Czemu każdy Polak tylko sobie rzepkę skrobie

Kategoria: My i oni

Nasz naród nie rozwinął w sobie tak mocnych mocnych więzi społecznych jakie obserwujemy w wielu narodach Europy Zachodniej. Znacznie dłużej mieszkaliśmy "na dworze" lub "na polu", w rzadko zaludnionym kraju, nie musząc się zbytnio liczyć z sąsiadem. Pod tym względem jesteśmy odwrotnością gęsto zaludnionych krajów Europy Zachodniej. W czasach gdy większość z nas zamieszkała w miastach jesteśmy od siebie zależni.

Tylko Polacy sobie nie pomagają!

Od stu lat jest to jedna z najbardziej typowych wypowiedzi polskich emigrantów: Oni (inne mniejszości emigrantów) są razem, pomagają sobie, są solidarni - a my? Polak Polakowi wilkiem. Zresztą nie tylko na emigracji. We własnym kraju także. Częściej usłyszymy opinię, że nie dość, że sobie nie pomagamy, to chętnie sobie szkodzimy. Przykładów dosyć na każdym kroku.

Jesteśmy narodem samotnych wilków

Wciąż jesteśmy narodem samotnych wilków. Poza wyjątkowymi okazjami emocjonalnych erupcji manifestowania więzi narodowych i patriotyzmu każdy sobie rzepkę skrobie. Polak nie ma potrzeby stowarzyszania się. Jedynym "stowarzyszeniem" które łączy niemal wszystkich jest Polski Kościół. 

70 lat Polaków w Holandii

Mój dobry holenderski znajomy, sędziwy już człowiek, po raz pierwszy poznał Polaków w roku 1944 - gdy wyzwalali jego miasto. Od tej pory Polacy i Polska stały się pasją jego życia. Jest jednym z niewielu jeszcze żyjących ludzi który znał generała Maczka. Już ponad siedemdziesiąt lat nierozerwalnie złączył się z polskimi kombatantami pozostałymi w Holandii i czynnie działa w różnych polskich stowarzyszeniach do dnia dzisiejszego. Poznał wielu Polaków. Czasami poznał ich za dobrze. 

W naszej ostatniej rozmowie o Polakach i coraz to nowo powstających w Holandii polskich stowarzyszeniach, fundacjach, klubach i towarzystwach przyznał: tylko wojenna dyscyplina trzymanych żelazną ręką przez generała Maczka żołnierzy tworzyła homogeniczną grupę. Po demobilizacji od roku 1947 licznie pozostali w Holandii Polacy szybko poczęli się rozpadać w partyjki rozłamowe (splinterpartijen). Byli towarzysze broni z jednej dywizji nie mogli się często na wzajem strawić. Powstawało wiele towarzystw; PSK, PTK, kluby londyńskie, Beneluksu, z Utrechtu, Axel, Bredy itd. Do tego w Polsce liczne kluby ZBoWIDu. Dzisiaj funkcjonują jeszcze kilkuosobowe kluby sukcesorów jak Polonia w Bredzie, Muzeum Maczka, Stowarzyszenie Weteranów i wiele różnych klubów kultywowania polskiej kultury.

- Co mnie najbardziej niepokoi - mówi - to całkowity brak zainteresowania zarówno młodych Polaków jak i już trzeciej generacji potomków polskich żołnierzy. Umiera pamięć o wyzwolicielach Holandii. Młoda polska emigracja w Holandii nie ma żadnego zainteresowania czynnym udziałem w obchodach rocznic wyzwolenia.

Polskie stowarzyszenia

W teorii funkcjonuje w Holandii dość sporo polskich stowarzyszeń. Coraz to powstają nowe, o podobnym profilu ale bez chęci połączenia sił z już istniejącymi. Większość z nich po początkowym okresie rozgłaszania o swoim powstaniu i ambitnych planach, pomału zamienia się w nieliczący się klub towarzyski lub jego działalność pozostaje na papierze. Jedynym wyjątkiem są polskie parafie.

Verenigingsleven czyli kolektywne życie po holendersku

Pod tym wzglendem Holendrzy są przeciwnością Polaków. Holender nie istnieje bez stowarzyszenia. Holender czuje się dobrze w grupie i potrzebuje przyłączyć się do grupy. Grupa jest efektywniejsza niż jednostka.

grupa

Popularne rodzaje stowarzyszeń:

Branżowe (Branchevereniging)
Fotograficzne (Foto- Film- en Diavereniging)
Hobbystów (Hobbyvereniging)
Karnawałowe (Carnavalsvereniging)
Klasy średniej (Middenstandsvereniging)
Konsumentów (Consumentenvereniging)
Muzyczne (Muziekvereniging)
Pacjentów (Patiëntenvereniging)
Personelu (Personeelsvereniging)
Przedsiębiorców (Ondernemersvereniging)
Przyrodnicze (Natuurvereniging)
Regionalne (Geboortestreekvereniging)
Towarzyskie (Gezelligheidsvereniging)
Wspólnych Interesów (Belangenvereniging)
Zawodowe (Beroepsvereniging)

W roku 2014 w Holenderskiej Izbie Handlowej (KvK) zarejestrowanych było 140,5 tys. stowarzyszeń i 156 tys. fundacji. Najwięcej jest stowarzyszeń sportowych (25 tys.) z 3300 stowarzyszeniami piłki nożnej na czele. Tak malutka Holandia liczy setki stowarzyszeń studenkich.

80% Holendrów w wieku od 15 lat jest członkiem co najmniej jednego stowarzyszenia. Zdecydowanie najpopularniejszymi są stowarzyszenia konsumentów, sportowe, ochrony środowiska i towarzyskie.

Wielu dorosłych Holendrów należy do kilku stowarzyszeń jak kluby sportowe (piłkarskie, tenisowe, bilardowe, kręglarskie, golfowe, karciane), stowarzyszenia hobbystów (muzyków, modelarzy, malarzy, fotografów), ogrodnicze, krawieckie, szydełkowania, grupy teatralne i muzyczne, stowarzyszenia zawodowe i prywatne, kulturalne i muzyczne, karnawałowe i tysiąc innych których nie sposób tu wymienić.

klub kolarski

Samych klubów sportowych można w niejednym miasteczku naliczyć ponad setkę. Ludzie są też bardzo aktywni w swoich stowarzyszeniach i spotykają się w nich co najmniej raz w tygodniu wieczorem po pracy lub w niedzielę na boisku.

Mam kolegów którzy w swoich stowarzyszeniach spędzają 2-3 wieczory w tygodniu i nieraz całe weekendy. Grają w amatorskich zespołach muzycznych, wieczorami mają repetycje a w weekend występy na jakimś regionalnym festynie. Za to w niedzielę jadą ze swoim klubem sportowym na wyjazdowy mecz.

W Holandii nie ma w zasadzie miejsca na indywidualizm. Kto ma jakieś zainteresowanie natychmiast zapisuje się do odpowiedniego stowarzyszenia. Gdy lubisz wędrować zapisujesz się do wandelvereniging, gdy lubisz tańczyć to do dansvereniging a gdy lubisz piwo to idziesz "naar de kroeg" - to jest największe nieformalne stowarzyszenie wszystkich Holendrów.

 

Etykietowanie: Polacy
5 komentarzy

Użytkownicy muszą być zarejestrowani i zalogowani, aby móc komentować.

Częściowo się zgadzam, Polacy od jakiegoś czasu (po upadku komuny) przestali sie organizować, ale jest to wynikiem sytuacji ekonomicznej, po prostu nie ma czasu na pierdoły bo trzeba zarabiac na utrzymanie rodziny. Nie zmienia to faktu, że polacy potrafili się organizować w sytuacjach kryzysowych, były to: wojna z bolszewicką rosją 1919-21- 600 tyś lub nawet więcej wojska, dobra organizacja, lepsza niż u przeciwnika, co dziwi bo polska wtedy dopiero co powstawała po zaborach. Drugi przykład armia krajowa, w szczytowym momencie 400 tyś. ludzi (nie wszyscy uzbrojeni ale takie są fakty liczbowe), następny przykład, solidarność, kilka milionów członków, wielki wkład w obalenie komunizmu. Teraz może wiatrak przedstawi swoje dane liczbowe?? bo każdą tezę należy poprzeć argumentami a my tu dostaliśmy argumenty tylko o holenderskich stowarzyszeniach. pozdrawiam

Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że Polacy nie potrafią się organizować. Współczesnym przykładem tego jest Marsz Niepodległości 11 listopada w Warszawie. Według wielu, jest to największa manifestacja patriotyczna w Europie. Takiego marszu i tylu flag w rękach młodych ludzi nie zobaczy się w Holandii, Belgii, Hiszpanii czy nawet w dwa razy większych Niemczech. Historycznych przykładów nie podaję, bo tylko totalny ignorant albo zatwardziały lewak (żeby nie powiedzieć po prostu głupek) ma co do tego wątpliwości. W wielu artykułach na Wiatraku pojawia się krytyka zachowań polskiego społeczeństwa i zachwyt nad nad cywilizacją zachodu, często popierane przykładami, liczbami i statystykami. Nie jest brana jednak pod uwagę jedna rzecz, że w Europie w tej chwili bardzo szybko następują zmiany w społeczeństwach. Sam osobiście pierwszy raz miałem styczność z Niemcami w 2001 roku. Pracowałem tam kilka miesięcy. Pamiętam zwykłe niemieckie miasteczko i jego mieszkańców z tamtego roku, oraz kilkunastoletniego, typowo niemieckiego, VW Golfa 2 1.6td, którym wtedy jeździłem. Niemcy z tamtych lat, ci u których pracowałem, to byli solidni, zgrani i godni zaufania ludzie, ceniący dobrą i ciężką pracę, za którą dostawałem niezłe pieniądze. Stary VW golf ani razu w podróżach mnie nie zawiódł. Rok temu miałem okazję pobyć prawie dwa tygodnie u znajomych w Niemczech. To nie są te same Niemcy. Nieco uboższa dzielnica dużego miasta, w której mieszkają, to istny kalifat. Strach w nocy po ulicy chodzić W Polsce czuję się bezpieczniej. Także mój obecny VW passat 2.0 tdi to pożal się boże, usterka goni usterkę, a z powodu awarii pompy olejowej, musiałem wymienić zatarty silnik. To już nie ten sam VW, co kiedyś. W Holandii po raz pierwszy byłem w 2006 roku. Przez znajomego miałem załatwioną dobrą pracę w swoim zawodzie(jestem elektrykiem) za pośrednictwem uitzendbureau, w którym mieliśmy super warunki mieszkaniowe, wypłaty na czas, ubezpieczenie zdrowotne i samochód z paliwem do dojazdów na budowę. Żyć nie umierać. Naprawdę uczciwe podejście i uszanowanie pracującego na nich człowieka. Dzisiaj jak czytam artykuły o holenderskich biurach zatrudniających Polaków, to nad ich drzwiami brakuje tylko napisu "arbeit macht frei" . To nie ta sama Holandia, którą pamiętam. Podobnie jak Niemcy, schodzi powoli na psy i nie wiem, bo nie byłem dawno w NL, czy również w niedługim czasie nie będzie islamską prowincją. Z Polską natomiast, moim zdaniem, jest na odwrót. Do głosu dochodzi moje pokolenie wyżu demograficznego z lat 80-tych, które coraz lepiej potrafi w istotnych sprawach się jednoczyć i walczyć o swoje. Potwierdzeniem tego są liczne manifestacje przeciwko imigrantom socjalnym z Syrii, większa świadomość polityczna i mimo lewackiej propagandy głównych, proniemieckich mediów, odstawienie od koryta Komorowskiego i być może niedługo PO, świetne, patriotyczne oprawy na meczach piłkarskich. W Polsce zaczyna być widoczna jedność narodu, W Polsce nie pozwolimy sobie naruszyć naszej godności ani nie pozwolimy na osiedlenie się młodocianych, muzułmańskich gangów podpalających samochody, bo w kupie siła i po prostu nie mają u nas szans. A Holender, w czasie, gdy islamista będzie palił flagę jego kraju, w jego kraju i na jego ulicy, zamknie się w domu z kolegami z kółka fotograficznego, spuszczą rolety i będą dyskutować przy kawie o pogodzie, bojąc się wyjść na zewnątrz, żeby nie dostać w pysk.

Wiatrak

@iszkwan: nie wiem skąd u ciebie wiedza, że PRZED upadkiem komuny Polacy byli zorganizowani. Ja nie mam żadnych źródeł na temat zorganizowanego życia w PL. Ani przed ani po. Whatever jaki okres czasowy wybierzesz. "Umieranie za" i różne wojenki to nie organizacja - to biologiczny przymus. Każde dziecko w Polsce wie, że my umiemy się zjednoczyć chwilowo i TYLKO w czasie biologicznego zagrożenia. Verenigingen czyli stowarzyszenia są nam obce. Chyba, że wybuchnie wojna. W "NSZ Solidarność" sam brałem aktywny udział... i to nie ma nic wspólnego z tym o czym pisze.
@luk: pocieszne jest twoje doświadczenie z Niemcami, Volkswagenami i muzułmanami. Powinieneś napisać o tym pracę doktorską: "wpływ Turków na jakość Volkswagena i tożsamość narodową Germanów". Nie wiem co oznacza słowo "lewackie" - ale według mojej oceny lewakami są akurat najbardziej radykalni "zo genaamd" prawicowi-patrioci którzy tak naprawdę żądają powrotu socjalizmu lub nawet komunizmu, czyli każdemu po równo.

Bardzo fajny tekst, polecam Panu dość "kontrowersyjną" ale intrygującą książkę "Fantomowe ciało króla" Jana Sowy

Wiatrak

Generalnie zgadzam się z Janem Sową. Piszą "ta książka zapowiada totalną rewolucję w polskiej historiografii" - ja wątpię, stereotypy które mamy wryte już 400 lat nie są możliwe do zmiany jedną książką historyka którą przeczyta najwyżej parę tysięcy osób.