Stróż nocny - de nachtwaker
Nachtwaker był nocnym stróżem opłacanym przez miejską gminę i spełniał rolę nocnego ochroniarza czuwającego nad bezpieczeństwem i spokojnym snem mieszczan. Podobną funkcję w ciągu dnia pełnił veldwachter.
Ten stary, jeszcze średniowieczny zawód pomału wymierał w holenderskich miastach od początku XX wieku.
50 lat temu u nas w Warszawie funkcję nocnego stróża pełnił dozorca kamienicy który miał absolutna władzę nad swoim podwórkiem i częścią ulicy. Dozorca zamykał bramę wejściową z ulicy na klucz punktualnie o godzinie 22.00. Kto z mieszkańców wracał do domu po tej godzinie, lub kto z późnych gości opuszczał imieniny - trzeba było budzić stróża i płacić mu dychę (10 złotych) za otwarcie bramy (dycha w latach '60 miała podobna siłę nabywczą jak dzisiaj).
<<< sprzedawca nafty | wytwórca mioteł >>>





To chyba nie jest tylko holenderski zwyczaj. W Polsce też tak musiało być. Moja babcia opowiadała mi, że kiedyś chodził wieczorami taki pan z latarnią i wołał "już 10 na zegarze, idźcie do snu gospodarze". Jeszcze to z dzieciństwa pamiętam.
Oczywiście, że to nie tylko holenderski zawód. Odkąd powstawały miasta odtąd istnieli różnego rodzaju stróżę, wartownicy, halabardnicy, itd. w całej Europie. Niektóre z w tej serii zapomnianych zawodów są typowo holenderskie ale większość istniała i w innych krajach europejskich, choć może czasami z własną odmienna specyfiką.
O jakim mieście wspominała twoja babcia, Darina?
Hm ... trudne pytanie.
Chyba o Krakowie mówiła, bo to było jej miasto.
Ale nie wiem czy mi opowiadała o konkretnym mieście. Nigdy nie padła nazwa jakiegoś konkretnego miasta. Równie dobrze mogła opowiadać ogólnie o jakimś zwyczajuw miastach.
Teraz już niestety tego nie zdołam uścislić.
Prawdę mówiąc do przeczytania Twojego tekstu byłam przekonana, że ona taki rodzaj bajki mi opowiadała.
Dodaj nową odpowiedź