Żwir pod nogami
Wolni Najmici z Kalifornii: Najmici.net. Nadzwyczajna strona nadzwyczajnego człowieka: Piotra Szymańskiego. Poniżej kopiuję te wspomnienia z nieistniejącej strony najmitów w niezmienionej formie sprzed 30 lat:
Jest 1 września 1982 roku.
Boeing 747 KLM-u, a w nim my; polscy uchodźcy. Ja i żona; mamy po 27 lat i nasz 4 letni synek.
Pilot mówi coś po angielsku – rozumiemy tylko jedno słowo: Amsterdam.
Samolot leci z Australii do Amsterdamu. My wsiedliśmy do niego na przystanku w Wiedniu. Wnętrze samoloty to już dla nas wielkie przeżycie - istna wieża Babel, nieznana egzotyka; ludzie w turbanach i kapeluszach cowboyskich, wszystkich narodów i maści. Przypomina mi to klientele baru z filmu “Star Wars”.
Lądujemy na Schiphol – tak nazywa się lotnisko pod Amsterdamem.
Następny szok: port lotniczy, wydaje nam się, że wyszliśmy z samolotu w XXI wiek. Ruchome chodniki, ekrany, neony, błyszczące przepychem sklepy Tax-Free. Za dużo danych aby mój umysł zdążył to przerobić i zrozumieć.
Pracownik MSW w towarzystwie młodej polskiej dziewczyny-tłumaczki przeprowadza nas, półprzytomnych z wrażeń, przez ten obcy nam świat. Wychodzimy z budynku i wsiadamy w autokar.
Gdzieś nas wiozą, nie interesuje mnie gdzie. Patrze na ten nowy świat przez okno autokaru. Plątanina autostrad, taka jaka znam z amerykańskich filmów. Jest pochmurno i zaczyna padać. Tłumaczka żartuje, że to typowa holenderska pogoda. Zjeżdżamy z autostrady i jedziemy zwykłą szosą; ach, co ja mowie “zwykłą” – takiej szosy nigdy w Polsce nie widziałem; asfalt czarny i gładziutki, pięknie wymalowane pasy i inne oznakowanie drogi, równiutkie krawężniki, po obu stronach jeszcze lepszej jakości drogi rowerowe... Właśnie drogi rowerowe! A na nich tysiące rowerzystów! Deszcz leje równo i wiatr jest sztormowy a drogi rowerowe pełne rowerzystów w zielonych pelerynach z kapturami. Zieleń, bardzo soczysta zieleń łąk, zielony kraj i płaski jak stół; nie widać nic dalej jak na kilkaset metrów, bo dalej zawsze jakiś rząd domów lub drzew zasłania horyzont. Domy małe, wszystkie nieotynkowane, z czerwonej cegły, jednopiętrowe ze stromym dachem krytym dachówka. Białe futryny okien i zielone okiennice.
Dojeżdżamy do jakiegoś miasteczka i autokar zatrzymuje się przed budynkiem z szyldem “Hotel Seinpost”. Wychodzimy z autokaru i otwieramy małą forteczkę w niskim murku i wchodzimy na... żwir. Gruby, mokry żwir utrudniający chodzenie. Żwir który leżał wokół hotelu gruba warstwa i przy każdym stąpnięciu wydawał ostry, chrzęszczący odgłos i pachniał morzem. Po tym żwirze dochodzimy do drzwi hotelu.
Ku mojemu osłupieniu z tylu za hotelem zobaczyłem... góry. No może nie były to Alpy, ale z perfekcyjnej równiny wyrastały nagle w górę na kilkadziesiąt metrów. Domyśliłem, że to są pewnie wydmy, a za nimi jest morze. Na drugi dzień, po meczącej wspinaczce stanąłem na szczycie wydmy, tyłem do silnego wiatru. Po jednej stronie leżała piękna i bardzo szeroka, złota plaża i morze. Po drugiej stronie, w dole, wyraźnie niżej niż morze, leżała Holandia: dziesiątki kilometrów zielonych lak z biało-czarnymi krowami, czerwono zabarwione wsie ze strzelistymi wieżami kościołów i błękitne niebo po którym wiatr gnał olbrzymie białe chmury.

To moja nowa ojczyzna. Wówczas jeszcze nie wiedziałem co to znaczy.
W ten pierwszy dzień w Holandii nauczyłem się pierwszych dwóch słów po holendersku; “goeie dag” (dzień dobry) – niestety tego nie wymawia się tak jak myślisz; to wymawia się jak “chuje dach”.
Wieczorem usypiając słyszałem jak ktoś chodził po żwirze.
Ten żwir słyszę i czuje jeszcze dzisiaj.




Milosz Forman po wyjeździe do Stanów mówił, że w socjalizmie czuł się jak zwierzę w klatce: nie miał wolności, ale był bezpieczny. W Ameryce zamienił się w zwierzę w dżungli: jest wolny, ale zewsząd czyhają na niego niebezpieczeństwa.
A jednak ludzie ciągna do niebezpieczeństwa, przygody, tej adrenaliny.
Nie chca być bezpieczni, chca żyć :)
Fajnie się czyta takie wspomnienia, bo troche brzmi to jak bajka.
W sumie był Pan w lepszej sytuacji niż wielu obecnych emigrantów na których nikt nie czeka na lotnisku z tłumaczem. Wnioskuje, że zaopiekowano się Panem po przyjeżdzie. Jakiś tam start w obcym kraju Panu umożliwiono.
Panie Andrzeju, pierwsze wrazenia przezylismy podobnie.Ja moze nawet bardziej bylam zaszokowana tym pieknym krajem, bo w 1968 roku Polska tez byla inna niz w 1982.Jedna jest tylko roznica, ze ja przyjechalam do rodziny ktora na mnie czekala na stacji wiec mialam dobry start.Wyobrazam sobie, ze poczatki byly dla Pana trudniejsze.Po tylu latach mile wspomina sie jednak pierwsze kroki na obczyznie.
Ja tak z ciekawości zapytam jak to pan wtedy zrobił? Wyjechać z Polski było ciężko a pan jeszcze załatwił powitanie na lotnisku przez pracownika MSW, o tłumaczce nie wspomnę... Jeśli to zbyt osobiste pytanie to z góry przepraszam...
rufus: Ja też zawsze wspominałem znaną bajkę o psie i wilku http://bajki.rolnicy.com/jean-de-la-font... gdy porównywałem komunizm do kapitalizmu, ale dzisiaj mam nieco inne zdanie. Wówczas zwalałem wszystko (jak wielu rodaków nadal to robi) całą winę za wszystko co złe na komunę. Dzisiaj wiem, ze to tkwi głębiej w naszej naturze niż tylko te 50 lat "komunizmu" (bo i komunizmu nie było).
Darina: Można powiedzieć, że byłem w lepszej sytuacji niż wielu jest dzisiaj. Sytuacja była inna i były plusu i minusy. Zgadzam się z tobą, ale... Znam ludzi którzy przybywali do Holandii witani śpiewem i kwiatami (polscy wyzwoliciele w 1944) a dziewczyny wybiegały do nich ze śmiechem na ulice, burmistrzowie dawali im honorowe obywatelstwa, były parady, były przyjęcia... i też byli nieszczęśliwi w Niderlandach.
mamqa: Akurat mi wyjechać z Polski nie było ciężko - i to z cała rodziną. Dlaczego było łatwo? Odpowiedź na to pytanie leży może gdzieś w perelowskich archiwach władz wydających paszporty przed stanem wojennym. Nie chcę rozwijać tematu bo nie chcę wciągać się na listę kombatantów Solidarności'80. Natomiast przyjęcie na lotnisku przez MSW to też proste: każdy człowiek z "Komuny" miał takie przywileje za Zachodzie w ramach Zimnej Wojny.
Zapewne gdybym dzisiaj "uciekł" na Kubę to też byłbym przyjęty przez pracownika MSW i tłumacza, no big deal :-)
Dziękuję za odpowiedz :) Ja te lata znam bardziej z opowiadań gdyż sama jestem z rocznika 1977 :)
Pozdrawiam.
Polski kundlizm jak powiadal Wańkowicz,i niestety sporo w tym prawdy
A dlaczego raz nie docenic piekna opowiesci...naprawde ladnie opowiedziana historia...nie sadzicie?
Sądzimy. Brzmi troche jak bajka, a przecież to rzeczywistość była.
Andrzej napisał:
"Wówczas zwalałem wszystko (jak wielu rodaków nadal to robi) całą winę za wszystko co złe na komunę. Dzisiaj wiem, ze to tkwi głębiej w naszej naturze niż tylko te 50 lat “komunizmu” (bo i komunizmu nie było)."
Czepia się pan ludzi, którzy czepiają się "komuny". Nie o nazwy tutaj chodzi. Możemy nazwać poszczególne systemy: system X i system Y. Nie odkrywa pan Ameryki twierdząc, że idealnego systemu do dziś nie wymyślono i że różne systemy są do siebie podobne (w swojej niedoskonałości). Nie jestem w stanie rozstrzygnąć, czy lepszy jest system X, gdzie człowieka stać na więcej, ale niczego nie ma w sklepach, czy system Y gdzie sklepy pękają w szwach, ale w portfelu pusto. Nie wiem, czy lepszy jest system X, który trzyma społeczeństwo za mordę stosując strach i terror, kontrolę obywateli i propagandę, czy system Y, który pod pozorem wolności nadal trzyma społeczeństwo za mordę zakładając kaganiec podatkowy, wręczając paszport biometryczny, ogłupiając hollywoodzką papką i tucząc fast foodem i genetycznie modyfikowanym żarciem.
Nie wiem.
Wiem, że Holandia różni się od Polski jedynie tym, że tkwi w jednym systemie od co najmniej kilkudziesięciu lat (jeżeli nie kilkuset), podczas gdy Polska w tym czasie była targana przetaczaniem się po jej terenie i przechodzeniem z systemów X do Y, Y do Z czy jakkolwiek je sobie nazwiemy.
Jednym słowem, "zasiedzenie" obojętnie w jakiej rzeczywistości uspokaja, wycisza, usypia czujność. Obywatele są zadowoleni (pod przymusem, bądź pod pozorem zapewnienia wolności i ekonomicznego dobrobytu). Władza jest zadowolona, bo może zająć się kontrolą i pozorować "rządzenie" (zmiany rządów).
Ani w Polakach ani w Holendrach nie tkwi nic wyjątkowego. Holendrzy od dawna nie byli wystawiani na próbę, żyjąc w przekonaniu o "uregulowaniu" każdego aspektu życia i pozornym spokoju. Dotychczas, pomimo kilku bodźców z zewnątrz (zamiana guldena na euro, kryzys gospodarczy i grożący terroryzm-islam) jeszcze się nie przebudzili. Polakom i ogólnie Wschodniej Europie w XX wieku po prostu nie było dane się "zasiedzieć".
Obywatele Korei Południowej są szczęśliwi. Żyją sobie w spokoju w bogatym, pięknym i bezpiecznym kraju.
Podobnie jak obywatele Korei Północnej.
Tych ludzi tak naprawdę NIC nie różni.
Podobnie jak Polaków i Holendrów ;)
Zgadzam się z tobą 2Ct niemal w 100%, tylko nie podoba mi się słowo, że się "czepiam". I Ameryki rzeczywiście nie odkrywam. Wszystko już było.
Tak jak i ty ja też NIE WIEM.
Jedynie Korea Południowa i Północna to jednak nie to samo co Polska i Holandia.
Kiedyś ja również doszłam do wniosku, że cały ten polski bajzel to nie tylko komunizm.
Ale czy przed komunizmem było lepiej?
Rozbiory. Dlaczego? Źli sądziedzi? Tak, to prawda. Ale nawet najgorsi sąsiedzi nie tknęli by Polski, gdyby była silna.
A czemu była słaba, bo niestety nasi przodkowie zamiast myśleć o kraju to myśleli wyłącznie o sobie (liberum veto). To, że nasi przodkowie doprowadzili ten kraj do ruiny swoim egoizmem i któtkowzrocznością myśle, ze nie ulega wątpliwości.
Z całą pewnością mieliśmy więcej pecha niż Holendrzy, ale też temu "pechowi" troche jednak pomogli nasi przodkowie.
Jezeli mieszka pan w Holandi od 1982 roku to mam do pana taka prosbe. Moze napisalby pan cos o tym jak zmieniala sie Holandia. Lata 80 to czas kryzysu ekonmicznego o wiele powazniejszego niz ten obecny. Jak sie wtedy zylo? Ci sie najbardziej zmienilo wokol pana (a nie w pana prywatnym zyciu). Czy teskni pan za czyms szczegolnym, co wydarzylo sie, bylo w latach 80, 90 w Holandi. Czy teraz zyje sie lepiej, czy lepiej zylo sie w latach 80, 90? i jeszcze moze cos od siebie pan doda. Z gory dziekuje :-)
Wątpię aby to miało sens, bo widziałem wówczas (i widzę dzisiaj) Holandię z własnej perspektywy i osobistych doświadczeń, własnej sytuacji i polskimi oczami z tamtych lat. Co ja mogę powiedzieć o kryzysie z lat '80 w Niderlandach gdy ja wówczas nie rozróżniałem wiadomości z Holandii od wiadomości z Belgii (bo te kanały były w telewizji) i uczyłem się żyć w biedzie z ołówkiem w ręku. Opowiadania z lat młodości są zbyt subiektywne abym się nawet tym chciał zajmować. Może czasami, po troszeczku. Wydaje mi się, że to ja się znacznie bardziej zmieniłem niż zmieniła się Holandia przez te 30 lat. Ba! Ja zmieniłem się już może ze trzy razy, sam siebie nie poznaję! A w Holandii nadal ci sami kalwiniści, te same centy, te same krówki i wiatraki :-)
Witam Panie Andrzeju...
Trafilem tu przypadkiem, przeczytalem z ciekawoscia...
Chcac wiedziec wiele wiecej o tym co sie wtedy dzialo,
majac wrazenie, ze to co Pan napisal, to tylko kilka
zdan musze przyznac, ze zaciekawilo mnie to co sie u
Pana dzialo i dzieje bardzo mocno.... Choc moze troche
wynika to z jakiejs chorej, chyba nawet porabanej wiezi
do Holandii od wielu lat, do tego stopnia, ze uczylem sie
tego jezyka, duzo wczesniej niz zobaczylem Holandie pierwszy
raz. A jak juz zobaczylem, wiedzialem, ze nie ostatni raz.
Dzisiaj mam... 27 lat i koncze zycie tu, w Polsce.
Choc nie moge powiedziec tez, ze bylo to zycie trudne -
gdyz warunki byly nieporownywalne, do tych z Pana "pierwszego
zycia" a i wiele powyzej sredniej krajowej na dzien dzisiejszy.
Jednak wiem, ze jesli nie teraz to nigdy, a wiec juz niedlugo
i ja sie w Niderlandach urodze.. byc moze do zobaczenia...
Pozdrawiam
Każda generacja Polaków to nowa fala emigrantów. Tak już od wieków. I ciągle młode rodziny walczą o "nową, lepszą, sprawiedliwą, dostatnią, praworządną (niepotrzebne skreślić) Ojczyznę dla swoich dzieci.
Nic nowego pod słońcem.
Poród jest zawsze bolesny.
Dodaj nową odpowiedź