Koniec ery Gutenberga

500 lat temu dokonała się w świecie wielka rewolucja kulturalna: wynaleziono druk. Rozwój drukarstwa spowodował olbrzymi skok w jakości, ilości a co najważniejsze w dostępności książek, dostępności i rozpowszechniania idei i myśli innych ludzi.

gazety Do czasów wynalazku Gutenberga  księgi przepisywali cierpliwi mnisi w klasztorach licznie rozsianych po całej Europie. Drukarz potrafił w tym samym czasie kopiować jedna książkę w tysiącach egzemplarzy. Skok ilościowy był mniej-więcej podobny do tego jak dzisiaj szybko można wydrukować i rozprowadzić  książkę lub skopiować ją w formacie pdf lub eBook dla eReadera. I tu doszliśmy do momentu następnej rewolucji kulturalnej na świecie Wynalazek internetu. Po co jeszcze w ogóle drukować na papierze? Gigantyczny przemysł papierniczy niszczy naszą planetę, niszczy lasy i zatruwa wodę, bo do produkcji kilograma papieru potrzeba zużyć (i zanieczyścić) 15 litrów wody. Owszem, człowiek jest zachowawczy i dużo wody upłynie zanim znikną papierowe książki ale już teraz wydawcy gazet i tygodników zaczynają poważnie odczuwać gorący oddech internetu za swoim karku. W momencie gdy technologia pozwoli na tanie  e-papier (jak już dzisiaj w eReaderach) i płaskie ekrany które można będzie przylepić na każdą ścianę w kuchni, na lodówce a może nawet zintegrować blacie kuchennego stołu - wszystko bezprzewodowo i w połączeniu z internetem - po co potrzebny będzie jeszcze papier? Gazety, foldery reklamowe, książki. Już praktycznie zniknęły grube tomy papierowych encyklopedii, katalogi sprzedaży wysyłkowej, książki telefoniczne i rozkłady jazdy pociągów. Nikt za nimi nie płacze. Mam nadzieję, że elektroniczne książki szybko wyprą te pachnące papierem i farbą drukarską bomby ekologiczne a regał z książkami będzie mi służył do ozdoby jak teraz już to czyni mój poczciwy analogowy aparat fotograficzny. Sam się dziwię, że to piszę, gdy kiedyś - jeszcze jako dziecko - "pożerałem" jedną książkę dziennie a od 40 lat nierozerwalnie związany jestem z papierem i czcionką drukarską (jeszcze tą ołowianą). Holender rzadko kupuje gazetę w kiosku lub stacji benzynowej. Prenumeratorom gazeta wpada codziennie, przed siódmą rano, do skrzynki pocztowej, na abonament kosztujący już prawie 300 euro rocznie. Nakłady wszystkich gazet w Holandii spadają. Wydawcy próbują ratować się reorganizacjami, zwarciem szeregów, próbami wprowadzania nowych, bardziej "trendy" tytułów (jak np. NRC Next) a nawet naciskiem na rząd aby wprowadził dodatkowy podatek za internet z przeznaczeniem na wsparcie papierowych gazet. To na długo nie pomoże. Gazeta jest 19-wiecznym wynalazkiem i w obecnej formie skazana jest na zagładę. Nie da się utrzymać sytuacji aby dostawca gazet wstawał o czwartej rano aby w zimnie i słocie roznosić gazetę do drzwi do drzwi. Gazetę z wiadomościami z poprzedniego dnia. Jeszcze tylko darmowe gazet leżące na stacjach kolejowych i innych ruchliwych punktach (Metro i Spits) mają szanse długiego istnienia, przynajmniej do czasu kiedy spopularyzuje się cyfrowa książka. Nakład gazet będzie spadał. Już dzisiaj gazetę w Holandii prenumerują głównie 50 i 60-latkowie. Młodzi ludzie szukają innych, szybszych  źródeł informacji. W Polsce ten problem ukaże się zapewne nieco później ponieważ gazety nie są dostarczane do domu a i internet jest wciąż znacznie mniej "zadomowiony" w szerokich masach społeczeństwa w porównaniu do w Holandii.