Rembrandt van Rijn

W Lajdzie także rozpoczął Rembrandt studia ale szybko wybrał malarstwo i poszedł w nauki do lejdejskiego malarza Jacoba van Swanenburga a następnie Pietera Lastmana w Amsterdamie gdzie zapoznał się ze malowaniem światło-cienieniami w stylu Caravaggio. Po pobranych naukach malarz wrócił do Lajden i założył swoją pracownię na spółkę z wyśmienitym grafikiem Janem Lievensem. Pierwszym uczniem Rembrandta był Gerard Dou.


W 1631 roku Rembrandt przeprowadził się do Amsterdamu. Miał coraz więcej zamówień na portrety i szkolił dziesiątki uczniów. W swym życiu Rembrandt namalował 300 obrazów, stworzył 300 rycin i 2000 rysunków. Lubił także malować siebie samego, pozostawił po sobie sporo autoportretów.
Rembrandt i Caravaggio są największymi geniuszami baroku, mistrzami dramatycznego światła i cienia, utrwalenia na płótnie emocji i realizmu.

POLSKI AKCENT: w roku 1634 Rembrandt van Rijn ożenił się z pochodzącą z Fryzji panią Saskią Uylenburgh której siostra natomiast była żoną polskiego teologa Jana Makowskiego wykładającego wówczas na uniwersytecie w Franeker. Zapewne ten polskie pokrewieństwo zaowocowało zamieszczonym obok obrazem polskiego szlachcica. Ten Polak na obrazie patrzy się na nas tak jak patrzy się i dzisiaj każdy Polak na Holendra - jeśli rozumiecie co mam na myśli. Minęło 400 lat a my nadal tak samo nędznie się patrzymy.
Życie prywatne nie układało się Rembrandtowi zbyt pomyślnie; wczesna śmierć dzieci a po tym żony i na domiar złego marne rządzenie się pieniędzmi doprowadziły do jego
bankructwa (1656) i licytacji całego jego dobytku wraz z domem po czym zmuszony został wynająć mieszkanie. Rembrandt leży pochowany w amsterdamskim kościele Westerkerk.
Intrygującym jest, że genialni malarze tej miary co Rembrandt i Van Gogh cieszyli się za życia znacznie mniejsza sławą i uznaniem niż niektórzy malarze których nazwisk już dzisiaj nie pamiętamy. Nie wystarcza mieć talent; ważniejszym jest umieć się sprzedać i wyrobić sobie "chody" w odpowiednich kręgach.
Ciekawostką jest, że przyjacielem Rembrandta był zamożny mieszczanin i burmistrz
Amsterdamu Jan Six I którego portret Rembrandt uwiecznił pięknie na płótnie. Portret ten pozostał własnością rodziny Six do dnia dzisiejszego i jest częścią prywatnej kolekcji w jedenastej generacji - pra-pra-wnuka Jana Six XI!
Najsłynniejszymi obrazami Rembrandta są: „Straż Nocna” (1642) wisząca w Rijksmuseum w Amsterdamie, „Lekcja anatomii doktora Tulpa” do podziwiania w Mauritshuis w Hadze i jego genialne autoportrety w wielu muzeach.
W Polsce znajdują się trzy obrazy Rembrandta: „Pejzaż z miłosiernym Samarytaninem” w Muzeum Czartoryskich w Krakowie, „Uczony przy pulpicie” i „Dziewczyna w kapeluszu” na Zamku Królewskim w Warszawie.




Kolczyki w uszach nosili owszem ale ...kozacy zaporscy. Szlachta polska brzydzila sie podobnymi niewiescimi akcesoriami!To nie jest tez kontusz szlachecki bo brakuje wylogow....najprawdopodobniej obraz ten jest wynikem slownego przekazu jakiego kupca ktory przebywal w Gdansku skad zwozono polskie zboze ,jako ,ze w XVI i XVII w. Polska byla spichlerzen Zachodu.Dlatego facet trzyma w reku zwykla z ozdobnym okuciem laske ,ktora zapewne wskazywal tragarzom pakunki do przenoszenia czy ladowania jest to wiec gdanski ....kupiec czyli - lyk!Zeby sie przekonac jak patrzy polski szlachcic,zreszta tego zaden pludrak nie potrafi oddac ,to trzeba ogladnac portret hetmana Chodkiewicza czy Jana III a wyobrazi sobie to tylko ten ,kto pamieta jakimi slowy Sienkiewicz opisal zachowanie sie Stasia w czasie audiencji u Mahdiego....
Wedlug mnie ten polski szlachcic nie trzyma w reku...ksiazki a cos w rodzaju broni z piekna rekojescia, a ta mina to napewno nie z przejedzenia....kartoflami,he,he
Te perełki w uszach "Polskiego szlachcia"....to kolczyki czy klipsy?
Nie moge sie dopatrzyc...
Tak, to nie jest książka. Jakaś ozdobiona pałka lub laska, bo chyba miecz samurajski to nie jest.
A ten kolczyk w uchu z perłą jest identyczny jak z obrazu Vermeera (Dziewczyna z perłą)
Panie Andrzeju, dajże Pan spokój z tym "nędznym patrzeniem" na Boga! Wszędzie dopatruje się Pan tych naszych cech niższości, to już powoli zaczyna przypominać lekka paranoję :) Może poprostu najedli się wcześniej kartofli i biedak miał wzdęcia, a musiał tyle godzin nieruchomo wytrzymać jako model :) Chociaż nie....chwileczkę, faktycznie! Na kolejnym obrazie, mieszczanin Jan Six I patrzy sie na nas tak samo, jak patrzą się na nas diś wszyscy inni Holendrzy.........:)
Pozdrawiam
@ dwucet sztuka bywa roznie interpretowana. Problem zaczyna sie wtedy gdy zaczynamy wszedzie doszukiwac sie naszych teorii. Robi sie wtedy mocno niebezpiecznie - ehh bo wdlg. tej teorii ptak kakal bedzie tylko na nasza tylko koszule :-)
....a tak wogole (jezeli dobrze zrozumialam przewrotnosc mysli autora notki) fortuna przewrotna jest :-).
a tak na powaznie to ja jakos nie zanotowalam takich spojrzen widac musze sobie sprawic okolary heeee. lub zmienic nastawienie do swiata.
Ja w spojrzeniu tego Polaka widzę lekki niepokój, pewną obawę przed nieznanym.
A co do stereotypów - Panie Andrzeju, nie jest tak źle. Proszę zwrócić uwagę, że ów szlachcic trzyma w ręku książkę a nie butelkę wódki. :)
Może ten szlachcic myśli - "oto Holandia, której nie znam i się trochę boję, ale mam książkę, dzięki której poznam ją bliżej i strach minie a przy okazji czegoś się nauczę". :)
a jeszcze tak troche z innej beczki apropo sondy dotyczacej narodow. Bo jak tu zaglosowac zkoro mnie sie zdaje ze my to tak srednio lubimy innych. Polecam kawalek kabaretu pt. Nasi bitni Polacy. Genialnie widac tam (moze troche przejaskrawione) nasze nastawienie do innych narodow. Milej zabawy :-)
www.youtube.com/watch?v=y_grOMmc9YU
@poloq Być może polski szlachcic ma niepewny wyraz twarzy gdyż po raz pierwszy w życiu dzierży w swoich rękach książkę……… :)
@Marzena Ta krótka scenka kabaretowa dobitnie pokazuje jak funkcjonuje stereotypowe postrzeganie innych. Samych siebie postrzegamy z reguły bezkrytycznie. Wszystkiemu dookoła co jest nam w mniejszym lub większym zakresie znane (tak nam się przynajmniej wydaje) przyklejamy stereotypowe etykiety. Największym problemem są natomiast pojęcia dla nas w ogóle nieznane, stanowiące zupełną egzotykę a tym samym będące kompletną pustynią dla naszych stereotypowych postrzegań. Wówczas może pojawić się moment refleksji i zastanowienia. :)
Gdzieś w prasie znalazłem określenie, że Holendrzy określają nas mianem "kwadratogłowych" (dotyczyło cech wyglądu, nie umysłu), odbijając piłeczkę można by powiedzieć, że Holendrzy z kolei są nieco "końsko-szczękowi", ale naprawdę czy mamy brnąć dalej w te dziecinne przepychanki? Po co? Każdy na tym forum spotkał się w swoim życiu zarówno z pozytywnymi i negatywnymi reakcjami wobec własnej osoby na różnych płaszczyznach życia: w domu, w pracy, w szkole, wśród znajomych, w środowisku w którym się porusza, w kraju i zagranicą. Z chamskim zachowaniem i traktowaniem z góry możemy zetknąć się zarówno w Polsce jak i w Holandii. Większość z nas poznała tu wielu wspaniałych ludzi, różnych narodowość, przekonań, światopoglądów - i m.in. to kocham w Holandii, że przez możliwość poruszania się w tym tyglu kultur, narodowości, kolorów skóry, przez możliwość wymiany poglądów, poznania opinii innych wzbogacamy samych siebie, nasz horyzont widzenia nieco się poszerza. Być może to zbyt górnolotne, ale cos w tym jest. Polska też była przez wieki takim kulturowym tyglem i choć różne składniki "dodawane" były do niego wskutek bardzo różnych zawirowań historycznych to jednak te wszystkie narodowości ze sobą „jakoś” współżyły (nie oszukujmy się-w Holandii też idealnie to nie wygląda). W tym miejscu ośmielę się postawić ryzykowna tezę, że biorąc pod uwagę często zmieniającą się i skomplikowaną sytuację na przestrzeni wieków na terenach ówczesnej Polski - powstań i zrywów wyzwoleńczych było i tak s t o s u n k o w o niewiele (być może, mimo tego co twierdzi Pan Andrzej, czasem jednak górę brała opcja "giętkiej wierzby", przez niektórych nazywana „zdradą”). Oczywiście znamy przypadki złego traktowania Polaków w Holandii, wykorzystywania, oszukiwania, funkcjonowania złej opinii o naszym narodzie, ale nie ulegajmy złudzeniom, że dotyczy to WYŁĄCZNIE Polaków oraz że ma to rzutować na ogólną ocenę Holendrów jako narodu. Jeżeli tak miałoby być, to niestety oznaczałoby to, że Holendrzy wcale nie są przedsiębiorczym i pracowitym narodem ale bandą cwaniaków i oszustów żerujących na pracy innych. Oczywiście tak nie jest. A teraz uderzmy się w pierś i zastanówmy się jaki mamy stosunek wobec innych nacji naszym kraju? Rosjan, Ukraińców, Rumunów, Czeczenów, Chińczyków………
Rozumiem, że skoro znajdujemy się na portalu polonijnym w Holandii to dyskusja skupia się głównie na problemach polsko-holenderskich, ale przyglądając się tym dyskusjom nieco z boku to tak naprawdę obracają się one wokół pojęcia o nieco szerszym zakresie: naszego człowieczeństwa w ogóle. To taka moja dygresja nie na temat, w kwestii „różnej interpretacji sztuki” poruszonej wyżej przez Marzenę.
A jeszcze odnośnie Rembrandta to bardzo spodobała mi się pewna notka znaleziona w "Wikipedii":
"Lejda, (Leiden) - miasto w zachodniej Holandii, w prowincji Holandia Południowa u wybrzeża Morza Północnego. Należy do najstarszych miast niderlandzkich. Jest miejscem urodzenia znanego DJa Armina van Buurena i malarza Rembrandta". :)
Dodaj nową odpowiedź