Idźcie się pobawić

- Oni muszą po szkole zawsze iść na lekcje klarnetu, pływania lub do jakiegoś clubu - skarży się moja córeczka.
To prawda. U nas dzieci umawiają się spontanicznie aby się razem pobawić, ja smażyłam im naleśniki a pod wieczór przychodzili rodzice niby to odebrać swe pociechy ale tak naprawdę to aby poplotkować i sobie popić.
Tutaj, w tej nowiutkiej i śliczniutkiej dzielnicy, jest to absolutnie wykluczone. Speelafspraak (umówienie się na zabawę) musi być zaplanowane kilka tygodni na przód. Nieliczne Polenderskie dzieci jakie udało mi się odciągnąć od ich codziennych zajęć i przyciągnąć do domu aby się pobawiły z moimi dziećmi okazują się alergiczne na wszystkie poczęstunki jakie dla nich przygotowuję, albo tak się przerażą z faktu, że moje dzieci nie mają w swoich pokojach telewizorów, że resztę czasu spędzają trwożnie przy drzwiach czekając na oppas (opiekunka do dziecka) który to oppas w końcu podjeżdża pod nasz dom SUV'em (samochód sportowo-użytkowy) i nie wyłączając silnika wyciąga dzieciaka z domu trzymając go jedną ręką za kołnierz a w drugiej piszcząc w komórkę:
- co on powiedział!?
- No nie. Joł. Cool. Ale mega wypas!
Czasami zdarzy się, że przyjdzie rodzic osobiście odebrać dziecko. Aby nawiązać znajomość proponuję mu kieliszek wina, jest już ta godzina, że kieliszek wypada wypić. Reakcje rodziców na moje starania są bardzo różne. Większość wystrasza się śmiertelnie i trzymając dziecko przed sobą wycofuje się rakiem do drzwi gestykulując i odganiając złe duchy. Jedna z matek wybuchła śmiechem i krzyknęła:
- ty sobie chyba żartujesz?! Wino? We wtorek?!
Inny, bardziej wyrozumiały ojciec, tłumaczył:
- może innym razem, jutro muszę iść do higienistki jamy ustnej.
Moje dzieci znalazły więc pocieszenie wśród potomstwa dyplomatów z innych egzotycznych krajów jak Brunei, Mołdawii i Gruzji zamieszkujących naszą fajną dzielnicę.
- Te Polendraki zom barzo dziwne ludzie - słyszę jak mówi do mojej córeczki śniady chłopczyk z Jordanii a ona skwapliwie potwierdza.
Pablo, atrakcyjny facet i ojciec słodkiej i wiecznie śmiejącej się Argentynki sam przełamał lody i przyszedł z butelką wina.
Prawdziwe szczęście nastało dopiero kiedy za rogiem wprowadziła się polska rodzina składająca się z Marty i Maćka Mikulskich (naszych Mikuły) z trójką dzieci (małe Mikułki). Fajne towarzystwo ze Śląska nie mające wstrętu do kieliszka i zawsze gotowi dosiąść się do stołu z zaimprowizowaną kolacyjką. Ich dzieci są też przyjemnie normalne i dojrzewają wyśmienicie na chipsach, lemoniadzie i filmach rysunkowych. Poza tym najmniejszy Mikuła siedzi często trzy kwadranse na sedesie z uchylonymi drzwiami po czym z wielkim zadowoleniem oznajmia na cały głos:
- zesrałem się! Kto przyjdzie wytrzeć mi dupę?!
To brzmi jak muzyka w moich uszach w tej naszej pięknej Polandii gdzie większość dzieci swoją potrzebę określa jako numer dwa a alkohol używany jest jedynie do dezynfekcji z wszelkich wyimaginowanych bakterii.
Powstaje teraz pytanie; jak ja tu mam dalej żyć. Dolewam Pablo do kieliszka i zapytuję się go co on sądzi o Polandii.
- To jest fajny kraj - mówi Pablo - mieszkam tu już dziesięć lat z przyjemnością. Tylko ci ludzie...
Kręci głową i bierze następny łyk wina.
- Ja sprowadziłem tutaj swoich własnych ludzi; moją matkę, teściów, siostrę z dziećmi, dwóch kuzynów... Też tak zrób, to jest dopiero przyjemne! Wówczas nie potrzebujesz mieć z tymi Polendrami nic do czynienia.
Sylwia
Polandia, 15 marca 2008
Na koniec pytanie do czytelników:
Z jakiego kraju pochodzi Sylwia i o jakim kraju ona pisze? (w powyższym tekście nazwy krajów i języki zostały zamienione na fikcyjne).
ODPOWIEDŹ:
Artykuł ten napisała felietonistka gazety Volkskrant, pani Sylvia Witteman.
Sylwia Witteman jest dziennikarką, mieszkającą od roku w Waszyngtonie (USA) i piszącą cotygodniowe felietony w Volkskrant Magazine. Powyższy artykuł ukazał się 15 marca 2008. Ja ten artykuł przetłumaczyłem z lekkimi zmianami aby ukazać jak my widzimy Holendrów albo jak Holendrzy widzą innych.
Poniżej zamieszczam oryginalny tekst:

Een half jaar na aankomst in Amerika zijn mijn kinderen voldoende ingeburgerd om elkaar accentloos voor asshole uit te schelden, maar warme vriendschappen met kleine Amerikaantjes laten vooralsnog op zich wachten. ‘Ze moeten na school altijd naar fagotles, of een debatingclub of zo’, klaagt mijn dochter. Het is waar: thuis in Holland werd de dagelijkse kinderruil ad hoc bedisseld op het schoolplein, waarna ik voor zes tot tien kinderen gezellig tosti’s bakte tot de afhaalouders kwamen, niet zozeer om hun kinderen af te halen, maar om het op een zuipen te zetten.
Daarvan is in het frisse suburbje Bethesda bepaald geen sprake. Een ‘playdate’ moet weken tevoren gepland worden, de enkele inboorling die ik uiteindelijk heb weten los te pulken van zijn naschoolse verplichtingen is meestal allergisch voor alle consumpties die ik te bieden heb, en schrikt dusdanig van het feit dat mijn kinderen geen tv op hun kamer hebben dat hij de resterende tijd bedremmeld bij de voordeur wacht tot hij wordt afgehaald door een 16- jarige oppas die haar SUV stationair laat draaien, het kind zonder omhaal in zijn jekkertje sjort en intussen in haar mobieltje roept: ‘He said whát?! Yeah, right. O my God, this is like, so totally, totally awesome. Nót.’
Heel soms komt een van de ouders zélf het kind ophalen.
Ik bied in zo’n geval altijd een glas wijn aan, dan kunnen we eens kennismaken en het is tenslotte borreltijd. De reacties hierop zijn uiteenlopend.
De meesten schrikken zich dood en sleuren meteen hun kind mee, achterwaarts de deur uit, onder het maken van bezwerende geluiden en handgebaren.
Eén moeder begon keihard te lachen en riep: ‘Dat méén je niet. Wijn? Op een dínsdag?!’ En één welwillende vader legde uit: ‘Een andere keer, graag, maar nu niet, want ik moet morgen naar de mondhygiënist.’
Mijn kinderen vinden gelukkig troost bij toegankelijker diplomatenkroost uit weinig voor de hand liggende landen als Brunei, Moldavië of Litouwen.
‘Zie americans, zey are very ztrange, don’t you zink?’, hoorde ik een recentelijk uit Montenegro geïmpor- E teerde krullebol aan mijn dochter vragen, wat deze grif beaamde. Pablo, de aantrekkelijke vader van een lief, permanent giechelend Argentijns meisje, brak meteen het ijs door zélf een fl es wijn mee te brengen.
Ook hebben wij het geluk dat er een Nederlands gezin om de hoek kwam wonen, bestaande uit Jan en Annie Bonk (‘de Bonkjes’) met hun drie kinderen (‘de kleine Bonkjes’). Gezellige lui uit Brabant, niet bang voor een borrel en te allen tijde bereid aan te schuiven voor een geïmproviseerd diner van wederzijds ingebrachte kliekjes. Hun kinderen zijn ook prettig normaal, ook prettig normaal, en gedijen uitstekend op chips, limonade en tekenfi lms. Bovendien zit het kleinste Bonkje vaak drie kwartier met open pleedeur zingend te poepen, waarna ze vrolijk door het huis schalt: IK HEB GEKAKT!!! WIE KOMT ER M’N REET AFVEGEN???
Een verademing, in een oord waar het gros van de kinderen de stoelgang besmuikt omschrijft als number two en alcohol voornamelijk gebruikt wordt om de handen te ontsmetten van god weet wat voor ingebeelde bacteriën.
Door iets raars met de drankwetten in het district waar ik woon, verkopen supermarkten trouwens helemáál geen alcohol, zelfs geen light-bier, maar bij elke kassa staat wél een fl es met een soort geparfumeerde spiritus, voor als je per ongeluk de hand van de caissière hebt aangeraakt, of gewoon zomaar, voor de zekerheid.
De vraag is natuurlijk hoe dit nu verder moet. Ik schonk Pablo nog eens bij, en vroeg hem wat híj van Amerika dacht. ‘Het is een fi jn land’, zei hij. ‘Ik woon hier al tien jaar met plezier. Alleen de mensen....’
Hij schudde zijn hoofd en nam een slok. ‘Ik heb mijn eigen mensen hierheen gehaald. Mijn moeder laten overkomen, mijn schoonouders, mijn zus met haar kinderen, twee neven... Moet je ook doen, dat is gezellig! En dan hoef je met die Amerikanen helemaal niets te maken te hebben.’
s.witteman





Natuurlijk over Nederlands!!!
No dobra, ale teraz tak na powaznie. Te terminy ilus tam przed tygodniowe, to takie naciagane? czy nie? Ja sie z tym jeszcze nie spotkalam wiec nie wiem czy tak naprawde jest. No dobra afspraak afspraak-iem ja rozumiem tydzien ale terminy prawie ze dochodzace do 2 miesiecy????
Michelle,
Niestety to prawda....
Wydaje mi się że rodzinka mieszka w Holandi a pochodzi gdzieś z europy wschodniej być może z Polski.
Wydaje mi się jednak że ta historia jest trochę przekoloryzowana, i tyle.
Ludzie są rózni naprawdę.
Ja tez lubię wiedzieć z wyprzedzeniem, że ktoś ma wpaść z kolegów moich chłopców do domu. Nie lubię być aż tak bardzo zaskakiwana, oczywiście dzieci są tylko dziecmi więc nie zawsze o tym pamiętają. Jednak zawsze staram się wpajac im do głowy by informowali gdzie kiedy i o której wrócą, oraz kto ma i kedy wpaść.
Jeżeli więc chodzi o opisaną historyjkę to jest mi ona obca. Bardzo czesto poprostu słysze dzwonek do drzwi, i zapytanie czy wyjdzie syn na dwór. Naprawde nie ma problemu, potzreba tylko trochę czasu. My sami mieszkamy w miejscu, gzie jesteśmy jedyni w okolicy obcy. Tutejsza społeczność jest można powiedzieć z dziada pradziada. Wszyscy się znają, są uczynni, i nie mamy żadnych problemów. Może to dlatego że staranie dobraliśmy mejsce w którym zamieszkamy. Zarówno my jak i sąsiedzi od czasu do czasu robimy imprezki, zapraszamy gości, więć auta sa różnie parkowane, i nigdy nikomu to nie przeszkadzało. Wiem osobiście że moja koleżanka ma z tym problemy, stale ktoś się do czegoś przyczepi, mi to jest zupełnie obce.
Wiecie co nawet kiedyś po powwrocie z Pl, musiałam odwieżć dzieci do szkoły, i byłam juz tak padnięta że myslałam tylko o spaniu, i stało się rozwaliłam przy parkowaniu płot sąsiada, dośc solidny. Auto się pogieło, ja spanikowałam, mąż zaraz przyjechał. Uspokjoił mnie i powiedział zero problemu, a sąsiad przepraszał że zrobił taki mocny płot, i ubolewał nad autem. Maż chciał naprawić mu płot, ale on nie chciał o tym słyszeć. Sam sobie go naprawił. :-) Do tej pory mamy wspaniałe stosunki z nimi i innymi. jeżeli z roztargnienia zostawię auto na swiatłach zaraz przyjda i poinformują o tym, jezeli zostawiem otwarty bagaznik też, itd.
Generalnie u nas w dzielinicy chłopcy zostawiąją bardzo czesto rowery bez zapięcia, itd. Całkowity swięty spokój, wiem jednak że sa dzielnice których lepiej unikać, tam domy są tansze, ale nie polecam. Lepiej przepłacić niż się męczyć. pozdrawiam
acha z nsi znajomi i terminy to coś obcego, oczywiście od czasu do czasu lepiej jest się umówić, jak organizuje się coś co tego wymaga, jednak czasem wystarczy poprostu wykręcić numer i zapytać się co robisz i gdzie jesteś i
daj znac jak wrócisz. Dział ato w obie strony oczywiście :-)
acha nie dalej jak wczoraj, moja przyjaciółka chciała chłopców zabrać do kina, w przyszłym tygodniu, ale niestety oni tez mają zajęcia pozaszkolene, więc sa dni w których praktycznie sa dopiero wieczorem w domu, biorą też udział w konkursach, po szkole pomagaja pani w organizacji np, urodzin innego nauczyciela itd. Dla mnie osobiście im mniej dzieci maja wolnego czasu, tym mniej myslą o głupotach, i wysyłaniu sms bezsensownych.
ludzie ten artykuł traktuje o jakiejś problemowej polskiej rodzinie, która ma za dużo czasu wolnego.A to dlatego ze nie inwestuje go w rozwój dzieci.Ja mieszkam w polsce (w Holandii kilka lat pracowałam)ale moje pociechy tydzień do soboty włącznie tylko niedziela była dniem dowolnie zadysponowanym,wtedy do obiadu piło się lampkę wina. Teraz taka organizacja zajęć dla dzieci procentuje nie muszą szukać pracy ,bo praca znałazła ich.Świetnie sobie w Zyciu radzą i nie musimy się martwić o ich przyszłość.Jeszcze tylko dodam ,że nigdy nie opiekowałam się dziećmi pod wpływem alkoholu.
Anna święte słowa :-)
Ps. Gratuluję dzieci
Tez mi sie wydaje ten artykol taki naciagany. Pani Aniu i pani Marzeno, co mam wiecej dodac, wszystko zescie Panie napisaly!
A ja uwazam ze Sylwia w tym artykule ma wiele racji.moja corka tez ma czas dosc zorganizowany,chodzi tez na basen i na tance.Jednak zabawa z innymi dziecmi jest sporadycznie.Mam sasiadke ,ktora ma 3ke dzieci i corke w tym samym wieku co moja,jednak oni nigdy,ale to nigdy nie wychodzi.Mieszkam tu juz(badz dopiero)2 lata i w tym okresie dziewczyna byla na podworku 2 razy.Autentycznie.Jednak jestem za nasza polska spontanicznoscia.Uwielbiam jak znajomi wpadaja bez zapowiedzi-i zawsze mnie to cieszy,nigdy nie jestem na tyle czymsc zajeta,aby nie moc posiedziec przy kawce.No ale coz co kraj to obyczaj.Nie ma co krytykowac,skoro tacy sa i tak im dobrze to ich sprawa.Jednak super ,ze istnieje ta stronka i mozemy sobie ponarzekac.Choc i nie wszyscy polacy tutaj zagladajacy rozumieja i rodakow,potrafia dosc bolesnie skomentowac,ze narzekamy.Ale narzekanie tez jest takie nasze POLSKIE :-)
A czy wramach dobrze zorganizowanych i dodobranych zajęć dzieci się nie bawią i nie wypoczywają/To właśnie na nich rozwijają się twórczo ,mogą przejawiać inicjatywę własną i kształtują się ich postawy w grupie.
Wiecie, co spontaniczność jest fajna, i znana też tutaj. Jednak nie oczekujmy, że ktoś nowo poznany, zastąpi nam naszego dobrze znanego od lat starego kumpla z Pl. Na wszystko potrzeba czasu.
acha sama mam tutaj na co dzień do czynienia z Polką która właśnie jest typowym przykładem polskie spontaniczności, zawiera tysiące znajomości, od razu wszyscy są jej starymi znajomymi, wpada stale i często w odwiedziny, z tysiącem toreb. Co potrafi zirytować. Swoim sposobem postępowania absorbuje twój cały wolny czas. Generalnie dobrze wie np, kiedy mój małżonek wraca z pracy, i dokładnie 5 minut przed tym właśnie stoi przed moimi drzwiami, z radosną miną. Wszystkie więc plany w tym momencie biorą w łeb. Czasem porostu człowiek by chciał spędzić w spokoju tylko we dwoje czas, a tu proszę niespodzianka.
Generalnie, więc wyznaję zasadę we wszystkim potrzebny jest umiar i zdrowy rozsądek, i polska spontaniczność potrafi być zaletą, o ile z nią nie przesadzamy. Trzeba pamiętać że zyjem w czasach w których ludzie mają coraz to mnie czasu, a czas który posiadają muszą starannie planować i dzielić pomiędzy poszczególnych członków najbliższej rodziny, a przy tym jeszcze trzeba uwzględnić czas na znajomych . Smutne, lecz prawdziwe, z takimi samymi przypadkami mamy do czynienia powoli w Polsce. Nie oczekujmy że ktoś ktoś własnie wrócił późnym popołudniem z pracy, przywita nas z radością na twarzy.
Wydaje mi sie,ze Sylwia pochodzi moze z bylej Jugoslawii, moze gdzies z poludnia Europy,tam czesto serwuje sie wino. Sylwia ma jakies jednostronne spojrzenie na sasiadow i otoczenie,w ktorym zyje i chyba opisuje Holendrow.
Ja mam podobnie jak Marzena z sasiadami,
spotkaniami ,zamieszkaniem.Nie czuje sie wyobcowana,istnieje wiez miedzy sasiedzka.Uwazam,ze warto sie wczesniej umawiac,z prostego powodu ,nie lubie jak ktos nie zastanie mnie w domu.Raczej nie czestuje obiadkami,nalesnikami obce dzieci i nie proponowlabym zadnej polskiej mamie ,aby to robila, bo nie jest to w zwyczaju.Moje dzieci rowniez maja dobrze
zorganizowane zajecia pozaszkolne,
najczesciej razem z rowiesnikami z klasy,po szkole graja w szachy,razem chodza na gimnastyke ,basen,graja w pilke nozna,itp.Dzieci spotykaja sie czesto,umawiaja w przerwie szkolnej,
rowiesnicy czesto sa juz u nas w domu i dopiero dzwonia do rodzicow.Nie widze zbyt wielkiej roznicy miedzy polska a holandia w tym temacie.Sasiedzi sa pomocni,uprzedzaja o przyszlych imprezach,niedogodnosciach,pozycza drabine,przesla kartki w roznych okolicznosciach,zerkna zawsze okiem na dom,gdy nas nie ma.Plusem jest ,ze mniej sie wtracaja w prywatne sprawy,no i przychadzac w gosci nie przychodza na tzw.polska inspekcje,czyli sprawdzanie stanu czystosci domu,nie grymasza na poczestunek ,no i nie upijaja sie do nieprzytomnosci,kultura ktora mi odpowiada.
Nie wnikam kto z kad pochodzi. Wazne jest w jakim wieku dzieci sie przesiedlily. Moje brzdace, urodzone w Holandii czuja sie tu (w Holandii) jak ryby w wodzie. Z drugiej strony zdaje sobie sprawe, ze gdyby przyjechaly tutaj jako osmio - dziesieciolatki byloby im dosc trudno. Tatus :-) rozumie to jak najlepiej ze trudno jest zawrzec znajomosci z Holendrami. Zauwazylem, ze najlepiej to wychodzi jak sie ich olewa. Po latach szukania na mus kontaktow w tubylcami olalem ich i dopiero wtedy zaczeli sie mna interesowac.
Pod artykułem "Idźcie się pobawić" znajduje się odpowiedź kto ten tekst napisał wraz z oryginałem.
Ok, Moze i ona tak widzi amerykanow, ale my buitenlanders widzimy tak wlasnie holendrow! Powiem szczerze ze zepsul pan caly tekst wklejajac orginal. Sorry ale ona wydaje sie byc jakims odstepstwem od normy (zeby to brzydko nie zabrzmialo???).
- To jak ja szykuje holenderskim dzieciom przekaski, to one zawsze mowia ze sa niedobre!
- Od kiedy to holederskie dzieci sa takie spontaniczne do zabawy?
- Kobieta ma jakis problem z alkoholem albo cos? I co dziecmi sie tak opiekuja w tygodniu ze zawsze daja sobie w banie? Ja sie wcale nie dziwie ze co niektorzy odmawiaja kieliszka, tym bardziej ze ktos tam samochodem po malucha przyjechal. W polskiej wersji ta kobieta wydaje mi sie alkoholikiem szukajacym byle okazji byle by kogokolwiek winkiem poczestowac!
Calkiem dziwne te wnioski jak na Holenderke,naprawde myslalam ze to moze
garaca balkanska kobieta z goracym temperamentem,ktora nie wylewa za kolnierz.Ale Holenderka i wino?Predzej moze Holender na kanapie po obiadku ,no i Amstel,Heineken i raczej sam przed telewizorkiem niz z sasiadami.
O dzieciach co napisane to troche prawda.Raczej wszystkie dzieci spontaniczne to sa ,zawsze chca sie pobawic,ale nie zawsze chca rodzice. O chipsach,ranjach i tym przesiadywaniu przed telewizorem ,to racja.
Nie zgadzalabym sie ,ze dzieci sa alergiczne na holenderskie przekaski,
amerykanskie i holenderskie sa nawet podobne,chleb i nalesniki sa identyczne.
No a z manierami w toalecie to chyba bzdura.
@Wszyscy
Te lekcje, itp. itd. sa bardzo czesto uzywane jako zaslona dymna aby nie spotykac sie z obcymi. W Holandii czy tez w Ameryce. Moj kolega zwykl mowic: "W tym miesiacu wszystkie terminy mam zajete bo wkrecam zarowke". Tak samo wielu Holendrow podchodzi o Polakow. Mieszkalem rowniez i przez pewien czas w Texasie i musze przyznac ze mimo wszystko moje doswiadczenia z Amerykanami byly duzo bardziej pozytywne niz z Holendrami. Przede wszystkim nikt mi nie dal odczuc ze Polak to ktos gorszy. Moze w Chicago cos takiego mogloby sie zdazyc. Ale w Dallas bialy mowiacy plynnie po angielsku jest OK. Tak wiec niech Holendrzy nie narzekaja i najpierw spojrza na samych siebie.
Ogryzek, a mogę się spytać jaki kraj jest bardziej stworzony dla ciebie ?
ps, a może udało ci się poznać tam mieszkających Holendrów. jeżeli tak to jakie wtedy wywarli na tobie wrażenie.
Ps, a swoją drogą nie wpadłabym że to tekst o Holenderskiej rodzinie mieszkającej w Ameryce.
No tak jak widac, Holendrzy też lubią sobie poszukać okazji do wypicia :-).
@Marzena
Trudne pytanie. Tak na prawde to lubie je wszystkie. Kazdy kraj w ktorym bylem ma to "cos" unikalnego co mnie do niego ciagnie.
Nie calkiem tak dawno dzwonil do mnie kolega z Dubaju z pytaniem czy wszyscy Holendrzy sa tacy jacys dretwi ;-) Bo ten ktorego tam poznal jakis taki plastikowy byl.
W USA nie spotkalem zadnych Holendrow.
O"Gryzek masz troche racje z tym wykrecaniem Wydaje mi sie ze typowym holenderskim wykretem jest:ik heb te druk "jakos tak nie pasuje do
"spieszacego sie powoli" holendra
Mamy i tatusiowie znacie jakies fajne stronki (bez agresywnych gier) z gierkami online?
sorka- umieszczam zapytanie na forum.
Michelle ta jest fajna www.funnygames.nl
Pani zosiu zapomnialam dodac tak dla 4 latkow. funnygames jest fajnym zbiorem, ale sa tam agresywne gierki. jest dobre dla starszakow. taka typowa dla maluchow stronke po holendersku szukam, edukacyjna.
Posle jutro syna na wiatrak(10),choc ma kare na kompa ,bo za duzo siedzi.Sam zawsze wyszukuje dla siebie i siory(tez 5 lat)nieagresywne gierki.
super. szukam i szukam tez nie powinny byc za skomplikowane zreszta ma pani mala w wieku 5 lat wiec mysle ze i krzys sobie poradzi! Z gory dziekuje
@Michelle,syn wypisał mi stronki,
niekoniecznie tylko holenderskie,ale raczej dostosowane do wieku;
http://www.dziecionline.pl (zakładka maluch)
http://www.uptoten.com/
@ Michelle
Oto stronki,choc nie tylko holenderskie:
www.dziecionline.pl (zakladka maluch)
www.spelletjes.nl
www.dzieci.wp.pl
www.uptoten-home.com
www.girlsgogames.nl (np muziek, dj)
[...] zien”, schreef Andrzej, waarna hij de daad bij het woord voegde en de vertaling op zijn website zette. Maar niet zomaar: hij liet alle verwijzingen naar Amerika en Nederland weg, en stelde onder [...]
http://www.kolorowaneczki.pl - Kolorowanki i malowanki online dla dzieci. Wiele ciekawych kategorii z malowankami. Pozdrawiam Serdecznie
Dodaj nową odpowiedź