Polak w Holandii

Krzysztof Arciszewski studiował artylerię i inżynierię wojskową w Holandii i roku 1629 wstąpił do Kompanii Indii Zachodnich skąd został wysłany do Brazylii jako kapitan oddziału wojsk holenderskich. Będąc w Pernambuco, uczestniczył w podbiciu miast Olinda i Recife. W następnym roku dowodził zdobyciu wyspy Itamaracá, za co otrzymał patent majora. W roku 1633 został wezwany do Holandii, awansowany na pułkownika, skierowany z powrotem do Brazylii na czele czterech okrętów wojennych i powołany na stanowisko głównego zastępcy wodza holenderskich wojsk okupacyjnych tego państwa.
Dalej dużo wojował. Arciszewski dowodził zdobyciem wielu hiszpańskich fortec. W roku 1636 pobił wojska hiszpańskie dowodzone przez generała Luis de Rojas y Borja, księcia de Lerma i gubernatora brazylijskiego stanu Bahia. Po powrocie do Holandii Arciszewski został uroczyście powitany za tak wspaniałe zwycięstwo.
Późniejsze klęski wojsk holenderskich w Brazylii skłoniły Kompanię Indii Zachodnich do ponownego zaangażowania Arciszewskiego. Mianowany generałem artylerii i admirałem w roku 1639 przybył do Brazylii po raz trzeci. W tym czasie generalnym gubernatorem regionu zajętego przez Holendrów był hrabia Johan Maurits. Współżycie tych dwóch wodzów nie układało się dobrze. Kiedyś o Holendrach tak się wyraził: "Publice są spokojni a privatum kanalie".
Po powrocie do ziemi rodzinnej, u boku króla Władysława IV Wazy zajął Arciszewski stanowisko generała artylerii koronnej.
Krzysztof Arciszewski zmarł w Polsce w 1656 roku w domu krewnych, w okolicach Gdańska, dwa lata po zakończeniu się kolonizacji holenderskiej w brazylijskim stanie Pernambuco.
W 1703 Holendrzy sprzedali swoją brazylijską kolonie Portugalii za olbrzymią sumę. Ten drogi zakup spowodował finansową katastrofę dla Portugalii i spowodował, że Portugalia już nigdy nie podniosła się do poziomu dawnej potęgi morskiej jaką niegdyś była.





Do artykulu mozna dodac polskich zolnierzy podczas II wojny swiatowej na czele z gen Sosabowskim.
Kiedyś czytałem książkę o K. Arciszewskim pewnej autorki (nie pamiętam nazwiska) i tam pisze o innym polaku za granicą z którym widywał się Arciszewski chyba nawet w Brazyli, a nazywał się Zygmunt Szkop.
Dodaj nową odpowiedź