Obwoływacz publiczny - omroeper
Znowu mam problem z przetłumaczeniem tego zawodu starego jak świat. Większość z zanikłych już zawodów nierozerwalnie związana jest z rozwojem miast a my Polacy, społeczeństwo o agrarnym pochodzeniu - w naszej wiejskiej historii, niewiele mieliśmy wspólnego z miejskimi obyczajami. Nie znamy zawodów jak bierdrager, blauwverver, delver, factoor, leidekker, olieslager, piskruier, potgieter, raddraaier i wiele innych do których wytłumaczenia potrzeba nieraz całej opowieści. Kompletnie w Polsce nieznane zawody.
Tak jest i w tym wypadku z tym "omroper". Ktoś przetłumaczył to dosłownie z angielskiego gdzie omroeper to town crier czyli krzykacz miejski a po francusku crieur public czyli krzykacz publiczny ale może być także woźny sądowy lub obwoływacz. Ja najchętniej nazwałbym go obwoływaczem publicznym.
W dawnych czasach, gdy nie było jeszcze gazet ani radia a tym bardziej telewizji, istniał zawód obwoływacza miejskiego który obchodził miasto (wówczas zwał się stadsomroeper) lub wieś (dorpsomroeper) i robiąc dużo hałasu aby przyciągnąć uwagę; a to waląc w tamburyn, a to trąbiąc na trąbce ale najczęściej dzwoniąc dzwonkiem wygłaszając donośnym głosem komunikaty i obwieszczenia. Zawód taki znany już był w starożytnym Rzymie.
Nazwa omroeper przejęta została (w latach 20-tych, XX wieku) wraz z rozpowszechnianiem się w Holandii radia dla ludzi pracujących w radiu a później także w telewizji. Do dzisiaj publiczne stacje radiowe i telewizyjne nazywają się omroepen.
W czasach okupacji, także w Polsce, montowano głośniki (megafony) wieszane na palach na rynkach miast i bardziej centralnych punktach które także spełniały rolę obwoływacza miejskiego a w Polsce zwane były "szczekaczki". Takie głośniki nadające muzykę spotkać jeszcze można w miasteczkach niektórych krajów Wschodniej Europy. Przypominam sobie, że w Polsce zaraz po II wojnie światowej, nowa władza ludowa instalowała po domach instalacje nagłaśniające których celem było szybkie rozpowszechnianie wiadomości - w tamtych czasach w dużej części propagandowych. Była to skrzyneczka zawierająca tylko głośnik i wyłącznik, podwieszana gdzieś w rogu pokoju i zwana popularnie "kołchoźnik". Centralna stacja nadawcza przekazywała bodajże pierwszy program Polskiego Radia składający się wówczas głównie z wiadomości, komunikatów i pieśni patriotycznych i ludowych. Podobne "kołchoźniki" instalowane były w Holandii już w latach 20-tych (XX wieku) i zwane były draadomroep - czyli radio kablowe.
<<< wędrowny handlarz | wikliniarstwo >>>





Niepamiętam w którym mieście, ale to wróciło. Gość ma bajerancki strój, i na rynku ogłasza zarządzenia burmistrza i inne ogłoszenia.
Jest na utrzymaniu miasta.
Po naszemu to herold.
Mi też się zdawało, że to będzie po polsku herold ale pod linkiem "Ktoś" tak ktoś to nazwał a wierząc wiki herold miał nieco inne zadanie.
Dodaj nową odpowiedź