Skąd jesteśmy i dokąd idziemy

Kategoria: My i oni

Wiele problemów z jakimi boryka się dzisiejsze społeczeństwo polskie ma swoje źródła w bardzo szybkiej transformacji ze społeczeństwa agrarnego przez przemysłowe do informacyjnego. Gdy Anglii zajęło to 300 lat my przerabiamy to w ciągu nie więcej niż 70 lat.

na roliNiemal każdy pradziadek (ur. 1915) dzisiejszych młodych polskich informatyków (ur. 1990) pracował ciężko na roli; nie znał elektryczności, zegara, radia, roweru, samochodu a nawet żelazne narzędzia były w jego zagrodzie luksusem.

Chętnie przesiedliśmy się z furmanki na Audi i jak mówi mądre powiedzenie: ze wsi wyszliśmy ale wieś jeszcze z nas nie wyszła.

 

Historia i cechy społeczeństwa agrarnego

Społeczeństwo agrarne czy inaczej społeczeństwo rolnicze jest społeczeństwem, w którym większość ludności mieszka na wsi i zajmuje się produkcją roślinną i/lub zwierzęcą. Społeczeństwa rolnicze rozwijały się z pierwotnych społeczeństw zbieracko-myśliwskich lub koczowniczych w okresie zwanym rewolucją neolityczną i był to dla Europy okres nie mniej znaczący jak dużo późniejsza rewolucja przemysłowa.

Mimo, że społeczeństwo agrarne było kolejnym etapem rozwoju ludzkości to miało jednak wiele wad. Wad jakie my i do dzisiaj odczuwamy. Nie jeden marzy być wojownikiem lub myśliwym zamiast siedzieć 8 godzin wbijać cyferki w klawiatuę.

Gdy społeczność zbieracko-myśliwska zajmowała się tylko kilka godzin dziennie zdobywaniem pożywienia to rolnik musiał ciężko pracować cały dzień i miał monotonny jadłospis co było m.in. powodem spadku długości życia.

Społeczeństwo agrarne czerpało środki utrzymania z własnej pracy rąk na roli i było w dużym stopniu samowystarczalne. Praktycznie nie istniał podział pracy i specjalizacja. Ponieważ rolnik miał bardzo ograniczone możliwości wpływania na okoliczności (swój byt) odwoływanie się do magii i religii oraz rytuałów odgrywało ważną rolę.

chłopki

Z czasem specjalizacja otworzyła drogę do powstawania wsi z mieszkańcami którzy już nie musieli zajmować się produkcją żywności lub produkować efektywniej jeden rodzaj. Specjalizacja podnosiła produkcję i rzemieślnicy mogli produkować więcej, niż było potrzebne do użytku osobistego. Specjalizacja i nadprodukcja miała jednak tylko sens gdy istniał rynek zbytu. Gdy rynku zbytu w najbliższej okolicy nie było powstawała potrzeba rozwoju transportu. Przez wieki drogi wodne były najefektywniejszymi możliwościami transportu, późniejsze użycie zwierząt pociągowych poszerzyło rynek dalej. Tam gdzie nadprodukcja była wystarczająco duża mogły powstawać miasta i późniejsze społeczeństwo przemysłowe (od roku 1750). A teraz jesteśmy już (prawie) społeczeństwem informatycznym i stukamy w klawisze...

Etykietowanie: społeczeństwo
2 komentarzy

Użytkownicy muszą być zarejestrowani i zalogowani, aby móc komentować.

Robienie ujmy ludziom którzy żyją z uprawy roli/ hodowli zwierząt i nie muszą jeździć do miasta czy nie muszą zasiadać przed komputer??? O co w ogóle chodzi? Czy ci ludzie są "niepoprawni" względem jakiegoś standardu? Po co mam wtryniać się do czyjegoś (prywatnego) stylu życia? To jest sprawa i decyzja ludzi, żyją jak chcą. Mają możliwość decydowania i taki styl życia sobie obrali. Trochę jak Amisze w USA. Przebrzmiewa tu coś ... jakiś komunizm w stylu: bądźmy "jednakowo standardowi"?? Wszyscy mają być jednakowo nowocześni?

Podam może przykład "specjalizacji" w holenderskiej uprawie truskawek bo widziałem "od kuchni". Będzie taki miły wstęp. Po zjedzeniu truskawek wprost z pola swędzi skóra gdyż wyspecjalizowany holenderski rolnik używa tylu wyspecjalizowanych nawozów i tylu wyspecjalizowanych środków ochrony że ludzkie ciało potem odreagowuje. Nie jestem eko-oszołomem, nie chodzi mi żadną o "naturalność" w uprawie, po prostu swędzenie na rękach utrudniało zasypianie. Najwidoczniej normy zostały przekroczone po zjedzeniu 2 łubianek truskawek. Jedzmy oszczędnie, opryskujmy bogato..

Wydaje mi się że autor tego artykułu nie ma zbyt dużego pojęcia o czym pisze i chyba nie do końca wie na czym polega praca na roli. Widział ktoś może wyspecjalizowanych rolników w Polsce? Istnieją tacy? Media nie mają GPS z adresami tych rolników w Polsce? Jak zatem do nich trafić? Jedziemy do Holandii!

Miałem kontakt z wieloma rolnikami w Holandii i to że słoma z butów im wychodziła to mało powiedziane. Dla ścisłości dodam że okres zbierania doświadczeń z holenderskimi rolnikami to wiek XXI, czyli współczesność a nie jakieś relikty z dawien dawna. Mam do przedstawienia profile kilku holenderskich "bohaterów".

Jeden holenderski rolnik tak się wyluzował że w trakcie rozmowy z nami się osikał, miał świeżą plamę na ubraniu w okolicy krocza, był nabzdryngolony w 4 du..y. Upił się całkiem sam. Pewnie miał tak dobre wyniki z tygodnia że postanowił to sowicie uczcić. Mówiliśmy na niego "Osikany". Szczęście rozum odbiera, sikamy w spodnie ze szczęścia!

Kolega opowiadał mi że miał do czynienia z pewnym holenderskim rolnikiem który chował głowę w piasek, o wszystkim decydowała jego żona i rodzice. Przezywali tego holenderskiego rolnika "Struś". Żadnej decyzji ten rolnik nie umiał podjąć samodzielnie. Co powie żona?

Pamiętam holenderskiego rolnika który był tak oszczędny że przychodził w nocy pod łazienkę i wyłączał w trakcie pracy piec gazowy i nie było już ciepłej wody do kąpieli. Tego rolnika z kolei przezywaliśmy "Sęp". Sęp (mówi samo za siebie).

Albo holenderski rolnik biznesmen "Adrian" który wszystko skrupulatnie ewidencjonował. Miałem dzień gdy zrobiłem eksperyment z mentalnością tego rolnika, jeden dzień pracowałem wolniej. Przyszedł do mnie "Adrian" i zobaczył moje dzienne statystki, zaczął fuczeć i powiedział mi że mam za słabe wyniki i ... że w takim razie on mi nie zapłaci za dzień pracy (a umowa była o pracę, na umowie nie było żadnego akordu - wiedziałem na jakiej umowie pracuję bo umiem czytać umowy). Wyspecjalizowany rolnik biznesmen miał kłopoty z pamięcią co do umów albo ewentualnie może był tak mocno wstrząśnięty liczbami że poniosło go emocjonalnie. Wstrząśnięty.

Holenderski rolnik o imieniu "Ludo" który pozwolił nam mieszkać u siebie w stodole. Na szczęście było nowocześnie, bo nie "na sianku" lecz w przyczepie kempingowej. Waliło smrodem w tej stodole jak diabli! Teraz tak sobie myślę że gdyby Ludo postawił przyczepę na zewnątrz to sąsiedzi pewnie by na niego donieśli że nie ma pozwolenia na zadomowienie ludzi w przyczepie, a wpuścić pracowników do domu to byłby już skrajny modernizm. W piwnicy Ludo bałby się pewnie że mu wyjemy wszystkie zapasy. Nie narażać się sąsiadom.

Tak więc specjalizacja (rolnicza) to nie wszystko. Są liczne uroki specjalizacji. I słoma z butów wciąż wyłazi... Tu się nic nie zmieniło, nawet w Holandii.

Wiatrak

Szkoda, że tak mało ludzi jak Maciek ma ochotę opisywać swoje doświadczenia w Holandii. Dziękuję. Napisz więcej! Wstępu nie zrozumiałem, ale chyba się źle zrozumieliśmy. Ani nie pisałem o pracy na roli, bo się rzeczywiście nie znam, ani nie ujmuję nic pracy rolników. Piszę o czymś zupełnie innym: o społeczeństwie i jego rozwoju. Poza tym specjalizacji w polskim rolnictwie jest sporo i coraz więcej. Są regiony gdzie już od dziesięcioleci tylko jabłka i jabłka. Wiosenne opryski sadów w grójeckim przypominają wojnę z biologiczną bronią masowego rażenia.