Duch czasu: czyja sperma?!
Jest kilka możliwości;
- Adoptacja jakiegoś dziecka z biednego kraju - co nie zawsze wchodzi w grę gdy dany sierociniec usłyszy, że ich dziecko idzie do domu "pedałów".
- Wynajmu kobiety (w wypadku homoseksualistów) jako "nośnika" własnego dziecka.
- Wynajmu mężczyzny (w wypadku lesbijek) jako dawcy spermy.
Te dwie kobiety wybrały sobie mężczyznę; znajomego który w szpitalu w Delftzijl zdeponował swoją spermę w celu sztucznej inseminacji jednej z pań. Pani według planu urodziła dziecko, ale... murzynka!
Para postanowiła dowiedzieć się skąd ta sperma i kto jest prawdziwym ojcem ich dziecka. Szpital milczał jak grób i dopiero sprawa sądowa poruszyła sprawę dalej.
Okazało się, że w szpitalu był znaczy bałagan w administracji spermy i nie bardzo wiadomo do kogo należały które fiolki z tym życiodajnym płynem. W śledztwie wyszło na jaw, że w tym samym czasie gdy spermę oddawał kolega lesbijek w oddawał ją także pewien Arubijczyk dla swojej przyjaciółki która miała problemy z płodnością. Najwyraźniej wygląda na to, że jego spermę pomylono ze spermą białego kolegi lesbijek. Szpital niechętnie lubi przyznawać się do błędów. Danych tego Arubijczyka nie posiadał wiec na własną rękę podjął się kontakt z tą arubańską mamą ale ta odmówiła współpracy jako, że ten jej facet już dawno zginął z horyzontu, poza tym nie miała w ogóle ochoty obarczać go ojcostwem i problemami szpitalnego bałaganu i lesbijskiej pary.
Szpital odmawia komentarza.
Ostatnio widziałem sceny holenderskich pań i panów które z małym murzynkiem w ramionach wysiadają z samoloty ze zburzonego trzęsieniem ziemi Haiti. Te bogate, bezpłodne białe panie które korzystając z tragedii w biednym kraju zdołały w przyspieszonym tempie (2 dni) załatwić adopcje i wyrwać te dzieci z biedy, z ich ojczyzny - do bogatej Holandii. Przez chwilę musiałem pomyśleć o dzieciach Zamojszczyzny.
Czytałem wspomnienia pewnej Chinki, zaadoptowanej w holenderskiej rodzinie:
"mając 9 lat stanęłam przed lustrem i po raz pierwszy zobaczyłam, że mam skośne oczy. Wyglądam zupełnie inaczej niż moi rodzice. Od tej pory zaczęłam czytać wszystko o Chinach. Zaczęłam jeść ziemniaki pałeczkami. Najstraszniejsze dla mnie było to, że gdybym spotkała moją prawdziwą matkę nie mogłabym z nią porozmawiać bez tłumacza. Moi przybrani rodzice stali bezradni"




Nie ma skutku bez przyczyny. Gdyby biologiczni rodzice nie wyrzekli sie swoich dzieci, to dzieci te nie byly by adoptowane. Co zlego jest w podarowaniu dziecku spokojnego, szczesliwego dziecinstwa? Nie wspominajac juz o ogromnych szansach na przyszlosc, ktore od tych adopcyjnych rodzicow otrzymaly? Jezeli dziecku mozna pomoc, to niewazne sa dla mnie przeslanki ktorymi kierowali sie adopcyjni rodzice podejmujac decyzje o adopcji. Najwazniejsze jest to, ze dziecko bedzie sie wychowywac w rodzinie, ktora temu dziecku zapewni bezpieczenstwo, cieplo rodzinne i milosc.
Moze od troche innej strony. Niestety nie pamietam gdzie ale w jednej z holenderskich czasopism byl ciekawy artykul o dzieciach poczetych metoda in vitro, ktorych matki skorzystaly z banku spermy. Wstrzasajace - oni maja poczucie,ze gdzies na ulicy moga spotkac swoje rodzenstwo o ktorym nie maja pojecia. Doszukuja sie podobienstw u swoich narzeczonych czy aby nie sa takim wlasnie rodzenstwem. U czesci staje sie to obsesja ...to moze wazny przyczynek do dyskusji nad tym tematem bo akurat od strony dzieci nikt sie chyba nad tym problemem specjalnie nie pochyla. Artykul dawal naprawde sporo do myslenia. Zreszta chyba dlatego o ile wiem - mezczyzna nie moze byc juz anonimowym dawca. Tak bylo wczesniej i jak jeden z panow wyznal ma okolo 80 dzieci ...
Wiele lat temu, kiedy jeszcze nie miałam pojęcia, że kiedyś wyląduje w Holandii na stałe oglądałam program telewizyjny o tym jak pewne małżeństwo holenderskie adoptowało dwoje dzieci z Polski. Było to rodzeństwo w tym jedno dzieciątko było niepełnosprawne. W Polsce nie było szans na adopcje obojga. Następnie z Polski zadzwoniono do tej rodziny, że matka biologiczna rodzeństwa jest znowu w ciąży i czy by nie chcieli jeszcze jednego dziecka adoptować. Nie pamiętam ale to chyba jeszcze było w trakcie sprawy adopcyjnej tej pierwszej dwójki. Zgodzili się. Jakiś czas potem dostali taki telefon. W efekcie zostali rodzicami zamiast dwójki tak jak chcieli to czwórki rodzeństwa. Pamiętam, że kupili wtedy większy dom. A te małe były takie szczęśliwe w swoim nowym życiu.
Przepiękna i autentyczna historia. Dziś pewnie te małe już nie są takie małe. Pamiętam, że chciało mi sie płakać.
Ciekawa jestem co się z nimi teraz dzieje.
Wiesz Enelko, tak mnie zmobilizowałaś do przemyślenia tego o czym napisałaś, mianowicie o tego rodzaju problemach psychicznych mogących u niektórych poczętych in vitro wystąpić.
Nie wiem, nigdy nie rozmawiałam z nikim poczętym in vitro mającym tego rodzaju problemy.
Ale tak sobie pomyślałam, że w zasadzie nikt z nas poczętych metodą naturalną do końca nie może być pewnym czy jakiś jego brat lub siostra nie mieszka w sąsiedztwie.
Paru rekordzistów pewnie i by sie znalazło, którzy zostali tatusiami dziesiątek dzieci nic o sobie wzajemnie nie wiedzących - poczętych jak najbardziej drogą naturalną.
W każdym razie, tego rodzaju problemy z obsesją brata czy siostry u poczętych in vitro (z czasów kiedy dawca był anonimowy) to jest oczywiście przykre, ale w zasadzie problem został na skalę masowa opanowany (przynajmniej sama napisałaś, że nie można być już dawcą anonimowym - ja nie wiem tego).
Tak czy inaczej ja chyba raczej zaliczyłabym to do jednych z wielu setek problemów psychicznych i emocjonalnych prawie wszystkich ludzi.
Każdy ma jakiś swój "sekrecik" i coś co mu w sferze emocjonalnej dokucza mniej lub bardziej. Więc tego rodzaju problem raczej jest jednym z wielu i tak jak napisałam w zasadzie może dotyczyć każdego. Nie jestesmy aniołami stróżami naszych rodziców od dnia ich wejścia w dorosłość. Wszystko i każdemu może się zdarzyć.
A plusem jest to, że jeśli dwoje młodych ludzi mających sie "ku sobie" wie, że zostali poczęci in vitro od anonimowego dawcy, zawsze mogą zrobić sobie badania. Gorzej jest gdy spotka się rodzeństwo poczęte naturalnie przez wesołego tatusia i nic nie wie o swoim pokrewieństwie i przez fakt poczęcia naturalnego nei przyjdzie im do głowy zbadać pokrewieństwo.
Nie do konca rozumiem o czym wlasciwie jest ten artykul??? I chyba nikt nie jest w stanie tego wyjasnic!!!
Dodaj nową odpowiedź