Holandia.
Godzina 17.30.
Rodzina zasiada do obiadu (avondeten).
Avondeten nie mylić z polską kolacją. Zresztą samo słowo kolacja zapożyczyliśmy od Włochów gdzie colazione znaczy… śniadanie.
Kolacji w Holandii nie ma. Dość późno je się obiad, co w Polsce coraz częściej nazywa się obiado-kolacją. Holendrzy mówią: im bardziej szlachetna rodzina tym później jedzony jest obiad ( zwany także elegancko dinner).
Obiad zazwyczaj składa się z trzech dań.
Zupa na ogół jarzynowa (groentesoep), pomidorowa (tomatensoep) lub rosół (kippesoep)
Królują wciąż ziemniaki choć są coraz mocniej wypierane przez ryż i makarony. Do ziemniaków najczęściej kawałek mięsa; smażone plastry surowego boczku (speklappen), mielone zawinięte w boczek (slavinken), kotlety mielone (gehaktballen), kura (kip) i inne potrawy z holenderskiej kuchni a do tego dużo warzyw; kalafior, sałata, brukselka, fasola szparagowa, cykoria.
Obok tradycyjnych potraw równie popularna jest kuchnia światowa; od azjatyckiej po meksykańską.
Deser (toetje) jest ważny! Obiad bez deseru się nie liczy. Jeśli nie ma już budyniu (vla) lodów (ijs) lub jogurtu owocowego to niech będzie chociaż gruszka, ale coś słodkiego jest pożądane.
UWAGA! Proszę tylko nie próbować podawać Holendrowi galaretki owocowej. Wszystko co jest w galarecie jest dla Holendra obrzydliwe.
Ja tam nie wiem może sa ludzie, co galaretek nie cierpią, ale ja jakoś tego nie zauważyłam. Na ciastach zrobionych przeze mnie, wiele razy wierzch stanowiła galaretka z owocami właśnie. Oczywiście pytali się, co to ale jakoś nie grymasili wręcz przeciwnie smakowało im ( znikło wszystko)
Jak widać , dla każdego człowieka co innego jest obrzydliwe, ja dostaję gęsiej skórki na widok mięsa robionego na słodko, dla mnie to profanacja, bleee. Wole mięso na ostro, a owoce i inne słodkości zarezerwowane są dla deserów heee.
Jeżeli chodzi o obiady i jakies takie ogólne normy, to wychwyciłam pewną modę.
- piątki frytki, lub coś ze snackbaru., reszta tygodnia to tak coś pod to co napisał autor. .
- uwielbiają też kupować półprodukty, lub gotowe produkty, w zapomnienie odchodzi powoli gotowanie. Młodzi ludzie nie umieją już tego robić, choć ich babki jeszcze znakomite ciasta wypiekały i inne rzeczy robiły. Trochę szkoda.
- rodzice tez dają często, kasę jak gdzie jada, dzieciakom kasę na snac bar itp. miejsca.
- Na imprezach serwowane są hapje ( małe przekaski takie na jeden gryz, które własnie się chwyta i do dzioba wkłada)
- Jeżeli chodzi o gościnność, to najbardziej po holendersku zostałam podjęta w polskim domu tutaj, na stole było pod dostatkiem owoców kandyzowanych, i jedan kawałek torta na osobę i kawka.
( dodam ze na urodziny bylismy proszeni)
??? A moze tak i jest, bo galaretek na polce tak latwo tu w holandii nie znalazlam. ale ten pudding to nie jest to na ksztalt galaretki?
no tak teraz sobie przypomnialam, ze suzanna nie lubi ani zimnego bufetu w galarecie nie sprobowala tez galatu…
Michell, to prawda, galaretek brak, ale żelatyna jest. Więc musza ją stosować, nie wiem tylko do jakich potraw.
Ponadto wydaje mi się ze dla każdego człowieka co innego będzie obrzydliwe. Bowiem do pewnych smaków przyzwyczajamy się od dzieciństwa a innych uczymy się poprzez podróże.
Problem zaczyna się wtedy gdy nasze wychowanie blokuje w nas otwartośc na eksperymenty smakowo-kuchenne. Do tego stopnia ze zanim spróbujemy ogłaszamy wszem i wobec ze tego nie lubimy. np. u nas w Polsce nie były dotychczas popularne owoce morza, bardzo często ludzie nie jadają tego typu spraw, bo ich nigdy nie próbowali.
Wydaje mi się że tutaj w nl, w skutek zaistnienia tygla narodowościowego, kuchnia tutejsza tez nosi znamiona wielu kultur. Do tego stopnia ze trudno powiedzieć, co tak naprawdę jest tutaj potrawa narodową.
Co kraj, to obyczaj!Ja zrobilam raz urodziny po polsku,wszystkiego przygotowalam w brud,ale niestety wiekszosc zostala bo nikt nie mogl tyle jesc twierdzac ze sa po obiedzie.Od tego czasu robie tylko przekaski(ktore tez czesto wyrzucam bo zostaja)Nie sa poprostu przyzwyczajeni do takich przyjec.Dlugo potrwalo, kiedy zrozumieli w Polsce mojego meza,ze on je na sniadanie sucharek z dzemem lub serem tylko.Obiady podobnie.Nie cierpi jak naloza na talerzu tak duzo, bo na sam widok tego, odchodzi mu smak do jedzenia.On woli po dwa razy, ale malo.Kwestia przyzwyczajenia!
A moj tesc Holender i uwielbia galaretki, i te na slodko i te na wytrawno. Dlatego przywoza zawsze z Polski, bo tu nie ma.
Gotowe galaretki w supermarketach sa,kupuje od czasu do czasu,smakuja mi zwlaszcza cytrynowe ,niestety w mikroskopijnych pudeleczkach i w kilku smakach.
A na sklepowych regalach galaretki wystepuja pod nazwa jelly pudding w jednym smaku truskawkowym (np.w C1000)i jedynie nalozona cienka warstwa tezeje.
Jelly puding nadaje sie na sezonowy torcik truskawkowy ale do pucharka juz nie za bardzo.
Nie zdaza mi sie wpadac na czas obiadu do holenderskich znajomych,wlasnie ze wzgledu na przyjete tutaj normy.Zaobserwowalam jednak,ze zupy nie sa tak popularne i nie stanowia glownego dania ,domownicy racza sie nia raz w tygodniu ,jak nie zadziej.
Mnie nie zdarza sie wpadać w porze obiadu do nikogo czy to w nl, czy pl.
Jakoś tak nie lubie objadac ludzi, bo to nie kulturalne przezkadzac komuś w posiłku. Obiad zwykłam jadac w domu.
Chyba że jestem proszona, to tak. jednak nie zwykłam do naduzywania ludzkiej gościnnośći, nie wypada tez wtedy zajadac się i obrzerać. Kosztowac tak, ale nie pałaszować.
Zwyle nawet jak wpadam do rodziny, to nawet jak chcą czyms czestować to odmawiam twierdząc że własnie jadłam, choćbymi kiszki marsza grały.
Kochani:)zeby tylko taki problem istnial jak “brak” galaretek, to by cudownie bylo na tym swiecie:)
Zgadzam się z tym opisem, szczególnie jeśli chodzi o deser i galaretkę. Mam faceta Holendra. Uwielbia po tym późnym obiedzie (jedzonym między 17-18, bo wcześniej on jest w pracy) podjeść jakiś deser, vla albo lody. Zauważyłam, że tu je się jogurt właśnie bardziej jako deser, po południu. Co do galaretki - w moim otoczeniu żaden , ani jeden Holender/Holenderka jej nie lubi. Mają jakieś inne poczucie smaku, cóż bywa. Ja uwielbiam galaretki, więc więcej zostaje na przekąskę. :)) Ogólnie kuchnia holenderska nie powaliła mnie na kolana. Wolę polską. Frytki z majonezem, te normalnie straszne dropsy czarne słono-słodkie (ohydnie niedobre) i dużo jak dla mnie zdecydowanie za słodkich słodyczy, ciast - nie przepadam. O braku twarogu i klasycznego chleba nie wspomnę.
Dla mnie obrzydliwe jest serwowanie przez Holendrow deseru np.vla w brudnym talerzu po obiedzie.Pamietam,ze w Polsce do talerza po zupie np.jarzynowej nakladalo sie drugie danie,ale zeby tam deser nalozyc…to juz przesada.
Doroto, to już chyba zależy od konkretnego osobnika. Takich - czyli niezbyt czystych - możesz spotkać w każdym zakątku świata.
Mowie o konkretnym przykladzie serwowania deserow przez Holendrow,z jakim sie tu spotkalam,a nie o niezbyt czystych osobnikach na calej kuli ziemskiej:)
Dorota, chodziło mi o to, że może nie wszyscy Holendrzy tak robią z deserem. ![]()
Anula,musisz wiedziec, ze jestes w kraju w ktorym jest inny chleb,inne desery, wogole inne potrawy jak w Polsce.To co nie lubisz nie musisz jesc.Ja tez nie lubie drop,wiec nie jem:)Oprucz frytek jest setki innych pysznych potraw przeciez.Zerknij w google na kuchnie Nl to zobaczysz:)Z tym deserem na talerzu po obiedzie tez sie spotkalam.Ale to sa wyjatki.Jak zwrocilam uwage ze to nie smacznie wyglada, to odpowidzieli mi, ze w zoladku jak wszystko sie wymiesza, to tez nie smacznie wyglada:)To jest trzezwosc Holendrow:)
W tej chwili jest tak duzo Polskich sklepow w Holandii, ze bez wiekszego problemu mozna kupic galaretke, Polski chleb, twarog i czego dusza zapragnie. Mnie holendereska kuchnia tez nie powalila na kolana, ale jak sie tylko troche chce mozna i tutaj gotowac po Polsku.
Zofio, już zdążyłam zauważyć, co zresztą akurat nietrudne,
że tu jest inny chleb i inne desery (no, chyba są słodsze). Moim zamiarem NIE jest totalna krytyka Holandii czy też Polski, bo uważam, że oba kraje mają plusy i minusy. Skoro jednak mówimy konkretnie o holenderskim jedzeniu, to nie przepadam za wieloma jego składnikami i nie zamierzam tego ukrywać. Holendrzy przecież też mówią, co myślą, prosto z mostu.
Są rzeczy, które lubię, jak te ciasteczka spekulaas na przykład. Frytki są dobre, ale tu nagminnie dają do nich majonez, czego nie znałam. Kaloryczne to. Jedzą je palcami, maczając każdą frytkę w majonezie. Zasada jednego ciastka do kawy ma też plusy i minusy. Plus, nie da się zjeść więcej, więc dobre dla zdrowia. Minus - mogłaby stać na stole jak u nas grupka ciastek- kto chce, to bierze,ile mu się podoba, kto nie chce, nie.
Ogólnie myślę, że warto uważać, żeby opinii nie budować na pojedynczych przypadkach. Tym sposobem szybko możemy stwierdzić, że “wszyscy” Polacy to.. a “wszyscy” Holendrzy tamto. Co innego pewne ogólne tendencje i ogólnie przyjęte zwyczaje, które możemy lubić lub nie.
Ja lubię Holandię, ale jedzenia ich nie i jakoś daję radę to pogodzić. ![]()
Ruda, ale ja mieszkam w rejonie, gdzie ni ma polskich sklepów, w tym szkopuł. Ale za to mam jakieś tam zapasy z Polski, kaszę, chleb, twaróg zamrożony w lodówie.
Anula,dlatego wlasnie napisalam, ze kazdy je to co mu smakuje:)Frytki z mayo lubie, sa kaloryczne, ale nie jadam ich kazdego dnia,wiec od czasu do czasu moge sobie pozwolic.Wole fryki z mayo niz z ketrzupem.Co do tych ciastek, to masz racje.Nie przepadam za slodyczami, wiec mnie to nie razi czy stoja na stole czy nie.Tak tu jest poprostu przyjete juz.Na poczatku dziwne mi sie to wydawalo, ale teraz juz nawet tego nie widze.Do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic:)
Jezeli chodzi o chleb, to mozna kupic bardzo duzo radzajow.Od bialego, do bardzo ciemnego.Mnie smakuje ten chleb, ale polski jest lepszy,szczegolnie taki jeszcze cieplutki:) Mniam, mniam:)
Jezeli chodzi o coś ciepłego i chrupkiego z pieczywa, tutaj to polecam tutejsze bułeczki do samodzielnego pieczenia. Dostępnę we wszystkich sklepach pakowane w folię. Wkładasz na pare minut do rozgrzanego piekarnika, i wyciągasz smakołyki.
Chlebek ciemny polecam z lidla ze słonecznikiem, naprawdę pycha.
Jezeli chodzi o słodycze, i ten zwyczaj czestowania jednym ciateczkiem, to zalezy tutaj od domu. W jednych jedno ciasteczko, w drugich cisteczka sa na talezyku jak u nas. czesto ludzie tutaj robią róznego rodzaju błedy ale nie wynika to u nich ze złych intencji, nieraz ktoś popełni gafę, ale wierzcie mi przy blizszym poznaniu ludzie ci zyskują sporo.
Nasz znajomy kolega, być moze poczastuje cę jednym cukierkiem, ale jak porosisz go o pomoc, bo nie masz czym dojechac do wyporzyczalni by oddać auto, w niemczech. Bo twoje tam stoi, w tym samym momencie wyciągnie kluczyki od swojego mercedesa, który jest wszystkim co ma, i odda ci klucze. Mówiac jedz. jak zapytasz się a czym dostanie sie do domu, odpowie ci - zadzwonię do mamy.
Ludzie ci mają swoje dziwactwa, ale cóż nikt nie jest idealny, ale wierzcie mi oni nie dlatego dają jedno ciasteczko, by nie poczęstować drugim. Poprostu oni nie pomyslą, że jedno ciateczko wyłożone na talezu będzie dla nas wyglądać na skompstwo.
Tak sobie piszę ten tekst popijajać kawę, i zajadając dokładnie jedno ciasteczko. Sama nie wiem dlaczego, wziełam tylko jedno moze dlatego ze nie mam ochoty na drugie :-).
Holandia i Wszystko Na Temam Piekny Kraj… Legalizacja Fajna Sprawa :-}