Polak Polakowi... czyli jak zostać dziwką w Holandii

Zastanawiałem się nad tym tytułem. W końcu zamieniłem ostre słowo q... na 'dziwką". Tytuł był może bardzo ostry i wulgarny ale wobec mocnych opowieści rodaków w Holandii i taki tytuł mocno blednie. Artykuł z roku 2010.

też taki zadowolony z pracy w Holandii?Często pisałem o polskich pracownikach najemnych  w Holandii. Często pisałem krytycznie na temat całej masy sępów które się zleciały zakładać agencje pracy aby dobrze zarobić na czasami niezbyt roztropnych i naiwnych Polakach. To są fakty. Ale jest też druga strona medalu o której nie piszą holenderskie ani polskie media. Jak to wśród Polaków często bywa - oczekiwania co do pracy i realiów w Holandii przerastają często znacznie rzeczywistość w tym kraju. Nikt z tych pracowników nie zarabia więcej niż ustala holenderskie prawo, każdy musi płacić podatki, suma brutto nie równa się netto i mieszkanie jak i wszystko inne kosztuje drogo. Nie ma nic za darmo.

Wiem, że jest masa fantastów kochających się w wyolbrzymianiu lub wprost wymyślaniu rzeczy a szczególnie zarobków aby zaimponować kumplom czy swojej rodzinie w kraju. Jak to mówił Einstein; "nic nie jest tak nieskończenie wielkie jak ludzka głupota".

Poniższe wypowiedzi zebrałem z komentarzy osoby związanej z agencją pośrednictwa pracy gdzieś w Holandii. To jest jej druga strona medalu.

Polscy robotnicy najemni:
DRUGA STRONA MEDALU

Tak, to prawda są agencje które wykorzystują ludzi i ktoś tam głośno krzyczy; oszuści! Niestety mało jest głosów z tej drugiej strony. Ja czasami się wypowiadam we własnym imieniu, ale dzisiaj powiem o znajomej która od lat prowadzi agencje pracy tymczasowej w innym mieście. Dlaczego jej pracownicy płacą kary? Na początku tak nie było, dopóki kobieta nie straciła tysięcy euro, ponieważ wynajęła dom (tussenwonning) sześciu swoim pracownikom (mężczyznom). Po 3 tygodniach dzwonią do niej kolejno sąsiedzi i policja; w jedna sobotę taka imprezę sobie urządzili że telewizor znalazł się na jezdni, dom zdemolowali, a co gorsze zdemolowali ogrody sąsiadów.
Ona zatrudnia co chwile nowe (tutaj: obce) osoby. I jak tu nie zabezpieczać się? Niektórzy z tych ludzi w większości młodzi nie maja pojęcia czym jest oszczędność gazu - co ich to obchodzi, potrafili termostat na cały dzień mieć włączony, otworzyć okno i iść do pracy i tak w kółko Macieju.
Oj, historii z drugiej strony jest wiele...

Pierwsza historia drugiej strony medalu

Kolega wyjechał do Holandii dorobić, wraca po pół roku i wozi się Mercem po wsi, stawia kolegom i szpanuje nowym butem. Opowiada jak to mu się dobrze wiedzie za granica, jak wszystkich Holendrów w robocie ustawił, a pośredników już dawno wypier...ł bo on sam na siebie zarabia (prawda jest inna; przed powrotem jedzie do hipermarketu i zapełnia torby - zamiast czysta odzieżą - jedzeniem typu puszki ze wszystkim i kupuje mnuuuuustwo chleba. Potem wraca do tej swojej zmyślonej roboty i idzie gdzieś tam na szklarnie pieścić pomidory. Nie ustawił nikogo, bo nie pracuje z Holendrami, a jedyni Holendrzy to szefowie zmiany. Pośredników też nie ustawił bo co tydzień stoi w kolejce przed biurem po wypłatę. Nie wiadomo po co stoi bo nigdy nic się nie zgadza i w ogóle co to ten loonheffing? Wieczorem siada na pol-nl forum i pisze o tych oszustach i złodziejach, następnego dnia melduje się z powrotem na szklarni i tak w kolko Macieju byle by uciułać do powrotu do Polski i tam znowu naściemniać kto ja w ogóle w Holandii nie jestem!
Po jakimś czasie na pracę skusił się kolega ze wsi który zasłuchany w jego historyjki chce rządzić w Holandii. Wiec przyjeżdża, idzie do jakieś tam agencji siada (styl: I’m super cool i dont give a fuck about you!) i karze sobie dać robotę. Pytany o kwalifikacje i języki szybko odpowiada jak to tu i tam na czarno dorabiał a w szkole podstawowej niemiecki był obowiązkowy ale on po niemiecku nie mówi bo nie lubi Szwabów. Robota jaka mu odpowiada jest w sumie bez znaczenia ale chce zarabiać więcej niż jego kolega (który w Polsce opowiadał bez ogródek że wyciąga nawet €15 na godzinę netto) - mówiąc że taka stawka nie wchodzi w grę już patrzy na ciebie jak na oszusta; jak to? przyjechałem i nie mogę mieć dobrej pracy? Potem melduje się w domu gdzie mieszka kupa wiary, zapoznaje się z realiami i ile się tu naprawdę zarabia i jak tu jest (90% mieszkańców od razu ostrzega go przed pojebanymi wiatrakami). Na drugi dzień nasz kolega jedzie na pierwsza poważną prace do szklarni, gdzie spotyka swojego kolegę ze wsi. Od dzisiaj rządzą TAM razem.

Druga historia drugiej strony medalu

Dostaje telefon od siostry cioci, w sumie żadna rodzina, ale coś tam ma związek z moją ciocią wiec czuje się dziwnie zobowiązana pomóc.
Kobieta płacze przez telefon, że jej ciężko, że nie ma pieniędzy, czy nie znajdę pracy dla jej synka, chłopak co prawda jest w maturalnej klasie ale nie szkodzi, przerwie szkole i przyjedzie zarobić dla rodziny. Zaczyna się dyskusja czy aby on powinien ot, tak sobie ostatni rok przerwać, ona; oczywiście. I tak zatrudniam pracownika w wieku 18 lat, przez mamę. Przyjeżdża, wesoły młody chłopak, od razu opowiada o problemach w domu, mówi po angielsku bardzo dobrze, że rzucił szkołę nie żałuje.
Wszystko jest w porządku chodzi do pracy.
Dzwoni mama żeby iść skontrolować jak się synkowi żyje. Pojechałam, ale go nie zastałam w domu (potem się okazało, że koledzy z pokoju schowali go w szafie żebym go nie widziała). Po krótkim czasie dostaje telefon z miejsca pracy ze... mam odebrać tego chłopaka, bo się upalił. Okazało się że mały ma problemy z narkotykami, w Polsce mama nie radziła sobie z nim bo ciągle gdzieś się szlajał i wpadła na pomysł, że mi go podeśle (to nic, że do kraju gdzie marihuana jest legalna!). I co mogłam zrobić w takiej sytuacji? Oczywiście, że został z miejsca zwolniony! Pozwoliłam mu przekimać dwie noce bo na weekend inni pracownicy zjeżdżali do Polski i on się miał z nimi zabrać. Potem rozmawiałam z pozostałymi chłopakami, dlaczego nie powiedzieli że tak się z nim działo, a oni ze swój swojego nie wyda.
Wtedy pierwszy raz poczułam się jak burżuj, bo nie byłam ,,swój" a byłam ta zła z „drugiej strony”. Dalej zaczęły się problemy o pieniądze; ,,jak to możliwe, że ja zarabiam mniej jak pozostali?" - mimo iż stawka była wcześniej ustalona i z nim, i o dziwo, z jego mamą! Kolego masz 18 lat twoja taryfa w tym zakładzie nie równa się tej pana Kazika który ma lat 48. Prawdopodobnie znowu był uwalony, wziął gotówkę nawyzywał mnie od q...wy i tyle co go widziałam. Z ciotką już nie rozmawiam, ona nie rozmawia z siostrą syn dalej gdzieś się włóczy.

Trzecia historia drugiej strony medalu:
Czyli jak to zostałam obleśną świnią i złodziejem

Budujemy siłę PolskiPoczątki maja. Ruszamy z agencją pośrednictwa pracy. Jesteśmy jeszcze zieloni jak to wszystko działa, ale już zaczynamy. Mamy dwóch pierwszych pracowników - określeni i zweryfikowani droga telefoniczna - fachowcy. Przyjechali, mąż się pyta; a gdzie wasze stroje robocze? Wyobraźcie sobie sami te zabrudzone trampole i podarte jeansy. Nic, jedziemy do sklepu ich okupić. A gdzie wasze narzędzia pracy? Nie było miejsca w rozklekotanej Corsie. Nic jedziemy do sklepu ich okupić. W końcu ich wygląd zewnętrzny to wizytówka naszej firmy. Stawka €10,- netto na godzinę (ponieważ początki prowadziliśmy w domu a i pracownicy mieszkali u nas, myślę, że stawka w sam raz). Umowa - pierwsze dwa miesiące mieszkacie za darmo (każdy miał osobny pokój) ale w zamian pomagacie przy remoncie w domu w weekendy. OK, nie ma sprawy. Po dwóch miesiącach stawka za mieszkanie = €150,- na miesiąc za osobę (mamy vrijstande woning na hipotekę - ot, tak żeby chociaż na opłaty starczało, a €300,- to w sam raz na to)

Pierwsza praca: murowanie. Może i fachowcy w Polsce ale klinkieru na holenderski styl kłaść nie umieją. Na drugi dzień już w pracy się nie muszą stawiać, bo wszystko co zrobili i tak zostało wyburzone.

Druga praca: ustawianie ścian działowych. Niestety nie kierowali się wskazówkami, zrobili to po swojemu, po polsku, tu coś podłożyć, tam coś przyciąć (mimo iż były to ściany co do milimetra wyliczone, wyprofilowane). Do widzenia

Trzecia praca: ocieplanie budynków. Tutaj chłopcy spisali się świetnie w pełni pokazali swoja fachowość, pracując bez ochraniaczy i okularów, na gole ręce. „Nie szkodzi, w Polsce to ja tyle waty naprzerzucałem!”. Holendrzy patrzą i podśmiewają się. Przyjeżdżamy wieczorem zapytać jak wypadł im dzień. Oprócz tego, że nie rozumieją, że powinni pracować w ochraniaczach, pozostali pracownicy czuja się z nimi dziwnie. Dlaczego? Nie odpowiadają na powitanie „goeie morgen” (w zamian podśmiewają się; huje, huje!), nie jadają na stołówce tylko siadają na krawężniku i swoje jedzenie tam właśnie konsumują. Zdaje się, że rozumieją co się do nich mówi ale w jakiś dziwny sposób wykonują polecenia i tak po swojemu.
No, ale dobra, dali chłopakom szansę i tak mogli tam pracować następne 3 miesiące. Dobra praca, wychodzą na czysto €1600 miesięcznie.

A teraz powróćmy do domu w którym panowie mieszkają i pewnych ustaleń. Więc już piąty weekend z rzędu materiały stoją, a panowie siedzą i piwko piją. Na szósty weekend mówię: chłopaki za dwa tygodnie zaczynacie płacić czynsz, proszę uporajcie się z remontami. „Szefowa! Damy rade!”. No i wzięli się za te remonty. Przyszedł dziewiąty tydzień; czas wypłaty. Przepracował 40 godz. a ja daje mu do reki (bo on na konto nie chce, nie ufa żydom z banku) nie €400,- a €250,- i tłumaczę, że te €150,- to za czynsz (zaznaczam, że tyczy się to tylko jednego pracownika, bo drugi zapytał dopiero na drugi dzień gdzie wzięłam jego €150 - jak wytrzeźwiał, bo nasz fachowiec wybrał się do naszego sklepu spożywczego i odkrył tam tanie wina). No, jak przecież my robimy ci remonty (i tutaj szefowa zmieniła nazwę na: ty obleśna świnio, ty q...wo, ty złodzieju pierd...ny....) mąż przyjechał późno w nocy (załatwiał zresztą dodatkowa prace) a ja w sypialni zamknięta z moim 3 letnim wtedy synkiem trzymam telefon na którym jest już może z pięć wiadomości od żony tego pana, że ona mnie wykończy, że ja go okradam z €150, że przyjedzie po mnie ekipa. Mąż dostał białej gorączki, ale do rana nic nie zrobił. Chłopaki rano jak gdyby nic pojechali do roboty.
Po przyjeździe z pracy mąż (z asysta sąsiadów) na nich czekał i powiedział co o tym myśli. Pan A płakał i przepraszał; tylko byle byśmy go nie wywalali bo on żonie obiecał... Pan B powiedział, że w sobotę przyjedzie po niego ekipa i wraca do Polski bo u złodziei nie będzie pracował. Ja go się pytam czy to chodzi tylko o ten czynsz? A on bezczelnie mi mówi, że jak kapałam synka to on wszedł do mojego biura i przejrzał faktury i teraz on wie UWAGA: ILE JA NA NIM ZARABIAM!!!!
Ja nie miałam już więcej siły ani chęci tłumaczyć; co to jest biuro pośrednictwa pracy, bo jak takiemu ,,fachowcowi,, wytłumaczysz podatki, prowizje, ubezpieczenia, dodatki sektorowe?

Czwarta historia drugiej strony medalu:
Czyli jak pani Julia została firmową dziwką

Pani Julia do Holandii przyjechała wraz z rodzicami 17 lat temu. Jest młodą dziewczyną ma 27 lat i od czterech lat pozostaje w stałym związku z Charlesem (chłopakiem surinamskiego pochodzenia), który zresztą się w Holandii urodził. A że mama Julii to wysoko wykształconą kobietą, więc dała swojej córce niebywały dar – dobre wykształcenie i... drugi język, tak czysty ze co niektóry Polak w ojczyźnie by się powstydził. I tak Pani Julia po studiach trafiła do agencji pracy tymczasowej. I znalazła się w hierarchii na pozycji nr 3, czyli szef, żona szefa i pani Julia. I wszystko było by OK, gdyby nie naiwność pani Julii (w końcu miała 7 lat jak opuściła Polskę i za mała byłaby pamiętać i poznać „rodaków”). Pani Julia była dla wszystkich miła, pomagała, dawała rady, zapraszała do siebie, spędzała wolny czas na chodzeniu od banku do banku, od urzędu do urzędu, bo pani Julia mówiła przecież pięknie po holendersku. Pani Julia ubierała się też pięknie, przez co każdego dnia była obserwowana i komentowana przez podwładne. Pewnego dnia pani Julia komuś czegoś odmówiła (nie wiem co to było, ale założę się, że kolejnej wycieczki do urzędu).
Tego dnia Pani Julia została dziwką.
Później dowiedzieliśmy się, że ona dziwką była od zawsze, już samo jej imię (!?) wskazywało, że się q..wi. Ten baran Krzysiek wiedział wszystko co się w biurze dzieje, wiedział kiedy będzie wypłata i kogo nowego przyjmiemy. Wszyscy mówili, że mu dawała, a on się sam chwalił, że ją tak rypał a ciągle jej było mało i wszystko mu mówiła w tym akcie rozkoszy. O całą tą historię zrobiła się zazdrosna pani Irena, bo serduszko jej biło do Krzyśka i on ją też robił, ale ona dziwką nie była, bo sex lubiła. Pani Julii było przykro, ale jeszcze bardziej przykro zrobiło jej się w piątek, kiedy pomagała szefowej dawać wypłaty. Kolejka przed biurem (bo nikt nie chce na konto, chcą do reki) i podjeżdża... Charles. Czy ja już dodałam, że rodzice Charlesa pochodzą z Surinamu? Chyba nie. Głośne ryki i teksty że Julia pier..li się z małpą, wykończyły panią Julię. Już nie pracuje w tym biurze. Z płaczem się pożegnała.

Etykietowanie: Polacy praca
23 komentarzy

Tekst wyjawia wiele prawdy. Przypadki, które opisuje autor zdarzają się nadzwyczaj licznie. A dlaczego? Powiem krótko: Bo Polacy to gbury, chamy i prostaki. Zachowują się jak wielcy Panowie, którzy wiedzą wszystko najlepiej i wszystko im się należy. To jedynie przez życzliwość Holendrów mamy szansę uciec od kiepskiej sytuacji w Polsce i powinniśmy być im być wdzięczni. Proszę, zachowajcie szacunek do Holendrów i ich obyczajów, nie jesteście u siebie.

Jestem zmęczony słowami Polacy-Chamy, Turcy-Złodzieje, Murzyni-lenie, Holendrzy-oszuści lub nieroby. Mam dość segregowania. Chciałbym znowu umieć mówić że ktoś: to cham, oszust czy leń.

Chyba kazdy zetknal sie z takimi historiami. Ja tez. Przez dwa lata mieszkalem w hotelu pracowniczym chodz nie bylem zatrudniony przez biuro pracy Seggment. Wiekszosc ludzi z hotelu to byla chodzaca patologia spoleczna, margines, zlodzieje badz recydywa. Nie chcialem trzymac sie z nimi tzn bratac sie z nimi poprzez wspolne pogawedki itp i tak zostalem po czesci tam wyalienowany. Przeszkadzalo mi to najbardziej w soboty gdy chlali do rana i dobijali sie w nocy do drzwi chcąc wszczynac awanture. Pozniej sie usopokoilo. Ludzie sie tam zmieniaja jak w kalejdoskopie, tyrają jak murzyni na 3 - 6 miesiecy i następni...
Z drugiej strony wielu polaków i polek w NL to idioci lub szczwane chamy. Prosze zapytac o cos na np popularnym niedziela.nl zeby cos zalatwic np zasilek dla bezrobotnych. Osoby uwazajace sie za expertow nie potrafia wyjasnic przepisow zaslaniajac sie ze wszedzie jest inaczej..Prawo jest prawem i nalezy je znac i o nie walczyc...Eh ani angielskiego, ani holenderskiego, 5te przez 10te..po polsku nie potarfia sie wyslowic bez k...Nie jestem rozczarowany. Robie swoje i trzymam sie swojego steru:)

Nie trzymam sie z polakami zatrudnionymi przez biura pracy bo nie mam przede wszystkim wspolnego jezyka a zatrudnionych przez biuro pracy na kolejny sezon ogorkowy to juz o czyms swiadczy.

Szkoda ,naprawdę wielka szkoda, że normalnych wrzuca się do jednego wora z chamami, szkoda mi bardzo pani Julii, bo sama byłam w takiej sytuacji, wystarczyło raz nie pomóc, to zostałam dziwką i wielką paniusią co dupy Holendrom daje a Polakom nie chce pomóc. Tacy właśnie jesteśmy . Jest mi wstyd że jestem Polką.

wspolczuje tym dla ktorych praca przez uitzendbiura, to dla niektorych naszych rodakow to koniecznosc. Wlasnie-jedyne czego nie robi biuro te selekcja-oszolomow wrzuca sie do jednego domku z normalnymi ludzmi. Ludzi chcacych zarobic na buty czy maryhe i imprezy, pijakow itp miesza sie z mlodymi ludzmi,slabszymi psychicznie i latwiejszymi przez to do manipulacji.
Najlepiej rzeczywiscie nie zadawac sie z takimi typami,z dala od nich. Choc wiem ze jest to trudnie do zniesienia pod jednym dachem...
To jedno, a jak jeszcze dochodza problemy typu jak zalatwic w NL to czy tamto to dla nowicjuszy z PL to jest juz totalnie kosmos.
Duzo prawdy niestety w tym art, i wypowiedziach. Znam paru takich co sie panosza po Holandii, kombinuja nie przestrzegajac prawa... Zgrywaja chojraków, zalatwiaja sprawy "recznie" lub zastraszaja,wyludzaja haracze od 'swoich' (Polakow)...sporo sporo jest takich tepaków, i nietylko w NL. slyszy sie i o takich na Wyspach, ...Makaskra.
Ktos mi kiedys tu na forum napisal ze -ja czuje potrzebe wdziecznosci Holendrom, bo czuje sie u nich gosciem". Tak, wlasnie. Mimo ze czuje sie tu dobrze i jestem oswojona z ludzmi,ich zwyczajami - czuje im sie poniekad wdzieczna (nie mylic z lizaniem im tylka) i wiem, ze dzieki temu jaka Holandia jest, moje zycie mialo szanse nabrac jasniejszych barw. I sama stronie od Polakow w NL tych wlasnie, z ktorymi nie mam tematow do rozmowy, sa ponizej pewnego poziomu ...

AL

Zostań holenderską k...ą:
Pomagaj,dzwoń ze swojego telefonu,woź swoim autem.Doradzaj w sprawach podatkowych
.A i tak będzie na ciebie żeś popierdol...ł rozliczenie "bo się przecież k....a wpisuje dochód-to co na rękę!!!"(?) i "rozłąkowego"(?) nie załatwił.

Nie warto pomagać, chyba, że w wolnej chwili,anonimowo,na internetowym forum,w wolnym czasie...

AL-100%,potwierdzam.

Czasem lepiej zostac ta 'dziwka' czy 'ch..m' w Hol. i miec swiety spokój od tych wlasnie polskich "chamulców" i prostaków - oni nigdy nie docenia czyjejs pomocy z dobrego serca, bo sa przekonani ze im sie ta pomoc nalezy! Im sie wydaje ze tu nikt nic innego do roboty nie ma poza swoja praca/zyciem, i kazdy ma full czasu i ochoty i tylko czeka zeby pomoc jakiejs (parszywej) owieczce z PL! -" tu zadzwon, tu napisz mi cv, tu pojedz, tu odpisz na list, tu przetlumacz,tu zawiez i badz przy mnie bo sie nie dogadam"...I wlasnie tacy, ktorzy za grosz nie maja zadnej kultury osobistej, jakby od cepa tyle co oderwani - to oni najbardziej bluznia na tych co nagle odmawiaja im pomocy. Dasz im palec to zaraz cala reke hapna... Ja nigdy nie bylam obojetna na ludzka krzywde, ale jak zauwazylam ze sobie ktos za duzo pozwala - mowilam STOP, sa granice we wszystkim. Niech Wam wcale nie bedzie przykro jesli uslyszycie na swoj temat , kim to sie nagle dla kogos staliscie (wiem, ze czasem i zaboli) ale najwidoczniej takie osoby nie sa warte W(n)aszej checi pomocy, W(n)aszego cennego czasu, W(n)aszej uwagi. Nie ma co zasmiecac sobie zycia jakimis patalachami, jest tyle innych ciekawych sposobów na spedzenie wolnego czasu :) / Jakby takie ludziska mieli isc i ZAPLACIC komus za dana usluge, to by pewnie inaczej 'spiewali', a tu ze ktos za friko chce pomoc, to zaraz ci na leb wleza, a potem sie tak rozjusza, ze zaczna cie wlasnie wyzywac od takiej czy takiego! Niestety Polakowi jak cos za latwo przyjdzie, cos za darmo mu wpadnie to tego nie docenia... to niech zapier..., rowy kopie,krowy doi i uczy sie jezyka i niech poczuje co to znaczy samemu sprawe zalatwic! i niech wtedy ma waty sam do siebie, ciekawe czy jakby mu samemu cos nie wyszlo, to czy by sie tez od lajzy wyzwal???) Ja (i pewnie wielu innych tu na forum) musialam sama za wszystkim biegac,pytac,szukac, jak co to zaplacic, kursy jezykowe sobie oplacic,kuc na egzaminy Staatexamen...czas, trud,pieniadze wydawc, 'walczyc' o to czy o tamto, a ktos mi tu przyjdzie i od qrwy wyzwie??? WYNOCHA Partaczu! Dokonaj choc w 1/4 tego co ja,czy wy, - i dopiero przyjdz, to pogadamy!

Podobny artykuł już kiedyś był, nie wiem czy tutaj czy na innej stronie, nieważne.
Pracowałem dla kilku agencji i wiem, że tak wygląda. Jest to jednak w wielu przypadkach wybór agencji, że taka sytuacja jest. Tak jak ktoś napisał wyżej: miesza się normalnych Polaków z patologią.
Po 1. zatrudnia się kogoś kto zna j.polski ale nie potrafi ocenić Polaków po wyglądzie, zachowaniu.
Po 2. niektóre agencje specjalnie zatrudniają ludzi bez wykształcenia lub z ledwo skończoną zawodówką , ponieważ przypuszczalnie będzie pracował szybciej ciężej niż ktoś po liceum/studiach. (przy pomidorach/produkcji)
Trzeba byłoby się zastanowić kto wyjeżdża z Polski (bo "podobno" sytuacja jest taka tragiczna) Z moich znajomych na 20 wyjechało 2. W Polsce śmieją się, że wyjeżdżają tylko matoły i dobrze mniej patologii. Po części tak jest, czytając podobne artykuły. Oczywiście gdyby jakaś agencja chciała poszukać fajne osoby do pracy to można w Polsce znaleźć, jeśli się dobrze zareklamuje i ma odpowiednią osobę. Tylko nie spotkałem się do tej pory z czymś takim a mieszkam w dużym mieście. Agencje dostają mnóstwo cv i kolejny bus jedzie do NL (pracuj, płać, pracuj, następny)
Pewnie więcej znajomych by tutaj przyjechało, lecz nie chce mieszkać w melinie i być traktowany na równi z pijakiem, oszustem, ćpunem i do tego mieć losową prace.
Oczywiście są agencje, które zatrudniają pracowników w wybranym kierunku i z odpowiednim podejściem (w takiej obecnie pracuję i nikt nie nazywa nikogo q..)
Nikomu nie współczuję, bo to kwestia wyboru pracownika jak i agencji.

Dodam, że normalna osoba ma ciężko, ostatnio to doświadczyłem gdy szukałem pracy dla znajomego. Musisz mieszkać w domku (melinie) inaczej ofert pracy nie ma, bo się nie integrujesz, czyt. nie płacisz dużo za pół pokoju, albo 1/6 pokoju.
Przedstawiciele traktują wszystkich jednakowo i nie poważnie. Proszę zadzwonić za 3 tyg. będą nowe oferty. Dzwonię za 3 tyg., ładnie się przedstawiam: co Pan chciał pracy nie ma do widzenia OOOOO. Miałem kontakt z 20 agencjami polskimi i chyba gdy będzie mnie czekało szukanie pracy dla siebie, to daleko od polskich agencji.
Słowa dzień dobry, pozdrawiam, dziękuję chyba nie tylko w języku niderlandzkim znikają.
Znajomy dostał w końcu pracę w Polsce.

Niestety, to wszystko to prawda. Sama przekonałam się na własnej skórze o mentalności i kulturze rodaków. Długo dochodziłam do siebie, gdyż jako inna, inaczej myśląca - dostałam takiego kopa w ... z ostracyzmem włącznie, że dopiero po kilkunastu miesiącach zaczynam się uśmiechać.
Z tymi opowieściami w kraju o holenderskim (zachodnim) raju to też prawda. I prawdą jest, to że nawet nie młodzi na nie się łapią.
Niestety nauczona doświadczenie jw. nikomu nie pomogę tu przyjechać, a będących tu - no cóż unikam. Bo gdy kiedyś pomagałam, zostałam bez gaci.

Jest tez 3cia strona medalu. Pracuje juz 6 lat w holenderskim biurze i niestety sprawdza sie przyslowie ze okazja zlodzieja czyni. Bo co maja poczac ludzie, odseparowani od rodziny, od kraju, od znajomych, dla ktorych cale zycie nagle to: ciezka praca, dom, praca, dom (czesto przepelniony i na odludziu) itd.
Niestety izolacja w polaczeniu z brakiem rozrywek wydobywa z tych ludzi najgorsze cechy i sprzyja nalogom. Agencje nie staraja sie zapewnic tym ludziom zadego konstruktywnej formy spedzania wolnego czasu. Jak dodam do tego ze wg. badan w 80% agencji dochodzi do naduzyc i roznych rodzajow oszostw, zerujac wrecz na pracownikach, to sytuacja tych ludzi wyglada jeszcze gorzej.
To nie ludzie sa chorzy i zli, chory jest system a oni reaguja na sytuacje, w ktorej sie znalezli. Nie zazdroszcze im, sam przeszedlem tu droge od dna, lacznie z mieszkaniem z patologia w jednym domu, i wiem jak trudno sobie samemu tu poradzic. Nie kazdy ma szczescie i nie kazdy ma zdolnosci by nauczyc sie, egzotycznego dla nas jezyka.
A margines znajdzie sie w kazdym spoleczenstwie, nie widzicie ze rowniez tutaj jest odsetek ludzi, ktorzy nie roznia sie od tak krytykowanych przez was naszych prozniakow / rodakow. Tak jest wszedzie, zalezy na co i gdzie sie patrzy.
Nasz wlasny kraj wypial sie na nas, najpierw nie dajac nam perspektyw na zycie w Polsce, a potem po raz drugi gdy obrazano nas publicznie, a takze masowo wykorzystywalo.
Panstwo holenderskie tez nie wykazuje wiekszego zainteresowania by np. bardziej kontrolowac agencje pracy tymczasowej, filmy takie jak chociazby "Klaas gaat illegale" czy artykuly i ksiazki ukazujace obraz i skale zjawiska wykorzystywania i oszukiwania przyjezdnych przez agencje, zwyklych ludzi oraz swoich rodakow , nie robia wiekszego wrazenia i sa szybko zapominane.
Wiele widzialem sytuacji i nie mowie ze pijacy, kradnacy i cpajacy Polacy sa bez winy. Ale z drugiej strony mamy silniejszych od nich: agencje z tabunami prawnikow, opieszale instytucje, ktore powinny pomagac i chronic, was drodzy niderlandzko jezyczni rodacy, ktorzy z gory ich przekreslacie i izolujecie w swoich wygodnych, ladnych domach.
Nie moze byc inaczej niz jest, im wieksza nierownosc tym wieksza gorycz i flustracja i tym wieksze i czestsze zachwania lamiace normy spoleczne. Zwroccie uwage ze najspokojniejsze kraje to te gdzie nierownosc ekonomiczna jest stosunkowo mala.
Tak, tez spotkalem sie z hamstwem, wyzywaniem mnie, oczernianiem w internecie. Ale spotkalem sie tez z podziekowaniem, usmiechem, wdziecznoscia i satysfakcja ze udalo mi sie komus pomoc w trudnej sytuacji.
W ludziach trzeba chciec i umiec zobaczyc czlowieka i nie mozna przekreslac wszystkich bo 20% to naprawde rynsztok. Sytuacja tworzy czlowieka a najbardziej winni sa Ci obojetni.

przeraszam za brak okonkow, lecz pisze z tel ktory ich nie posiada.

Zapomnialem napisac, ze w biurze jestem "tym trzecim" zaraz za wlascicielem.

Witam
wlasnie sie wybieram do holandii, zatrudnienie znalazlem przez holenderskiego posrednika, wiekszosc formalnosci musze sam zalatwic itd, ale nie o tym chcialem napisac. Mianowicie na moje stanowisko wymagane/ny jest VCA, ktory udalo mi sie w bardzo krotkim czasie zrobic.
Na kursie kolo 20/30 ludzi, jako iz bylem dojezdzajacy to z tego wzgledu zasiadlem jako jeden z pierwszych. Pod koniec zapelniania sie sali wchodzi takich dwoch - pierwszy piec-zero na lapie, lysy, opalony ale jeszcze jakos ubrany. Drugi, jego brat - totalne bezguscie, caly w dresie, tez nie byl maly. Facet uczacy nas pyta sie co kazdy gdzie robi, etc, no i zaczna sie powiedzmy "wyklad". co jakis czas padaja pytania zebysmy sie zastanowili i na nie odpowiedzieli jezeli ktos bedzie wiedziec. No i padlo pytanie zeby powiedziec gdzie mamy dane np. umiejetnosci lub jakies nawyki wyrobione czy cos w tym stylu (najprosciej zeby sens tego co pisze wydobyc - gdzie?). I nagle ten w dresie sie odzywa: "W dupie!" - przepraszam?, powiedzial zaskoczony wykladowca - i dresiwo drugi raz: "w dupie! hehe" i banda burakow rozsiana prawie po calej sali zaciesza pod nosem.
Jaka ci ludzie wyrabiaja opinie o narodzie za granica? Jak sie zachowuja jak sa podpici jak nawet na trzezwo nie do konca potrafia...

Ja tez ,niestety,trzymam sie z daleka od Polakow.Jestem tutaj 33 lata,pracuje w biurze.Wiele razy spotkalam Polki z ktorymi chcialam nawiazac towarzyskie kontakty.Zawsze konczylo sie na jednym spotkaniu.Jedyne o czym chcialy,mogly rozmawiac,to jak zle bylo w Polsce,jak zle jest w Holandii.One wiedza lepiej.Holendrzy to glupole,nie znaja zycia etc.Coagle narzekania.A przy tym brak szacunku dla kogokolwiek.Arogancja.Chamstwo.Kiedy niesmialo usilowalam powiedzic ze nie musza tutaj mieszkac ,zawsze mozna wrocic,kiedy usilowalam bronic Holendrow i mnie sie dostalo.Brak zrozumienia,tolerancji,cwaniactwo,zazdrosc oto niektore cechy naszych rodakow w Holandii.Wiec po takiej wizycie od rzau rozpadlo sie to czego jeszcze nie bylo.
Wiec mam koleznki i przyjaciolki -Holoenderki.O dziwo,mimo roznic kulturowych szanujemy sie wzajemnie i lubimy byc w naszym towarzystwie.
Na ulicy czesto slysze polki jezyk,najczesciej niestety k...a.Wtedy szybko przechodze.To takie przkre.

Witam 'przegladajac portal natknalem sie na te historyjki i powiem na podstawie wlasnego doswiadczenia w pracy za granica/a bylo ich troche/'ze wiekszosc tych negatywnych opini o polakach jest niestety prawdziwa/ chociaz zdarzaja sie wyjadki ja moge tylko powiedziec ze ma dar latwego uczenia sie jezykow obcych co ogromnie pomaga To na tyle pozdrawiam wszystkich

Bardzo czesto do pracy jada ludzie zupelnie nie przygotowani ale powoli widac zmiany na lepsze ja co prawda przebywam w Szwajcarii/gdzie sa teraz najlepsze warunki placowe w Europie co nie zmienia faktu ze czy malo czy duzo sie zarabia swoja prace nalezy dobrze wykonac/ale bez jezyka tutaj praca jest prawie zupelnie niemozliwa

Artykuł wyjęty z dupy, żal dupe ściska. Polaki robaki zapierdalajcie w Polsce za 900zł nieroby.

Czwarta historia drugiej strony medalu:
Czyli jak pani Julia została firmową dziwką -------- 1) a kogo to obchodzi co jej matka dala 2) ja jestem po podstawuce i rozmawiam po holendersku wystarczy byc troche bystrym :) 3) dziwko to zastala juz ja czaela latac tak jak jest opisane :) 4) no i chwala polakom ze pogonili PANIA julie za to ze ciaga sie ze smieciem 5) nawet holender by curke z domu wyrzucil jakby mu przyszla z takim dziwolagiem hehe 6 ) pani julia pewnie latala tak dla tego biura i z tym tym sie ciagala bo chciala pokaz polakom pewnie jakie to fajne zycie ma i jej zadroscili ale jednak to niewystarczylo jako motywacja i schowali do wora tumana hehehehe ja tam zle nieche zyczyc to tylko 10 dzieci jej zycze z tym tym :D

Ja jestem krótko w Holandii i to prawda, że jak słychać w okolicy Polaków to albo przekleństwa albo narzekanie.
Pracować trzeba, więc jak ktoś się nastawił, że tu manna z nieba bedzie lecieć, to niech wraca do kraju i zapiernicza za 800 zł na 1,5 etatu (a oficjalnie na1/2).
Trzeba mieć na uwadze, że to my tutaj jesteśmy gośćmi i gospodarzom należy się szacunek.
Przykre jednak jest to, że Polak - Polakowi wilkiem.

Do MISTRZU: a nie chciałbyś się zapisać na eutanazję, co? Są teraz podobno darmowe przyjęcia. Zachęcam!

@mistrz Wiesz z całym szacunkiem, szpanujesz że po holendersku mówisz po podstawowym... Ale ty nawet po polsku pisać nie potrafisz. Kim ty jesteś żeby oceniać innych? No kim? Typowy stereotypowy "poloczek" co po podstawówce próbuje powiedzieć jakie to inteligenty "gupie som". Życze Ci powodzenia i mam nadzieje że uda Ci się wyjść z mentalnej epoki kamienia łupanego.

Witam
Tylko skromne zdanie a propos tego mistrza...sterydy i alkohol w polaczeniu nie jest za dobry...wysiadaja szare komorki....mamy ich miliony...ale jak widac wiekszosc u tego jegomoscia juz zniknela..

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.

Z boku widać lepiej