Mieszczański obłudnik

Dla porównania jeszcze w pierwszej połowie XX wieku tylko znikoma ilość etnicznych Polaków zamieszkiwała miasta. Dopiero II Wojna Światowa przyniosła Polsce radykalną zmianę struktury społecznej zapoczątkowała masową imigrację do miast opuszczonych przez Niemców i Żydów. Jeszcze dzisiaj niemal każdy Polak ma w drugim lub trzecim pokoleniu swoje korzenie kulturowe na wsi; co w uproszczeniu sprawia, że Polak z natury jest indywidualistą wychowanym na polach i lasach a Holender (mieszczanin) żyje znacznie swobodniej w grupie (w tłumie) i ma wysoko rozwinięte życie socjalne.
- W uproszczeniu można powiedzieć, że Holender czuje się najlepiej w dużym tłumie, w pubie a Polak chętniej woli przestrzeń, spacer po lesie i wędrówki po górach z dala od miejskiego zgiełku.
- Holendrowi podoba się tłoczny miejski bulwar a Polakowi pięćsetletni dąb w kniei.
Holender jest typowym mieszczaninem, konformistą, który nauczył się lepiej współżyć z bliźnim; z sąsiadem, kolegą w pracy itd. Lepiej żyć, to znaczy: omijać konflikty, nie obrażać, "in hun eigen waarde laten" - czyli nie pozbawiać poczucia własnej wartości. Z drugiej strony to życie w "tłumie", w mocno zagęszczonych miastach, gdzie sąsiedzi cię uważnie obserwują - nauczyło mieszczanina bardzo ochraniać swoja strefę prywatności, skrywać i maskować się - co na zewnątrz objawia się nam jako spora dawka obłudy, pozorów i płytkich rozmów o niczym (czyli o pogodzie).
Te tak odmienne charaktery obu narodów prowadzą często do irytacji w obopólnych kontaktach.
Żyrafa tym głównie żyje,
Że w górę wyciąga szyję.
A ja zazdroszczę żyrafie,
Ja nie potrafię.





Czyzby jakas aluzja/prowokacja z ta ''pogoda i wyludnienie przez Niemcow i Zydow'' ??? :) Wydaje mi sie ze to Holendrzy tesknia za ''natura'' Oni to zawsze podkreslaja, przynajmnie ja sie z takimi osobami spotkalam. Pewnie dlatego ze malo jest tej ''natury'' tu ? Zawsze tesknimy,chcemy miec to, czego nie mamy. My Polacy cenimy sobie wolnosc,prywatnosc, i mamy takie mozliwosci bo to duzy kraj. Nawet w duzych miastach ludzie maja duze domy i podworka. W NL to jest nierealne ! Przed wojna w NL byla straszna bieda, wiec nic dziwnego ze emigrowali do miast. W miescie zawsze latwiej zarobic, niz na wsi :) To ze zyja lepiej w grupie to tez moze swiadczyc o tym ze to maly kraj i wszyscy mieszkaja w malych klitkach, i jak sardynki poupychani blisko siebie. To mimo woli uczy czlowieka lepiej wspolzyc z bliznim. To tak jak z dziecmi, te ktore maja rodzenstwo lepiej zyja z innymi, a ci jedynacy sa bardziej egoistyczni (choc tez nie mozna mowic ze u wszystkich tak jest) I nie wiem czy az tak sie skrywaja bo brak firanek w niektorych domach mowi wszystko za nich :) Czasami wiadac jak jeden sobie w nosie dlubie, drudzy siedza przy stole z rodzina itp. Roznie bywa (nie ma co uogolniac!), mam takiego sasiada ktory od roku trabil ze samochod sobie zmienia. I w koncu zmienil (chyba jeszcze zbieral na niego?) :) A drugi choc tez mamy z nim dobry kontak nic niewspomnial, tylko zeszlym tyg. podjechal nowym. Tak ze to kwestja charakteru. Jedni duzo mowia a malo robia, a drudzy na odwrot :) Nie ma co sugierowac ze Polacy to wiesniacy a Holedrzy to ''mieszczanie'' Proponuje przeczytac ksiazke Moliere'a ''Mieszczanin szlachcicem'' pasowalo by to do ''Holendeskiego mieszczanina'' :)
Po wojnie ludzie zaczeli masowo emigrowac ze wsi, bo zamieszkanie w miescie to byl normalnie prestiz :-) a jeszcze wiekszym prestizem bylo zamieszkac w bloku z wielkiej plyty - z centralnym i ciepla woda, lazienka itd :-)
Ps. Co do Holendrow, to tez ludzie i z tymi klotniami to tez mocne uposzczenie. Potrafia sobie dosunac i wyzwac sie od aspolecznego grubego h..., mongola co to egoistycznie mysli tylko o sobie.
Holendrzy potrafia rozmawiaja o problemach ale o tym ze, je maja nie musi kazdy wiedziec.
Polacy takiej postawy nie akceptuja, gdyz w Polsce czlowiek, ktory smieje nawet jak wiatr mu w oczy wieje jest traktowany jako ufoludek albo wariat, bo w jego sytuacji smiac sie to skandal :-)
Do tego te nasze przekonanie o naszej towarzyskosci, otwartosci i gadatliwosci, nic bardziej mylnego.
Tak naprawde My nie jestesmy ani gadatliwy ani zbytnio towarzyscy - napawde daleko nam do tego.
Jestesmy za to strasznymi pozorantami, i zachowujemy sie w kontaktach miedzyludzkich tak jakby nam ktos kolek w dupe wsadzal, a mily usmiech a dlaczego mamy sie niby usmiechac, jak swiat jest taki szary i do dupy, a do tego pies nam padl ;-)
Gadatliwi a i owszem, tylko w wypadku gdy poczujemy przewage nad naszym rozmowca.
Dla nas zycie to ciagla walka i poszukiwanie problemow, ktore zawsze udaje nam sie o dziwo znalezc.
Powinnismy nauczyc sie poprostu zyc i cieszyc sie zyciem a nie tylko lypac oczami na prawo i lewo. Zycie jest zbyt krotkie.
Widac ze nie masz zielonego pojecia o Holandii kiwi, skoro piszesz ze Holendrzy malo maja natury i mieszkaja w malych klitkach.Oj kobieto,kobieto!
Niektórzy ludzie odbierają cały świat przez swoj wlasny punkt siedzenia.
Jeśli ktoś sam mało natury ma, mieszka w klitce, w kiepskiej dzielnicy gdzie inni też tak mają to mu sie wydaje, że całą Holandia tak jest zbudowana.
Juz od dawna sledze twoje wypowiedzi Kiwi i powiem Ci jedno jestes nieszczesliwa osoba,a co chodzi o firanki to ja ich tez nie mam.
Asiu
I nie musisz ich miec ! Ja Ci, ani NIKOMU nie karze zakladac.
A co do Pani Z. i D. to bez komentarza.
W 1511 roku Desiderius Erasmus opublikowal swoje dzielo "Lof der Zotheid". Ostatnio badacze odnalezli rekopis tego dziela, i ku swojemu ogromnemu zdziwieniu odkryli dedykacje na pierwszej stronie. Brzmiala ona: "Vir Kiwi, skrywer van mees kranksinnige en zotte kommentaar op Wiatrak.nl".
To co pisze ma związek ze znaną u nas "Morlanością pani Dulskiej" i mieszczańskim charakterem życia.
Dodaj nową odpowiedź