Śmierć Zdrowego Palacza
Ian Buruma pół Holender pół Anglik mieszkający i pracujący w USA powrócił do swojej dawnej ojczyzny, aby przyjrzeć się z bliska wydarzaniom, które spowodowały, ze Holandia nie jest już tym samym krajem jakim była wcześniej.
Wbrew temu co sugeruje tytuł, książka nie jest w całości poświęcona potomkowi sławnego holenderskiego malarza. Ian Burma wziął na warsztat dużą cześć współczesnej historii Holandii aby wyjaśnić czytelnikowi genezę problemów kulturowych, z którymi boryka się jego ojczyzna. Największą zaleta tej lektury jest styl jakim posługuje się Buruma, nie prawi on nam moralnych kazań w stylu kalwińskiego pastora i nie zanudza suchymi faktami. Do opisywanych zdarzeń podchodzi z dystansem co nie znaczy , ze nie potrafi z nich wyciągać żadnych wniosków, wręcz przeciwnie opinie które prezentuje często są odmienne od tych, które dominowały wcześniej w głównym nurcie niderlandzkiej publicystyki.
Najważniejszym pytaniem jakie stawia sobie autor jest, co się zdarzyło w tej ikonie europejskiej tolerancji i demokracji? Co to jest tolerancja dla mieszkańców Niderlandów? Zdrada elit, strach, czy może pseudo-indywidualizm.
Najważniejsze osoby, którymi Buruma zajmuje się w swojej książce to oczywiście tytułowy Theo van Gogh holenderski reżyser - znany bardziej z swojego ekstrawaganckiego zachowania niż z średniej jakości filmów. Theo holenderski libertyn, prowokator i radykał. Wywodził się z ekskluzywnego klubu jakim należałoby określać mieszkańców niewielkiej miejscowości kolo Hagi Wassenaar, gdzie mieszkali jego rodzice Było to miejsce, gdzie kogoś, kto chciał się zapisać do tenisowego lub krykietowego klubu wypytywano o rodowód dziadków, gdzie chłopców dręczono za noszenie niewłaściwych krawatów, gdzie dzieci spędzały bożonarodzeniowe ferie w Szwajcarii i wracały do szkoły z opalonymi twarzami i połamanymi nogami, gdzie dziewczynki nosiły apaszki od Hermèsa i naszyjniki z pereł, gdzie osiemnastoletni chłopcy zjeżdżali na szkolny dziedziniec mini cooperami, ochlapując przy tym nauczycieli na rowerach. W takich cieplarnianych warunkach wyrastał przyszły ekscentryk sprawiając po drodze swoim rodzicom wiele problemów. Theo prowadził w szkole telefon zaufania dla kolegów z klasy, którzy cierpieli z powodu nieprzyjemnych odlotów po LSD, W domu kłócił się bez końca z rodzicami dominował każdą dyskusje, wybijał sąsiadom okna, wypijał najlepsze wina ojca podczas całonocnych balang z kolegami, ale to wszystko jak pisze Burma nie były przestępstwa tyko, a raczej maniera znudzonego smarkacza z Wassenaar. Kolejnym epizodem w życiu Theo był Amsterdam, w którym znalazł się dokładnie w momencie, kiedy zaczęła się sypać mieszczańska i religijna codzienność holenderskiego życia. Theo wiódł bezwładny żywot przedstawiciela cyganerii: pil zażywał narkotyki, spal pod rożnymi adresami zawsze pewien, ze na weekendy może wrócić do Wassenaar.
Theo van Gogh był postacią bezkompromisowa, lubił przekraczać wszelkie granice i robił to, nie było dla niego żadnych świętości. Leon de Winter pisarz i reżyser syn ortodoksyjnych żydów został oskarżony przez Theo, ze używa "żydostwa "jako auto promocji W magazynie filmowym Maviola van Gogh napisał, ze Winter zaspokaja swoja żonę tylko wówczas, gdy owija swój penis drutem kolczastym, a podczas szczytowania wrzeszczy Auschwitz. Sprawa skończyła się w sadzie, gdzie Theo ostatecznie przegrał proces. Oprócz Żydów, także mocno zreformowane towarzystwo odczuło jego krytykę, kiedy nazwał Jezusa ta zgniła ryba z Nazaretu, Muzułmanów określał najczęściej mianem kozojebców (geitenneukers), burmistrza Amsterdamu Cohena nazwał hitlerowskim kolaborantem. Rozmaitym politykom i osobom publicznym, które go zirytowały życzył powolnej śmierci w strasznych męczarniach. Ian Buruma wspomina tez o drugiej stronie osobowości Theo, jako człowieka ciekawego świata, lubiącego ściągać na siebie uwagę innych, mającego dobre maniery i inteligentne zainteresowania .
Buruma starający się zachować dystans szkicuje po kolei sylwetki kolejnych bohaterów w swojej książce. Autor opowiada nam kim był zabójca Theo van Gogha, robi to starając się nakreślić szerszy obraz świata w jakim żyją dzieci emigrantów z Maroka i Turcji, którzy przybyli do Holandii w latach 50 i 60-tych. Barwnie opisuje wygląd "Miasta Talerzy" (chodzi o anteny satelitarne nastawione na odbiór programów z Biskiego Wschodu). Buruma próbuje, także wyjaśnić czytelnikowi skąd się wziął fonemem Pima Fortyna oraz barwnie szydzi z zbiorowej histerii jaka ogarnęła Holandię po jego zabójstwie. Analizuje drogę jaka przebyła Ayaan Hirsi Ali od zakutej w burkę wiernej córki Koranu do wścieklej anty-muzułmańskiej feministki, która dziś uważa Islam za najbardziej zacofana religie na świecie. Ayaan Hirsi Ali prywatnie dobra znajoma obecnego polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, z którym podobno razem chadzała na strzelnice, okazała się najzwyklejsza oszustka, która skłamała w oświadczeniu emigracyjnym, żeby dostać holenderski paszport.
W książce Iana Burumy oprócz Theo van Gogha, Ayaan Hirsi Ali, Pima Fortyna i innych ważnych postaci z świata holenderskiej kultury i polityki, pojawiają się tez inne osoby. Autor zadaje pytania emigrantom z krajów islamskich i ich potomkom, którzy mniej lub bardziej utożsamiają się z Islamem, o to co myślą o całej sprawie zabójstwa Van Gogha , czy chcieliby, żeby w Holandii zostało wprowadzone rygorystyczne prawo islamskie, co myślą o współczesnej Holandii o homoseksualizmie itd. Poglądy i odpowiedzi rozmówców są ciekawe, ale nie będę ich zdradzać. Uważam, ze książkę warta jest przeczytania, wciągnie każdego, nie można się nią znudzić. Dla polskiego czytelnika stanowi ona podwójna wartość ponieważ daje mu możliwość, w bardzo krótkim czasie uzyskania sporej ilości informacji o tym co się stało w Holandii i jak bardzo się ona zmieniła na przestrzeni ostatniego dziesięciolecia.
Patryk





Żartowanie wyłącznie z siebie nie tylko dowodzi rzeczywistego poczucia humoru ale pozwala w niektorych przypadkach zachować życie. Gdyby pan v. Gogh skupił się na wyśmiewaniu swoich filmów lub brzydkiej fizjonomi to zapewne dziś żyłby szczęśliwie.
To prawda poczucie humoru jest jak poczucie piękna.
Tylko jeśli ktoś ma takie poczucie piękna, że może stanowić zagrożenie dla otoczenia jeśli się tego nie opanuje (np. ktoś lubi zbierać śmieci)to trzeba interweniować.
Faszyzmu też nie uważamy za ot taką sobie brzydką ideologie (bo jesteśmy wolni i mamy prawo wyznawac każdą idelogię na jaką mamy ochotę)- tylko karzemy ludzi, którzy go propagują.
Co do naśmiewania się z Hitlera to pewnie dużo więcej Polaków niż Żydów się z niego naśmiewało przed II wojną światową. Ale jakie to ma znaczenie? Że naśmiewali się a potem zostali wymordowani? I co w związku z tym?
Jesli jakiś głęboko upośledzony prymitywny Polak, któremu do szkoły było "pod górkę" i nie zdołał się nauczyć, że setki tysiące Polaków w tych samych piecach krematoryjnych opusciło swój żywot takie "dowcipy" opowiada to powinien wylądować w sądzie za to. Rozumu mu nie przybędzie ale wspomnienie kary znięcheci go do dalszych "dowcipów". Tak jak zwierzęta, które nic nie rozumieją, ale jak zostaną ukarane to pojmą, że tak się zachowywać nie należy.
Niestety moje życzenia odnośnie karania "dowcipów" o masowych mordach chyba nigdy się nie spełnią.
link na video tutaj:
http://allochtonen.web-log.nl/allochtone...
zartuja faktycznie, z tego co ich zmieszy, ale tez z tego co ich przeraza.
akurat wpadlam na dyskusje na temat debiutu dziennikarza Roberta Vuijsje, Alleen maar nette mensen...ksiazka oblana nagrodami, i jednoczesnie skrzyczana niemilosiernie jako rasistowska/seksistowska sieczka.
dla ciekawych wklejam fragment z Pauw&Witteman
video tutaj:
http://allochtonen.web-log.nl/allochtone...
i absolutnie zgadzam sie, ze smiac nalezy sie umiec z siebie, ale czesto smiejac sie z innych tak naprawde smiejemy sie z wlasnych lekow.
Myślę, że ludzie żartują sobie po prostu z tego co ICH śmieszy. Kiedyś Żydzi żartowali sobie z Hitlera bo ich śmieszył. Polacy robią tak samo niesmaczne żarty o Żydach ("Czym się różni Żyd od chleba? - Chleb w piecu nie piszczy") jak Holendrzy robią o Turkach lub Papierzu ("Wat is het verschil tussen een dode Turk en een dode egel? Bij de egel staan remsporen")
Poczucie humoru jest równie względne jak poczcie piękna.
"Dla mnie granica jest granica dobrego smaku. Tyle,ze dla kazdego bedzie one gdzie indziej ech"
Dlatego jeszcze raz postuluje - śmiać się z samego siebie.
Żarty o Żydach, Arabach, Rosjanach, Polakach itp. choć moim zdaniem durne, nie śmieszą mnie - ale nie potępiam.
Jeśli ktoś ma kiepskie poczucie humoru, lub go nie ma za grosz, a ma za to chętnych do słuchania to niechaj słuchają.
Ale jeśli zaczyna się "żart" o masowych mordach to dla mnie jest zwykłą kryminalną propagandą takich czynów.
Jest jednak duża różnica między żartem z czyiś przywar narodowych lub stereotypów a "żartem" z masowych mordów (Auschwitz to tylko przykład).
Nie wierzę, że nikt nie dostrzega różnicy.
Jesli nagle zaczniemy traktować "żarty" o masowych mordach w kategorii kiepskiego dowcipu to po latach niejeden słuchacz uzna, że masowe mordy to w sumie nic takiego.
Dlatego uważam, że czasem śmieszne żarty o przywarach narodowych lub zwykle bardzo kiepskie i z wyrażnym celem obrażenia kogoś żarty natury religijnej ("dowcipy" o Papieżu były dowcipami religijnymi a nie z jego starości czy niedołężności. Gdyby papiez był zwykłym zniedołężniałym Karolem Wojtyłą z sąsiedztwa to zapewnie nikt by o nim dowcipów nie opowiadał) są niemiłe, warto tepić głupotę opowiadających takie "żarty" ale nie są czynem kryminalnym.
Bardzo wiele zalezy od intencji tworcy zartu. Wyznaczanie granic Darino tak jak proponujesz (czyli np. o Zydach wolno ale o Auschwitz juz nie) tworzy niebezpieczne precedensy. W takim razie jak ocenilabys upiorne zarty rysunkowe jakie pojawily w zwiazku z Papiezem - czy byl to zart religijny (wtedy taki dopuszczasz - czy zart ze starego, zniedoleznialego czlowieka ?) I wtedy rozumiem,ze ocena nie jest juz taka jednoznaczna. Uwazam,ze w sferze zartu umiar i takt jest najwazniejszy. Nie akceptuje zartow dotyczacych np. smierci Chrystusa ale nie akceptuje tez rysunkow satyrycznych przedstawiajacych Mahometa mimo,ze z islamem nie mam nic wspolnego. Dlaczego ? Bo zart to w istocie potezna bron i uzyta w nieodpowiedni sposob moze wyrzadzic wiecej szkod niz armia zaopatrzona w nowoczesna bron. Warto o tym pamietac. Dla mnie granica jest granica dobrego smaku. Tyle,ze dla kazdego bedzie one gdzie indziej ech :)
Igo mnie nie chodzi o wszystkie dowcipy, które w poczuciu niektórych mniej lub bardziej wrażliwych, lub mniej lub bardziej obdarzonych poczuciem lepszego lub gorszego humoru mogą obrażać (jak np. o charakterze religijnym czy narodowościowym).
Dlatego nie obrażam się na temat dowcipów z religii katolickiej czy dowcipów o Polakach (niektóre z tych kategorii mnie nawet rozsmieszają, często niestety swoją trafnością). I dlatego nie potępiam (choć nie odbieram prawa innym do obrazania się) dowcipów antysemickich, antyislamskich, antykatolickich, czy innych anty.
O dowcipach dzieci nie mówmy, bo trudno okreslać cokolwiek przestępstwem jak chodzi o dzieci. Skupmy się raczej na dorosłych.
To, że przeciętnie inteligentny człowiek powienin posiadać zdolność do rozrónienia z kim moze na dany temat pożartować to jedna sprawa a druga sprawa to zdrowe poczucie empatii i umiejętność zadania sobie krótkiego pytania „co ja bym czuł(a) gdyby ktoś zażartował ze mnie w ten sposób”.
Gdyby pan. V. Gogh pomyślał troszeńkę i sobie zadał pytanie: „gdyby moją bogatą mamunie lub tatunia, albo mnie osobiście, ktoś nagle zabrał brutalnie z domu, torturował, zniszczył godność a w końcu zamordował w okrutny sposób w obozie tylko dlatego, że jestem niebieskookim Holendrem, i nastepnie znalazł by się jakiś dowcipniś śmiejący się z mojej tragedii, to czy by mnie to rozśmieszyło czy wręcz przeciwnie”.
Gdyby w/w uczciwie sobie odpowiedział na w/w pytanie, że np. „dowcip wyśmienity” to wtedy nabyłby prawo do tego rodzaju dowcipów. Ale niestety droga zyciowa p. V. Gogha (bogatego gogusia) nie uprawnia go do tego rodzaju „dowcipów”. Czemu pan v. Gogha nie żartował nigdy ze swoich kiepskich fimów, skoro taki dowcipny. Tego rodzaju uwaga tyczy sie wszystkich, który wykazują zadziwiające poczucie humoru w stosunku do innych, a już w stosunku do siebie to tak trudniej.
Widze jedno wyjście i jedną wyraźną granicę – niech każdy żartuje sam z siebie. Wtedy zawsze będzie bezpiecznie i żart znowu będzie pełnił swoją podstawową funkcje rozśmieszania, zabawiania, wyładowywania negatywnych emocji.
Jeszcze raz podkreślam, nie chodzi o urazanie takich czy innych grup społecznych czy religijnych kiepskimi dowcipami („żart” o Auschwitz nie jest żartem antysemickim. Bo jak wiadomo w Auschwitz gineli nie tylko Żydzi) ale o próby ośmieszania ludzkich tragedii, potwornych dramatów, ciepienia, tortur i mordów.
Jesli zatem ktoś ma prawo do tego rodzaju „żartów” to ofiary lub rodziny ofiar. Jesli one chcą z tego żartować, to proszę bardzo, reszta niech pamięta, że milczenie jest złotem.
Dlatego uważam, że powinno się to rozpatrywać w kategoriach przestępstwa (dzieci z tego wyłączam, tak jak prawo wyłącza dzieci z wszelkich innych przestępstw). Coś jak propagowanie faszyzmu. Dziś faszyzm w Polsce jest zakazany i nie rozpatruje sie go w kategoriach niesympatycznej ideologii, która uraża innych a w kategoriach przestępstwa.
To jest ta kategoria , która nie powinna podlegać dyskusji. Reszta (kwestie religijne, narodowe czy tam inne) do uznania. Jak ktoś lubi opowiadac kiepskie dowcipy i wóda oraz dragi wyżarły mu mózg a ktoś inny też nadmierną inteligencją nie grzeszy i lubi je słuchać to prosze bardzo.
"o tym co się stało w Holandii i jak bardzo się ona zmieniła na przestrzeni ostatniego dziesięciolecia" oj bardzo się zmieniła Holandia w ostatnim dziesięcioleciu; oj bardzo; widac to niestety na każdym kroku; całkiem niedawno znajomy Holender odradzał mi szkołę w mojej dzielnicy bo "tam jest dużo dzieci obcokrajowców". Chyba z rozpędu zapomniał, że ja również się do nich zaliczam; ponad dekadę temu, czegoś takiego na pewno bym nie usłyszał; a może tak mi się wydaje bo podczas studiów miałem kontakt z całkiem innymi Holendrami. Takimi, którzy mi rowery namiętnie kradli:)
Mnie ciekawi glownie funkcja takich zartow. Staram sie nie negowac, ze moga wyrzadzic wiele krzywdy i przykrosci, ale jak swiat swiatem, smiech jest jakby nie bylo katalizatorem nieprzyjemnych wrecz tragicznych zadrzen. Poza tym wazen chyba jest aby miec swiadomosc z kim mozna na dany temat pozartowac. To oznacza rowniez swiadomosc mozliwosci urazy uczuc innej osoby.
Pamietam ze jako dziecko fascynowaly mnie absurdalne opowiesci i ' czarny humor' w stylu Jasia z za duza glowa, co go mama z beretem po kartofle wysylala, az po dowcipy o malych, wychudzonych wiezniach obozu, co dzieki swej posturze zawsze unikali zaglady.
Czy to mozna podpiac pod przestepstwo?
Pytanie naturalnie jest - jaka funkcje takie zarty stanowia?
bardzo gzaska jest granica pomiedzy - nazwijmy to niewinny zartem, potencjalnie podjudzajacym negatywne uczucia antysemicka wypowiedzia...ciezka sprawa.
Wydaje mi sie, ze jest po czesci kwestia upubliczniania pewnych wypowiedzi - a co za tym idzie odpowiedzialnosc osob publicznych i swiadomosc mozliwosci urazenia duzej grupy spolecznej. Pewne zarty uchodza jedynie w waskim gronie, w sferze publicznej, gdzie generalnie wszytsko mozna obrocic w zart.
A propo, nie wiem czy kojarzysz pare miesiecy temu liga arabska opublikowala, w ramach odwetu cartoony antysemickie na swojej stronie. I faktycznie zrodzilo sie wtedy pytanie na temat podwojnych standardow: co jest przestepstwem, a co dopuszczalne.
no i jak zwykle okazuje sie ze kij ma dwa konce. Tak czy siak, wydaje mi sie ze przedstawianie proroka w postaci swini (dunski cartoon), albo Anny Frank z Adolfem w lozku (cartoon na stronie Ligi) - sa/lub nie sa*/ w rownym stopniu przestepstem/lub prawem wolnosci*
*nie potrzebne skeslic
@Darina
mialam na mysli fakt, ze intencje nie zawsze sa czytelne, i mimo iz kazda wypowiedz potencjalnie moze kogos dotknac i obrazic, czesto intencje danej wypowiedzi nie sa bezdyskusyjnie jasne. Margines lezy pomiedzy tym co ktos komunikuje (probuje komunikowac) a tym jak to zostaje zrozumiane - a jedno i drugie zadko sie pokrywa, wydaje mi sie.
Z tego typu problemem, borykaja sie zawodowo szczegolnie kabareciarze, badz karykaturysci: wydaje mi sie, ze tak sie ma sytuacja ze slawetnymi cartoonami Mohameta - dla muzulmanina kazdy wizerunek proroka to swietokradztwo i obelga; a z punktu widzenia chrzescijanina, badz niewierzacego nie kazda karykatura ma na celu obrazac uczuc; czasem wystarczy, ze 'wentyluje' strach badz inne emocje.
Zgadza się Igo. Stąd tak wiele nieporozumień międzykulturowych.
To co dla jednych nie ma znaczenia dla drugich jest śmiertelną obrazą. Musimy sobie jakoś z tym radzić i uczyć siebie wzajemnie.
I czasem niestety nazbyt wrażliwi obrazeni muszą akceptować pewnego rodzaju żarty (np. na tle religijnym).
Natomiast sa pewne kwestie, które nie podlegają absolutnie żadnej dyskusji. Do nich zaliczam "żarty" o Auschwitz. Dla mnie takie "żarty" to zwyczajne przestępstwo.
Dzięki wszystkim za informacje.
Igo co miałaś na myśli mówiąc: "niemoc w określaniu granic i niemoc w przypisywaniu intencji".
ooo, fajnie, zaraz poszukam w księgarni internetowej :)
Czytając ta recenzję przypomniała mi się książka "Intelektualiści" Paula Johnsona.
tj: Dood van een gezonde roker
Daria wejdz na wiki.nl haslo -Ian Buruma ( w dzisiejszej notce tez masz link na te stone) tam masz wymienione publikacje, takze te wydane w Nl, ostatnia pozycja na liscie wydanych w nl to ta ksiazka tak sadze :-)
Ale zostałam zachęcona. Na prawdę. Odrazu po pracy idę do biblioteki.
Ja znam sprawę jak teraz widzę bardzo słabo z pewnego filmu dokumentalnego, który oglądałam bardzo wiele miesiący temu, gdzie Theo przedstawiony został jako biedna ofiara a jego morderca jako najgorszy zbir świata.
A na marginesie za ten tekst o drutach kolczastych i Auschwitz nieżyjący już (chyba niewiele osób jak widać po nim płakało) powinien iść na baaaaardzo dłuuuugie lata do więzienia.
Czy polski tytuł jest dosłownym tłumaczeniem holenderskiego?
@Darina
Tytul ksiazki jest De dood van gezonde roker - tak jak w tytule artykulu Partyka, Smierc zdrowego palacza. Podtytul jest doslownym tlumaczeniem,
cala dyskusja o wolnosci slowa jest niesamowicie trudna i interesujaca. Ososbiscie uwazam ze kabareciarz Hans Teeuwen w doskonaly sposob zilustrowal absurd naszej kultury - niemoc w okresleniu granic, i niemoc w przypisaniu intencji. POlecam fragment wystapienia Teeuwen przy okazji odsloniecia pomnika w locum delicti w Amsterdamie.
http://www.youtube.com/watch?v=gvOS9vsccJs
Dla tych ktorzy nie znaja historii, polecam niemiecki dokument: http://www.youtube.com/watch?v=9wbfApBFy...
A ksiazke chetnie przeczytam - bo faktycznie recenzja zachecajaca. Swoja droge, ciekawa sprawa, ze holenderska publicystyka coraz czesciej trafia na polski rynek wydawniczy.
Ksiązka dotarła, czytam narazie. Wiele moich obserwacji o Holendrach się potwierdza, wiele jest nowych wiadomości.
Syczenie na meczu z Ajaxem dobiło mnie. To jest jednak bardzo prymitywny naród.
Bardzo ciekawa książka. takich informacji o społeczeństwie holenderskim długo szukałem.
Warto tez troche krytycznie spojrzec na to co pisze Buruma. Nie tylko w tej ksiazce, ale rowniez w innych publikacjach dokonal bardzo ciekawej i trafnej krytyki (wzmianka o eksluzywnym klubie jest tu dobrym przykladem) Fragment o meczu z Ajaxem jest slaby -przypisywanie jakiemus narodowi antysemityzmu na podstawie zachowan paru psedokibicow niczego nie dowodzi. Chcialbym zaprosic Burume na mecz LKS-Widzew albo Legia - Widzew to by sie dopiero nasluchal antysemickich wyzywisk. Calna jest jego krytyka o zbyt pospiesznym zajmowaniu mienia pozydowskiego przez Holendrow - co nie swiadczy o antysemityzmie. Jezeli ktos szuka tezy, ze Holendrzy sa tacy i tacy to ja znajdzie, albo sam ja zbuduje w swojej glowie. Jacy sa Holendrzy widze to najlepiej na swojej ulicy jako jedyny cudzoziemiec, polowa sasiadow udaje , ze mnie nie ma i nie odpowiada na moje Dzien Dobry druga polowa z konca ulicy krzyczy mi czesc co slychac , choc napic sie z nami piwa.
Nie no, u nas tez sa wyzwiska. Sam dał przykład z Budapesztu gdzie skandowali "pociągi do Auschwitz czekają". Ale z tym udawaniem wpuszczanego gazu to wyjatkowo głupie. I robiło to pół stadionu.
Tylko, że to się działo w latach 60 tych. U nas pamięć o Auschwitz była zbyt świeża, żeby ktoś tak wyzywał.
W Amsterdamie długo domy pożydowskie stały puste. Jeszcze lata 70te to rozwalone kamienice w centrum.
gdy zaczeli budowac metro i przeprowadzili je przez dzielnice zydowską, gdzie trzeba było wyburzyć domu, były zamieszki tłumione przez policję.
Dodaj nową odpowiedź