedyna niekiedy rozrywka, to balanga jak nie jadą do domu do Pl.

Czy wy wiecie tak naprawe co się wyrabia w takich mieszkaniach w których pomieszkuje spora gromada Polaków.

@ dWuCeT - może nie komentują, bo czują respekt i wolą poznać jeszcze bardziej temat, niż pisać bzdury?

Do "d". Bzdury to Ty wypisujesz o zarobkach sprzątaczek i niewykwalifikowanych asystentek w Polsce. Daj mi proszę namiary na tę "farmację", przekażę ludziom, którzy szukają pracy.
To nie ja zaczynam wypowiedzi na tematy, w których "wydaje mi się, że wszystko wiem najlepiej" albo "poszpanuję przed tymi co wiedzą mniej ode mnie".

Powiedz proszę, w którym momencie napisałem bzdurę, to publicznie Cie przeproszę za to, że śmiałem to zrobić.

Oczywiście Ty znasz temat najlepiej, wiec możesz się już wypowiadać, inni jescze musza na to zapracować.

Proszę Cię nie rozśmieszaj mnie z tym respektem. Szanujmy się nawzajem.

Wojtek masz rację, ja też sie dziwiłam że nic nie ma na temat aktualnych wydarzeń, ale zrzuciłam to na karby małego zainteresowania w/w problemami.
W końcu widzę że normalny komentarz, nie w stylu jest super bo starcza na Chińczyka, i jest super bo po kilku miesiącach udało mi sie kupić kompa.

Andrzej choć nie lubię się sholendrzać to musze powiedzieć ze twoja wstawka - "Jak chociażby widać z ankiety większość czytelników Wiatraka mieszka w NL krótko, żyje na marginesie holenderskiego społeczeństwa i nie ma pojęcia czym żyje ten kraj" jest właściwa i na miejscu, niestety nie polepszy mi to humoru. :-(

Naprawdę wielkie uznanie za poruszenie, kolejnego trudnego tematu.

Marzena, nie wiem w którym miejscu była mowa o kupnie domu? Większość z nas mieszkała gdzieś przed wyjazdem do NL, więc ma mieszkanie lub dom w Polsce.

Opisz proszę, co wyrabia się w "tych mieszkaniach pełnych Polaków w Holandii". To napewno będzie ciekawa i pouczająca opowieść dla wszystkich zainteresowanych tematem (a nie czytajacych prasy).
Przeraża mnie to jak łatwo ulegamy (mam również i siebie na mysli)stereotypom, jak łatwo jest uogólniać w ocenie innych. Staram sie z tym walczyć, ale czytając niektóre komentarze widzę, że to typowa "walka z (nomen omen)wiatrakami" :)

dwucet, postaram ci sie znaleźć to o pytasz, wystarczy poszperać na wiatraku.
Niestety pisząc komentarze, biorąc w obronę Polaków, często patrzymy przez pryzmat własnej osoby. Niestety nie wszyscy Polacy którzy przybyli do NL. nie sa tacy kryształowi, i zaradni itp.
Wierz mi jestem ostatnią osobą którą cieszą te fakty opisywane w mediach, czy na wiatraku.
Oczywiście ze te opisy nie tyczą się wszystkich, ale tych których się tyczą nie jest wcale aż tak mało.

Tu twój cytat. - Dlaczego na siłę chcesz, by każdy odciął się od Polski i zamknął na cztery spusty w Holandii. Może ktos kocha podróże i lubi zmieniać miejsca zamieszkania i za chwilę będzie we Francji, albo w Hiszpanii. Moi znajomi Holendrzy przenoszą się właśnie na stałe na południe Europy,a wielu Holendrów ma drugi dom w cieplejszej części kontynentu. Co w tym złego, że Polak chce mieć dodatkową nieruchomość również Polsce ?????????????

Wszystko spoko, ale nie ze ja zabraniam czy ganię, ale ludzie ci mają dom tylko w Polsce, w nl zazwyczaj jest to lokum ( pokój z innymi), bo jeżeli pracują za najniższą to niech zapomną o kupnie domu w NL, na dom w Pl jeżeli go nie mają też już dziś nie zarobią. Utrzymanie auta w nl, też kosztuje dlatego jeżdżą na Polskich blachach. Bardzo często nie mają płaconego emerytalnego ( jeżeli chcą mieć cokolwiek na starość to muszą sobie samodzielnie opłacać w PL a to też koszty)
W zasadzie to pracują po to by zyć, a przecież nie taki jest zamysł wyjazdu zagranice.

Ostatni rozwiałam z pewnym Polakiem, przyjechał tutaj jak miał kilka lat.
Udało mu się poznać parę Polaków . Przyjeżdżając tutaj, wzięli kredyty na cały sprzęt AGD i resztę by się urządzić, spoko tylko w tej chwili tak się zadłużyli że nie mogą wrócić, do Pl, chcieli by tez dziecko niestety nie mają czasu na dziecko, bo pracują cały dzień, by przeżyć. ( trochę to napisałam chaotycznie, ale takich opowieści jest wiele)

o prosze własnie doszedł wpis do wiatraka czytaj " Hej mam na imie darek pracuje w firmir DJD (De Jager Detaheriing C.V) grintweg 41 - 4401 ND w Yerseke jest to firma ktora zaranbia na polakach i ich oszukuje wyzyskiwuje polakow jak h…j siedzimy w domu po 3 - 4 dni a jak ktos odmowi pracy ze wzgledu zlego samo poczucia albo choroby kaze wyjezdzac do polski bez mozliwosci powrotu. powinnismy zarabiac minimalnie po 1200 eu a zarabiamy w zeczywistosci po 300 400 eu. chcemy was ostrzec przed ta pier…..nym biurem pracy. DJD szajse!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!"

czy ja pogłebiam ??????? Nie naprawde nie ja raczej pokazuję FAKTY.

Marzena, cytct:
"dwucet - nie zrozum mnie zle, ale nie ma co porównywac Holendrów do Polaków którzy pracują za najniższą"
?????????????????????????????
Czy ty zrozumiałaś jaki był SENS porównania polskiej i holenderskiej emigracji???? Proszę, przestań sprowadzać wszystko do zarobków.
Jeteś Polką i powinno Ci zależeć by te różnice zacierać (sama jesteś emigrantką), Ty tymczasem pod pretekstem próby uchronienia przed (własnymi???) błędami i troski o "ciemny lud" robisz WSZYSTKO by pogłębiać róznice między Polakami i Holendrami, co gorsza miedzy Polakami na emigracji! Nie czytasz tego co sama wypisujesz???

Marzena, przepraszam Cię ale muszę...
Jakie Ty durne przykłady podajesz!
W kółko historie znajomych, znajomych znajomych i znajomych napotkanych znajomych.............
Czy Ty naprawdę żyjesz tymi historiami i opowieściami?????
Ludzie zadłużają się i w Polsce i w Holandii. Odnoszą cukcesy i w Polsce i w Holandii, ponoszą porażki i w Polsce i w Holandii, popełniają przestępstwa i w Polsce i w Holandii, rodzą się i umierają i w Polsce i w Holandii.........
Nikt nie bierze nikogo w obronę, bo nie musi, pod warunkiem, że nikt nie tworzy sztucznych podziałów pod pretekstem opisywania rzeczywistości i podawania wybiórczo faktów i dziwnych zestawień, które nie wiadomo czemu maja słuzyć?

wyslij sobie CV do firmy farmaceutycznej i sie przekonaj. w Czym ta filozofia?

d
Prosiłem o wskazanie, w którym miejscu napisałem bzdury...........?

Podaj namiar na konkretną firmę, na której wynagrodzenia sie powołujesz, chciałbym to zweryfikować (przecież nie ubarwiasz i nie piszesz bzdur, prawda?)

http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f...
Roche, Pfiser, moze jakas CRO typu Lambda itp.

moze nie robmy sobie jaj z pogrzebu...

post na forum, napisany przez bog jeden wie jakie zrodlo o kompletnie nieznanych "referencjach"... nie no... to ma czegos dowodzic?

z innej beczki - fajnie, ze w Warszawie mozna tyle zarobic. sek w tym, ze Warszawa to nie cala Polska...

:) Rodacy, szanujmy się wzajemnie - tylko o to apeluję......
Każdy może wypisywać bezkarnie bzdury bez pokrycia, tylko po co.............

Ale przeciez mozna sobie zlozyc CV, spradwdzic samemu. Jak sie nie chce to wasza sprawa. nie mam zamiaru udowadniać, ze nie jestem wielbladem.

Marzena? nie przyjeżdżaj do Polski ja bardzo proszę.... nigdy nie pracowałem na zachodzie! zatrudniałem w Polsce i francuza i niemca i anglika.. jeżdżę po europie jako turysta i co? jak dowiedzą się, że jestem POLAKIEM pogarda... dzięki komu? dzięki takim osobom jak Marzena? myślę, że tak...a dlaczego? za dużo jadu, co Cie obchodzi co kto mówi? jak się przechwala? i to gdzie w Polsce? codziennie to widzę...przyjeżdża do Warszawy "ktoś" z X i wraca po 2 latach do wsi i odstawia cyrk... przykro mi, że jak jadę jako turysta np. do NL to wstydzę się za mieszkających tam bo to Oni mnie reprezentują! Byle "burak" jak opisujesz w swoich przykładach nie ma kontaktu z holendrem to Ty masz kontakt znasz język, może ktoś szanuje Cię (znając holendrów wątpię również wszystko na pokaz i na odległość zwłaszcza do obcokrajowca)popracuj nad tym może tam w super HOLANDII. Nieudacznikowi źle jest w Polsce i źle będzie wszędzie, szkoda że wzajemnie psujemy sobie opinię, oceniać jest łatwo... żyć trudniej takie czasy. Pamiętajcie, że jesteście Polakami i to dzięki Wam Holendrzy uczą się kto to jest Polak, tak jak my Turków, Arabów, Rosjan. Wszystkim uśmiechu życzę, Marzena zmień nastawienie do rodaków! to też Polacy! wtedy przyjedź i zobacz jak się Polska zmieniła..

Widze że niektorych 1300euro netto ucziniło pro-polakami którzy nie chcą wracać do polski a co gorsza nie czują wiezi ze społeczeństwem w kraju. Marzena dlaczego jesteś taka naiwna? Zakup nieruchomości w holandii na hipoteke to jest około 30-40 lat spłacania. To jest tak jak sznur na szyi który powoli sie zaciska z twoich żałosnych tekstów wynika że własnie spłacasz coś takiego. A co do życia na dwa domy tj. PL-NL to najpierw trzeba posiadać dom w polsce bo jak kiedyś wyjezdzałaś z wioski to twój domek z drewna był nadszarpnięty zębem czasu a teraz napewno sie zawalił dlatego piszesz ze "bo jeżeli pracują za najniższą to niech zapomną o kupnie domu w NL, na dom w Pl jeżeli go nie mają też już dziś nie zarobią" znasz to poprostu z autopsji. Co do jezdzenia na polskich blachach że nas niby nie stać na holenderskie tak? Napewno jezdzisz na zółtych blachach jest drogo ale zaciskasz zęby z drugiej strony to idiotyzm płacić tak drogi podatek samochodowy zeby pokazać sie na zoltych że niby taka holenderka jestes tak? Jezeli nie podobają ci sie polskie blachy to zamelduj samochód w belgii lub w niemczech to chociaż bedziesz mniej podatku płaciła idiotko!!!! Napewno wiążesz ledwo koniec z końcem(hipoteka samochód na żółtych blachach) ale i tak sie pocieszasz ze w polsce byś żyła w szałasie a tak przynajmniej jesteś holenderką. Myslisz o sobie że jesteś wybranką narodu i los pozwolił Ci na zycie w holandii. Jednak jak przyjezdzasz do polski i widzisz nowo postawione domy (nie na styl holenderskiej rutyny) to jest ci przykro ze tyrasz na hipoteke zyjesz w szeregowcu w ktorym nie mozesz pozwolic sobie na zmiane koloru ram okien a w Twoim rodowitym kraju jednak ludzie potrafia żyć na znacznie wyższym poziomie niż ci w holandii (nie mówiac o polakach z zadartym nosem takich jak ty).

Zsuiram zgadzam sie z Tobą życiowy nieudacznik zawsze bedzie miał źle nie znacznie w jakim kraju bedzie żył i w jakim ustroju politycznym. Znam ludzi którzy są zarobieni bezwzględu na polityke na całkowity ustrój polityczny bądź kursy walut. Zaradność i logizm myslenia jest cechą wrodzoną a nienabytą w procesie próby stania sie holendrem. Holandia jest najlepszym ustrojem dla idiotów których nic oprócz roboty nie interesuje. Natomiast Polska zmusza człowieka do kreatywnego myślenia.

ja powiem krotko Polska jest moja Ojczyzna, a Holandia moim domem

Gdzie Ci te zarobki w Polsce rosną? Z danych statystycznych? Pensja dyrektora + pensja sprzątaczki/2 i masz średnią ;) Jak średnia rośnie, to niekoniecznie po stronie sprzątaczki :) Jeszcze niedawno polskie gazety grzmiały o "pokoleniu 1830 PLN brutto".
Myślę, że emigranci tutaj dzielą się na takich co uznali, że Holandia to ich nowy dom i najwyżej lecą na święta do PL zobaczyć rodzinę i druga grupa, której źle jest w obu krajach, przywozi kiełbasę i piwo, wywozi żel pod prysznic i elektryczne łapki na muchy podróżując samochodem nawet raz w miesiącu.
Miałem w PL sąsiada, który pracował z żoną w Niemczech, zaczął jakieś 20 lat temu. Przyjeżdża co pół roku. Jakimś dziwnym trafem jego starzy znajomi szybko się dowiadują. Jak co pół roku jakiś remont w starym domu trzeba zrobić, bo nowa podłoga się już powyginała, tynk ze ściany odpadł, piwnicę zalało. Trzeba dać prezenty rodzinie za pilnowanie domu, sąsiadowi za pilnowanie rodziny. Znajomym stawia wódkę, rozdaje sprzęt z garażu. Sąsiadów zaprasza na grilla, częstuje niemieckim piwem, bo lepsze, rozdaje sprzęt z wystawek. Dzieciom daje banany i pomarańcze. Potem pożycza pieniądze na benzynę, żeby wyjechać z powrotem, przeżywa załamanie spowodowane rozdarciem i wraca na "jeszcze tylko 2-3 lata". Ale czy Holendrzy na wczasach zachowują się inaczej? :)
Z mojej obserwacji wynika, że to dosyć powszechny mechanizm u Polskich emigrantów. Powrót Paniska do wiochy na tydzień, porządzić, być dobrym wujkiem przez 2 tygodnie, pokazywać samochód, który jest przecież tylko wierzchołkiem góry lodowej dobrobytu na obczyźnie. A potem powrót robola do szarej rzeczywistości, cebulek, opakowań do modemów, wózków widłowych, żeby zarobić na tygodniówkę na jedzenie. Takich ich wybór.
Nie wiem czy polaczków je więcej, czy ich zachowanie po prostu bardziej kuje w oczy. Jedno jest pewne. Przy obecnych nastrojach politycznych i szukaniu przyczyn porażek polityki Holenderskiej na zewnątrz kraju, temat "wschodnioeuropejskich" emigrantów jest na topie w mediach. Czepiać się ciapatych nie można, bo mają swoje organizacje i postraszą zamachami. Lepiej utrzymywać ich na bezrobociu i czepiać się wschodnio-europejczyków harujących jak woły (bez względu na styl życia i osobiste wybory).

Wiatrak

@Krystian. Rzeczywiste DOCHODY Polaków były i są poza statystykami. Polak zawsze wydawał znacznie więcej niż zarabiał. Tak samo jest i dzisiaj. W narzekaniu na niskie zarobki Polak śmiało dorównuje Holendrowi :-)
Statystyki więc mało mówią. Deklaracje o zarobkach też nie. Wzrost zamożności Polaków w ciągu ostatnich 10 lat widać po prostu GOŁYM OKIEM.
Co do reszty to się z tobą w zupełności zgadzam.

@ Mnich

Proponuje pochwalić się polskimi blachami przed douane i wymienić się z nimi poglądami na temat polskich blach. (podpowiem BPM + zaległy wegenbelasting).

Tez mam ten "30 letni sznurek na szyji" i nie na narzekam. Kredyt łatwiej dostać i łatwiej spłacić niż w Polsce . Właśnie maluje okna w moim szeregowcu na inny kolor.
Mimo iż pracuje sam mogę powiązać koniec z końcem i jeszcze coś odłożyć.
W Polsce doszedłem do 4 tys zł na rękę w 2008....ale tutaj mam oprócz zadowalającej wypłaty również czas dla rodziny którego w Polsce nie miałem.
I to jest jedne z różnic miedzy Polska a Holandia.

P.S. Jak jadę po Polski to przywożę ze sobą pełny bagażnik polskiej kiełbaski i mięsa. A co .....

Rzeczywiscie, zarobki wzrosly w Polsce. Zaczynajac swoja prace jako pracownik umyslowy zarabialam 740 zl, co bylo kwota upokarzajaca. Problemem bylo dostac "kredyt linie" na koncie. Po dziesieciu latach pracy moglam pochwalic sie pensja 1500 zl netto, na tym samym stanowisku, przy czym aby pracowac konieczne bylo wyzsze wyksztalcenie, ciagle kursy i szkolenia, za wlasne pieniadze. Pensja ciagle upokarzajaca, bo pozwala na bycie co najwyzej utrzymanka, a na pewno nie wystarcza na utrzymanie siebie, dziecka i domu. Przy czym zabawki w Polsce sa w tej samej cenie, a nawet drozsze niz w Holandii. W zwiazku z tym w Polsce nie trudno wydawac wiecej niz sie zarabia. W Holandii zeby zyc na przyzwoitym poziomie nie trzeba szkolic sie, kursowac, douczac, pracowac za trzech, przy czym ciagle za malo... Wiec nie tyko osoby bezrobotne wyjezdzaja do Holandii, by zarobic. Moja kolezanka z pracy z (mgr oczywiscie), swoj urlop wypoczynkowy poswieca na wyjazd do Holandii i prace sezonowa, by podreperowac budzet domowy i zarobic na niezbedne remonty w domu i inne wieksze wydatki, na ktore z pensji nie moze sobie pozwolic. W czasie swoich wakacji Holendrzy wypoczywaja i wyjezdzaja na wycieczki z dziecmi. Wiec moze dlatego GOLYM OKIEM widac wzrost zamoznosci Polakow - moga wyjezdzac za granice i pracowac za przyzwoite pieniadze...

Polska ceny takie same jak w HOLANDII natomiast zarobki pareset euro na miesiac. Nie ma nawet co porownywac przepasc ogromna , jezeli chodzi o zarobki,poziom zycia,opieke socjalna ,zdrowie w Polsce praktycznie to niestnieje .W polsce sa jendne z najnizszych zarobkow w EUROPIE.

Wiatrak

Oczywiście, że zamożności Polaków trudno porównywać do Holendrów, ale mimo to uważam, że w Polsce NIGDY nie było lepiej niż jest TERAZ. Narzekanie na małe zarobki jest stare jak świat. Na pocieszenie mogę dodać, że jest w Europie ( np. południowe Włochy i Hiszpania, Grecja, Portugalia) sporo narodów gdzie nie mają lepiej niż Polacy. Mierzyć się z najbogatszymi w Europie (NL, D) jest najłatwiejszą receptą na wyolbrzymianie swojej biedy.

Czy ktoś mi do cholery wyjaśni dlaczego komentowany artykuł jest z datą dzisiejszą a komentarze do niego pochodzą (te pierwsze) z 2008 roku z wyjątkiem kilku ostatnich? Pomiędzy rokiem 2008 a 2011 zaistniały spore zmiany we wszystkim. Fajnie odświerzyć trzyletni artykuł, ale skomentować go logicznie już nie sposób czytając wypowiedzi historycznych przedmówców.
pozdro

"Niegdyś Polak emigrujący do USA nie miał już finansowej możliwości odwiedzić swoją ojczyznę. Mieszkał więc 50 lat w Chicago i zawsze przeliczał tą swoją emigracyjną niedolę na złotówki. Tylko to dawało mu pociechę; ile złotówek miałby za te ciężko zarobione dolary. Sytuacja taka trwała jeszcze do niedawna."

To bardzo smiala teza :)
Autor najwyrazniej twierdzi tak w oparciu o wlasne doswiadczenia, nieprawdaz?
Ja nie potrafilbym znalezc w sobie tyle bezczelnosci, zeby napisac powyzsze bzdury. Nawet gdybym byl Michnikiem skrzyzowanym z Urbanem :)
Jako, ze admin jest w moim wieku skladam to na karb poczatkow Alzheimera, a nie zwyklej dranskiej prowokacji w celu zwiekszenia klikalnosci :)

Problem tkwi w definicji slowa "lepiej". Jesli po 20 latach nauki i po kilkunastu latach pracy nie moge utrzymac samodzielnie dziecka i siebie z wypracowanej pensji (i mowie tu o podstawowych potrzebach), to nie sadze by bylo "lepiej". Sa inne uroki Polski, ale na pewno nie poczucie bezpieczenstwa finansowego.

Sceptyk porownujac wypowiedz twoja i autora, to ty okazales sie kulturalnym zerem, zwyklym chamem. Probujesz poprawiac ludzi, stawiajac sie na piedestale przyzwoitosci, uzywajac do tego wiejskiej, wieziennej dialektyki. Wiatrak opisal ogolne tendencje zachowan, a ty smarkaczu ublizasz czlowiekowi do ktorego kultury, doswiadczenia i madrosci brakuje ci jakies 275 lat ;)

Tak poczucie bezpieczenstawa finansowego w polsce nie istnieje.

Wiatrak

"poczucie" - jak samo słowo wskazuje jest pojęciem względnym. Ja miałem już w życiu różne "poczucia" które z czasem stały się iluzja uczucia. Poczucie bezpieczeństwa (jakiegokolwiek) znajduję się tylko i wyłącznie między naszymi uszami... tussen de oren dus.

Poczucie bezpieczenstwa jest takie samo jak poczucie, ze jest lepiej :). A, ze poczucie jest istotne przy ocenie stanu rzeczy (co prawda subiektywnej) mozna zaobserwowac definiujac np. pojecie zdrowia. Obecna definicja zdrowia przyjęta przez Światową Organizację Zdrowia jest następująca:
Zdrowie to nie tylko całkowity brak choroby, czy kalectwa, ale także stan pełnego, fizycznego, umysłowego i społecznego dobrostanu (dobrego samopoczucia).
Widac na tym przykladzie, ze nie wystarczy powiedziec ze jest lepiej (jestesmy fizyczne zdrowi ~ jestesmy zamozni), ale nalezy wziac pod uwage, czy chory odczuwa ta poprawe (czuje sie zdrowy~ odczuwa dobrostan). Poczucie jednostek przeklada sie bardzo prosto na poczucie grup i ogolu ludnosci i poczucie dobrostanu (w tym bezpieczenstwa finansowego) szczegolnie jest brane pod uwage, obok analiz ekonomicznych, przy ocenie zamoznosci spoleczenstwa. Pomijanie tego aspektu nie przedstawia pelnego obrazu stanu rzeczy. Poza tym mozemy tez zbadac poczucie jakiegokolwiek dobrostanu miedzy wybranymi krajami. A skoro piszesz, ze rosnie sila nabywcza w Polsce , a wciaz slyszysz narzekania, to owo narzekanie oznacza, ze spoleczenstwo nie odczuwa zadowalajacej poprawy - poczucia dobrostanu.

Mieszkam we Francji..bo bieda w kraju mnie preraza.piszecie, ze "wzrost zamoznosci POlakow widac gołym okiem"..a skad niby kasa na te auta, dobre zycie, itd...80 % tych aut zostało zakupione przez osoby PRACUJACE ZA GRANICA..!!! ot, STAD TEN DOBROBYT!! Kilka procent ma własna działalnosc w POlsce..a reszta ma dobra ZAŁATWIANA prace w instytucjach panstwowych w Polsce..przez wujkow, znajomkow, tatusiow...........
Ja po panstwowej uczelni zarabiałem w zawodzie 1600 zł netto TO MNIE NIZ MOJA TYGODNIOWKA TUTAJ!!!
Tak, jestem w lepszej sytuacji za granica niz wiekszosc z Was - pracodawca płaci mi i mieszkanie i dojazd do pracy.nie to co na SMIECIOWYCH UMOWACH W POLSCE TUSKA...KTORY PO-TRAFI 3 X WYSŁAC PUSTY SAMOLOT DO WŁOCH..BEDAC NA URLOPIE..A WY ZAPŁACICIE ZA TO 180 000zł......Pozdrawiam baranow z W_wy...........

witam szukam pokoju w YARSEKE lub okolicy posze o jaka pomoc pozdrawiam 726912978

Witam wszystkich serdecznie.Czytam sobie bardzo obszernie dyskusje na temat życia w Holandii a w Polsce.Muszę przyznać szczerzę że trysnąłem śmiechem czytając tekst autora w którym to napisał że czasy w Pl zmieniły się na lepsze(zarobki itp.)gówno prawda rzecz jasna.Jedyne co się zmieniło na 2014 to premier i świnie przy korycie.Czy ktoś naprawdę sądzi że za pensję 1300zł da się w tym kraju żyć przyzwoicie??Żeby sobie w miarę dobrze pojeść i to też bez cudów trzeba wydać 500zł miesięcznie.Kolejną sprawą jest kwestia 4 ścian bo moim zdaniem płacenie 900zł za kawalerkę to lekka przesada.Wiem ktoś napisze że są tańsze mieszkania do wynajmu np.350zł+czynsz,szkoda tylko że nie bierze pod uwagę takich kwestii jak ogrzewanie i bieżąca ciepła woda,ale jak kogoś zadowala palenie w piecu,sranie w kiblu na klatce schodowej i inne tego typu sprawy to spoko.Skoro już opłaciliśmy naszą "willę i mamy pełną lodówkę rarytasów"może wyszli byśmy na jakieś piwko ze znajomymi???i tu pojawia się problem,nie stać nas;-/ ale jakimś trafem kumpel zaprasza nas na krzywą gębę,godzimy się i szykując się do wyjścia wyciągamy 4letnie sprane dżinsowe spodnie no bo przecież nie stać nas na dżinsy za 180zł i porządną bluzę za 100zł;-/Tak przychodzi wymarzony okres na który czeka każdy z nas"urlop"rzecz jasna,tylko kurcze co ja będę robił przez te 2 tygodnie??Okres wakacyjny ma to do siebie że chcieli byśmy ten czas spędzić w spokoju,bez stresu w dobrym towarzystwie no i by tez pogoda dopisała,niestety jednak musimy odłożyć na taki wyjazd ze 2000zł.Powiem w prost ci którzy mówią że w tych czasach nie opłaca się wyjechać za granicę niech mówią za siebie a nie za tych co zarabiają 1300zł pomimo dobrego wykształcenia,np.z licencjatem,wiem bo miałem kilku pracowników koło siebie z wysokim wykształceniem i 50tką na karku.Dziś jestem zadowolony z podjętej decyzji,rok temu wyjechałem do NL i nie żałuje tego ani trochę.Mieszkając w pl miałem wielu dobrych znajomych z czego połowa z nich wyprowadziła się gdzie indziej,jedni założyli rodzinę i nie maja czasu na swobodne spotykanie się.z kolei paru również wyjechało.Odwiedziłem Polskę w tym roku na 2 tygodniowym urlopie i po raz pierwszy w życiu poczułem co to "urlop"i po raz pierwszy przez te 2 tygodnie zwiedziłem majorke,wylegiwałem się na plaży,kosztowałem tamtejszej kuchni a wieczorkiem drinki i dancing.Wszystko kosztowało mnie 1200e(wakacje 800e+400wydatki typu drinki,upominki czy jazda na skuterze wodnym)Mogę powiedzieć że wróciłem w pełni wypoczęty z uśmiechem na twarzy w pracy zapytano mnie jak tam na urlopie a w pl po wejściu na halę kiedy chciałem opowiedzieć co nieco kumplowi o urlopie od razu tekst przełożonych"nie pojebało ci się w dupie??jesteś w pracy czy na urlopie??"Teraz odkładam na swoje wymarzone autko które tu kosztuje 12tys e a w Polsce 80tyś zł.Dziękuje tym którzy przeczytali to co napisałem i sorki jak kogoś zanudziłem ;-). Na koniec powiem to co wielu znajomych którzy wyjechali powiedzieli mi,nie bójcie się spełniać marzenia,jeśli wyjazd pomoże wam je spełnić a jak nie to dalej udawajcie jak wam to dobrze na ojczyźnie,dobra praca,tanie mieszkania i godne warunki.Odpowiedzcie tez sobie na proste pytanie po co ludzie wyjeżdżają skoro w pl jest tak kolorowo??może 3letni urlop im pracodawca zafundował??;-)Żal mi tych co żyją nadzieją i obudzą się z dwójką dzieci,stracą pracę i zostaną z kredytami bez dachu nad głową.Mój zakład już zamknęli a obiecywali co innego.

Ja już w Holandii jestem z żoną dobre 2.5 roku i w tym momencie mogę powiedzieć, że powrotu do Polski nie widzę. Tutaj może nie jest idealnie, tych magicznych kokosów nie ma, ale w porównaniu do życia w polsce jest gruba różnica. W polsce musieliśmy pracować oboje, aby stać nas było na samodzielne utrzymanie (najem, opłaty, paliwo i życie), a i tak nie szło nigdy odłożyć sumy choćby na małe wakacje. Tutaj tylko z mojej pensjistać nas na swobodne życie (najem, opłaty, podatki, paliwo, życie etc.) i jeszcze jesteśmy w stanie odłożyć na małe wakacje,. Co prawda początki przez "polskie" agencje nie były wyśmienite, ale wystarczy chcieć się tu jakoś rozwinąć z językiem i/lub odpowiednimi kwalifikacjami, a lepsza praca czeka za rogiem.