Zjednoczenie Niemiec a sprawa holenderska

W 1989 cały świat wiwatował wzruszony obrazami burzonego muru w Berlinie. Wszyscy na własne oczy widzieli jak upada Żelazna Kurtyna. Radowali się Niemcy ale przywódcy Ameryki, Francji i Wielkiej Brytanii mniej. Na głos nikt tego nie powiedział z wyjątkiem holenderskiego premiera - co mu na zdrowie nie wyszło.

Mur berliński

Ruud Lubbers był premierem Holandii przez 12 lat (1982-1994).

9 listopada 1989 r. upadł berliński mur. Dla kanclerza Niemiec, Helmuta Kohla szybko stało się jasne, że zjednoczenie Niemiec to już tylko kwestia czasu.

8 grudnia 1989 r. w Strasburgu zebrali się przywódcy państw europejskich obgadać nowo zaistniałą sytuację w Europie po upadku berlińskiego muru.

Lubbers i Kohl 

Podczas kolacji holenderski premier Ruud Lubbers zadał na głos pytanie (które zadawali sobie w myślach także Anglicy i Francuzi):

- Czy, opierając się na historycznej bazie, pożądanym jest aby Niemcy się na nowo zjednoczyli?

Kohla te słowa rozwścieczyły. Już nigdy Lubbersowi ich nie zapomniał.

Po zakończeniu kariery premiera Lubbers miał ambicje zostać przewodniczącym Komisji Europejskiej lub sekretarzem generalnym NATO - obie funkcje okazały się dla niego nieosiągalne za sprawą wpływów Helmuta Kohla.

Ex-premierowi pozostało tylko zostać wykładowcą na jednym z prowincjonalnych uniwersytetów w Brabancji a później komisarzem ds uchodźców przy ONZ.

Lubbers był znanym "babiarzem" co dzisiaj jest ryzykownym hobby dla ludzi na stanowiskach - szczególnie w USA. Funkcji w ONZ były premier Holandii nie utrzymał długo gdyż poklepał po pupie amerykańską urzędniczkę i za seksizm Kofi Annan odesłał go do Niderlandów. 

Dzisiaj 77-letni Lubbers zajmuje małoznaczące funkcje honorowe w mało znaczących stowarzyszeniach.