Śniadanie w Amsterdamie
Głód był mu bratem.
Ja nigdy nie byłem głodny ale jednak... W naszych genach wciąż siedzi pamięć głodu. Artykuły spożywcze, przygotowywanie jedzenia i samo delektowanie się jedzeniem odgrywa ważną rolę w życiu Polaka. Suto zastawiony stół jest nieodzowną częścią każdego święta. Wesele, Boże Narodzenie, Wielkanoc, imieniny to okazja do delektowania się pysznościami. Tymi stołami zawalonymi żarciem chcemy imponować Amsterdamczykowi mówiąc z pogardą o ich "przyjęciach" z kawą i herbatnikiem gdy tym czasem u nas... ho! ho! Karpiki i schabiki, sałatki i szynki, pasztety i makowce!
Karetki pogotowia krążące po mieście w okresie Bożego Narodzenia są czymś normalnym.
"Świętowanie odbywa się bez nadmiernego obżarstwa. Dyżurni nie zanotowali żadnego przypadku przejedzenia.""Cierpisz z powodu świątecznego przejedzenia? Zajrzyj do naszego informatora. Tu znajdziesz niezbędne wiadomości z regionu dotyczące (...) pomocy medycznej w okresie świątecznym." "Święta wielkanocne według statystyk pogotowia ratunkowego minęły w powiecie tarnowskim spokojnie. Karetki wyjeżdżały do chorych głównie z powodów zasłabnięć i przejedzenia. Prawie 80 osób zostało przewiezionych do szpitala, głównie z powodów nie zachowania diety." "Dzisiaj od rana do godziny 15 karetki wyjeżdżały 70 razy. Po południu odebraliśmy sporo wezwań do bolących brzuchów i wątroby. Nie wszyscy jednak ustrzegli się świątecznego przejedzenia." "Było wyjątkowo spokojnie - podkreślają policjanci, strażacy i służby miejskie. Jak pożar - to tylko garnka, jak dyngus - to tylko walki między młodzieżą. Z przejedzenia też nikt nie umarł." "Pogotowie przyjęło również kilkadziesiąt osób, które musiały przejść zabieg internistyczny. Były to przeważnie bóle brzucha spowodowane przejedzeniem lub przepiciem."
Media pełne są porad typu:
"Doktor Maćkowiak radzi, jak uniknąć przykrych skutków przejedzenia" "Wielkanoc: Jak sobie poradzić ze skutkami przejedzenia?"
To normalne polskie zjawisko. Wytłumacz to teraz Amsterdamczykowi. Mówi Amsterdamczyk: "Najbardziej czuję się za granicą 'Holendrem' w czasie śniadania. Na przykład te hotelowe śniadania w Niemczech z suto zastawionym szwedzkim stołem pełnym dymiących półmisków pełnych mięs, ryb, parówek, jajecznic. Wiele godzin śniadania przy pełnych talerzach. Gdy tymczasem mój żołądek jeszcze nie wie, że ja się już obudziłem. W Holandii traktuję śniadanie jako niezbędną konieczność (dosłownie powiedział "zakelijke aangelegenheid" czyli coś jak "sprawa służbowa") po której mam ważniejsze rzeczy do zrobienia. Jem aby móc po tym coś robić." Jak Holendrzy także często powtarzają: "Jem aby żyć a nie żyję aby jeść". Każde polskie przechwalanie się wobec Amsterdamczyka o naszych obfitych stołach, o naszych kiełbasach z grila, o naszych prosiakach na rożnie trafia w próżnię (na ile on ci będzie grzecznościowo przytakiwał). Nie tym zaimponujesz Amsterdamczykowi. Nie żarciem.

"Cierpisz z powodu świątecznego przejedzenia? Zajrzyj do naszego 



"Nie wazne co jest na stole wazne kto jest przy stole."
A ja mówię, ważne co na stole jak i kto przy stole.
No ale ja jestem w tej mniejszości ludzi. Większość wtrynia żarcie z Biedronki, Albercika czy innych dyskontów i wmawia sobie, że to co jedzą nie jest ważne, choć mają świadomość lub podskórnie czują, że to wszystko jest ohydne. Lub niczego nie czują, bo Bozia poskąpiła zmysłu smaku, więc tych co coś czują muszą wyśmiać aby się dowartościować.
Aby usprawiedliwić swój sposób myślenia wymyśla się historyjkę o dobrych Holendrach i złych Polakach.
Dobry Holender wpyla syf z marketu i wogóle się nad tym nie zastanawia, jeszcze robi z tego swój atut i powód do dumy. Zły Polak, dla którego to co je jest ważne jest głupi, zapóźniony, na niższym stopniu rozwoju.
Lecz sie....
Psychol się znowu obudził. No tak, pełnia była.
Psychol mi wylicza o której ide spać. Nie no, może to nawet śmieszne jest. Nie, zdacydowanie smutne.
Babo durna, niech dotrze do tego twojego zakazanego łba, że cie wszyscy mają dość.
Trzymaj się odemnie z daleko świrze jeden.
Ja rozmawiam tylko z normalnymi.
Pewnym osoba to zdrowo na glowe wali !!! Dziewczyno albo ty sie strasznie nudzisz albo jestes tak glupia ze nie umiesz sobie zajecia znalesc ?! A z drugiej strony to sie zastanawiam co robi twoj maz, jak ty o 23.08 siedzisz przy kompie i ublizasz drugiemu ???? Lecz sie Darina, bo ty masz powazny problem, ale z soba !!! Nic dodac nic ujac...
Nie mialam okazji zajrzec na "Wiatrak" przez jakis czas jako ze "karmimy wraz z mezem brzuchy" na Mazurach. Naszym brzuchom nie dokuczaja polskie geny glodu sprzed 400 lat czy tez holenderskie, zachowawcze potakiwanie - zajadamy sie zupa z wegorza, pierogami z borowikami i golabkami z jelenia. Polka i Holender, leb w leb. W przyszlym tygodniu zjemy w domu w NL z ochota frytki z majonezem...
Andrzeju, jak zwykle probujesz dzielic nie zas laczyc.
Glod jest czyms dobrze znanym generacji dzisiejszych 80 latkow w Holandii. Natomiast polskie obzarstwo ma korzenie duzo glebiej niz "gen glodu".
Nie o gen głodu ani inne geny chodzi tylko o kulturę .
Holandrzy wyrośli w protestanckiej kulturze, gdzie nie było mowy o przepychu, także żywieniowym.
Polska wyrosła w tradycji katolickiej, gdzie niezbyt przejmowano się grzechem obżartwa i przepychu.
"Każde polskie przechwalanie się wobec Amsterdamczyka o naszych obfitych stołach, o naszych kiełbasach z grila, o naszych prosiakach na rożnie trafia w próżnię (na ile on ci będzie grzecznościowo przytakiwał). Nie tym zaimponujesz Amsterdamczykowi. Nie żarciem"
Nie trzeba się przechwalać tylko zabrać ich na polskie wesele. Ubaw miałem po pachy gdy widziałem, jak ładowali po dwa kotlety na talerz, kupę ziemniaków i Bóg wie czego jakgdyby mieli im zaraz wszystko zabrać. A póxniej zdziwienie gdy wniesiono inne dania a ci byli pełni po przełyki :) Na poprawinach nie trzeba było im nic mówić, tylko obserwować, ładowali sobie wielkie kopu pomidorów z cebulą, pełne talerze zupy wegierskiej z kociołka nad ogniskiem a gdy wnieiono prosiaczka to im gały wyszły i robili sobie z nim zdjęcia. I znów pełne talerze. Ja nie umiem tyle jeśc, ci pochłaniali jakby przez miesiąc nic nie jedli.
Jednym słowem artykuł lipa.
Najbardziej smiesza te Polskie weselicha .Wielu ludzi bierzy kredyty znam takich tylko po to aby zastawic stoly zarciem i sie pokazac przed rodzina a potem zebraja o kase w kopertach zeby im sie przynajmniej zwrocilo poronione.Jeden wieczor i gora zarcia tylko dla pokazowki.Znam polaka ktory pracuje w Holandii i na wesele wydal mase kasy potem nie mial pracy przez pare miesiecy i cienko piszczal.To jest nieodgadnione ,ze w Polsce ludzie robia wesele niczym gwiazdy szolbiznesu a sa zwyklymi szaraczkami.
Też jestem przeciwna takim wystawnym weselom. To znaczy jak kogo stać, to proszę bardzo, ale zapozyczanie się jak to robia Polacy na takie wesela to głupota nad głupote.
Zresztą nawet jak kogoś stać, kupowanie tyle jedzenia tylko po to żeby je na drugi dzień w większości wyrzucić to marnotrastwo.
Nie lubie tego zwyczaju w Polsce.
Chyba jest pan troszke oderwany od rzeczywistosci panie redaktorze!
no troszke oderwany od rzeczywistosci to ten artykul jest, nie mniej jednak, byc moze re-post w okolicach swiat by kontext tego artykulu bardziej uwierzytelnil. Co jak co, ale w kazdym spojrzeniu na kulture majaca ponad 400 lat musi byc nieco oderwania od ziemi, i generalizacji. A z drugiej strony, konkretne wypowiedzi ktore Andrzej cytuje nie podwazaja wnioskow, ktore chyba kazdy mieszkajacy w NL Polak juz dawno wyciagnal: nasza kultura jedzenia jest inna od kultury holenderskiej. Pytanie co na to wplynelo? Pewnie wiele czynnikow..
Glod, zapisany w kulturze, i zwiazane z nim podejscie do jedzenia...nie wiem...byc moze.
Ja bym stawiala na pierwszym miejscu rolniczy, chlopski styl zycia, w przeciwienstwie do mieszczanskiego. Taki chlopskie podejscie do "garnka" i konsumowania znajdziemy takze na holenderskich wsiach, wsrod boerow tutejszych. Sniadanie dla rolnika to podstawa, paliwo do pracy fizycznej...co dla pracownika za biurkiem, mieszczanina, to 'zakelijke aangelegenheid'...
Moja babcia do dzis sie dziwi, ze tak malo jadam na sniadanie i mysli, ze to po holendersku...a mi sie jednak wydaje, ze to "po miastowemu"...
a z drugiej strony, jak w ta teorie wpasowali bardzo miejski i bardzo ciezki 'english breakfast'?
Kiedys pewien Niemiec powiedzial do mojej zony: "Wy Polacy,to chyba caly rok nic nie jecie,ze na Swieta tak sie obzeracie".Roznie mozna to rozumiec(wtedy,pare lat temu pewnie bym sie wkur..tym bardziej ze to Niemiec...ale rasista ze mnie)a teraz spokojnie bym odpowiedzial ze to taka...tradycja jak w misiu Barei.On by nie zrozumial a ja puscil to mimochodem.Bylem na takiej imprezie jaka opisuje jacer(podobny przypadek futrowania wszystkiego w imie zasady gratis wiec zesram sie a nia odpuszcze a moj przyjaciel mawia:mozna byc oszczednym ale nie pazernym,podoba mnie sie ta koncepcja) i jak to sie ma do slow"jem zeby zyc a nie zyje zeby jesc" to nie mam pojecia chyba ze to lekka hipokryzja,to naturalnie wszystko tlumaczy,ale... cos innego mnie troszke dziwi,nurtuje..dlaczego ja mam imponowac Amsterdamczykowi?
Tylko, że to było wesele młodych ludzi, którzy już drugie pokolenie żyją w NL. Młodzi ślub chcieli mieć w PL. Tu nie chodzi o to ile było jedzenia tylko o to ile sobie Holendrzy ładowali na talerze, bo myśleli, że to zaraz koniec. I się zdziwli. Jak się ich pytałem czy dobre potrawy, to mówili, że potrawy jak potrawy, ale tu wszystko ma smak :) hehe
W mojej NL rodzinie śniadania zawsze były obfite dwa jajka na miękko, dwa rodzaje chleba, bułki, ser, trzy gatunki wędliny, dżem, pindakaas. Ja po dwóch jajkach miałem dosc oni z każdą z tych dobroci jedli jeszcze kromkę. Podobnie widziałem u Holendra podamsterdamckiego dwa jajka sadzone, kilka plastrów smażonego szpeku, marmelada. Zawsze sie dziwiłem będąc w NL jak można tyle jeśc na śniadanie. Ja nie umiem :)
"Tu nie chodzi o to ile było jedzenia tylko o to ile sobie Holendrzy ładowali na talerze, bo myśleli, że to zaraz koniec",bo (moge sie mylic)tutaj jedzenie podaje sie na koniec,pod koniec imprezy?
Widziałem zdjęcia z holenderskiej imprezy gdzie każdy dostał talerz z cateringu, zjadłeś, wynocha. :) :) Nie było czegoś takiego, że możesz sobie dołożyć, zjeśc za pół godziny.
jem aby zyc, a nie zyje zeby jesc. tez sie z ta zasada zgadzam, choc od czasu do czasu zdarza mi sie od niej odejsc. osobiscie sniadan nie je, pierweszy posilek w pracy okolo 12.00, potem w domu okoloe 18.00 obiado-kolacja. tyle. w miedzuczasie jakies owoce, wafle ryzowe (uwielbiam) czy jakas salatka z surowych warzyw. na imprezy nie chodze zeby sie nazrec, bo nie o to chodzi. swieta? moga dla mnie nie istniec, juz abstrachujac od tego ze ich z recji swoich przekonan nie obchodze. wesela? lepiej jest posiedziec, posmiac sie, pogadac czy potanczyc (ale tylko po kilku glebszych) niz sie obzerac.... jezeli chodzi o kwestie jedzenia, to chyba nie jestem typowym Polakiem :))
i musze przyznac przedmowcom racje - kultura "zastaw sie, a postaw sie" dotyczaca wszelkich imprez typu wesela, chrzciny, komunie, swieta - jest poprostu chora....
Racja jest zawarta w artykule, My z Bidolandu mamy niemal zawsze suto zastawione stoły, co wynika właśnie z zaszłości historycznych. Choć tez tłusta dieta jest wynikiem długich i srogich zim. Co by Holendrów nie oszczędzać, przy okazji - wróciłem z Krety. Dobre jedzenie; oliwki, feta, świeże owoce i warzywa, smacznie. Co robi na wakacjach Holender? Najchętniej rozkoszuje się frykadela popija Heinekenem :), ew. kupuje makaron z sosem w torebce w super samie.
Bez przesady, wręcz przeciwnie, Holendrzy mając świadomość, że ich kuchnia nie jest tak urozmaicona jak egzotyczna, jeżdżą również po to żeby spróbować czegoś nowego, egzotycznego, smaczniejszego niż ich własne jedzenie.
Niby dlaczego to własnie w Holandii prawie narodowymi potrawami stały się te wszystkie bami, nasi, sate itp.
To my w Polsce jemy praktycznie wyłącznie polska (a raczej wschodnio-europejską) kuchnie. Byłam jedną z nielicznych w Polsce, która spotykała sie z przyjaciółkami w restauracjach tematycznych. Polacy najchętniej wybierają kierunek "chłopskie jadło" - nawet do restauracji idą, po to żeby jeść to co mają w domu.
Nie twierdze, że to źle, każdy je co lubi. Ja też lubie polskie potrawy.
Nie wiem co widziałeś na tej Krecie, ale Holendrzy w swojej masie są dużo bardziej otwarci na nowości kulinarne niż Polacy. Fakt, że ktoś tam sobie frykandele kupił, nie oznacza, że nie zje miejscowych smakołyków.
Nawet ja kiedyś będąc w Grecji skusiłam sie na frytki.
napisałem co widziałem, spędzałem wakacje z Holendrami. Nie twierdze,ze wszyscy jedli frykadele i pili Heinekena. Jednak w menu nie spotkałem schabowego natomiast frykadele tak :D. Frytki Grecy dodają do każdej potrawy, nie tylko ze względu na Holendrów ale tez Angoli. Tych drugich częściej spotykałem w knajpie niż pomarańczowych. Wioski "typowo holenderskie" , niemal wszędzie TV nastawione na NOS i na stole "Telegraaf" w sklepach tez mała Holandia. Mimo wszystko wole spędzać wakacje z Holendrami, pomijając drobne szczegóły (rzucanie na leżaki ręczników o 8 rano - by sobie zająć dobre miejsce - ręczniki leżakowały same do 12 :D) zachowują się ogólnie ok. polecam.
skoro Holendrzy"nie żyją aby jeść" to ciekawe dlaczego otyłość w tym kraju tak rośnie? jakbym miała zapychać się frytkami,frikandelami i innymi mrożonkami,dzień zaczynać i kończyć na kawie to ja wolę jednak tą polską wersję gdzie można dobrze i zdrowo zjeść.
Fakt "zastaw się a postaw się" czy wystawne wesela na kredyt to dość powszechna zasada,jednakże nie można wszystkich wrzucać do jednego wora,myślę,że to jednak od środowiska i charakteru zależy.
p.s w mojej rodzinie nikt na przejedzenie podczas świąt ani wciągu roku nie cierpi, złota zasada: umiar :)
Holenderski narod jest bardzo chytry, Polacy wrecz przeciwnie, albo zyja od 1 do 1. Albo na kreche,(niektorzy oczywiscie!!!) co wcale nie jest to wzor do nasladowania! Mozna pewne rzeczy (materialne) tlumaczyc pokazowka. Ale nie, jesli chodzi o jedzenie. Znam Holenderke co byla pare lat temu na wymianie szkolnej w Polsce (co mnie bardzo zdziwilo?). Jej wrazenie byly wrecz przeciwne. Choc byla u rodziny ktorej sie nieprzelewalo, to jedzenie bylo pyszne i urozmaicone. Ona to odebrala jako '' Polska goscinnosc'' A nie pokazowke.
Bedac w Chorwacji a jezdzi tam NAPRAWDE duzo Holendrow, Niemcow rowniez w menu znalazlam NL frikandel i kroketten. Zas zadnych ''tego typu'' badz podobnych Niemieckich specjalow.
A swoja droga jak pojade do PL musze mojej mamie zwrocic uwage zeby sie nie przechwalala :) (zawsze piecze pyszne ciacho i inne pysznosci!) Zawioze jej Holenderskie herbatniki.
Ewciu pewnie w Holandii rośnie liczba osób z problemem otyłości z tego samego powodu z którego w Polsce w takim samym stopniu rośnie liczba osób z problemem otyłości.
Chemia w pożywieniu.
Masz racje 'umiar" to podstawa, czego Polakom w organizowaniu wszelakich wesele generalnie brakuje. I niestety bardzo rzadko są od tego wyjątki. Jesli takim jesteś to chwała Ci za to.
Nawet ja zorganizowałam swoje wesele w myśl zasady "zastaw się a postaw się". A właściwie "oszczędzaj i postaw się". Z bólem to robiłam, bo wiedziałam, że rodzina tego oczekuje. Niestety Polacy uczestniczą w tym, nawet jeśli tego nie lubią.
Wypowiedzi Kariny D. i jacera (powyżej) właśnie pięknie ilustrują polską mentalność i nasz wrodzony kult jedzenia. Ta rozkosz w opisywaniu wtrajanych polskich pyszności (borowiki, prosiaki, jagody, pierogi... hmmm... mniam, mniam!) i ta rozkosz na widok cudzoziemca który nareszcie "odkrył", że smacznie się najeść można tylko na polskim weselu lub w chłopskiej karczmie ze swojskim jadłem...
Tymczasem w Polsce ze świecą szukać przyzwoitych restauracji z dobrą kuchnią (czyli nie z: kapustą, pierogami, flakami, golonką, itp. potrawami z mrożonek i mikrofalówek - na 40-milionowy kraj nie ma jednej restauracji z choćby pół-gwiazdką Michelina) bo i potrzeby takiej w narodzie nie ma.
Zbyt mocno zapatrzeni jesteśmy w siebie aby móc to dostrzec: "Nasze jest dobre a Francuzi niech się wypchają z ich Michelinem!"
Kiedyś już napisałem w komentarzu:
"Gdy jestem w Afryce i beduini serwują pieczonego wielbłąda z rożna nadziewanego baranami - to ja się klepię z uciechy po udach i wystawiam kciuk do góry do moich gospodarzy wołając Good! Very good!. To robię z uprzejmości ale i zadowolenia tak nieziemską dla mnie sytuacją. To są wspaniałe momenty, które warto przeżyć! Jednak to wcale nie znaczy, że ja przepadam za pieczonym wielbłądem ani, że zazdroszczę beduinom - może wręcz przeciwnie! Może sobie myślę w duchu, szczerząc zęby do gospodarza i poklepując go po plecach: ale syf i smród! A beduini szczerzą swoje spróchniałe ząbki i myślą w duchu:
- ale mu gały wyszły! Robi sobie zdjęcia bo u nich takiej wyżerki nie będzie już miał!
:-)
Darina: właśnie, wielkie ilości chemii w produktach wysokoprzetworzonych,których tutaj jest od zatrzęsienia i menu przeciętnego holendra budowane jest głównie z takich produktów, nie mam nic przeciwko,jak lubią niech jedzą na zdrowie każdemu,ale uważam,że polska kuchnia jest o wiele bardziej rozbudowana i smaczniejsza,więc nie widzę powodu aby rezygnować z przyjemnego jedzenia oczywiście w granicach rozsądku.DOdam,że nasza kuchnia rózni się od typowo polskiej,jemy to co nam smakuje,często szukamy dań z innych kuchni i dołączamy do swojego menu.
Znam kilku holedrów czy niemców,ktorzy polskie kulinarne zwyczaje traktują jako swoistą gościnność,ja zawsze witam swoich gośći czymś innym niż herbatniki czy chipsy a stól nie ugina się pod ciężąrem "mięs,ryb ani parówek".
My wyszliśmy z założenia,że nasz ślub- nasze warunki,mimo,że rodzina oczekiwała wielkiego wesela i obecności całej rodziny nawet tej,którą widuje się nie częściej niż raz na 2 lata,my postawiliśmy na małą skromną uroczystość w gronie najbliższej rodziny i przyjaciół i wcale nie żalujemy wręcz przeciwnie,mogliśmy zaoszczędzone pieniądze wydać na znacznie lepszy cel niż pokazówka :)
Andrzeju: my osobiście znamy kilka fajnych restauracji,gdzie próżno szukać typowo polskiej kuchni.
Ewciu, ale ja nie do końca powiedziałam to co odczytałaś, tzn. tylko połowa się zgadza. Ja bowiem napisałam, że zarówno w Holandii jak i w Polsce tak samo rośnie liczba ludzi otyłych. A przyczyną jest być może chemia w produktach tak samo sprzedawanych w Polsce jak i w Holandii.
Żyjemy w małym wiecie, w erze globalizacji. W obu krajach jemy produkty tego samego pochodzania (made in china, india itp).
Ten problem dotyczy całej wspólczesnej zachodniej cywilizacji. Polska nie jest wyjątkiem. Jak ostatnio byłam w Polsce to kupiłam czereśnie uwaga "made in India". Także nie łudź się, ze w Polsce wygląda to lepiej niż w Holandii.
Jak sobie sama czegoś nie wyhodujesz, to będziesz jadła w obu krajach tą samą chemie.
Andrzeju, widzisz tutaj sporo sie od siebie roznimy...mialam okazje raz w zyciu zjesc kolacje w El Bulli (co polecam jesli restauracja za jakies 2-3 lata ponownie zostanie otwarta). Jednak uwazam ze niekoniecznie gwiazki - choc z pewnoscia zasluzone - nie sa jedynym wyznacznikiem dobrej kuchni jako ze ta jest kwestia gustu pomijajac ze rowniez regionalna.
Polskiej tradycji jedzenia nadajesz negatywny i jedynie negatywny wyglos lacza je tylko z pogotowiem ratunkowym. Czyms innym jest obzeranie sie i zapychanie brzucha ziemniakami z jarmuzem, à czyms innym jest opisywanie z rozkosza smaku borowikow. Nie probuj na sile zrobic z kazdego Polaka nieobytego prostaka, czyzbys naprawde tylko takich znal?
Ostatnimi laty zarowno w Polsce jak i w Holandii obserwuje coraz wieksze zainteresowanie forma pokarmu jaki spozywamy. Pozwole sobie wspomniec programy o gotowaniu w obu krajach, miejsca takie jak De Kookfabriek etc. Wielu z nas zdziwiloby sie jaki asortyment jest w sieci sklepow Bomi w Pl à jeszcze bardziej co z tego asortymentu wybieraja bardziej otwarci na swiat Polacy.
Mysle o czyms (tak nawiazujac jeszcze do gwiazdek) co powiedzial mi ktos chyba jakos 17 lat temu gdy po raz pierwszy wyjechalam na wakacje na Madere. Gdy idziesz cos zjesc, idz tylko tam gdzie restauracja jest pelna lokalnych ludzi - wowczas na pewno jedzenie bedzie swieze, smaczne i tanie. Reszta jest dla turystow.
Uczepilam sie troche tych gwiazdek...Andrzeju z tego co doczytalam to 32 polskie restauracje sa wymienione i rekomendowane w ksiedze Michelin. To ze nie udalo sie im otrzymac jeszcze gwiazdek jest inna sprawa. Potrzeba i zainteresowanie widac sie pojawia, docenmy wiec choc dobre checi.
O prosze a tak niedawno nam sie dostalo od snobow i nadetych bufonow :) Ale jak widac nie tylko my mamy takie podejscie. Niewazne, ladne, brzydkie aby markowe :)
Jednak gen to gen, nie ma znaczenia ile sie jest na obczyznie ;)
Andrzej, tak, lubię smacznie zjeść, nie dużo ale smacznie, liczy się jakosć. Wolę swojską kiełbasę niż sklepową, wolę piwo domowe niż to reklamowane w TV.
Jak jestem w NL to wcześniej szukam gdzie sa dobre knajpy z piwem i małe browary aby je odwiedzić. Staram się iść na mule. Frikadeli nie wezmę do ust, tak samo jak nie kupuję w PL parówek, to ten sam syf. Nikt z mojej NL rodziny tego nie je. Fryty w A'damie na Damraku to obowiązek tak samo jak śledź.
Sklepowej kiełbasy nigdy na grilla nie położę.
Gwiazdki mnie nie ruszają tak samo jak reklamy w TV jedzenia.
W mojej okolicy jest kilka knajp gdzie naprawdę można smacznie zjeść i nie jest to mikrofala, czasy mikrofali to zamierzchłe czasy. Stereotyp, który utkwił w głowie emigranta.
Jedzenie smacznych potraw to przyjemność, delektowanie się. Podobnie jest na południu Europy, te długie przesiadywanie w knajpach.
A co do śniadań, to żywieniowcy twierdzą, że to najwazniejszy posiłek. :)
Dyskusja na temat jadla sie zaostrza, dowodzi to tego ze dla nas istotne jest to co jest na talezu, a nie to z kim dzielimy posilek :-)
W Holandii jedzenie milym dodatkiem, do rozmowy, posiadowki imprezki itd. Tak naprawde ludzie spotykaja sie by porozmawiac, a nie po to by napchac brzuchy. Jedzenie jest wiec tylko dadatkiem dla towazystwa.
W Polsce idzie sie na na impreze by pojesc i popic, najesc, a temat jest niewazny.
W Holandi maloistotne jest czy podasz parowke czy bazanta, tu wane jest to z kim bedziesz jadl ta parowke :-)
Tu wani sa ludzie, a nie dania.
O to chodzi. To mam na myśli. O żarciu dyskusja gorąca. Każdy głos w tej dyskusji potwierdza powyższy artykuł. Kto z nas zna głód? Głód na przednówku. Trzy dni bez jedzenia. Wielotygodniowy brak jedzenia który zagraża istnieniu człowieka? Głód strukturalnie powtarzający się co roku. Pełen żołądek to priorytet u ludzi którzy głód znają. Jeśli nie osobiście to w kilka pokoleń wstecz. Żyje jeszcze w Polsce trochę sędziwych staruszek które ten głód pamiętają. My mamy to już tylko zakodowane w genach. Kiełbaski, prosiaczki, pierożki, co kto lubi... Z Holendrem tak nie pogadasz :-) on woli pogadać o verzekeringen, hypotheekrente, spaarrente i o wszystkich innych rentach :-)
Dlatego też starzy Holendrzy którzy poznali głód w 1944 roku niechętnie będą mówić, że są głodni. Oni "mają ochotę" na coś do jedzenia; zij hebben trek, geen honger.
Cos w tym jest jesli chodzi o ludzi ktorzy poznali glod w '44 .Moj dziadek zawsze powtarzal zeby NIGDY niewyrzuac chleba. Sami go zjadali do ostatniej kromki, choc byla juz czerstwa. Dla mnie to nienormalne (cale szczescie niezaznalam glodu) ale jesc czerstwy chleb to tez lekka przesada :) Geny ??? Tu mozna wiele o tym mowic, bo ten glod z '44 to zna cala europa, nie tylko Polska. I nie wiem czy to dobre okreslenie ''gen'', napewno Polska kuchnia jest syta i dosyc kaloryczna :( ale smaczna. W NL kulturze wygrywa chytrosc, niestety. Ale jak maja okazje isc na impreze co jest ''eten en drinken gratis'' to nie patrza na towarzystwo tylko co mozna zjesc :) A towarzystwo przy okazji.
MK zupelna racja!Dla mnie osobiscie towarzystwo tez jest wazniejsze od jedzenia.W dobrym towarzystwie wszystko smakuje.
Nie wazne co jest na stole wazne kto jest przy stole.
Andrzeju nie ma czegoś takiego jak gen głodu. Można przekazać następnym pokoleniom fizyczne konsekwencje głodu np. niski wzrost czy niewielką masę ciała, może ewentualne choroby powstałe na skutek głodu.
Można bezpośrednio pokoleniu następnemu przekazać kulturę strachu przed głodem. Jest to jednak kwestia społeczna a nie genetyczna.
Powtórze się z naciskiem, że niewątpliuwy fakt, ze Holendrzy w swojej masie nie obżerają się wynika z ich kultury (a nie genów) wyrosłej na protestantyźmie.
Jak wyglądają kościoły protestanckie? Żadnego przypychu, ławka, krzyż i nic więcej. Sprzeciw wobec kultury przepychu katolickiego , był jedną z głównych przyczyn reformacji.
Prostota była podstawa życia ówczesnego Holendra. Jedzenie było dodatkiem do życia a nie jego sednem.
Kultura katolicka była inna, wszędzie przepych, koscioły uginały się od złota, a katolik jak miał to szalał.
Z tak dwóch różnych kultur wyrosły dwa różne narody polski i holenderski.
Równie dobrze można wysnuć teorie, że to Holender, który nie lubi się obżerać, nosi w sobie gen głodu, bo skoro nie lubi się obżerać, to znaczy, że jest przyzwyczajony do głodu. Troche bez sensu prawda?
A może ty masz na myśli gen otyłości? Faktycznie ten gen został odkryty, ale nie ma nic wspólnego z jakiś teoretycznym głodem kogoś z członka rodziny sprzed 400lat.
Z całym szacunkiem, ale jakby obliczyć naszych przodków, którzy przekazali nam swoje geny sprzed 400 lat to można liczyć ich liczbę na kilka tysięcy. Załóżmy, że połowa z nich głód cierpiała a druga nie. Druga połowa się juz nie liczy, bo nie pasuje do teorii? Bez sensu.
Albo to masz na myśli:
cyt. "Czy można mieć predyspozycje do tycia, wrodzoną skłonność?
Tak. To tzw. genetyczne uwarunkowanie do tycia. Gdy jedno z rodziców jest otyłe, istnieje 40 proc. ryzyka, że każde z dzieci też takie będzie. Jeżeli zaś oboje rodzice są otyli, zagrożenie to u każdego dziecka wzrasta do 80 proc. Dzieci i młodzież z nadwagą są bardziej narażeni na otyłość w wieku dojrzałym. Ale nie wszystko jest winą genów.
Współczesne społeczeństwo ma genetyczną skłonność do tycia, ponieważ wszyscy wywodzimy się z czasów, gdy natura preferowała osobniki z oszczędnym typem gospodarowania energią. Ocaleli tylko ci, którzy przetrwali niedostatek żywności i zimne pory roku. Dziś te geny jakby na nowo się w nas obudziły. Można nawet powiedzieć, że normą stał się człowiek ze skłonnością do tycia. Dlatego właśnie przed nadmiarem wagi może nas uratować racjonalna dieta i aktywność fizyczna"
Mowa ogólnie o ludziach, wszystkich, którzy dotrwali do czasów obecnego homo sapiens. I ten czas głodu zapisany w naszych genach odbył sie nie 400 a 400tysięcy lat temu i dotyczył każdego wspólczesnego człowieka.
Dzięki temu, że mamy wszyscy skonność do tycia, kiedyś jako gatunek ludzki przetrwaliśmy. I to właśnie nasi przodkowie ze skłonnością do tycia a nie ci drudzy bez.
To nie jest historyjka o dobrych i złych tylko historyjka o tym jak piękny jest świat na którym żyje tak dużo rozmaitych stworów: z piórami, z łuskami, z wielkimi oczami i z małymi nóżkami.
Opowiadam ją nie po to aby zakompleksiony żółw zazdrościł zającowi ale aby żółw spojrzał choć raz na świat z perspektywy zająca i zaczął doceniać swoją własną skorupę która jest równie efektywna jak nogi zająca.
Na dokładkę (na pocieszenie?) mogę dodać, że sam jestem koszmarnym żarłokiem. Właśnie wrzucam na grilla kurę piri-piri.
Holender kupuje "syf" z tego samego supermarketu (Carrefour, AH, Real) co Polak, Francuz i Niemiec. Tylko wiekowi ludzie nie akceptują zmieniającego się świata i coraz większej ilości preparatów sprzedawanych jako żywność... o czym pisałęm już tutaj http://www.wiatrak.nl/1198/zdrowa-zywnosc/
Opowieść o tym jak piękny jest świat, na którym lepsi są ci, którzy nie jedzą śniadań. hehehehe ;) :)
Nie wiem Andrzeju z iloma Holendrami jadłeś śniadanie, ale wszyscy ci, z którymi ja jadłem to opychali się niesamowicie.
Twoja teza z moimi obserwacjami wogóle się nie zgadza.
Wogóle nie przemawia do mnie teza, że lepiej nie zastanawiać się nad tym co się je a lepiej rozmawiać o interesach, hipotekach itd. i ci co tak robią są lepsi.
Nie tylko wiekowi ludzie nieakceptują tego co się sprzedaje w sklepach. To kolejny twój mit, który masz w głowie.
Ludzie, którzy w Polsce robią w domu kiełbasy, sery, pieką chleb, warzą piwo to są MŁODZI LUDZIE, około 30 lat.
Andrzeju przestań myśleć schematami jakie wywiozłeś z Polski 30 lat temu.
Tu do poczytania o starych ludziach ze smutnymi twarzami(Darina) w Polsce. Też tam byłem. Dorotę znam osobiście.
http://www.rp.pl/artykul/499463_Nawarzyc...
Widocznie żyjemy w dwóch różnych światach jacer :-)
Z całym szacunkiem - ale wypowiedzi tych zaledwie kilku osób na Wiatraku nie są absolutnie reprezentatywne ani dla Holandii ani dla Polski.
Nie wiem jakimi schematami ja myślę, ale jedno jest pewne: nie myślę schematami z Polski 2010.
Taa, Holendrzy nie przywiazuja wagi do jedzenia jak maja jesc za swoje, ale za cudze to wpieprzaja az uszy sie trzesa. Malo to ja z nimi mialam? Andrzeju wydaje Ci sie, ze wiesz duzo o Holendrach a mnie sie wydaje, ze nie wiesz prawie nic. Wypowiedzi kilku osob na Wiatraku nie sa reprezentatywne dla Ciebie? A czyje sa? Bo sam chyba niewiele wiesz jak zywia sie Holendrzy? Bo ja z holenderskim mezem, jego cala rodzina i kupa znajomych widzialam na wlasne oczy jak boerenkool z poprzedniego dnia wpychaja w kanapki. No sorry ale chleba z kartoflami to ja bym do ust nie wziela i raczej zaden Polak... no ale to jest tanio i mozna zapchac tym brzuch...
Co za nonsens:-)Piszecie okropne bzdury biorac przyklad z paru znajomych Holendrow.Moj maz je bardzo skromne sniadania i czy jest tutaj czy jestesmy w Polsce, czy musi placic, czy za darmo, zawsze je jednakowo.Tost z dzemem(lub cos innego slodkiego)i kromeczke chleba ze serem.Nikt z Was nie ma pojecia jak zywia sie Holendrzy, bo kazdy zywi sie inaczej.Wiem tylko, ze WIEKSZOSC nie objada sie na sniadanie.Berta a Polacy sa inni?Za cudze nie korzystaja wiecej niz za swoje?i to nie tylko pod wzgledem jedzenia!
To ze lubia chleb z boerenkool to co za problem? Ty nie wziela bys do ust ale im smakuje! W czym problem?Niech kazdy wybiera to co jemu smakuje.
najbardziej mnie zastanawia jedno: skad tyle rozemocjonowanych, wrecz sfrustrowanych komentarzy, Zasada tej strony jest prosta - Andrzej jest autorem glownego tematu - to nie jest ani praca naukowa, ani reportaz - raczej jets to lapidarna forma bloga. A mechanizm pisania takich eseikow jest prosty - trzeba wymyslec 1 dobre porownanie, lub roznice ja rozwalkowac. (A co nie bedzie, ze kulinarna metaforyka sie dopne do ZARLIWEJ dyskusji ;-)
Efekt pisania takich blogow jest w sumie wysmienity - czytajac publicznosc reaguje i daje sie wciagnac w dyskusje. Czyli Andrzejowi sie udaje, nas tu ciagle na ta stronke sciagac.
Natomiast nie widze sensu w riposcie Jacera, ktory raptem stwerdza, ze on to ma obserwacje inne - a Andrzejowe tezy z nimi sie nie pokrywaja. Po pierwsze - tezy Andrzeja zdaje sie maja ten sam status obserwacji, co obserwacje, moje , Jacera, Zosi, Berty itd...czyli nie ma sensu robic rozrozniania po-miedzy tezami Andrzeja a obserwacjami dyskutantow. I przekonywanie innych, ze zyja chyba na innym swiecie tak samo nie ma sensu - no bo jesli kazdy ma swoje wlasne obserwacje, to jedno wynika z drugiej i tyle.
Ja moge tylko powiedziec, brawo dla Andrzeja - co tam wybory czy inne gorace tematy, wazne, ze wiatrakowicze
nawet o jedzenie sie spieraja. I dobrze, bardzo dobrze, bo widac nie jestesmy juz monolitem kulturalnym, a to tylko i wylacznie plus (z mojego punktu widzenia... zastrzegam)
A kto zaczal? Ze Holendrzy to tak a Polacy to tak??
Zosiu piszemy bzdury, bo Twoj maz je kromeczke z... ? Moj z kolei smazy jajka na bekonie:-) A ten boerenkool stamppot niech sobie jedza z chlebem ze smakiem, irytuje Cie to, ze o tym wspomnialam ? Czemu, skoro to takie oczywiste?
Moze i Polacy przesadzaja z iloscia jedzenia na imprezach, weselach ale Holendrzy w druga strone - trzeba najesc sie porzadnie w domu przed holenderskim weselem! Dla mnie to jest chore :-D
Idziemy na urodziny do szwagra meza, jestesmy jako pierwsi, a ten z blyskiem w oczach i szerokim usmiechem chwali sie, ze taki kawal pasztetowej kupil w Aldi za 1,50 euro a strucel jablkowy ( z mamrazalnika) za 2, 50 i ze go tak tanio wyniesie przyjecie...ludzie, no nie mowcie, ze to jest normalne!
Andrzej wymyśla tematy, które mają na celu nasze rozemocjonowanie, udaje mu się to całkiem całkiem. My się temu poddajemy bez szemrania i chętnie na wiatrak zaglądamy. I o to chodzi.
A co ca jedzenia to Zosia słusznie zauważyła niezywkle prostą acz prawdziwą zasadę - każdy je co lubi. Jak mi smakuje to sie obżeram, jaki mi nie smakuje to nawet 'gratis" nie pomoże i smiem twierdzić, że w ten sposób działa większość ludzi na świecie.
Cóż więcej dodać. Poza tym, że wszyscy na całym świecie jesteśmy dziedzicami pierwotnego genu głodu po naszych może jeszcze małpich przodkach. I dzięki temu genowi przetrwaliśmy jako rasa ludzka i chyba jest powód do radości a nie do smutku.
Darina skoncz z tymi genami,cos tam przeczytalas a sama nie bardzo wiesz o co chodzi. Moze Ty jestes od malpy, ja natomiast nie :-P
A ja byłam w zeszłym tygodniu na przyjęciu urodzinowym córeczki naszych przyjaciół - Holendrów. Zamówili catering ze wspaniałym jedzeniem, a było tego tak dużo, że wyszliśmy przeżarci. Rok wczesniej rozganizowali urodziny w restauracji, w której przysłowiowego ptasiego mleka nie brakowało. Miesiąc temu dziadkowie mojego męża zorganizowali urodziny też w restauracji.
Czemu to mówie.
Bo nie wszyscy są tacy sami. Jedni wydają mniej, inni więcej. Zależy od człowieka.
Nie jesteś Bertusiu, nie jesteś, masz racje, pan doktor kazał przytakiwać.
Bertusia - Kiwi nr.2. Taki sam rodzaj cyrkowca, z lekka niezdrowego na główke.
A ja bylam na slubie szwagra, bylam w ciazy...ceremonia w urzedzie, potem w kosciele i potem w restauracji, gdzie nas najpierw raczyli napojami i kawa... zanim przyniesli obiad lzy plynely mi ciurkiem bo bylam glodna, synowi 2giego szfagra tez, dzieciak byl glodny. No teraz wiem, ze jak ide na holenderska uroczystosc, to trzeba zabrac ze soba prowiant :-D
Może po prostu przestań chodzić na te imprezy skoro ci tak źle. Pewnie tam nikt za tobą płakać nie będzie.
No i w koncu sie wygadalas, to dlatego przytakujesz zosi, bo doktor kazal :-D Oj wspolczuc tylko :-(
Wiesz co Darina, jestes osoba bez wlasnego zdania, potakiwaczka. Jesli Zosia napisze, ze je gowno to Ty napiszesz, ze Ty tez je jesz.Najprawdopodobnie przyjechalas gdzies z Polski, gdzie kible stoja na dworze i tu poczulas raj na ziemi. Ja w Polsce nie mialam zle i wroce tam, bo tam jest moj dom i tam jestem soba. A Ty sobie zyj szczesliwie wsrod prostakow... wychodze z psem na spacer, mijam gosci, rozmawiamy o psach a ten wypina sie, nasladuje psa, wystawia jezyk i robi cos w rodzaju"Prrrfff"Boze... to ja znam w Polsce ludzi prostych, bez wyksztalcenia, ale zaden by sie tak nie zachowal. Buractwo nie z tej ziemi!
Bertuniu, ja wiem, że ty mądra nie jesteś, ale nie sądziłam, że krotkie, proste zdanie skierowane wyrażnie do ciebie mimo wszystko przerasta twoje możliwości intelektualne.
Na przyszłość wezme to po uwage.
Przeczytaj może jeszcze raz, powoli, spróbuj się skoncentrować, zapytaj moze kogoś kto przynajmniej skończył szkołe podstawową to ci wyjaśni do kogo skierowana jest moja wypowiedż.
A zresztą. Takie jednostki jak ty to są nawet potrzebne nauce. Jakby ktoś nie mógł uwierzyć w teorie Darwina, i jak zobaczy takie cudo ja ty, to więcej już nie ma wątpliwości.
No prosze, jakby Kiwi czytała.
Wróć lepiej teraz do Polski, nikt cie tu nie chce, nie potrzebuje, nie trzyma na siłe. Droga wolna.
A tylko przez takie nieuki jak ty Polacy mają złą opinie.
A kto Ciebie tu potrzebuje? Dla Holendrow jestes i bedziesz polskim smieciem wiec tak nie piej z radosci.A ty wielka uczona?? Nie rozsmieszaj mnie, dobra jestes tylko do lizania d**y a czyjej to juz kazdy wie.
Darina - jestes bardzo zakompleksiona osoba, nie potrafiaca przystosowac sie do nowego zycia ( na emigracji). Na wiatraku probujesz podbudowac swe ego wychwalajac Niderlandy a robisz to w brew sobie. Jestes nieszczesliwa, zamknieta w sobie osoba, ktora chodzi z opuszczona glowa w nl a w Polsce wysoko podniesiona... wiecej szczegulow? pisz na e-mail bursztynek305@gmail.com
Berto, zee, czy w jakiej tam osobowosci występujesz.
Powiem tak, masz racje, ty od małpy nie pochodzisz.
Ludzie pochodza od małpy, ale ty z całą pewnością pochodzisz od czegoś innego. Nie wiem od czego, ale jedno jest pewne, to coś mózgu nie miało.
A na koniec powiem jeszcze jedno. Nie chce mi się więcej mojego czasu na takich wariatów poświęcać.
Darina to sie ciesz, ze od malpy pochodzisz, taki orangutan jestes co sie cieszy z byle czego i je kazdemu z reki i bije brawo... malpiatko jedne :-P Bosze... tak sie ludzie zatracaja...
Wszystkich tu toleruje, nawet jak maja inne zdanie niz ja... ba! zaden problem! Czy wszyscy musza miec jednakowe zdanie? Ale zeby tak isc w zaparte i wchodzic holendrom w d**e to przyznam tylko 2 jednostki znam. Jeszcze jedna zrozumie, bo starej daty, ale drugiej to wybaczcie.... bez komentarza.
http://www.youtube.com/watch?v=sK57UDkZ6cY
http://www.youtube.com/watch?v=iF7r4rbTD...
Co Darina tak zamilklas?? Moze Frans Bauer albo Marco Borsato??? To sa Twoje nuty?? ;-)
http://www.youtube.com/watch?v=LqGvw9ZREFs
I sie troche zastanowcie, zanim zaczniecie krytykowac Polske! Madre wszystko takie bo nagle w Holandii troche grosza powachali, sprzedawczyki!
Smieszna jest ta cala stronka. Siedzicie tu zachwalacie Niderlandy... a oni maja was i tak gdzies. Bo pod jakim wzgledem myslicie, ze jestescie lepsi od Marokanczykow i Turkow? No pod jakim?? Bo dla Holendrow wsio rawno... nie myslcie, ze macie taryfe ulgowa. Przez grzecznosc nikt wam w twarz nie powie, ale jestescie takimi samymi intruzami jak Turcy i Marokanczycy!
Berta,wiec to samo dotyczy Ciebie:-)Ja na Twoim miejscu juz dzis bym pakowala manatki i kierunek-POLEN:-)Osobiscie nie mogla bym zyc w panstwie w ktorym z glodu trzeba tyle lez wylac:-)))))))
Ps.Fajnie tak z rana sie posmiac.Berta czesciej takie komentarze prosze:-)))
Teraz ide robic sniadanko,Boerenkool met rookworst:-)))))))a jak mi zostanie to jutro bedzie do chleba:-)))))
Milego dnia zycze,a Tobie Darina radze,nie siedz za dlugo na sloncu dzis i w przyszle upalne dni,bo to zle wplywa na Twoja glowke:-(
Darina SORRY!!!!!!!Mialo byc Berta:-))))z tym sloncem:-)
Zosiu, przecież ja dobrze wiem. Zupełnie się tym nie przejmuj. Wiem do kogo wypowiedź była skierowana. Nawet się nie poprawiaj, nie ma potrzeby.
Berta, tchórzu zakichany, brakuje ci nie tylko rozumu, ale i tego minimum odwagi, żeby występować pod stałym nickiem - choć nawet pod stałym nickiem ciagle jesteś anonimowa. Jesteś gorzej niż tchórz.
Nie będę cie męczyć bardziej, bo pewnie cie sporo kosztuje powstrzymanie się od nieużawania lini skośnej zamiast przecinka.
Skorzystam zatem z rady tej właściwej Berty: NIE KARMIĆ TROLA - SAM ZDECHNIE.
Albo przed kolejnym zdechnięciem nabierze nowego życia pod nowym nickiem - przynajmniej do czasu aż ludzie się zorientują, że mają do czynienia ze zwykłym świrem.
A na koniec dobra rada: poproś pana doktora o więcej tabletek, bo te już nie działają. Zawracaj panu doktorowi głowe a nie nam, jemu przynajmniej za kontakt z tobą płacą.
moi mili, tak wracajac do sniadan - zapomnielismy o jednym: o kawie! - to oczywiscie zapewne tylko percepcja kawoszy, ale kawa w Holandii zawsze jest pyszna (pyszniejsza jest tylko we Wloszech)
Kawy slodkiej nie pijam, ale poslodze troche Holandii i Holendrom w tej materii (jak na zla Polke przystalo ;)
Jak jestem w Polsce albo w Niemczech albow Anglii, i pije kawe, zamowiana w jakimkolwiek lokalu (gdzie nie podaje sie espresso) to zawsze tesknota za holenderska kawa mi sie wlacza i jej pelnym smakiem.
A poza tym smaczna woda z kranu! o jak mi jej brak jak jestem poza Holandia! A moja mama z kolei, pija duzo herbat, i zawsze zacwyca sie smakiem herbaty i wody.
Milego lunchu zycze wszystkim :)
Kawka musi być! http://www.wiatrak.nl/181/kawka-musi-byc/ :-)
Rzeczywiście z krajów północnej Europy to Holandia ma zdecydowanie dobra kawę, ale południe (Italia, Hiszpania i Portugalia) zdecydowanie króluje (moim zdaniem! :-)) i włoskie expresso jest jak pyszna bombonierka wśród kaw. Północ traktuje kawę jako napój (im więcej wody tym lepsza) a nie jako deser. Przykład: cafe americano.
A herbata smakuje mi w Polsce lepiej niż w Holandii, chociaż woda jest tu smaczniejsza niż w dużych miastach w PL. Może smak to więcej niż zbiór składników?
zapewne, zapewne wiecej niz zbior smakow - a moze tez zalezy skad woda w Polsce...bo na wsiach, ta studzienna to nie porownania z miejska woda z wodociagow, na ktorej ja wyroslam.
A z herbat to najbardziej lubie angielskie twinnigs: english breakfast, albo earl grey. Smak ze zadnych dodatkow nie trzeba.
Andrzeju, skoro jestes to jeszcze mam pytanie - bo zdaje sie byla kiedys o tym mowa, czy nadal sa plany usprawnienia komunikacji - mozliwosci pisania maili do zalogowanych uzytkownikow, i byc moze jakis sposob na wyplewienie multi-personalities, bo to sie zaczyna odbraca w strone "przyganial kocial garnkowi...tyle ze kociol i garnek to jedno...
O tak kawka w Nl wyśmienita! Co do herbaty to ja pije Lipton, jest to jedyna, którą przełknać mogę, toteż zarówno w Pl jak i Nl pije to samo.
@Iga: tak, tak... pracujemy nad tym, nawet jesteśmy mocno zaawansowani... ale niestety Wiatrak jest tylko społecznym projektem który spada zawsze na ostatnie miejsce w priorytetach. Zarabianie pieniędzy pochłania mnóstwo czasu... co zostaje starcza ledwie na zawartość. I zaraz znowu wakacje... No i ten upał... :-|
@Andrzej: czekam cierpliwie zatem ;) I tak podziwiam samozaparcie i dyscipline by tu ta stronke caly czas w ramachwolnych chwil prowadzic.
Moze idea spotkanie ponownie sie kiedys uda wdrozyc w zycie, chetnie bym sie spotkala z paroma wiatrakowiczami i wiatrakowiczkami :)
milej upalnej niedzieli!
Co do kawki to sie zgadza, choc wielkim smakoszem kawy to ja nie jestem, to w NL mi bardziej smakuje :) Co do herbaty to nie wiem bo w ogole jej nie pijam. Ale moj maz twierdzi ze w NL tez mu bardziej smakuje :) Woda tu jest napewno lepsza niz w Polskich duzych miastach, bo na samym poczatku jak tu przyjechalam zauwazylam ze po myciu niewysusza tak skory :) wiec jest chyba bardziej miekka, moze mniej chloru ??? Nie wiem czym to sie ma ? Ale jest lepsza, przynajmniej dla mnie ;)
Co wy wiecie o polsce
Drut ........ zatkalo kakao
Dodaj nową odpowiedź