holandia
29
19

Jestem przeciętniakiem

marzec 2010, Kategoria: Na marginesie

mój murek bez sensuJestem mężczyzną po 50-tce.

Burn out mam już za sobą.

Ten wiek jest dla mężczyzny wiekiem rozrachunku z życiem.

W tym wieku dojrzewa świadomość, że to co już miałem w życiu osiągnąć to osiągnąłem, a czego nie osiągnąłem to już nigdy nie osiągnę.

Pierwsze 50 lat życia było pogonią. Pogonią za światem, za innymi ludźmi, za modą, za sukcesem.

Jestem już po 50-tce i dostałem zadyszki od tej pogoni. Stanąłem i próbuję złapać mój astmatyczny oddech. Reszta mnie mija, potrącając, ciężko dysząc i w przelocie uśmiechając się do mnie miło ciesząc się w duchu, że znowu kogoś wyprzedzili, albo przeklinając, że stoję im w drodze.

Całe życie chciałem być w czymś dobry.

Tak naprawdę dobry, wyjątkowy, wybijający się ponad przeciętność, lepszy niż inni. Mieć nadzwyczajny talent.

Chciałem aby mnie ceniono za to co umiem. W ciągu tych 50 lat odkryłem w sobie kilka talencików. Potrafiłem to i owo nieźle wykonać ale tylko „nieźle” a to jest za mało. Umiem parę rzeczy nieźle ale nic naprawdę dobrze. Są tysiące a może  miliony co umieją to lepiej ode mnie.

Ktoś powie, że powinienem się z tym, pogodzić, że nie jestem geniuszem. Ale to by znaczyło, że powinienem pogodzić się z moim przeciętniactwem. To jest łatwiej powiedzieć niż wykonać. To jest trudne. Może nawet tak samo trudne jak przyznać się przed sobą samym dlaczego chciałbym być nieprzeciętnym człowiekiem.

popularne29 komentarze

user eMarcel

Hmm… Właśnie “wszedłem” w lata 30-ste. Tak przeczytałem ten post i mogę powiedzieć że podążam podobną ścieżką, w branży IT. Pomimo że przewyższam umiejętnościami kolegów Holendrów z pracy nadal staram się być najlepszy na arenie międzynarodowej, ale nie mogę ponieważ robię wiele rzeczy jednocześnie zawodowo. Np. trudno się skupić na jednej technologii i wyspecjalizować się do poziomu ponad przeciętnego.
Ale do czego zmierzam ? Ano do tego że chciałbym zapytać autora postu o rady, jako doświadczonego człowieka, mentora dla młodych którzy właśnie weszli na te same ścieżki życia kariery zaczęli najbardziej produktywne 20 lat w swoim życiu codziennym i zawodowym…

Pozdrawiam serdecznie i życzę następnych wspaniałych 50 lat. 100 LAT!!

user rufus

Przezyc na tym swiecie owe 50 lat bez wojny,glodu z dostepem do biezacej wody i lodowki to juz jest coś … wyscig trwa i gonitwa nabiera tempa a o koszulke lidera coraz trudniej…

Andrzej

eMarcel: dobrych rad dawać nie mogę bo sam nie znam. Na pewno trzeba być otwartym, szczerym i zawsze bronić swoich racji. Wydaje mi się (w czym nie powiem nic nowego), że aby osiągnąć szczyt trzeba iść swoją drogą, za głosem serca, nie zaważając na nic. Tylko wówczas powstaje czasami problem, że tacy ludzie osiągają co chcą i stają się mistrzami w swoim rzemiośle ale za cenę izolacji, samotności, wręcz wrogości otoczenia. Samotni na szczycie.
No i rufus też ma rację.
Myślę, że i tak należymy do tej stosunkowo niewielkiej uprzywilejowanej grupki ludzi na świecie, wobec olbrzymiego oceanu beznadziei i zacofania (o biedzie nie napiszę, bo bieda umysłowa jest w każdym kraju, nawet w tych co mają bieżącą wodę i lodówki)

Mara

a ja wierzę, ze kazdy czlowiek został obdarzony wyjotkowy darem, i wyjatowym unikalnym talentem, tylko nie każdy potrafi odkryc na czas to w czym jest zajebiscie dobry.
Jeżeli choc o droge na szczyt, to co jak co ale w Holandii duzo trudniej umoscic sobie gniazdko w swoim wymarzonym stanowisku,tutaj wiekszosc wygodnych foteli tutaj juz jest dawno zajeta. Tutaj w tym poukladanym kraju, trzeba podarzac swoja drogą, tutaj trzeba sie rozpychac by wcisnac swoje szanowne cztery litery.
Tutaj wszystko dzieje sie zdecydowanie wolniej, przewroty nagle cudowne awanse, tutaj sie nie zdarzaja, tutaj tgrzeba udowodnic masa czasu i pracy ze jest sie wiecej niz dobrym.
W Polsce mamy mloda gospodarke, gdzie wszystko pedzi zmienia sie ludzie ryzykuja, u nas zdarzaja sie rzczy nie przewidywalenie cudowne, tutaj niestety Nie. Nczego nie pogonisz, nic nie obalisz, tutaj kazdy dzien ma swoj ryt, i tzreba czekac na wlasciwy czas.

Zaluzmy wiec ze wpadamy tutaj jako uksztaltowani ludzie, mamy 30 na karku, uksztaltowany stosunek do swiata, wiadomosc, wiedze, umiejetnosci, ale wpadamy w calkiem nowe otocznie, nie znamy jezyka tubylcow, zasad gry.
Jestesmy wiec zmuszeni zaczac od zera, i udawadnic samym sobą, że nie jestesmy troglodytami :-)
czy nam sie to uda to juz zalezy od naszych predyspozycji psychicznych i wytrwalosci, i samozaparcia.

Uwazam ze emigrant ma zdecydowanie mniej czasu od konkurencji np. z Holandii.
Jego konkurencja choc jest w tym samym wieku to ma duzo latwiejszy start. Rowiesnicza konkurencja choc jest rozleniwiona i rozpasana, ma najwiekszy atut nie musi doskakiwac do punktu zerowego. Punkt zerowy, osiagnela bowiem w momecie urodzenia sie np. w nl ( znaja jezyk i znaja zasady gry)

tak sobie mysle że My musimy w pzreciagu 10 lat doskoczyc do punktu zero i dorownac do szerego, tak by w wieku 40 lat wyrownac szanse. Potem zostaje nam juz tylko 10 lat na to by wyskoczyc ponad przecietnosc, to jest trudne ale mozliwe.
Zdecydowanie barwniej rysuje sie nasza przyszlosc, w wypadku wyemigrowania 1o lat wczesniej tj, w wieku 20 lat. Wtedy mamy dodatkowe 10 lat a to dos sporo.

user Karina

Kiedys juz pisalam ze wychowywano mnie w wierze iz nie nalezy byc jedna z miliona lecz jedna na milion. Uczucia bycia przecientnym, szarakiem to cos czego mam nadzieje nigdy nie doswiadczyc; ani za rok, ni za 20 lat…

Kazdy z nas ma jakies mocne strony. Ignorowanie ich a jednoczesnie walka z wlasnymi slabosciami prowadzi do stania sie przecietniakiem. Nie taki byl zamiar tego kogos lub czegos co nas stworzylo.

Wielu sie ze mna zapewne nie zgodzi, ale co mi tam…

user Karina

;-)

Mara

Karina to nie jest wazne co ty myslisz o sobie tylko jak jestes postrzegana przez innych. Jezeli twoj nowy jezyk przypomina dzwieki troglodytow, to wlasnie tak bedziesz postrzegana jako polczlowiek lub nie czlowiek.
Powtarzam ladujac tutaj, w wieku np. 3o lat, na 100000% nie wladasz holenderskim w takim samym stopniu co ojczystym. Ponad to nie znasz zasad rządzacych tym nowym dla ciebie swiatem.
Musisz wiec w oka mgieniu nadrobic to wszystko i jeszcze udowodnic to ze jestes jedna na milion, i warto na ciebie postawic.
Wybacz ale to ze ty myslisz ze jestes zajebista to nie znaczy ze inni musza myslec tak samo.
Prawda jest jednak taka ze bez samouwielbienia i tupetu nic nie osiagniesz w zyciu. Pewqnego rodzaju pewnosc siebie i swiadomosc swojej wartosci pomoga zagranica. Tutaj szczxegolnie trzeba byc pewnym swego i konsekwentnym.
Trzeba jednak pamietac ze na to wszystko mamy zdecydowanie mniej czasu niz nasi holendersy rowiesnicy, takie jest zycie.
Chcac wiec zmienic swoja pozycje musisz zaczac scigac sie ze swiatem, bo wszystko co dobre jezeli chodzi o zycie zawodowe zdarza sie od 40-50 lat.
Takie sa relia, pozniej nikt juz nie bedzie inwestowal czasu, w pracownika ktory byc moze jest zajebisie dobry.

user Karina

Mara - bullshit! Wlasnie o to chodzi mnie bardzo malo interesuje to jak widza mnie inni. Najwazniejsze ze dla mnie to, ze zyje w zgodzie ze soba. Kazdy postrzega ludzi w inny sposob, nie mozna dogodzic wszystkim, wlasnie wtedy zatraca sie samego siebie. To co jedni nazywaja arogancja inni nazywaja swiadomoscia swej wlasnej wartosci i przynaleznosci.

Byc moze wyraze sie niegrzecznie, ale wisi mi i powiewa to, czy inni mysla, ze jestem ”zajebista”. Zawsze bylam i jestem soba i to stanowi moja najwieksza wartosc.

Natomiast to jakim trzeba byc tutaj w Holandii odkrywam kazdego dnia i moim zdaniem z bardzo dobrym skutkiem.

user Enelka

Mysle,ze wiem o czym mowi Mara i przyznaje Jej w 100 % racje. Karino - to nie jest kwestia tego czy jestes osoba wyjatkowa, utalentowana - bo mozesz taka byc. Ale to sie ma nijak do tego jak bedzie postrzegal Cie swiat a od tego niestety bardzo wiele zalezy w zyciu zawodowym (a mysle,ze o tym w tej chwili mowimy). Zludzeniem jest myslenie,ze jestem swietna i caly swiat to zauwazy …moze zauwazy ale bedzie to za lat 30 gdy bedziesz myslec juz o emeryturze. Oczywiscie mowimy tu o realiach emigracji. W tym czasie Twoj holenderski rowiesnik bedzie odcinal kupony od swoich osiagniec bladzac myslami po Szczesliwych Wyspach Emerytury. I to jest gorzka refleksja.

user Karina

Gorzka refleksja tych, ktorym niewiele w zyciu sie udalo a winy szukaja u innych zamiast u samych siebie. To czym emanujesz udziela sie swiatu i wplywa na jego reakcje. Kazdy tutaj dzieli sie wlasnymi doswiadczeniami, rowniez ja. Skad wydaje ci sie wiedziec jaka jest moja pozycja w stosunku do mojego holenderskiego rowniesnika?

user Darina

Ja też, ja też - jestem przeciętniakiem.
Ale czy muszę być jakaś wyjątkowa?
Tak kiedyś myślałam, ale od pewnego czasu coś się we we mnie odkręca.
Nagle dostrzegłam, że wypruwałam sobie flaki w Polsce żeby “coś osiągnąć”.
Coś tam zrobiłam, co tam mi się udało, a coś nie.
A czy ktoś to pamięta kim ja kiedyś byłam i co robiłam. Ja to ledwie pamiętam - choć wcale nie minęło dużo czasu. Zdołałam podczas tej “kariery” zachorować, i te pieniądze, które może i więcej zarobiłam wydawałam na lekarstwa.
Czy ja znowu muszę sobie flaki wypruwać żeby udawadniać INNYM , że jestem dobra.
Przecież sobie nie muszę udowaniać, że jestem dobra. Całe te nasze “kariery” robimy żeby inni widzieli.
Ale jacy inni?
Najczęściej prawie obcy ludzie, lub nienajzyczliwsi.
Przecież przyjaciele kochają nas zawsze. Nie patrzą czy jesteś ubogą studentką, zbierającą w wakacje truskawki w Szkocji czy np. panią kierownik gdzieś tam.
Przyjaciół to nie obchodzi, a wróg choćbyś się w Boga zamienił to i tak znajdzie drzazgę w twoim oku.
Czy ja znowu muszę sobie flaki wypruć i zdrowie stracić, żeby … dla przyjaciół dalej to nie miało znaczenia, wrogowie dalej szukali i udowadniali dookoła , że itak jestem beznadziejna a po latach ani jedni, ani drudzy o tych “sukcesach” i tak nie pamiętali.
Pewnie powiecie, że to naiwność, ale ja już nie chce ludziom udowadniać, że jestem super. Nie chce kariery, albo raczej współczesnego pojęcie “kariery”. Chcę lubić swoją pracę, cieszyć się rano, że idę rano do pracy a wieczorem cieszyć się, że kładę się obok kogoś kogo strasznie kocham.
To wszystko! I obym zdrowa była i zdrowa umarła w późnej starości - oto plan mojej kariery.

user Karina

Darina, czegos tutaj nie rozumiem…

”Całe te nasze “kariery” robimy żeby inni widzieli.” - wydaje mi sie, ze zycie i praca w poczuciu ze robimy to tylko na pokaz dla ”innych” nie moze przyniesc innego efektu jak tylko rozczarowanie.

Nie, nie musisz byc wyjatkowa, chyba ze tego sama chcesz.

user Zosia

Darina i tak trzymaj! Nie rob nic na pozor!Najwazniejsze jest w zyciu to, z czego Ty i Twoja rodzina jest zadowolona i szczesliwa!Ja nie zrobilam zadnej kariery zawodowej, ale zrobilam i nadal robie dla SAMEJ SIEBIE zrobilam wielka kariere rodzinna.Maz i moje dzieci doceniaja mnie i to jest najwazniejsze.Nie ma nic piekniejszego, kiedy ktos(w tym wypadku dzieci nasze)sa tak wdzieczne za nasza pomoc na ktora zawsze moga liczyc.To jest najwazniejsze Darina a co inni mysla i sadza to ich sprawa.Krytykowana bedziesz zawsze czy dobrze zrobisz, czy zle.Nigdy nie bierz pod uwage opinie innych!Kieruj sie zawsze tylko swoimi uczuciami!Tak jak piszesz,tylko prawdziwi przyjaciele zrozumia ciebie!Musze jednak zaznaczyc,ze robienie na pokaz to jest typowo polskie.Z gory wiem, ze zostane “oblana” krytyka ale ja mam gruba skore:-)Setki razy spotkalam sie z tym faktem bedac w Polsce.Czesto niedowierzalam, ze ludzie przykladaja tak wiele wagi do tego co inni powiedza, co inni pomysla co inni sadza co inny zdobyli itp.Uwazam, ze pogon za kariera(zawodowa) na dluszsza mete nie da pelnej satyswakcji.Moze sie myle,ale widze w swoim srodowisku wiele przykladow “karierowiczow”ktorzy juz w mlodym wieku zmeczeni sa zyciem.
Ps.Co to jest wlasciwie KARIERA?

user Karina

Kariera jest dla kazdego czyms innym, nasze wlasne mozliwosci sa jej granica, a osiagniecie celu - jej ukoronowaniem. I oby kazdy z nas mial wytrwalosc do niego dazyc!

user balkonende

Czlowiek wyjatkowy pozostaje nierozpoznany.
Doskonala cnota, nie tworzy niczego.
nie ma mnie - jest prawdziwym ja
A najwiekszym czlowiekiem
Jest Nikt.

user Darina

“Całe te nasze “kariery” robimy żeby inni widzieli”

Chciałam uściślić, że mówie wyłącznie o sobie.
Dopiero niedawno odkryłam, że ja sama dla siebie nie potrzebuje kariery - w tym potocznym rozumieniu.
Zadałam sobie pytanie. Czy jak wylądowałabym na bezludnej wyspie to też potrzebowałabym karierę zrobić - gdybym miała pewność, że nikt tego nie zobaczy i nie będzie “pod wrażeniem” (jeśli go cenię) lub będzie kipiał ze złości (jeśli za sobą nie przepadamy).
I odpowiedziałam sobie na to pytanie.
A nie było łatwo. Bo lata towarzyszyło mi przekonanie, że robie to bo chce.
Dopiero z holenderskiego dystansu (i to nie odrazu) odkryłam, że jak dziecko działałam pod wpływem innych: żeby tatuś był dumny, lub żeby wrednemu koledze w “pięty poszło” a zazdrosna koleżanka zzieleniała ze złości itp.

I dla mnie teraz kariera to - radość z tego co się robi, że chce się iść do pracy, a po pracy, opowiadać z przyjemnością co się działo, co mnie rozśmieszyło itp.
A nie stanowisko i to, że ktoś mi sie w pas kłania, a ja wiem, że gdybym straciła to stanowisko to ten ktoś nawet by mnie na ulicy nie poznał.

user Darina

I wiem, że to naiwność, ale jeśli uda mi się dozyć starości w tej naiwności to poczytam sobie to za … sukces.

user Foxxiu

Darina…. opisałaś dokładnie to, co ja też chyba w końcu odkrywam :)

user eMarcel

Darina,

Zgadzam się z tobą. Najważniejsze to iść do pracy z uśmiechem. I muszę przyznać że w Holandii to nie jest obce zjawisko…

Mara

Ciesze sie ze jestescie az tak: szlachetni, wolni i beztroscy, od trosk dzisiejszego swiata.
Ciekawe czy napewno do waszej 50-60 nadal bedzie wystarczac wam poklepywane po ramieniu i cieple slowa.
Cikawe czy wasza kraina wszech- szczesliwosci nie runie gdzies przy emeryturze.
Ciekawi mnie czy z takim samym zapalem co dzis bedziecie wykonywac te same obowiazki, i te same zadania.
Osobiscie watpie- czlowiek jest tak skonstruowany ze w tym co robi stara sie dojsc do perfekcji, a tylko po to by wyznaczyc sobie kolejna nowa poprzeczke.
W koncu zas na zakonczenie niby opinia swiata nie jest wazna, ale jezeli chodzi o nasze zycie zawodowe, to niestety ta opinia wazy na naszej dalszej drodze zawodowej.
W koncu zas po co nam kariera zawodowa, ano po to by miec kase, by moc zrealizowac wszystie inne prywatne juz marzenia, lub by w spokoju oddac sie pasji wkoncu na emeryturze.
Uwazam ze pieniadze nie daja szczescia, ale jednak cholernie ulatwiaja zycie Twoje i Twoich bliskich.
Tak na zakonczenie myslac o rozwoju i parciu do przodu wcale nie mam namysli, zrywaniu najwiekszej ilosci ogorkow, czy ladowaniu jaknajwiekszej ilosci samochodow. ( zaznaczam ze nie chodzi o to by wszyscy byli inzynierami, nawet pracownik fizyczny moze miec swoja droge zawodowa i napewno o niej mysli) Dojscie do perfekcji w szybkosci i sile zagwarantuje nam jedynie to, ze na stale przykuja nas do zajec do troglodytow, bo po co ruszac kogos kto jest zajebiscie silny zwinny i nie sprawia klopotow.
Uwazam ze na kazdym stanowisku mozna sie i ukrycie kazdy pracownik w kazdej firmie mysli o tym. By moc sie jednak rozwinac z ladowacza na wasko wyspecjalizowanego ladowacz co koordynuje zespol ladowaczy, to musimy pokazac ze mamy nie tylko slile i spryt ale i mozg. Mosimy wiec zajebiscie szybko nauczyc sie formulowac nasze mysli pomysly w sposob powszechnie zrozumialy w tym kraju. Czas bowiem goni do przodu, a wraz z nim nasze lata a wraz z nia odchodzi nasza elastycznosc i szybkos uczenia sie wszystkiego co nowe. Czlowiek mlody jest jak gabka uczy sie szybko, a jego mlody wiek gwarantuje dluga uzytecznosc dla firmy. Na takiego konia sie stawia.
Z tad wiec pochodza te moje przemyslenia o malej ilosci czasu,

user jacer

Mara, a co ty się przejmujesz starością. Zeutanazjujesz się i po problemie.

A tu cos do przeczytania: http://tnij.org/f8qj

>Karina, co to znaczy być przeciętnym i szarakiem?

user Karina

Jacer - to kim sie staniesz, gdy bedziesz ignorowac zamiast rozwijac swoje zdolnosci i mocne strony.

user Enelka

“Gorzka refleksja tych, ktorym niewiele w zyciu sie udalo a winy szukaja u innych zamiast u samych siebie.”

Usmialam sie Karina ale raczej z Twojej naiwnosci :) Ale jesli naprawde masz tyle zapalu i wiary w siebie - zycze Ci absolutnie powodzenia.
Dla mnie kariera to slowo bez znaczenia. Najfajniej w zyciu jest robic to co sie lubi - dla jednych bedzie to piecie sie po szczeblach zawodowych, dwie prace, branie plac zleconych do domu. Dla innych - praca, ktora daje satysfakcje ale ktora nie meczy Cie koszmarami nocnymi. Rano nie budzisz sie zlana potem,ze znow musisz isc do pracy. Dla innych po prostu bycie matka i gospodynia domowa - wcale nielatwa i nie dla wszystkich bo to etat bez normy godzin :) Kazdy musi znalezc swoje szczescie takze w sensie zawodowym. Ja akurat umieram przy czynnoiscaich nie wymagajacych kreatywnosci - inni ciesza sie gdy codziennie moga robic dokladnie to co wczoraj. Kazdy jest wyjatkowy pod tym wzgledem - tak jak jestesmy chudzi, grubi, lysi i owlosieni …na szczescie :)

user jacer

>Karina.

aaa, bo myślałem, że chodzi ci o tzw. gwiazdorstwo :)

user Karina

Droga Enelko, kazdy powinien sie rozwijac w kierunku w ktorym chce i na ktory pozwalaja mu wlasne mozliwosci. Nie rozumiem dlaczego kobiety ktore wybraly kariere ”zony i matki” oscentacyjnie krytykuja te zwiazana z ambicjami zawodowymi. Nie lacz spelnienia zawodowego z nieprzespanymi nocami i ”obowiazkiem” pojscia do pracy. Absolutnie nie rozdzielaj kariery zawodowej i rodzinnej, poniewaz jedna nie wyklucza drugiej.

Swoja droga ciekawe ze wlasnie ta uwaga rzucila ci sie w oczy…mowi to wiecej o tobie niz myslisz.

user Enelka

Karino - rzucila bo zacytowalas moje okreslenie :) Mozesz sie bawic w psychologa jesli masz ochote ale przy tym “ogromie wiedzy” jaki o mnie posiadasz to moze byc wrozenie z fusow. Pierwsze pudlo: nie wybralam kariery zony i matki bo …nie jestem matka :) Kula w plot. Nie sil sie wiec na dalsze strzaly. Moje refleksje oparte sa na obserwacji znajomych i swoich wlasnych. Wlasne ? Podobnie jak Darina w pewnym momencie mojego zycia praca odbila sie na moim zdrowiu. Myslalam tak jak Ty,ze “moge wszystko” :) ale nie moge. I juz wiem - nigdy wiecej. Znam juz swoje priorytety w zyciu, poza praca wazne sa tez pasje, ktore pozwalaja cieszyc sie zyciem, ladowac akumulatory, przyjaciele i milosc. Niekoniecznie w tej kolejnosci :)I tak wlasnie robie i wreszcie wiem,ze zyje :) I tego - bez zlosliwosci Ci zycze bo uwazam,ze kazdy tak jak piszesz ma swoja droge. Obys Ty takze poznala swoja (jesli jeszcze nie znasz) i byla szczesliwa.

user Karina

Enelko, moje refleksje oparte sa na doswiadczeniach wlasnych to po pierwsze, po drugie na obserwacji srodowiska w ktorym zyje. Wnioskuje iz pomijajac fakt iz obie bardzo sie roznimy, srodowiska w ktorych sie obracamy sa rowniez bardzo od siebie rozne.

user Enelka

Karino, nie wiem w jakim srodowisku sie obracasz wiec nie moge wnioskowac czy w roznych. Ale z pewnoscia sie roznimy i osobiscie nie widze w tym nic zlego.

user Enelka

A co do rozwoju wlasnych mozliwosci to wlasnie Holandii zawdzieczam to,ze moge odkrywac i rozwijac swoje pasje. To tak na marginesie i to wielki plus mojej emigracji :)

dodajDodaj komentarz