Nakręcacz zegara - klokopwinder
Holenderskie słowo "dorp" tłumaczy się prosto na polski jako "wieś". Nic bardziej błędnego. Słowo"dorp" absolutnie nie jest wsią w takim zrozumieniu jak w Polsce. Dorp nie jest także miastem. Dorp jest miasteczkiem. Chociaż znam miasteczka liczące 50-tysięcy mieszkańców i tak jest zwane przez jej mieszkańców dorp.
Każde miasto i każdy dorp w Holandii posiada co najmniej jeden kościół. Często jest ich więcej, bo każde wyznanie będzie miało swój własny kościół. Często na wieży kościoła a czasami na ratuszu wisi zegar. Taki zegar trzeba było nakręcać, tzn. nawijać na bęben dwa ciężarki: napędzające mechanizm zegarowy i zespół dzwonów wieżowych zwanych na całym świecie, także w Polsce carillon. Montowanie zegarów z carillionami na wieżach kościelnych stało się bardzo modne w XVI wieku i większość z nich z tego okresu pochodzi.
Człowiek odpowiedzialny za pracę zegara i jego codzienne nakręcenie zwał się de klokopwinder czyli nakręcacz zegara. Była to bardzo odpowiedzialna funkcja którą najczęściej powierzano miejscowemu nauczycielowi bo nie była to praca którą można było dzień zapełnić i często też byłą to jedna z łączonych funkcji nauczyciela, lub listonosza, dorpsomroeper (obwoływacz publiczny), veldwachter (strażnik miejski) i... strandvonder.
Strandvonder jak sama nazwa wskazuje był następnym, dla nas egzotycznym, zawodem plażowego znalazcy. Była to oficjalna funkcja w nadmorskich gminach człowieka obarczonego odpowiedzialnością za zarządzanie rzeczami które morze wyrzuciło na plażę; od części ładunków po całe statki wyrzucone na mieliznę po sztormie. Konkurentem stradvondera był jutter - czyli człowiek który (nielegalnie) żył z tego co znalazł na morskim wybrzeżu; coś w rodzaju plażowego kloszarda.
<<< wikliniarstwo | wytwórca chodaków >>>





Dodaj nową odpowiedź