“Nie zechciałbyś napisać coś dla Wiatraka o sobie; jako Holender polskiego pochodzenia?” – zapytał mnie ojciec.
„Prima! Tylko ja napiszę to po holendersku a ty przetłumaczysz” – odpowiedziałem - bo powiedzmy sobie szczerze, pisanie po polsku nie jest moją najmocniejszą stroną.
Choć trwało to długo – to wreszcie zebrałem się do pisania, nie mając zresztą zielonego pojęcia co właściwie mam napisać. Dlatego też zapraszam cię czytelniku do reagowania i pytań, jeśli w poniższym tekście nie znalazłeś odpowiedzi na nurtujące wielu pytania o ich polskie dzieci wychowane w Holandii. [wersja oryginalna]
Należę do pokolenia drugiej generacji Polaków w Holandii. Właściwie według oficjalnej definicji jestem pierwszą generacją, tzw. „allochtoon”: urodzony w Polsce. Byłem małym, 4-letnim dzieckiem gdy moi rodzice na początku lat osiemdziesiątych uciekli z Polski i osiedlili się w Holandii - także polskiej części mego dzieciństwa już nie pamiętam.
W tym czasie nie było prawie Polaków w Holandii, nie było internetu, nie było polskiej telewizji, polskich sklepów, Wizz Air i otwartych granic. Ja miałem tylko holenderskich kolegów i koleżanki w podstawówce i szkole średniej. W domu rodzice mówili po polsku ale nie było to dla mnie nic nadzwyczajnego.
Nie wydaje mi się abym dostał z domu tradycyjne polskie wychowanie. Nie chodziłem także do polskiej szkoły ani innych polskich organizacji a na wakacje jeździliśmy do Francji… ale jednak zauważałem różnice. Nie było w naszym domu tradycyjnego holenderskiego koekjestrommel a moje zdumienie wzbudzały zawsze te wielkie ilości czarnych drop’ów którymi zajadali się moi koledzy gdy tymczasem mi drop miał smak jak kawałek czarnej gumy. Moi koledzy i koleżanki mieli babcie i dziadków których często widzieli w weekendy a ja nie. Później dostałem braciszka.
Skończyłem 18 lat i poszedłem studiować do Delft. Zamieszkałem „op kamers”; samodzielnie w domu studenckim wraz z 18 innymi studentami. To był wspaniały okres mego życia. Koledzy znali moje polskie pochodzenie, ale to nie grało żadnej roli poza okazjonalnymi żartami na ten temat - to normalna część studenckiego życia. Mieszkasz i żyjesz w grupie i za każdy błąd trzeba zapłacić ale ile za to przyjemności i zabawy! Znalazłem tam przyjaciół na całe życie.
W tym okresie musiałem sam dużo więcej odkrywać i poznawać świata niż to potrzebowali robić moi holenderscy koledzy. Oni mieli już doświadczenie zdobyte często przez ich rodziców, wujków lub rodzeństwo którzy studiowali przed nimi w podobnych warunkach. Koledzy należeli do różnych stowarzyszeń i wszystko przychodziło im samo z siebie, łatwiej… ale nie mi. Dla mnie wszystko było względnie nowe, nieznane z domu rodzinnego. Miałem dużo satysfakcji w poznawaniu nowego środowiska i dużo się w tym czasie nauczyłem. Nauczyłem się wiele i to nie tylko z książek i wykładów. Nauczyłem się żeglować, nauczyłem się kolarstwa w klubie sportowym, nauczyłem się współpracować w komisji i wyszukiwać sobie dorywcze prace aby dorobić do studenckiego stypendium.
Z drugiej strony pokazałem moim przyjaciołom Polskę. Dla przykładu kilka lat temu byłem z kolegami ze studiów na wakacjach w małej wsi letniskowej na wschodzie Polski, gdzie jeszcze nigdy nie było cudzoziemców na urlopie. Tych długich letnich nocy, tańca i imprez przy ognisku nie zapomną tak szybko. Wszystko było tam dla nich obce (Gdzie jest chodnik?! Kompot ze „slivki”?) i na początku uważali Polaków za wrogo nastawionych ale wódka szybko rozwiązuje języki i spełniała rolę perfekcyjnego smaru kontaktów między różnymi kulturami.
Holendrzy którzy mnie nie znają, nie są w stanie poznać, że mam polskie pochodzenie. Najczęściej dopiero po zapoznaniu się z moim nazwiskiem - po pewnym czasie - pada zaciekawione pytanie o pochodzenie i towarzyska rozmowa o Polsce. Dzisiaj patrzę na Polskę sam nieco inaczej niż jeszcze patrzyłem10 lat temu. Ubocznym zjawiskiem wielkiej fali Polaków z ostatnich lat była duża ilość negatywnych wiadomości o Polakach w holenderskich mediach. To mnie trochę drażniło – chociaż osobiście nie odczuwałem z tego powodu ujemnych skutków. Dzisiaj widzę to jako pewną fazę w moim życiu i jednocześnie widzę, że Polacy mimo wszystko nie mają w Holandii aż tak złej reputacji jak to się niektórym wydaje.
Czy jestem bardziej Holendrem czy więcej Polakiem? Wiele lat miałem dziewczynę z Polski – nawet ona nie potrafiła mi tego powiedzieć. Holenderska dziewczyna z resztą też nie. Na papierze jestem 100% Holendrem ale jednocześnie istnieje ta nierozerwalna więź… To siedzi we krwi. Swojskie poczucie zrozumienia i przynależności. Mówię po polsku i znam polską kulturę, lubię chodzić na grzyby (choć rzadko coś znajduję) i otwieram drzwi kobiecie ale za to nie obchodzi mnie Papież.
Jednak mieszkam w Holandii; w kraju w którym poruszam się jak ryba w wodzie. Myślę po holendersku i większość moich przyjaciół jest Holendrami.
W zeszłym tygodniu czytałem artykuł o Europie. Chodziło o dwa paszporty i obywateli Holandii z podwójnym obywatelstwem. Wielu w Holandii ma z tym problemy. Jeśli powiesz, że jesteś Europejczykiem to dla wielu oznacza to, że wypierasz się holenderskiego obywatelstwa. Jeszcze gorzej gdy masz dwie narodowości. To jest niemal niewyobrażalne zrozumieć, że można być troszeczkę Polakiem i troszeczkę Holendrem. Ja to rozumiem. Chociaż sam nie posiadam dwóch paszportów to i tak to nic nie mówi, bo cóż miałby ten dokument mówić o moim własnym uczuciu przynależności do tych obu narodów?
Zdaję sobie sprawę, że z powodu tego „podwójnego życiorysu” patrzę inaczej na świat. Może nie tak „Zachodnio”. Czy czuję się więcej Polakiem czy Holendrem – to zależy od momentu i z kim o tym rozmawiam.
Albert Skibiński
Kwiecień 2009
Albert (31 lat) jest Holendrem polskiego pochodzenia, posiada własną firmę (web development) Merge.nl, jest synem Andrzeja Skibińskiego (który powyższy tekst przetłumaczył z oryginału) i jednocześnie redaktorem technicznym Wiatrak.nl.
Zastanawia mnie użyte określenie “jak ryba w wodzie” w odniesieniu do Holandii.
Uważam, że w tej sytuacji powinien się Pan bardzo ostrożnie wypowiadać na temat obecnej sytuacji Polski, gdyż nie ma Pan z nią na tyle styczności, aby obserwować na bieżąco, mające swe miejsce w kraju, wydarzenia.
Panie Andrzeju, dobrze że dodał Pan opis na końcu, bo nie domyslilibysmy sie kto jest autorem tego tekstu ![]()
A tak poważnie to kawał dobrej i ciekawej historii. Historii jakich wiele dookoła nas, pieknych , wzruszających, skomplikowanych i niezwykłych a zarazem tak prostych i zwyczajnych. Wczoraj natknąłem się na jeden z odcinków serii “W Europie”, który jest równiez doskonałym przykładem, że migracje ludności nie sa niczym nowym i są nieodłącznie związane z losem człowieka (często tragicznym):
http://www.ineuropa.nl/programmas/36788896/afleveringen/39250767/
I lekkie zdziwienie budzi fakt, że jak napisał Albert, w Holandii - kraju, w którym mieszka tylu emigrantów zdziwienie moze budzić fakt posiadania podwójnej narodowości.
Ponadto jeżeli chodzi o temat emigracji, uważam ze czas juz wyjść ponad stare podziały, granice i różnice światopogladów, które sa wyłacznie czyms umownym, a tak naprawde wszyscy jestesmy poprostu ludźmi. Bo jaka jest np. róznica między kimś kto wyjechał z Polski do Holandii, raptem trochę ponad tysiąc km, a kimś kto przeniósł się tysiace kilometrów np z Kamczatki do Moskwy. Niby pozostał w obrębie tego samego państwa, ale czy to powoduje, że ma mniejsze prawo czuc się wyobcowanym i mniej tęsknić za swym rodzinnym domem? Poza tym każda emigracja jest nieco inna, jak napisał Albert: “Pan uciekał”. Wiekszość dzisiejszych Polaków poprostu wybiera inne miejsce zamieszkania (z róznych powodów)dlatego ich stosunek zarówno do kraju ojczystego jak i do nowego miejsca jest nieco inny niż wówczas. Kolejne pokolenie, które nie bedzie już wogóle znało granic w Europie i będzie “skomunikowane” z resztą świata od najmłodszych lat (jak napisał Pan we wczesniejszym artykule) bedzie miało ZUPEŁNIE inny pogląd na sprawy migracji, narodowości i własnej tozsamości……Pozdrawiam.
Very good link, thanks.
Historia napisana w bardzo cieplym lagodnym klimacie.Bardzo mi sie podoba.Ta ucieczka okazala sie darem dla syna jakim jest to inne spojrzenie na swiat.Piekne
Tak sobie dumam - tekst napisany lekko. Tresc choc zwyczajna to jednak bije w nas swoja odmiennoscia myslenia, bowiem tekst pozbawiony jest stereotypow do jakich przyzwyczail nas wiatrak.
Nie znajdziemy tez w tym tekscie zdzbla goryczy - poprostu pelna harminia. To tyle
dWUCet,nie rozumie, dlaczego napisales, ze migracje sa zwiazane z losem czlowieka(czesto tragicznym)Co masz na mysli?Dla mnie osobiscie migracja to nic tragicznego a przeciwnie…cos co dalo mi wielka szanse na zycie w normalnym swiecie!Aneta dokladnie tak…jak ryba w wodzie.Tak ja sie tu juz czuje 41 lat.
Zosiu, o tragiźmie ludzkich losów mówiłem w kontekście filmu (link załaczony powyżej). Polecam wszystkim, którzy nie widzieli (również pozostałe odcinki cyklu “In Europa”). Być może znów nie doczytałaś…………
Zosia jest zdania, że do historii nie warto wracać, bo nie można (nie warto) z niej wyciągnąć żadnych wniosków dla siebie jezeli chodzi o teraźniejszość. Ja uważam zupełnie odwrotnie.
dWuCeT,widzialam ten film juz dawno.Jestem zdania, ze nie ma sensu CIAGLE wracac do tego co bylo,ale tez, nie WOLNO nigdy o tym zapomniec.Powiedz mi prosze dWuCeT,co to da, zmieni lub poprawi,ciagle wracanie do tych minionych tragedii?Mamy je teraz rowniez! Na calym swiecie dzieja sie tragedie!Rozmawiam z corkami i one sa przerazone tym co sie teraz widzi, slyszy i czyta.Jako matka, staram sie jednak przedstawiac im swiat w pozytywnych kolorach bo zycie jest piekne!Moze nie rozumie?Wytlumacz mi prosze.
Droga Zosiu, zdawałem sobie sprawę iż widziałaś ten film, dlatego też (jak napisałem) polecam go wszystkim którzy go jeszcze NIE WIDZIELI.
Dalsze przekonywanie Ciebie o swoich racjach mija się z celem i zmierza do nikąd, tak jak wszystkie inne dyskusje prowadzone z Tobą na tym forum.
Prezentowane przez Ciebie poglady na pewne tematy, są doskonale znane wiekszości forumowiczów, więc wałkowanie tematu od nowa pozbawione jest sensu.
Mając świadomość, iż Twoja pozycja “guru” na tym forum, wynikająca z wieku jak również podkreślanego na każdym kroku (patrz wyżej) “stażu” życia w Holandii jest NIEPODWAŻALNA, przyjmuję niniejszym do wiadomości, iż skoro piszesz, że: (cytat)”Dla mnie osobiscie migracja to nic tragicznego a przeciwnie…cos co dalo mi wielka szanse na zycie w normalnym swiecie!” to tym samym twierdzenie Twoje staje się niepodważalnym dogmatem, obowiazującym wszystkich na tym forum. Amen.
dWuCeT,czy ja pisze ze mam racje?Ja napisalam…jestem takiego zdania a to chyba jest roznica.Nikogo nie chce przekonywac do niczego.Poprostu pisze tylko za SIEBIE.Ty podobnie wyrazasz swoje zdanie piszac…cyt..
Zosia jest zdania, że do historii nie warto wracać, bo nie można (nie warto) z niej wyciągnąć żadnych wniosków dla siebie jezeli chodzi o teraźniejszość. Ja uważam zupełnie odwrotnie.Wiec jak widac na zalaczonym”obrazku”Ty tez wypowiadasz SWOJE zdanie.
OSOBISCIE tak uwazam ze moja migracja to zadna tragedia i nikogo nie zobowiazuje do tego samego zdania.Kazdy ma prawo do swojego pogladu.Wiesz czesto mysle, ze nie miala bym tyle krytyki, jak bym pisala TYLKO wszystko negatywnie o Holandii.Widze ze wielu osobom nie odpowiadaja moje pozytywne wypowiedzi o moim tutejszym zyciu.Trudno,Wasz problem.
Zosiu, proszę o UWAZNE czytanie wypowiedzi innych. Owszem, każdy wyraża SWOJE opinie, niestety czasem NIE NA TEMAT.
Napisałem:” Wczoraj natknąłem się na jeden z odcinków serii “W Europie”, który jest również doskonałym przykładem, że migracje ludności nie są niczym nowym i są nieodłącznie związane z losem człowieka (często tragicznym)”.
Zwrot CZĘSTO nie oznacza ZAWSZE (tym bardziej nie oznacza, że dotyczy Ciebie) . Ponadto zwrot „często tragicznym” ujęty został w NAWIAS, co oznacza mniej więcej tyle, że migracje (które nie są niczym nowym) związane są z losem człowieka, a ten los często bywa tragiczny, tak jak w FILMIE, do którego powyższe zdanie się ODNOSI.
TWOJA odpowiedź/pytanie:„nie rozumie, dlaczego napisales, ze migracje sa zwiazane z losem czlowieka(czesto tragicznym) CO MASZ NA MYŚLI?DLA MNIE OSOBIŚCIE migracja to nic tragicznego a przeciwnie…cos co dalo mi wielka szanse na zycie w normalnym swiecie!” + zdanie: „Aneta dokladnie tak…jak ryba w wodzie.” + podkreślenie TWOJEGO STAŻU(który każdy na forum już zna): „Tak ja sie tu juz czuje 41 lat.”
Czy to JEST NA TEMAT? Co w tym momencie ma Twoje „DLA MNIE OSOBISCIE” do losów bohaterów FILMU”? I co ma TWOJE 41 lat do „jak ryba w wodzie” Alberta, o które pyta (podważa) Aneta ???? NIE ROZUMIEM. Wytłumacz mi.
Polecam film wszystkim, którzy NIE WIDZIELI, na co TY odpisujesz: JA już dawno widziałam.(!)
Mój cytat o TWOIM stosunku do historii jest wycinkiem TWOJEGO komentarza(y) do innego artykułu („o przeszłości”), który to pogląd jest powszechnie znany, i tu powtarzasz go po raz kolejny pisząc:
„Jestem zdania, ze nie ma sensu CIAGLE wracac do tego co bylo,ale tez, nie WOLNO nigdy o tym zapomniec.Powiedz mi prosze dWuCeT,co to da, zmieni lub poprawi,ciagle wracanie do tych minionych tragedii?”
Skoro nie ma sensu CIĄGLE wracać, to PO CO oglądałaś ten film (film o PRZESZŁOŚCI)?
Twierdzisz, ze nie WOLNO zapomnieć. TY PAMIĘTASZ i NIE ZAPOMNISZ. A co z pokoleniami, które nie pamiętają, bo NIE ZNAJĄ? JAK ich NAUCZYĆ, skoro jak twierdzisz nie ma sensu CIĄGLE WRACAĆ? Jak im POKAZAĆ bez CIĄGŁEGO wracania? Czego nie WOLNO im będzie zapomnieć, skoro NICZEGO nie pamiętają, bo im nie pokazano, bo przecież nie warto CIĄGLE wracać? Czym jest ten film, jeżeli nie WRACANIEM? Czym jest OGLĄDANIE tego filmu, jak nie WRACANIEM, żeby NIGDY NIE ZAPOMNIEĆ?
Moim zdaniem np. W S Z Y S C Y głosujący na partię WILDERSA już Z A P O M N I E L I. Wytłumacz mi.
Osobiście również uważam, że moja emigracja to żadna tragedia (z czego to wywnioskowałaś?). Więcej, nigdzie nie uważam że TWOJA emigracja to tragedia (z czego to wywnioskowałaś?).
Migracje związane są z ludzkim losem (często tragicznym) – to zdanie odnosi się do FILMU, do którego link załączyłem w tekście, który ZNASZ bo go DAWNO OBEJRZAŁAŚ, więc CZEGO NIE ROZUMIESZ? NIE ROZUMIEM. Wytłumacz mi.
Napisałem o: „historiach jakich wiele dookoła nas, pięknych , wzruszających, skomplikowanych i niezwykłych a zarazem tak prostych i zwyczajnych.” Napisałem też, że „jeżeli chodzi o temat emigracji, uważam ze czas juz wyjść ponad stare podziały, granice i różnice światopoglądów, które są wyłącznie czymś umownym, a tak naprawdę wszyscy jesteśmy po prostu ludźmi”.
GDZIE jest jakaś moja NEGATYWNA wypowiedź o Holandii w moim tekście i GDZIE jest jakaś Twoja POZYTYWNA wypowiedź O HOLANDII w tym tekście, którą ktoś KRYTYKUJE? NIE ROZUMIEM.
Wytłumacz mi.
Czy ta pisanina ma SENS? Wytłumacz mi.
Czy przepychanki, kto jest „mądrzejszy”, starszy i ma WIĘKSZY STAŻ ma SENS? Wytłumacz mi.
Czy ma sens pisanie: ”Widze ze wielu osobom nie odpowiadaja moje pozytywne wypowiedzi o moim tutejszym zyciu.Trudno,Wasz problem.” Wytłumacz mi.
Moim zdaniem nie ma sensu…………………
Zosiu, proszę o UWAZNE czytanie wypowiedzi innych. Owszem, każdy wyraża SWOJE opinie, niestety czasem NIE NA TEMAT.
Masz racje dWuCeT,nie ma sensu pisanie.
amen
In Excelsis Deo ![]()