List studenta

Kategoria: Edukacja

Jakiś czas temu dostałem list od studenta z Polski, który poniżej w skrótach zacytuję:

dyplom doktora

Bloga odkryłem stosunkowo niedawno, czytam sobie w wolnych chwilach archiwum, w fajny sposób opisujecie ciekawostki i fakty na temat Holandii. Czemu mnie interesuje ten temat? Ponieważ chciałbym wybrać się do Holandii wstępnie na całe najbliższe wakacje, a docelowo (po studiach, czyli za niecałe 2 lata) nawet na dłużej. (...)

Jestem studentem 4go roku Mechatroniki (studia dzienne, WAT), więc skoro mam jeszcze trochę czasu do wakacji, zastanawiam się nad rodzajem pracy, jaką chciałbym w Holandii podjąć. Przyszło mi do głowy np. wyrobienie sobie papierów na wózek widłowy. Pytanie tylko czy jestem w stanie, nigdy nie będąc wcześniej w Holandii, posługując się dobrze angielskim (bardzo komunikatywnie, choć pewnie nie do końca poprawnie językowo :) ), zdobyć pracę na jakimś magazynie. Podejrzewam, że tego typu praca była by lepiej płatna niż typowy "zmywak". Wózek widłowy to po prostu jeden z pomysłów, nie chcę zdawać się w 100% na biura pracy (choć wiem, że współpraca z takowym jest niezbędna). Pytanie brzmi czy jestem w ogóle w stanie na wejściu dostać pracę z odrobinę chociaż wyższej półki niż większość jadących "na żywioł" bez kwalifikacji?

Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam

Czytając ten list zacząłem się zastanawiać jaką wartość mają polskie uniwersytety jeśli absolwent szuka pracy na wózku widłowym za granicą. Jaką marny status może mieć tytuł profesora, doktora czy inżyniera jeśli ci ludzie gdy tylko mieli możliwość jechali „na zmywaki” do Niemiec lub Chicago. Dzisiaj ich studenci robią to samo. Co jest błędem w systemie, jakich marnych pedagogów muszą mieć ci młodzi ludzie, że inżynier zamiast szukać praktyki na wyuczonym poziomie wybiera doraźnie parę euro więcej na wózku widłowym zamiast pracować nad swoją karierą i rozwojem który będzie procentował w dłuższym terminie.

Już generacje polskich inżynierów i magistrów wyjechały z Polski pracować „na zmywaku” i pracują na nim do dziś kiedy ich koledzy ze studiów w Polsce mają wysokie stanowiska i równie wysoką pozycje społeczną. Tego żadne pieniądze nie są w stanie skompensować.
Wierzę, że najpierw powinno się zacząć „nostryfikować” dyplomy uniwersyteckie w samej Polsce.

Muszę tutaj dodać, że nie mam pretensji do tych absolwentów uniwersytetów, bo to  są młodzi ludzie którzy tak samo chcą mieć przyzwoite mieszkanie, ładny samochód, bajerancką komórkę i 50-cio calowe  kino domowe jak każdy inny młody człowiek na całym świecie. Winą obciążam ich nauczycieli, facetów po 50-tce, profesorów z bożej łaski, którzy sami patrzą gdzie tu pojechać zbierać truskawki lub szparagi na Zachodzie. Póki Polska będzie miała takich nauczycieli - tacy będą ich uczniowie. Na tych ludziach spoczywa obowiązek nauki i wychowania pokolenia które w przyszłości ma kierować polskim narodem i naszym krajem. Gdzieś trzeba przerwać ten łańcuch przekazywania z pokolenia na pokolenie tradycji nygusów, pijaczków, cwaniaczków i koniokradów. Nie jest tak ważne czy ten absolwent będzie umiał perfekcyjnie obsługiwać AutoCada ale ważne jest aby czuł, że jest elitą Polski, odpowiedzialnym za przyszłość swojego narodu; tych milionów biednych i prostych ludzi którzy każdego dnia w pocie czoła, zbierając truskawki i brukując ulice marzy zarobić na  mieszkanie, samochód, komórkę i  kino domowe.

Etykietowanie: dyplom szkoła uczelnia
128 komentarzy

hehe ukonczylam kurs pedagogiczny i mam doświadczeie w pracy w szkolach prywatnych,publicznych i w przedszkolu. Pracowalam tez za granica(UK), ale na innych stanowiskach(biurokracja czyli papiery i badania techniczne).Nie rezygnuje z marzen, ale nie ma co sie nastawiac, jesli golym okiem widac,ze spelnienie ich bedzie mega trudne,a nawet moze sie okazac nierealne;)pozdrawiam;)
DK

Teraz musze odpowiedziec Biedronce!Nie zaleznie od tego,czy moj kometarz bedzie wyrzucony ,lub nie?Biedronka moge Ci przysiac zycie geniusza nie jest latwe,nie wszystko wyglada rozowo.Wyobraz sobie wsrod 30 osob przy Wigilijnym stole 25 geniuszy w 3 generacjach,od 76 lat do 3.Przyzekam,ze nie z jednego pieca jadlam chleb,ale z tego Towarzystwa nie raz ewakulowalam sie ucieczka!Geny rzadza,a ja chce jeszcze pozyc!!!!!Nie mam nic do Ciebie,pracoj Kochana,a pewnego dnia osiagniesz SUKCES!!!Tego zyczee Ci z calego Serca!!!Do Pana Andrzeja powiem"Nie mam zalu"ROB PAN SWOJE"TO NAPRAWDE DOBRA STRONA.Polecilam Pana wsrod Polskich Inzynierow w Norwegii!!!Pozdrawiam!!!!!!!

Wiatrak

To jest kolejny głos rodaka spychającego winę za wszystko na rząd. Tak jest w Polsce już setki lat. Nic nowego. Wszystkiemu winni są ONI.
Zawsze twierdzę, że winni jesteśmy MY. Profesorowie powinni wpajać absolwentom poczucie godności i odpowiedzialności za kraj, bo w przyszłości ci absolwenci będą kierować gospodarką i polityką tego kraju. To mają być narodowa elita a nie obszczymurki z hoteli robotniczych w Niderlandach.
Politycy w Warszawie nie mają z tym nic wspólnego.

DO ADAMSKY

ja znam taki przyklad kraju gdzie bardzo duzo ludzi wyjezdza do pracy za granica tym krajem jest Prosze Pana - Wielka brytania co roku kilkaset tysiecy brytyjczykow wyjezdza do innych panstw - kanady, USA, Australii czy nowej zelandii. W holandii tez ich spotkalem, nie byli to studenci czy turysci.to sa dane z brytyjskiego urzedu statystycznego (odpowiednik polskiego GUS. Emigracja zawsze byla, jest i bedzie - kazdy szuka miejsca tam gdzie mu dobrze.

Tak wiec chyba wielka brytania to nie kraj afrykanski, choc moze ty uwazasz ze tak jest

Przecież chłopak napisał, że chce jechać na wakacje do Holandii, rozejrzeć się.. . Rozumiem intencje autora, ludzie się uczą, później jadą do Anglii i wykonują najgorsze prace. Po co się uczyli?? No, ale wyjazdy w czasie studiów i praca na wózku, na polu, przez kilka tygodni. Co w tym złego? Sam w czasie studiów zrywałem truskawki w Holandii, teraz mam dobrą pracę w swoim zawodzie. Przykład: Brytyjski premier Tony Blair, studiował w swoim kraju, a w wakacje był kelnerem we francji. Czy cos stracił?? Nie pakujmy wszystkiego do jednego worka!!

Moi koledzy ze studiow robia kariery w Polsce w handlu jako przedstawiciele handlowi ,sprzedawcy MEDIA MARKT to niewatpliwie prestiz i wysoko pozycja spoleczna dodam ze po studiach humanistycznych.Wiec nie plecmy bzdur ,ze w Polsce po studiach takie swietlane kariery porobili bo to nie prawda.Pracuja za marne pieniadze w sklepach , urzedach tez ale 1600netto jako biurokrata.To jest zycie i pozycja wysoka? W Polsce liczy sie tylko kasa nie wazne jak zdobyta a stanowiska osiaga sie wedlug polityczno -rodzinnych koneksji a nie ze wzgledu na wyksztalcenie.

z perspektywy absolwenta a pozniej belfra uczelnianego... tak, prawda jest, ze pewna czesc kadr uczelni wyzszych tkwi nadal w realiach bylego ustroju. prawda jest, ze absolutnie kretynskie przepisy ministerialne nierzadko nie zachecaja do innego podejscia (vide reguly przyznawania grantow czy rozliczania punktow KBN, ktory daje 10 punktow za jakies kompletnie nieznaczace konferencje). prawda jest tez, ze nawet uczelnie technicznie nie sa dostatecznie ukierunkowane na kontakt z biznesem...

tylko, ze to wszystko wyzej to jest zbyt dalekie uogolnienie, zbyt krzywdzace dla tych, ktorzy mimo niesprzyjajacych warunkow probuja cos osiagnac. poza tym... to nie jest tak, ze dyplom polskiej uczelni jest gowno wart. raczej perspektywa roboty za granica i solidnego zarabiania w euro bywa dostatecznie przekonywujaca. nierzadko tez brakuje ludziom po studiach wiary w siebie i w mozliwosc powodzenia - co nie jest tylko kwestia uczelni i kadry, ale rowniez rynku. bo tez w Polsce nadal jest stosunkowo malo pracy w dzialkach high-endowych i nawet firmy zagraniczne bardziej stawiaja na "wyrobnikow" niz "myslicieli" (vide Siemens, ktory pod naciskiem Monachium zdusil we Wroclawiu zalazek dzialu badawczego a zostawil tylko "klepaczy kodu"). w rezultacie wyksztalcenie akademickie okazuje sie niedostateczne i/lub niedopasowane do potrzeb rynku. sek w tym, ze oprocz przykladow takich jest powyzej jest tez duzo przykladow dobrze wyksztalconych Polakow, ktorzy znajduja za granica ta prace, ktorej nie ma w Polsce. naukowcow w Shellu, projektantow w TomTomie, inzynierow w Philipsie,...

skwitowanie tego calego tematu zrzuceniem winy na nauczycieli akademickich jest przerazliwym uproszczeniem i wybraniem najlatwiejszego, choc niekoniecznie najlepszego kozla ofiarnego. a to, czy absolwent bedzie sie czul elita narodu nie jest kwestia wpojenia mu takiego przeswiadczenia na studiach, tylko dania mu realnej szansy zaistnienia z jego umiejetnosciami na rynku pracy. w Polsce nadal za malo jest firm w branzach hi-tech. ale to nie znaczy, ze uczelnie maja zaczac ksztalcic wylacznie klepaczy kodu i pracownikow z nizszej polki. bo moga rowniez wypuszczac kadry na inne rynki pracy. a to ze Polski absolwent szuka pracy za granica to niekoniecznie wina uczelni, ale tez (byc moze czesciej?) tego rynku pracy. ktory po prostu potrzebuje jeszcze kilku lat, zeby zrobic miejsce dla wyzej wykwalifikowanych ludzi...

Fornal, chętnie skorzystam z Twojej pomocy Jakieś wskazówki, gdzie się zgłosić, od czego zacząć. Dzięki

Wiatrak

To jest oczywiście uogólnienie. Rozdrabnianie sie w szczegóły i wyjątki zaciemnia tylko ogólny stan rzeczy. Zgadza sie, że w Holandii (i nie tylko) pracuja nasi wspaniali inżyierowie, sam takich znam. Pytanie jest jaki to jest promil w całej masie?
Poza tym chętnie napisałbym coś pozytywnego o polskich inzynierach w Holandii gdyby miał na te temat materiał.

Panie Andrzeju "moja edukacja nie jest psu na budę" po prostu pespektywa mieszkania za granicą i pracowania jest dla mnie ważna. W Polsce w zawodzie psychologa na początku nic się nie znaczy, bo elity starych komuchów zarządzają szpitalami, prywatnymi klinikami i mają po 3 gabinety, a młody psycholog po studiach musi robic nastepna szkole i kolejne kursy aby łaskawie mógł zdawac egzamin przed PTP i oni go ocenia czy moze ewentualnie otworzyc swoj gabinet ale i tak przez kilka lat musi pracowac z jednym z tych komuchów. Zysk jak się patrzy ale dla nich. To nie zachęca naprawdę, poza tym pensja 800 zł to chyba za mało bo praca jest ciężka. Co do studiowania w niepublicznych uczelniach to oczywiście jest cała masa która wydaje mgd za kase moja uczelnia taka nie jest trzeba ciezko pracowac aby zdobyc tytul napisac prace mgr, i przez piec lat tluc mase egzaminow, za kazda poprawke paci sie mnostwo kasy zeby moc do niej przystapic wiec kazdy wie ze musi sie nauczyc aby juz wiecej nie placic w powietrze. A Polacy bardzo chętni postrzgaja zycie w stereotypach zamiast sie otworzyc, zastanowic sie ze moze to co wszedzie gadaja, pisza w gazetach jest tylko generalizowaniem. Bo tak jest wygodnie lepiej stać z boku i gadac zamiast byc indywidualista. I takze dlatego nie chce zyc w takim kraju bo moje poglady sa inne niz wiekszosci.

Witam! Artykuł porusza bardzo poważną kwestię. Ale nie mogę do końca zgodzić się z nim. Cała wina spada na nauczycieli, profesorów,.. etc. Możliwe, że niektórzy są winni, ale nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka, nie szufladkujmy. Sam jestem absolwentem i pamiętam profesorów, którzy uczyli z pasją. Problem leży jak zwykle w gospodarce naszego kraju. W sposobie myślenia naszych polityków dla których ważne jest aby "dokopać" przeciwnikowi. Łatwo zauważyć, że ich sposób myślenia, system podejmowania decyzji jest krótko terminowy. Byle było dobrze do następnych wyborów. Większość decyzji została podjęta krótko a nie długo terminowo. Ja wcale nie dziwie się młodym ludziom, studentom którzy wyjeżdżają. Wielu moich kolegów ze studenckich ław ma problem ze znalezieniem pracy, a jak znajdą to za 800-900 zł. Nie ubliżając nikomu ale większość Polaków w Holandii to ludzie po zawodówkach i podstawówkach. A tekst: "Gdzieś trzeba przerwać ten łańcuch przekazywania z pokolenia na pokolenie tradycji nygusów, pijaczków, cwaniaczków i koniokradów." Bardzo ładnie określa polaków w Holandii. Niestety wyrabiamy sobie sami taką opinie. Polaka w sklepie bardzo łatwo poznać. Do kasy zgłasza się z zestawem składającym się z pieczywa,serka , wędlinki oraz skrzynką najtańszego piwa. A nawet zamiast wędliny jest najtańszy tytoń. Krzyczy w sklepie po polsku i nawet spotkałem się z sytuacją w której polka kłóciła się przy kasie po polsku. A jaki "łańcuszek przekazują" Ci ludzie???Jak matka pracuje z córką, mąż tęskni w Polsce a ona ma tu kochanka. Albo nawet i dwóch. Sypiający faceci u matki a córka w drugim pokoju.Często obie razem w stanie nietrzeźwym. I niestety do każdego polaka przyklejana jest taka etykieta. Podziękujmy tym ludziom.

Ha!...to nie jest kolejny glos,jak upiera sie Andrzej-rodaka, "spychajacego wine za wszystko na rzad" ,tylko ogolne i sluszne odczucie ,jakie panuje w narodzie!W koncu to rzad trzyma w swoim reki wszystkie sznurki a pociagajac nimi decyduje o takim a nie innym losie swoich poddanych.Nie zapominajmy przy tym,ze ten rzad ...zawsze sie wyzywi,co wcale nie mozna powiedziec o narodzie.
Jezeli komuma sama oplywajac w dostatki i przywileje przez bez mala 45 lat udawala ze placi Polakom za prace to Polacy w rewanzu udawali,ze pracuja a wynik jest wszystkim znany -50 lat zacofania w stosunku do Zachodu.Po 89'nie dokonano niczego by zmienic aparat panstwowy,nie powolano nowego panstwa,nie dokonano zmiany hierarchii spolecznej - PZPRowska nomenklatura pozostala warstwa najsilniejsza przejmujac powstala u schylku komunizmu potezna pule patologii gospodarczej i politycznej.Efektem tego jest milionowa emigracja i zamienienie Polski w kraj juz nie III-ego ,ale wrecz...IV -tego swiata!
Dwoja sie chyba a nawet troja Andrzejowi lata ,bo zeby sobie zdac z tego sprawe jak to "zawsze bylo przez setki lat" wystarczy wspomniec Panstwo Chrobrego,przed ktorym chylil czolo sam cesarz Otton III ,pobicie owczesnego NATO w 1410 r a takze strzasniecie z siebie bodajze czterech najezdcow w okresie panowania Jana Kazimierza. Owe "setki lat" temu dumny niemiecki Hochenzollern klekal przed polskim krolem na krakowskim rynku a wszystko to za sprawa polskich panow,ktorzy madrze potrafili wybrac kandydata na krola kierujac sie interesem narodu z ktorego sami sie wywodzili podczas gdy wspolczesni rzadzacy maja watpliwy honor pochwalenia sie dziadkami walczacymi w mundurach zolnierzy ...Wehrmachtu ,nic wiec dziwnego,ze w wywiadach wyrazaja sie ze wstretem o polskosci,ktorej wprost sie brzydza i przed ktora uciekaja.Niestety ludzi tych do wladzy wyniesli w demokratycznych i wolnych wyborach sami Polacy ,tak wiec rzeczywiscie tylko w tym kontekscie mozna by ich obwiniac za panujacy stan rzeczy.Nie pozostaje wiec juz chyba nic innego jak tylko ufac,ze po szkodzie Polak kiedys w koncu zmadrzeje....byle jednak nie za pozno!

Andrzej @..a co ty mogles przerabiac w Polsce lat 70 -tych ?....kraju de facto okupowanym przez Sowiety a zarzadzanym nie przez jakies laleczki voodoo tylko autentycznch kolaborantow zmieszanych z obcoplemiennym elemntem przywiezionym nad Wisle w willysach (sowieci nie uzywali nazwy "jeep".Patrzac w lustro nie zobaczymy w nich ani zasobnych kont na Kajmanach ani kapitalowych will czy drogich limuzyn jakie sprawili sobie "wybrancy" po rozgrabieniu majatku narodowego wypracowanego przez te zmeczone i zrezygnowane twarze ,ktorych juz nawet zadne lustro nie chce odbijac....Rzad holenderski jakos wyzywic sie nie moze,bo nie dalej jak dzisiaj podano w radiu ,ze boryka sie z tekortem wysokosci 2 mld. euro i beda ciecia w ministerstwach ,rzec niespotykana nad Wisla ,przynajmniej w aktualnie zarzadzajacej krajem sitwie,bo byly i przeblyski takie jak ekipa mec. Olszewskiego czy obecnosc narodowcow w rzadzie PiS-u,co jak widac jest dla ciebie nowoscia ,ale jak sam to juz przyznales ,twoje zwiazki z aktualna sytuacja w Kraju sa luzne i praktycznie tymi sprawami sie nie zajmujesz ,stad tez moja proba oswiecenia cie w tej materii,....jezeli tak to moge ujac.

Paul , zanim skomentuje chcialbym tylko spytac czy twoja tak rozlegla wiedza o sytuacji polityczno-spolecznej w "Kraju" ma tam jakies praktyczne zastosowanie. Czy np. aktywnie udzielasz sie w intelektualnych kregach opozycji , wysylasz listy otwarte , zbierasz podpisy pod petycjami , dajesz prelekcje w szkolach czy moze nawet pikietujesz pod Sejmem ?
Bo jako rowniez posiadajacy luzne zwiazki z aktualna sytuacja w Polsce nie mailbym wtedy moralnego prawa do jakiejkolwiek polemiki. I moglbym ci jedynie niepotrzebnie urazic.
W przeciwnym wypadku ...

Pomijajac juz aspekt natury logicznej,ze nie orientujacy sie w realiach panujacych w Kraju ( cudzyslow jest akcentem perojatywnym!)nie posiada prawa moralnego (czy z jakimkolwiek innym przymiotnikiem) do podejmowania polemiki, to pominales na swojej liscie kasliwych pytan jeszcze jeden, chyba jedyny pozostajacy w aktualnej sytuacji wariant: oblanie sie benzyna a nastepnie podpalenie pod budynkiem Sejmu/Senatu/Rady Ministrow(niepotrzebne skrelic)Po tym juz nawet uraza nie bedzie bolec...
P.S Jako czlowiek o pogladach konserwatywnych jezeli juz gdzies pisze to tylko na ....Berdyczow!Stamtad bowiem spodziewam sie jeszcze odpowiedzi.

Ja z kolei kończę w tym roku psychologię, wcześniej zaczęłam uczyć się niderlandzkiego tak dla przyjemności, ale im bliżej końca studiów tym bardziej rozważam wyjazd do NL jako psycholog właśnie, bo w Polsce jeśli nie ma się znajomości w tym zacnym gronie to zaczyna się od pisania raportów za 800 zł. Mało rozwijające i zachęcające. Dodatkowo trzeba ukończyć masę szkoleń bez których nie można prowadzić własnych gabinetów, a ów szkoły prowadzone są przez to samo grono i są cholernie drogie, a poziom tam prezentowany nie zawsze jst wysoki i dający solidne fundamenty. Ja na mojej uczelni przez 5 lat nie miałam ani godziny praktyki moja uczelnia tego po prostu nie zapewniała o czym dowiedziałam się dopiero na 3 roku. Sama zorganizowałam sobie 1 miesięczny staż i tyle mojego. I co z tych tysięcy przeczytanych stron, godziny wykładów czasami w kółko o tym samym bo ktoś musiał mieć etat ? Dlatego myślę że nie chcę dłużej napychać kieszeni za w większości bezsensowne szkolenia. Jednak nie mam u kogo zasięgnąć informacji o warunkach i możlwiościach pracy za granicą, u mnie na uczelni nie ma biura karier a dodam że jest to uczelnia prywatna i płacę mnówstwo pieniędzy za semestr nauki. Jeśli ktoś z wiatrakowiczów wie gdzie zdobyć informację na temat szoleń, warunków pracy w zawodzie psychologa to będę wdzięczna. Pozdrawiam

Jako niedawny absolwent uczelni technicznej, czuję się kompetentny by odpowiedzieć na ten artykuł. I muszę stwierdzić ze doszło tutaj do pomylenia pojęć. Zadaje Pan pytanie, dlaczego polski student zamiast rozwijać swoją karierę w Polsce, jest gotów "upodlić" się w byle jakiej pracy za kilka euro. Otóż prawda jest taka że 60% studentów w ogóle nie ma takich dylematów, bo termin "rozwój kariery", "inwestycja w siebie", "krok który będzie procentował w dłuższym terminie" jest im po prostu obcy. Nie szuka się praktyk i staży w firmach, bo prościej jest odbębnić jakieś obowiązkowe praktyki na uczelni i spokój. Z pozostałych 40% studentów, połowa i tak wybiera wózek widłowy, bo zmusza ich do tego sytuacja materialna, za taką trzymiesięczną pensję tutaj będą w stanie wyżyć w Polsce kolejny rok akademicki, wielu moich kolegów tak robiło. Z pozostałych 20% z kolei większość nie wierzy w swoje możliwości, i myśli "praktyka? w firmie? za granicą?- na pewno nie dam rady..." - i tu dopiero moglibyśmy ewentualnie doszukiwać się błędów w polskim szkolnictwie. I tak oto polskich studentów i magistrów spotykamy tam gdzie Pan opisuje.

I jeszcze jedna refleksja:
Panie Andrzeju, to kolejny Pana artykuł biadolący na temat losu polskich wykształconych ludzi którzy gotowi są dać się poniewierać za wypłatę w euro. A jeszcze nigdy nie było artykułu o drugiej stronie medalu- przecież całe rzesze polskich inżynierów i menadżerów pracuje w takich firmach jak Philips (i nie chodzi mi o składanie telewizorów przy taśmie, ale np. Philips Research, Philips Medical), Shell, ASML, DHL i wiele innych. Wielu jest doktorantów i stażystów, wreszcie jest mnóstwo ludzi którzy przyjechali tu kilka lat temu i odnieśli sukces. Ten wątek pojawił się już w dyskusji po artykule o "polskich ambasadorach.." Bo przecież jest tylu pozytywnych ambasadorów Polski, robiących tutaj dobrą robotę i mających swoje "success story". Może o nich warto by napisać, zamiast o nauczycielach zbierających truskawki...
Szklanka może być w połowie pusta, ale równocześnie w połowie pełna....
Pozdrawiam

Bardzo dobrze Panie Andrzeju, ze Pan poruszyl ten temat.
Zajmuje sie rekrutacja inzynierow z Polski i nie raz spotkalam sie z dosc dziwacznym podejsciem do sprawy. Otoz taki mlody inzynier, tuz po szkole woli jechac zbierac warzywka/tulipany itp. niz rozpoczac budowanie zawodowej kariery. Dlaczego? Bo proponuje sie mu samodzielne mieszkanie a nie 'na kupie'. Bo po jego oplaceniu i 'na zycie' zostaje mu 700 euro a nie 1200 tak jak Panu Waldkowi z produkcji. I to mu sie nie oplaca. Nie patrza na to, ze mieszkajac w Holandi i bedac zameldowanym startuje z zupelnie innej pozycji!
I jeszcze taka sprzecznosc - oferuje sie chlopakowi po studiach (czyt. bez doswiadczenia i umiejetnosci) prace, gdzie sporo zalezy od niego, gdzie oczekuje sie inicjatywy i pomyslu a nie odtwarzania to jest przerazony, mowi, ze 'w szkole myslenia nie uczyli'. Ale jak sie rozmawia o stawce to krzyczy glosno, ze nie po to studiowal zeby przyjezdzac 'robic' za marne 2200 brutto...

Zgodze sie z Crisowskim - jest wielu mlodych-ambitnych, ktorym sie wrozy sukces zawodowy w Holandii. Sama mam kilku pod swoim skrzydelkiem ;)

Witam, Pani martencjo. Mogłaby Pani podać namiary na biuro, w którym Pani pracuje, bądź dać wskazówki jak szukać pracy w Holandii. Pracuję jako inżynier konstruktor w branży mechanicznej od 3 lat. pozdrawiam

Witam wszystkich.
A ja przyjechałam do Holandii ponad 3 miesiące temu (mąż pracuje tutaj od ponad roku) i niestety powiem szczerze -jestem po studiach uniwersyteckich z administracji, pracowałam na różnych stanowiskach w Polsce, angielski znam w stopniu powiedzmy komunikatywnym- że szukam pracy, bezskutecznie, w ogrodnictwie, sprzątaniu itp. Zauważyłam, że tutaj preferuje się tylko ludzi mówiących po holendersku, jak poszłam do urzędu pracy zapytać o oferty to powiedziano mi, że mam załatwić pracę przez pośrednika, nikt nawet nie zapytał jakie mam wykształcenie, co potrafię, a ofert pracy było sporo. Zawiodłam się na tej głośnej holenderskiej tolerancji. Oczywiście, że są ludzie, Polacy, którzy odnieśli tutaj sukces, bardzo jestem z tego dumna, ale najwyraźniej ktoś im pomógł. Nie skarżę się i nie użalam, bo będe szukała pracy i w końcu ją znajdę, nieważne jaką (oczywiście w granicach przyzwoitości :)), a z czasem nauczę się języka i może kiedyś otrzymam posadę wartą mojego wykształcenia i zgodną z ambicjami :). Pozdrawiam serdecznie :)

Chciałam jeszcze dodać Pani Martencjo, że jestem zameldowana w Holandii, mam wynajęty dom i numer BSN, niestety, nic to nie zmieniło...

tak jasne polacy tylko pracuja na zmywaku.ten ktos kto pisze takie bzdety najpierw powinien sie douczyc a pozniej pisac swoje wypociny.ja znam takich co w polsce maja wysoka pozycje inzynierowie z kilkuletnim stazem 2000 netto ( w najlepszym razie). to jest naprawde zajebisty prestiz spoleczny, normalnie rewelacja. O czym ten koles pisze. Znam tez tych ktorzy zrobili studia w UK i dobra prace o jakiej w polsce mogli tylko pomarzyc. wiec czytajac takie wypociny po prostu rzygac mi sie chce

Drogi chmm
Polecam poszukac ofert na jednym z popularniejszych portali. Absolwentow mechaniki i budowy maszyn chetnie przyjmuja w Holandii takze nie powinienes miec problemow. W tym przypadku jezyk nie jest taka wielka przeszkoda. Rozumiem, ze AutoCad w jednym paluszku? ;)

Jesli zas chodzi o innych wyksztalconych poszukiwaczy pracy, ktorzy wypowiedzieli sie na forum, to znajomosc jezyka jest raczej konieczna. Psycholodzy musza sie z pacjentami dogadac. Tak samo pracujac w administracji trzeba sie na holenderskim prawie znac.

Pani Beato niech mi Pani wierzy, ze Polakow, ktorzy sa samodzielni i nie wymagaja 'prowadzenia za raczke' (czyt. zalatw mieszkanie, ubezpieczenie itd.) traktuje sie inaczej. Wiadomo, ze majac zobowiazania beda pracownikami, na ktorych mozna bardziej polegac niz na kims, kto spakuje torbe i wyjedzie bez slowa.
Pani Beato zycze wytrwalosci i powodzenia. Troche kiepski teraz okres na szukanie pracy. Moze warto go poswiecic na nauke jezyka? Napewno sie oplaci!

Zgadzam sie z autorem tekstu. Wszyscy konczą uniwersytety mają wykształcenie a jednak każdy który nie posiada układów i znajomości jest zkazany na prace za 1500zł(po 5 latach edukacji) lub na wyjazd za granice. W polsce jeżeli ekonomia w latach 2004-2008 osiagneła tak wysoki wzrost to dlaczego ludzie po liceach (którzy nie mają ochoty na dalsze uczenie sie) nie mogą znaleźć dobrze płatnej pracy za minimum 2500? Holandia ma problem z zatrzymaniem młodzieży w szkołach, kazdy konczy tzw. liceum czy zawodówke a nastepnie zaczyna pracować i żyć na swój rachunek ,ponieważ zarobki są wystarczająco wysokie na dostatnie życie. Jeżeli ktoś konczy psychologie z zamiarem wyjazdu do holandii i szukania pracy w swoim zawodzie to chyba upadł na głowe. Psychologia posiada tak trudne słownictwo że w jezyku polskim cieżko jest zrozumieć a napewno kursik holenderskiego nie pomoże złapać ułamka procentu zasobu słów potrzebnego do pracy na tym stanowisku w holandi. Uwazam że powinnas zastanowic sie nad sensem wyjazdu. W polsce psycholog jest o wiele bardziej potrzebny (każdy żyje w ciagłym stresie) niż polski psycholog w holandii nie potrafiący sie wysłowić, chyba ze bedziesz zajmowala sie polakami.
Wykształcenie nie znaczy o inteligentności, o inteligencji świadczy w duzej mierze grubosc portfela. Jezeli mgr ekonomii bądź handlu nie może zadbac o swoj byt finansowy i zacheca go wyjazd w celu zarobkowym w szkalrni lub na zmywak to jest poprostu idiota. Zmarnowal sobie 5 lat studiow (badz zostaly zmarnowane przez brak kwalifikacji kadry profesorow), ktore maja ksztaltowac osobiste pojecie ekonomii.

Pani Martencjo ja mam pytanie czy są jakieś konkretne wymagania żeby pracować jako psycholog w Holandii ? I gdzie ewentualnie szukać informacji.

Pani Joasiu84 niestety takich informacji nie posiadam. Nie moja branza.
Ale kolezanka mi podpowiada, ze jesli zna Pani jezyk to istnieje szansa na znalezienie pracy w zawodzie. Prosze wiec probowac ;)

Moi drodzy. Mysle, ze tutaj nie chodzi tylko o to, jaka wartosc maja w swiecie polskie uniwersytety. Wielka role w naszym funkcjonowaniu odgrywa wychowanie jakie otrzymalismy i polska mentalnosc spoleczna tak w ogole. Wezmy na przyklad skromnosc: w Polsce uwielbia sie ludzi skromnych, uczy sie tego dzieci od malego. Byle tylko nie odstawac od szarej normy. W tzw. zachodnim swiecie liczy sie sila przebicia i umiejetnosc "sprzedania" samego siebie. Dzieci od najmlodszych lat ucza sie prezentacji przed publicznoscia. "Asertief blijven": jakies dwa razy w roku firma, w ktorej pracuje wysyla nas za grube pieniadze na kursy efektywnej komunikacji, tak dla przypomnienia. Inny przyklad: Holender znajacy 50 slow w obcym jezyku powie, ze zna go plynnie. Polak, ktory przez 5 lat uczyl sie obcego jezyka tak bardzo boi sie zrobienia bledu, ze zwykle w ogole nie przyznaje sie, ze go zna!
Co do wyzej wymienionego studenta: nie oceniam zbyt pochopnie. Nie wazne, w jakim punkcie sie zaczyna, wazne by nie utknac w nim na zawsze. Na szczescie w Holandii wciaz jeszcze mamy ogromne mozliwosci rozwoju.

Wiatrak

Czytając państwa komentarze dopisałem do artykułu jeszcze jeden akapit.
Uważam, że nie ma wytłumaczenia absolwenta uniwersytetu na to aby zbierał truskawki albo jeździł na widlaku bo to lepsza "kasa". Jeśli tak jest - to znaczy, że system uniwersytecki w Polsce nadaje się psu na budę.
Dodam jeszcze (do Joasi84 - te "84" to zapewne twoja data urodzenia), że jeśli absolwent psychologii (nauka empiryczna, zajmująca się badaniem mechanizmów i praw rządzących zjawiskami psychicznymi oraz zachowaniami człowieka) szuka pracy w Holandii to znaczy, że jego edukacja też się nadaje psu na buty!

Tym razem musze sie zgodzic z Panem Andrzejem!!Polscy inzynierowie sa wyrzucani obecnie z Norwegii,pomimo stalego kontraktu!!Moj stryjeczny brat musi zjezdzac ZNorwegii po 3 latach.Kryzys Rzadzi!!!

Inzynier po Gdanskiej Politechnice,Specjalista od Urzadzen Pneumatycznych na Statkach.moge podac nazwe Norweskiej Firmy ktora go zatrudniala,Jedna z najwiekszych w Swiecie.Nie patrza na Umiejetnosci,tylko na paszport!!!

Prawdopodobnie Bede musiala mu zalatwic robote w Holandii przy zbieraniu truskawek lub szparagow,ma rodzine na utrzymaniu i rozpoczeta budowe domu w Gdyni!

Dokładnie Panie Andrzeju! System uniwersytecki w Polsce jest psu na budę! Podstawowy błąd: przeogromna liczba uczelni niepublicznych, które kształcą szeregi magistrów od siedmiu boleści. Masz pieniądze to studiujesz i zdobędziesz tytuł, który tak na prawdę nic nie jest wart. Po drugie program studiów: zero praktyk, czysta teoria. A jak wygląda przyswajanie wiedzy przez przeciętnego studenta? Tydzień przed sesją bezmyślne wkuwanie dat i terminów, dzien po sesji- czarna dziura. Ponadto w Polsce już standardem staje się posiadanie dyplomu studiów wyższych. Wspomniane już niepubliczne placówki bez ograniczeń rekrutują nowych studentów, którzy w zdecydowanej większości nie posiadają ani zaniteresowania, ani inteligencji, aby studiować. Ale mają pieniądze, które załatwiają sprawę. Rezultat takiej edukacji znamy wszyscy: szeregi świeżoupieczonych magistrów na polach truskawkowych Europy!

Ja nie skonczylam zadnego Uniwersytetu jak Profesor BARTOSZEWSKI,ale RADZE SOBIE!!!Powtarzam Wszystkim jeszcze raz; Czlowiku radz sobie Sam,to jest Twoje Zycie!!!Szukaj Zlotego Srodka!!Nie poddawaj sie,znaj Swoja Wartosc!Uwierz w Siebie,pieniadze leza na Ulicy!!Jezeli czlowieku to jest Twoj Cel!!!!!!!!!!

W Polsce problem z karierą polega też na tym, że większość ciekawych firm i ofert pracy wiąże się z przeprowadzką do Wawy. My wolimy zmieniać kraje, niż przemieszczać się do innych miast. Znam też ludzi, którzy zdecydowali się zostać w kraju przez te kilka lat i zdobywać doświadczenie tutaj,żeby potem startować na pozycję Managera w Holandii.

hmmm...Jak ja bym mial skonczony mechaniczny to z praca nie ma problemu nawet w kryzysie. Niech sie kolega zglosi to znam biura co szukaja inz rysujacych w catia i innych CAD programach.
Ale oczywiscie nikt mu pracy na 2 miesiace nie da. Wiec polecam 1. praktyki w PL (Volvo, Wabco) albo 2.fizyczna za granica.

Wiatrak

"edukacja psu na budę" miałem na myśli, że kto jak kto, ale psycholog powinien wiedzieć, że jego narzędziem pracy jest język. I to nie taki język wyuczony na kursie. Jezyk ojczysty.

Panie Andrzeju zgadzam się że język jest bardzo ważny, ale ja nie uczę się w szkole językowej. A poza tym Polscy psychologowie pracują na całym świecie i są cenionymi fachowcami, więc myślę że nie jest to problem oczywiście do tego trzeba czasu :)

Doczytalam dopisany akapit.
Powiem, co wiem z wlasnego doswiadczenia.
Skonczylam dwa kierunki. Pierwszy - krolowa wszystkich nauk. I wielkie rozczarowanie. Tony zapisanego papieru, wykladowcy od lat przepisujacy na tablice swoje ksiazki i gloszacy jedna jedyna prawde (swoja).
Drugi kierunek - jedna z nauk spolecznych. Kolejne rozczarowanie. Schemat: przepisz, zapamietaj, na egzaminie napisz i zapomnij...
Na uniwersytetach nie poszukuje sie indywidualnosci, nie chwali sie pasjonatow. Paniom od cwiczen nie mozna zawracac glowy bo maja male dzieci. A profesorowie sa zajeci bajerowaniem mlodych stazystek albo sa tak starzy/zmeczeni/zajeci, ze prosby o rozwiniecie/wytlumaczenie/wyjscie poza schemat sa bardzo niemile widziane.
Podczas 8 lat studiowania spotkalam jedynie dwie panie profesor, ktore swoim pozytywnym zakreceniem potrafily zainteresowac tematem i wymagaly MYSLENIA.
Dobrze wychodza Ci, ktorzy na studia ida bo temat/przedmiot ich interesuje, bo chca sie rozwijac. A nie bo mama kazala, bo syn sasiadki studiuje albo zycie studenta i imprezy to fajna sprawa.
Leserstwo i kombinatorstwo rzadzi. I szybko to sie nie zmieni...

Jest dokładnie tak jak pisze Martencja. Lesterstwo i kombinatorstwo to dla wielu (żeby znowu nie pisać większości)sposób na ukończenie studiów. Ot takie ściąganie, toż powód do domy, oznaka sprytu delikwenta, a nie zwykłe oszustwo, i to nie tylko otoczenia, ale przede wszystkim samego siebie. Też nie tak dawni kończyłam studia i to na jednym z najlepszych uniwersytetów w Polsce. I jedno, co mogę stwierdzić, to fakt, że jak ma sie trochę zaparcia i pieniędzy, to nawet dyplom UW mozna mieć w kieszeni i to w dodatku prestiżowego kierunku. nie nie zgodzę się z Akustykiem, że polski student jest zakompleksiony i nie wierzy w siebie. Wręcz przeciwnie, co jeden to geniusz, oczywiście w swoim własnym mniemaniu. Brak ludziom zdolności do samokrytyki. A prawda jest taka, że podczas moich pięciu lat studiowania spotkałam zaledwie kilkanaście wybitnych jednostek, które mają dobre zadatki na przyszłość, dużą grupę leserów, którym mydlenie oczów najlepiej wychodzi, grupę ludzi ambitnych, którzy próbują awansować społecznie i wydają ogromne pieniądze na studiowanie w stolicy, bo myslą, ze dyplom otworzy im drogę do lepszego życia. A reszta to przeciętniacy, którzy maja nawet głowę do nauki, więc tak jakoś naturalnie po maturze zapisują się na studia, czasem wybieraja kierunek przez przypadek, czasem kieruja się właśnie obowiązującą modą a czasem ze względu na wolne miejsca. Większość z nas to przeciętniacy, którzy przy odrobinie inteligencji i ambicji są w stanie skończyć studia. Wybitnych jednostek jest niewiele. Akustyk zwrócił uwagę na kilka waznych kwestii, ale trochę czasu brak, zeby sie ropzisywać. ale poruszany problem jest dużo bardziej złożony i tak na prawdę nie mozna wskazać jednego kozła ofiarnego. Fakt, ze rynek pracy w Polsce sprawia, ze trzeba się dostosowac do panujacych realiów. Łatwo jest powiedzieć, idź na praktyki, ale trudniej zrealizować ze względów ekonomicznych przede wszystkim. Poza tym system nauczania, oparty na teorii a nie parktyce. I co mnie osobiście chyba najbardziej przeszkadzało, to stosunek kadry nauczającej do studenta, czyli władca-poddany. Autorytet, który posiada władze absolutną i tępy student. Gdzie tu miejsce na współpracę, pomoc? Ale znowu sparwa sporowadza sie do ekonomii. Stary belfer widzi w młodym studencie konkurencję, kóra może zabrać mu ciepły fotelik na uniwerku. Kończę już, bo praca czeka :)

A żeby nie było, ze sama siebie zaliczam do tej elitarnej grupy wybitnych, musze z ubolewaniej stwierdzić, ze niestety nie!!! Podziwiam ludzi super inteligentnych, zawsze słucham z zachwytem, szybko ich identyfikuję (na tym forum jest takich kilku :) ), ale uważam, że nadprzeciętna inteligencja to dar od Boga. Albo ją masz, albo nie. A ja to, ot taka, przeciętna, ale samokrytyczna, pracowita i ambitna pani magister Czerwona Biedronka :)

Z punktu widzenia Zachodu wszystkie uczelnie wyzsze na wschod od Laby sa do kitu!Tylko kierunki techniczne z dawnej NRD sa obecnie uznawane w Niemczech a i tak patrzy sie na nie krzywym okiem. Sam doswiadczylem tego przed laty kiedy tut.Biuro Pracy zapragnelo przetestowac moj dyplom (renomowana uczelnia techniczna ,zatwierdzona w Holandii przez NUFFIC)Urzedas ziewajac ,od niechcenia obracal w reku moj dyplom po czym zapytal lekko sie usmiechajac ,czy jest on przynajmniej tyle wart co holenderska LBS(zawodowka).Nie chcial uwierzyc ,ze moge sie ubiegac o miejsce w Delft na studiach dla absolwentow HTS-u.Oczywiscie,ze dyplomy tzw. uczelni niepublicznych mozna sobie dzisiaj nawet w Polsce w buty wsadzic natomiast jezeli polski inzynier ,czy mgr. psychologii musi plewic w Holandii pietruszke ,to nie system edukacji zdaje sie psu na bude tylko rzadzacy Polska po 89'r powinni lasy bielic a nie zajmowac miejsc ministerialnych ...ale jak to juz wielokrotnie podkreslalem sa oni wypadkowa wyboru Polakow przy urnach wyborczych.Z poczatkiem lat 90-tych Francja byla zalana fala zarobkowa z Portugalii,zaczeli sie tam rowniez pojawiac pomalu Polacy ,ale nigdy nie slyszalem ,zeby Portugalczycy z dyplomami wyzszej uczelni pracowali na francuskich budowach czy przy zbieraniu winogron.Ten fenomen wystepuje tylko u Polakow za co nalezy podziekowac niejakiemu Balcerowiczowi ,jezeli sie nie myle ...profesorowi,he,he.

@Biedronka - mysle, ze to wszystko zalezy i od samej uczelni i od wydzialu/katedry. ja mialem szczescie studiowac a potem pracowac w gronie osob na solidnym poziomie, zainteresowanych osiagnieciem czegos i zaistnieniem na rynku a nie tylko posadka uczelniana (de facto, niezbyt dochodowa). sklamalbym, gdybym powiedzial, ze nie zetknalem sie z typowymi glupotami polskich uczelni (wpajanie studentom rozliczania sie z wynikow a nie faktycznego uczenia), ale szczesliwie zetknalem sie tez z ludzmi wartosciowymi i inspirujacymi. podobnie moja slubna zona, mimo ze jej wydzial byl duzo bardziej skostnialy.

w moim wypadku to byla Polibuda Wroclawskiej, najpierw Wydzial PPT (hehe... Podstawowych Problemow Techniki) potem Instytut Matematyki. de facto, jestem rowniez dyplomowany z krolowej nauk. CBDO ;)

tak jeszcze z innej beczki...

popularne tutaj na Wiatraku, ale i w polskojezycznym Internecie jest przeswiadczenie, ze wyksztalceni ludzie jak wyjezdzaja za granice to robia na zmywaku (UK) czy w szklarni (NL).

ale czy ktos ma moze jakies dane porownujace ta sytuacje w samej Polsce i wsrod emigracji. bo mam wrazenie, ze to moze wcale nie odbiegac wiele od siebie. a warto by ustalic o czym w ogole mowimy...

Ja w Polsce skoñczylam LO i przyjechalam do Holandii chyba w celu zabawy i poznania swiata , i zostalam .Poki co.Teraz studiuje politologie a ze szklarni przenioslam sie do fantastycznej firmy , gdzie pracuje jako laborantka. Mam dobra wyplate, mieszkanie i w najblizszym czasie zostane menadzerem do spraw jakosci firmy Mam 22 lata i wcale nie musialam skonczyc super uczelni ,zeby dopstac za granica dobra prace. Holendrzy zwracaja uwage nie tylko na szkole,ale takze na zachowanie, komunikatywnosc, aparycje...W zyciu wszystko jest mozliwe!I nie zwalajmy winy na uczelnie czy studentow. Kazdy ma rozum na karku i moze wybrac. Moze lepiej obwinic system pracy w Polsce? Przeciez który pracodawca chce studenta bez doßwiadczenia... A jakos je trzeba zdobyc.

Po studiach medycznych i specjalizacji w Polsce tez nie ma wiekszych problemow z praca w zawodzie w Holandii,a stawki takie jak tubylcy, a czasem nawet wyzsze :))
Oczywiscie jezyk jest niezbedny.

Podzielam opinie autora tekstu. Tylko problem w tym ,ze dla wielu z nas nienormalność stała się normalnością. Nienormalne jest,ze poza własnym krajem żyje tak dużo Polaków. Co najgorsze ostatnie badania wykazują,ze czeka nas kolejna fala emigracji. Ludzi, którzy urodzili się i wychowali w Polsce a w niej nie mieszkają liczą się na około grube miliony . Dorównują nam jedynie Żydzi, ale Ci akurat wędrują od kilku wieków i tak im dobrze, w zasadzie trudno byłoby ich upchnąć w Izraelu.
Co do wykształcenia czy to jest normalne? czy to w ogóle jest normalne,ze my jeszcze dzielimy się w tej dyskusji na popierających i zaprzeczających faktom?
Ok. niech będzie Polacy wyjeżdżają z własnego kraju, przyjmujemy ze to normalne. (Proszę podać przykład kraju z którego wyjeżdża tyle ludzi poza krajami afrykańskimi)
Ktoś wysypał z rękawa wielkie firmy jako przykłady firm gdzie pracują Polacy na wysokich stanowiskach. Pewnie,ze prawda. Niestety prawda naciągana, bo stanowią oni jakieś 0,5% wszystkich którzy tutaj przebywają (rodaków) czyli powiedzmy 1000 osób i tak uważam,ze optymistycznie zawyżyłem . Natomiast z wyższym wykształceniem jest naprawdę dużo osób, 6 na 10 Polaków jakich znam skończyło studia. Biorę poprawkę ,ze nie jestem zbyt "towarzyski" nie znam reprezentatywnej grupy, jednak liczę,ze jakieś 30% Polaków na emigracji (widziałem nawet takie badania z UK i ta liczba funkcjonuje) posiada licencjat lub mgr.
Problem leży nie w edukacji ale braku komunikacji, słaba znajomość niderlandzkiego w dużej części hamuje awans. Z angielskim nie w każdej korporacji można zajść wysoko. Poza tym tutaj tez są układy i układziki , oczywiście nie w takiej skali jak w Polsce, ale tez są, akcent czasem może zahamować. Na układy nie ma rady ;).

Dobra jak zwykle prawda połowiczna, W.Brytania ma 60 mln mieszkancow to po pierwsze co przy tej liczbie kilkaset tysięcy to nie to samo co 3 mln przy 37 mln (liczę tylko wyjazdy z ostatnich 5 lat). Po drugie Angole nie wyjeżdżają pracować na polach holenderskich, włoskich czy francuskich winnicach. Wyjeżdżają, bo muszą pilnować, nadzorować filie swoich firm na całym świecie. Pracują także na niższych stanowiskach, ale życzyłbym Polkom tych stanowisk bardziej niż leżenie na platformie sadzącej marchewkę czy inne takie tam. Zwalanie na rząd...a za co do cholery ONI biorą kasę ? za to ,ze są? Właśnie europarlamentarzystom z Polski wyrównano pensje (7 tys. euro na miesiąc plus dodatkowa kasa za każde posiedzenie , nie liczę służbowego samochodu z kierowca na lotnisko czy do hotelu i inne przywileje), może i się należy, tylko dlaczego zwykli Polacy nadal maja 2 euro na godzinę ? Przecież Polska jest w EU.

Nie można tak generalizować. W Polsce pracowałem jako programista, w Holandii pracuję jako programista. Wyjechałem bo chciałem spróbować, odpowiada mi kraj, kultura (na tyle na ile zdołałem poznać do tej pory), silna liga i reprezentacja w piłce nożnej, klimat. Z kolei w Polsce nie odpowiadały mi ww. rzeczy (w różnym stopniu). Nie potrafię także zrozumieć tego typowego, polskiego narzekania...

Powiem szczerze ze czytajac to wszystko troszeczke sie przerazilam, jesli kazdy jest taki madry to dlaczgo sa takie problemy???
Mam dopiero osiemnascie lat i mieszkam w holandii od roku, wiem moze jestem gowniara ktora malo wie ale wina tu lezy po obu stronach, w polsce uczylam sie w technikum, zarywalam noce zeby sie uczyc chemii i fizyki na profilu turystycznym, w polsc jest za dozo niepotzrebnych przedmiotow ktore jak sie okazuje w przyszlosci nie sa w ogole potrzebne... Wiec moim zdaniem najpierw powinno sie zrobic porzadek w sejmie, zreformowac szkolnictwo skutki przyjda same... Mlodzi ludzie w polsce sa na prawde bardzo zdolni tylko nie dostaja szansy na to zeby sie wykazac, a stare dziady w sejmie tylko kradna i reprezentuja Polske w taki sposob ze pozostaje sie tylko modlic, wiec nie dziwie sie ze Polska i Polacy maja taka opinie jaka maja...

Wiatrak

Artykułu "List studenta" nic tak dobrze nie ilustruje jak to porównanie naszej edukacji !!!

Wiatrak

@ Paul, według twojego opisu Polska składa się z dwóch kreacji: ICH (komuna/rząd jakikolwiek) i NAS (narodu). Ja uważam, że jest tylko jedna kreacja: MY POLACY. Zamiast spojrzeć się w lustro lepimy sobie czerwoną laleczkę voodoo i wbijamy w nią z zadowoleniem szpileczki. Masz rację, że rząd zawsze się wyżywi (vide rząd holenderski lub belgijski) a nauka uniwersytecka nie może mieć nic wspólnego z rządem.
Ja już ten temat "przerabiałem" w latach '70. Nic nowego pod słońcem. Paul jesteś kolejną generacją kopiującą treści z lat '70. Nic się nie zmieniło, co do przecinka.

"Profesorowie powinni wpajać absolwentom poczucie godności i odpowiedzialności za kraj, bo w przyszłości ci absolwenci będą kierować gospodarką i polityką tego kraju." Słowa te bardzo ładnie ukazują jak winny jest rząd i władza. 2 kwietnia odbywa się spotkanie G-20. A My "polski rząd" kłócimy się czy mamy jechać tam czy nie. PO mówi "nie" a PiS mówi, że nasza gospodarka zajmuje 21 miejsce na świecie. Nie chce wyrażać opcji politycznej, ale poco jest ta zbędna dyskusja?? Zamiast się spierać niech nasza "niewinna władza" coś robi. Takie przepychanki słowne nie pomogą " stworzyć w Polsce drugiej Irlandii" ani żeby "młodzi ludzie nie musieli szukać pracy zagranicą". I oni mają nas czegoś nauczyć?? A przecież tyle osób z parlamentu wykładało albo wykłada na najróżniejszych szkołach wyższych. Więc powstaje paradoks. Jak mówi stare przysłowie "ryba psuje się od głowy"!!! Także nie obwinianie rządu jest raczej umyciem rąk rządzących. Dodatkowo taka sytuacja nie dotyczy tylko obecnego rządu! Nie wykorzystany wzrost gospodarczy, wzrost PKB w latach ubiegłych. Gospodarka się nakręca a władze zwiększają otoczkę socjalną. Kolejny paradoks. A najgorsze, że konstytucja gwarantuje na godny byt oraz prace!!!!!!! Godny byt?? Minimalne wynagrodzenie netto w 2008r to 845,17!!! Skandal i wstyd!!! Wynajęcie kawalerki w Polsce to koszty ok 1000 złotych. "Właśnie europarlamentarzystom z Polski wyrównano pensje (7 tys. euro na miesiąc plus dodatkowa kasa za każde posiedzenie , nie liczę służbowego samochodu z kierowca na lotnisko czy do hotelu i inne przywileje), może i się należy."Kolejny paradoks!!

Mnichu, po pierwsze nie tobie oceniać innych za to co chcą robić ze swoim życiem i wypraszam sobie obrażanie mnie nie upadłam na głowę. To że dla ciebie holenderski jest trudny to twój problem, oceniasz na każdym kroku "kursik" skąd wiesz gdzie się uczę. Dlaczego dajesz sobie prawo do oceny innych? Bo to jest domeną durnych, nietolerancyjnych Polaków, którzy sami nie maja odwagi na nic tylko wieczna ocena innych. Za granicą nie masz do tego prawa. W Stanach za takie coś są sprawy w sądach. Jeżeli nie jesteś w temacie psychologii to wiadomo, że ta terminologia jest niezrozumiała dla zwykłych ludzi. A ja chcę wyjechać bo mam dosyc zycia pomiedzy takimi dziwnymi ludzmi. W Polsce ludzie rzadko chodza do psychologa bo to "zbrodnia" ciagle temat tabu, to wstyd iśc do specjalisty bo ma sie problem nie lepiej udawac ze jest ok tylko dlaczego tyle alkoholikow jest w Polsce i ich cierpiacych rodzin ????

Joasia84@
Jezeli ilosc alkoholikow w Polsce mialaby swiadczyc o niskim popycie na psychologow to w Holandii moznaby to odniesc do licznej rzeszy narkomanow i szkoda ,ze nie masz mozliwosci ogladania holenderskiego kanalu BNN,bo wtedy dowiedzialabys sie jak wygladaja patologie w pseudonowoczesnym opakowaniu i szybko zmienilabys swoje zdanie.Ostatnimi czasy nasilily sie zarowno w Holandii jak i Niemczech targniecia sie na swoje zycie ojcow rodziny po uprzednim zamordowaniu wlasnych dzieci i zony,czyzby i to mialoby swiadczyc o traktowaniu wizyty u psychologa jako tabu?Byc moze gdyby sie oni upili to oszczedziloby to zycia wielu niewinnym ofiarom....

Witam,
to i ja sie dolacze do dyskusji.
Wydaje mi sie, ze nie jest to problem wartosci dyplomow czy edukacji ale poczucia wartosci Polakow. Obserwowalam to zjawisko mieszkajac w Anglii i teraz w Holandii. Niestety. Znalam mnostwo fantastycznych i wyksztalconych ludzi, ktorzy pracowali nazwijmy to ogolnie 'na zmywaku', wykpiwajac sie nieznajomoscia jezyka (co nie zawsze byla prawda, zwlaszcza w porownaniu do np. Japonczykow). Co gorsza, nawet jak ich jezyk sie polepszyl, nie zmieniali oni pracy... I musze powiedziec, ze to jest niestety taka tendencja... Szkoda, bo wtedy w swiecie nas tez nie traktuja serio, tylko jakos zmywaczy, sprzataczy itp. (zeby bylo jasne - nie mowie tu o kilku tygodniowych wyjazdach na wakacyjny dorobek)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

Witam wszytskich komentujacych...

studiowalam w polsce Kulturoznawstwo z pasji....w holandi studiuje Intarentional Buiness ...z ciekawosci ....

wydaje mi sie z ze nie mozna winic nauczycieli i profesorow w Polsce jak wszedzie sa ci zli i ci dobrzy..w Holandii tez tak jest pol na pol...wydaje mi sie z eblad w edukacji polega na tym ze w polsce po prostu brakuje dobrze zorganizowanych szkol zawodowych i tehcnikow... w Polsce normalne jest ze aby dostac posade sprzedawcyw sklepie trzeba miec skacznoe studia wyzsze ..najlepiej jeszce komnikacje ihihi w Holandii jest inaczej..od "gimanzjum" kazde dizewcko moze mniej wiecej planowac swoja przyszlosc wybierajac czy ma (nazwijmy to )ochote spedzic kolejne 4 5 lat na nauke i wysoka pozycje czy 2 szybkie lata w tym roczna praktyka..platna...ok 150 euor miesiecznie ...i szybki start na rynku pracy...po rocznej szkole gastronomicznej i roku praktyki maja konktertny zawod..a nie jak u nas....5 lat studiowania ..ochrony srodowiska i pracy w urzedzie..to wielki problem w Polsce zgranie systemu szkol zawodowych z prywatnymi firmami, stypendiami za staze i praktyki....ale mam andzije z enidlugo to bedzie....bo ile mozna uczyc sie o pieczeniu chleba i ciastek w 40 osobowej klasie z 2 mikserami , jedna wqaga...i 3 piekarnikami ktore maja po 15 lat..

Wiatrak

Asia, uważam, że najbardziej dotknęłaś sedna problemu: poczucie wartości. Tego poczucia nie mają profesorowie na uniwersytetach - co dopiero mówić o ich uczniach? Iluż to profesorów najlepszych polskich uniwersytetów pracowało "na zmywaku" w Hamburgu lub Chicago?
To jest jeden z kilku najważniejszych tematów-TABU w Polsce.

Przechodniu@
Najwyrazniej w mniemaniu Parlamentu Europejskiego Mord Katynski nie byl zbrodnia przeciwko ludzkosci ,bo odmowil on ustalenia dnia ku czci tej zbrodni.Natomiast nie zapomniano o.... Cyganach.

W Polsce szkoly strasza nadal uczniow obskurnymi scianami,wygladem,brakiem odpowiednich sprzetow do nauki,warsztatow itp.
Wagary i sciaganie na egzaminach,gotowe podklady to standart.
Bo po co przychodzic do szkoly ktora straszy ,nawet nauczyciel nie ma ochoty w takiej sali wykladac.

A jak ucza tak jak nauczycielka ktora przez 20 lat wpajala dzieciom ze:

- Krzysztof Kolumb to słynny polski uczony, który dokonał opływu naszej kuli ziemskiej.
-Zawody związane z wodą to kajakarz, nurkowiec i strażak.
-W wyrazie szalik jest pięć liter i sześć głosek.
-Wieloryb to ryba.

bron : http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1...

A na koniec ciekawostka:

W swiatowym rankingu najlepszych uniwersytetow ktory odbyl sie w 2008 nasz Uniwersytet Jagiellonski uplasowal sie na 300 miejscu a Uniwersytet Lodzki w szostej setce i tym samym zamknal liste "Times Higher Education".

W ocenie brano pod uwagę m.in. tytuły i osoby wykładające na uczelni, umiejętności studentów, zapotrzebowanie na rynku pracy, międzynarodowe czynniki itp.

Polska swoim niedopracowanym systemem
edukacji marnuje ogromny potencjal tkwiacy w studentach i uczniach.
Sa to mozliwosci , ktore moglyby dogonic najbardziej rozwiniete kraje
Europy i doprowadzic do zanikniecia roznic w poziomie zycia miedzy zachodnimi krajami UE a wschodem.

Joasia84

Ja ludzi nie oceniam tylko stwierdzam fakt. Jezeli chodzi o język holenderski to znam go dosyc dobrze na poziomie komunikatywnym uczyłem sie w szkole. Mieszkam w holandii od trzech lat i z tego co zauważyłem to młodzież 13-17 lat pije wiecej niż moi rodacy. Jezeli masz dosyć życia pomiedzy takimi ludzmi jak ja w polsce, to radziłbym nie przyjezdzać do holandii bo tutaj jest wiecej racjonalnego pogladu na swiat.

Paul masz stu procentową racje odnosnie patologii zachodnio europejskiej. Polacy (bynajmniej w holandii) są dyskryminowani i postrzegani jako ludzie klasy B. Propaganda unijna dotycząca wymogów unijnych jest najlepszym przykładem na dyskryminowanie naszego kraju we wspolnocie unijnej (oficjalny rozbiór polski).

Mnich@
Propaganda unijna dotyczaca unijnych standardow, jaki to obecnie trend daje sie zauwazyc w Polsce ,jest czysta mrzonka i sypaniem w oczy piaskiem bo Zachod nie tylko ze nie stoi w miejscu ale w ramach Unii wyznaczyl on Polsce role regionu permanentnie zacofanego,rezerwuaru taniej sily roboczej i surowcow oraz eksterytorialnego korytarza East-West. Nie nalezy tez zapominac ,ze niemiecki rewizjonizm w odniesieniu do naszych Ziem Odzyskanych jest najlepszym gwarantem roli Polski jako slumsu Europy!Masz wiec racje piszac o kolejnym rozbiorze Polski!Dyskryminacja Polski dokonuje sie przy cichym przyzwoleniu ludzi ,ktorzy z urzedu powinni takie tendencje zwalaczac a mam tu na mysli "naszych" przedstawicieli w PE....Jak dalece trafny jest ten cudzyslow swiadczy wydarzenie ,ktore chyba nie ma precedensu w dziejach nie tylko polskiego ale kazdego parlamentaryzmu ,niemniej dokladniej wyjasni to ponizszy link.P.S.najkomiczniejsze jest to ,ze te typy zamierzaja powtornie startowac w wyborach do PE bo teraz jest juz 10 tys. euro miesiecznie do zgarniecia,he,he...
http://prawy.pl/r2_index.php?dz=prasa&id...

no,coz tyle samo prawd ile ludzi;,ja wiem,ze istnieja ludzie,ktorym ,sie powiodlo,i sie bardzo ,z tych faktow ciesze[POLAK POTRAFI],ale to niestety,nie wiekszosc,aczkolwiek coraz wiecej mlodych ludzi posiada wyzsze wyksztalcenie,a niektore przypadki wyzsze ...mniemanie o swoich zdolnosciach.

to chyba nie wiesz co piszesz - czas skonczyc z mitem polak w anglii na zmywaku. jest wiele dowodow i znam osobiscie duzo osob ktorym sie udalo, sa kierownikami, dyrektorami, pracuja, na kierowniczych stanowiskach.
nie wszyscy oczywsicie. niektorzy sami pozalkadali firmy - pracuja na swoj rachunek.
czas skonczyc z powszechnym mitem ze tam wykonuja najgorsze czynnosci. to taka sama prawda ze mord na polskich oficerach w katyniu nie byl zbrodnia przeciwko ludzkosci

@Paul
Dziękuję i tyle w tym temacie.

Zostawmy Grunwald w spokoju, rozmawiamy na temat inżynierów i magistrów wyjeżdżających na zmywaki oraz poziomu polskiego szkolnictwa w XX wieku (aktualny jest jego pochodną). Czy jest ktoś w stanie powaznie i uczciwie odpowiedzieć na zadane przeze mnie powyżej pytania?
Skoro 1989 nie jest kamieniem milowym (a moim zdaniem NIE JEST - nigdzie nie pisałem, że jest) to dlaczego oczekuje Pan że oto nagle niczym za dotknieciem magicznej różdżki bedzięmy świadkiem cudownego przeobrazenia polskiego szkolnictwa a z nieba pospadają nam wysokowykwalifikowani pedagodzy oddajacy się z pasją swojemu POWOŁANIU. Na to niestety potrzeba czasu i być moze pokoleń. Podziwiam ludzi, którym udało sie cokolwiek osiagnąć UCZCIWĄ PRACĄ niezależnie od tego gdzie sie znajdują. Obrażąc swoich rówiesników, którzy wówczas wyjechali z Polski pluje Pan na samego siebie. Przepraszam, ale taka nasuwa się konkluzja po przeczytaniu Pańskich wywodów.

Wiatrak

problemem jest to, że POLSKA HISTORIA jaką sobie sami wpajamy składa się z kamieni milowych z których każdy zamyka i otwiera nowy rozdział polskiej historii. Tymczasem ja uważam, że daty 1410, 1918, 1944, 1989 nie miały jakiegokolwiek znaczenia dla naszego charakteru, kultury i obyczaju. I tak wiec na wszystkie twoje powyższe pytania mam jedną odpowiedź: tak jak było za PRL-u tak jest i dzisiaj. NIC się nie zmieniło. Zmienia się tylko władza i jej propaganda. Propaganda dzisiaj jest znacznie inteligentniejsza niż w PRL-u. W PRL-u była "Prawda" w którą nikt nie wierzył a dzisiaj mamy "Wolność" w którą wierzy każdy.

Aha! Zapomniałem o jeszcze jednym mało istotnym pytaniu: Jaka w ogóle była wówczas dostępność do studiów, tzn. kto mógł studiować oraz czy znane są przypadki wyrzucania z uczelni z powodów ideologicznych...........?

A już w temacie wolnej i niepodległej Rzeczypospolitej: jaka jest aktualnie dostepność np. do studiów prawniczych oraz jakie są możliwości wykonywania zawodu po ukończeniu tych studiów?
Czy ktoś posiada wiedzę na ten temat?
Dziękuję.

"Już generacje polskich inżynierów i magistrów wyjechały z Polski pracować „na zmywaku” i pracują na nim do dziś kiedy ich koledzy ze studiów w Polsce mają wysokie stanowiska i równie wysoką pozycje społeczną. Tego żadne pieniądze nie są w stanie skompensować."

Czytając ten fragment dochodzę do wniosku, że autor zmaga się jadnak z jakimś problemem wartości, zarzucając ludziom którzy w czasach prl-u nie godząc się z zastaną rzeczywistością wyjeżdżali albo byli wyrzucani z Polski, że oto rzucili sie na łatwą kasę poświęcając swoje ideały i zniżali się do poziomu nie przystającgo ludziom wykształconym. Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Zastanawiam się który fragment ich życiorysu poddany jest najsurowszej krytyce? Ten, że wyjechali z Polski, ten że nie zrobili karier w kraju, czy ten że procowali ponizej własnych kwalifikacji? Oczywiste że ktoś kto nigdy nie wyjechał z kraju, dorobił się wysokiej pozycji społecznej w Polsce i nigdy nie imał się fizycznej pracy, taka postawe oceniać będzie z najwyższa pogardą, prawda Panie Andrzeju?

Prosiłbym jeszcze o odpowiedź na nastepujące pytania bo nie jestem biegły w temacje poziomu edukacji szkolnictwa wyższego okresu prl-u a chciałbym poznać opinię studiujacych w tych czasach:
- jak wygladał wówczas poziom oraz dostępność nauki języków obcych(wyłączając rosyjski) na studiach?
- jaka była dostępność podnoszenia kwalifikacji językowych i wogóle studiowania wówczas na zachodzie?
- w jaki sposób mozna było wówczas osiągnąć wysokie stanowisko i status społeczny?
- jak wygladał stan i poziom przygotowania kadry nauczycielskiej w zakresie języków obcych (wyłączając jęz. rosyjski) na rok 1989 ?
Z góry dziekuje za odpowiedż.

DO LUDZI WYKSZTAŁCONYCH, INTELIGENTNYCH, ITP. Jaka przykra prawda ,wyłania się o studiowaniu w POLSCE z waszych komentarzy. KOCHAM mój kraj, bo tam się urodziłam, ale zgadzam się z PAULEM, jeśli chodzi o synalkach. NASZE DOBRO NARODOWE szoruje kible w ANGLII, i jeszcze gdzieś indziej. MNIE to osobiście boli, choć nie jestem osoba nadzwyczaj wykształconą. pozdrawiam

MarceLLo (i inni), oczywiscie, ze nauczyciele sa dobrzy i zli niezaleznie od kraju, ale jakims dziwnym trafem co chwile slysze takie historie z polskich uniwersytetow, ze wlosy staja deba!! Nie slyszalam takich od znajomych z zagranicy i sama tez tego nie dowiadczylam.

Nie znaczy to jednak ze nienormalni nauczyciele sa tylko w Polsce, tutaj (w NL) tez sie zdarzaja - jak moj promotor, ktory nie ma czasu sie ze mna spotkac chocby na 15 min w ciagu 10 dni, albo jedna babka, ktora mi dala jakas mizerna ocene za prace mowiac ze wcale tak nie jest, a ja wiem ze jest.

Ale w porownaniu z tym co ostatnio przezywa moja siostra w Toruniu, to pikuś. Ostatnio wyladowala na pogotowiu, ze stresu. I bynajmniej nie jest typem strachliwej i biadolacej dziewczynki. Nie jest tajemnica, ze polscy 'edukatorzy' usiluja udowodnic uczniowi/studentowi to czego nie wie, a nie pomoc wykazac sie jego wiedza. W zeszlym tygodniu siostra dostala 3 pytania na egzaminie, akurat znala odpowiedzi (co w przypadku literatury nie jest takie proste, bo jest zbyt obszerna jak na jeden rok studiow) ale pani doktor widzac, ze dziewczyna cos wie, zmienila jej pytania, zaczela pytac o zupelnie niezwiazane z tematem rzeczy.

I po co? Pytania przeciez byly wylosowane. Wiadomo po co. Zeby sie lepiej poczuc, ze mam wladze, ze co Ty w ogole wiesz mala istotko i tak ode mnie zalezysz itp. (powrot do kwestii poczucia wartosci i przyzwyczajen z poprzedniej epoki). Przeciez jest to znecanie psychiczne, a to jest karalne. To jest przestepstwo. Gdybym byla na miejscu siostry, to zlozylabym oficjana skarge, oczywiscie egzamin bym nagrala wczesniej na dyktafon. A potem? Potem wyjechala z miasta, bo na uczelni bylabym juz skonczona.

I teraz stop. Gdzie jestesmy? Tylko na uniwersytecie. A akcja jak z filmu kryminalnego... Nie wyobrazam sobie, zeby ktos tak mnie gnebil tu, w Holandii, tu ludzie - nawet jak sa niefajni - to maja jakis szacunek do studenta, czlowieka (chociazby ze strachu ze zostana oskarzeni). Jak juz mowilam, siostra wyladowala na pogotowiu, od 3 lat, od kiedy zaczela studia ma problemy ze zdrowiem i naprawde nie ma to nic wspolnego ze slaba psychika itp. Jest bardzo rozgoryczona, bo uwielbia swoje studia, ale zaczela myslec o przeniesieniu na inna uczelnie...

Inna sprawa jest program nauczania, braki w sprzecie itp. Ale to sa tzw. sytuacje niezalezne. Bycie milym i ludzkim i przede wszystkim sprawiedliwym do nich nie nalezy...

I teraz wroce do wątku glownego - takie wlasnie osoby jada za granice i boja sie walczyc o swoje. Boja sie odezwac, bo nie sa tego nauczone. Osoby, ktore mowia, ze nauczyciele nie ponosza za to odpowiedzialnosci, nie maja po prostu o tym pojecia.

Pozdrawiam.

...aaaale mi dlugi post wyszedl... po prostu ciagle jestem zszokowana kontrastem w podejsciu do czlowieka, zwlaszcza przez tych 'swiatlych i inteligentnych'... chyba juz sie odzwyczailam od tej polskiej pokreconej filozofii...

W tym miejscu doloze zabawna historyjke.Dzialo sie to w Szwecji gdzie majacy szczescie w interesach polski student zajechal na stacje benzynowa drogim samochodem i zdebial kiedy w facecie ,ktory zaczal mu myc przednia szybe, rozpoznal swojego ...docenta!

Jako studiujacy w PRL-u pozwole sobie zaspokoic ciekawosc dWuCeTa.Jezyki obce zachodnie:niemiecki i angielski staly na studiach (technicznych) na tak niskim poziomie ,ze student V r. potrafil raptem wydukac do cudzoziemca stojacego w kolejce w biurze LOT zaledwie kilka slow typu "you want money change?" Nie bylo zadnych laboratoriow jezykowych, nie prowadzono na lekcjach zadnych konwersacji,zreszta nauczyciele byli nielepsi od studentow a juz marzeniem sciete glowy byl wyjazd na jakis oboz jezykowy (zagranica graniczyla z szalenstwem)z udzialem cudzoziemcow.Sam bedac na saksach w Skandynawii ratowalem sie nawet niezle tym swoim rachitycznym angielskim wzbudzajac zazdrosc czeskiego studenta,ktory w ogole nim nie mowil!Na praktyki zagraniczne wyjezdzali owszem ,ale synalkowie partyjnych bonzow i wysokich oficerow milicji i wojska.Na naszym dziekanacie nawet nie wywieszano listy wybrancow ,bo jak powiedziala nam kiedys dziekanica (sekretarka)ci ktorzy wyjada i tak od dawna juz o tym wiedza a reszta( plebsu )nie musi wiedziec o kogo chodzi.Byly tez innego typu wyjazdy ,mianowicie do USA na zaproszenie fudacji Fulbrighta ,ale tam dostawali juz tylko ludzie z ojczulkiem od czlonka KC wzwyz .Ksztalcono tam przyszlych pretorianow ktorzy po 89' zajeli najwyzsze stnowiska w Polsce.Z puli tej pochodzil nawet jeden z b.premierow a niedoszly prezydent.Wysokiego statusu spolecznego sie nie osiagalo,bowiem ten sie juz mialo a konkretnie dziedziczylo po... przodku ,najczesciej czlonku KPP,PPR,ZPP(a to byla juz smietanka)czy partyzancie AL ,GL czy jakiegos sowieckiego oddzialu.Najlepsze przebicie dawalo wojsko,ale to ktore przyszlo z armia czerwona.Zolnierze ,ktorzy przyjezdzali do Polski po demobilizacji Polskich Sil Zbrojnych na Zachodzie dowiadywali sie z ust porucznikow czy kapitanow,ktorzy na pagonach mieli wiecej gwiazdek niz skonczonych klas szk.podstawowej ,ze sa Polsce niepotrzebni i zazwyczaj pozniej konczyli wywozka na Syberie a Andrzej smie jeszcze dowodzic ,ze 1944 nie mial jakiegokolwiek znaczenia dla naszego charakteru i kultury. Wtedy wlasnie caly tort polskiego spoleczenstwa odwrocono do gory nogami!Stanowisko w PRL-u bylo naturalnie pochodna statusu wiec kto sie urodzil na 10 gr. to juz zlotowka nie zostal.Przygotowanie kadry nauczycielskiej bylo jedna wielka farsa.Pamietam ,ze Wyzsze Szkoly Pedagogiczne przyjmowaly wszystko co sie do nich zglosilo a najczesciej byli to ludzie ,ktorzy nie dostali sie na inne studia i przed wojskiem (Horror!)dekowali sie wlasnie na tych WSP-ach,zeby po roku znowu gdzies uderzyc.Jedyna dobra strona tych szkol byl nadmiar niekiepskich ...lasek.Tam sie szlo na podryw.Przyznam tez dla odmiany racje Andrzejowi, ze od czasow PRL-u niewiele sie zmienilo ,ale zapewnil to deal w Magdalence gdzie komuna dogadala sie z tzw. strona spoleczna dzielac sukno Rzeczypospolitej wedle swojego upodobania.Tak wiec dalej "synalkowie" ciesza sie przywilejami a magisterski plebs szoruje kible w angielskich pubach i wielu wypadkach nie probuje sie domyslic dlaczego wlasnie tak jest ,ale to od nich pochodzi pojecie "wyksztalciuch".

Stwierdzam po przeczytaniu powyzszych info. ze jak sie komus nie podoba w kraju niech poprostu wyjedzie..lifes 2short to regret

Kilka aktualnych informacji w temacie polskiej edukacji, czyli ciągnący się za nami "smród" zaniedbań po 1989 roku:

http://wyborcza.pl/1,75478,6878412,Akade...

http://wyborcza.pl/1,76842,6981474,Fabry...

Do Autora - Rozumie twoje zażenowanie/intencje ale uogólnianie całego szkolnictwa wyższego w Polsce oraz wszystkich młodych ludzi mija się z celem chciałbym tylko powiedzieć iż jestem studentem UAM na wydziale prawa w poznaniu i naprawdę żaden z moich tytułowanych profesorów czy doktorów nie jeździ na truskawki czy jak to autor napisał szparagi (śmieszą mnie te rozważania i są dla mnie trochę żenujące). Przecież ci ludzie przez godzinę swojego wykładu zarabiają więcej niż gdyby zbierali 10 godzin dziennie truskawki - nie licząc tutaj innych działalności jakie prowadza i z których czerpią profity czy chociażby nagrody za osiągnięcia naukowe itp. Dlatego prosiłbym nie siać herezji na tematy że profesorzy tylko kombinują jak tu wyjechać na truskawki (a ten tekst o profesorach - facetach po 50 - był najzabawniejszy). Życzę przemyślenia i miłego pisania następnym razem.

Wiatrak

Może jesteś Rozbawiony, ale dziesiątki absolwentów polskich uniwersytetów szukających jakiejkolwiek pracy fizycznej w Holandii (także na tych łamach) nie jest tak rozbawione.
Faceci po 50. już może nie polecą na zbieranie truskawek, ja nie piszę o dniu dzisiejszym w UAM tylko o szkolnictwie w ogóle i o tych facetach po 50. kiedy jeszcze pięćdziesiątki nie mieli, o mentalności fornala, której tytuł profesorski i wysoka stawka płac nie zawsze zaciera.

hej hej Dario, z marzen sie nie rezygnuje pod wplywem wypowiedzi jednej osoby! mi zostala zaoferowana praca w miedzynarodowej szkole, ale nie moglam jej przyjac. sami do mnie pisali, bo widocznie nie mogli nikogo znalezc. slyszalam ze nauczyciel nie jest tu zbyt 'chodliwym' zawodem, w sensie ze ich brakuje, ale sie nie dziwie, te ich rozwydrzone, wychowywane bezstresowo dzieciaki moga czlowieka doprowadzic do ostatecznosci! ;)

W Twoim przypadku mysle ze to moze tez byc brak doswiadczenia, bo o nim nie piszesz, a ja takowe mialam, pracowalam tez w szkolach w Anglii, chociaz nie mialam nawet zadnego kursu pedagogicznego... z tego co wiem to w NL to tez za bardzo nie przejdzie. nie wystarczy znac jezyk, zeby uczyc, maja tu wysokie wymagania. tak jak w Polsce zreszta, wiec nic dziwnego. Na Twoim miejscu pouczylabym sie tez troche niderlandzkiego, niech sie ciesza... :)

Powodzenia ;)

Daria,
jestem w Holandii od roku.Skonczylam studia filologiczne- mgr -filologia polska,licencjat -filologia angielska.W czasie mojego pobytu wysłałam ok 30 aplikacji do różnych szkół, poszukujących nauczycieli angielskiego.Nie zaproszono mnie na ani jedną rozmowę.Znam holenderski w stopniu podstawowym i kontynuuje naukę.Myślę ,że dopóki nie zdasz NT2 exam -możliwości pracy w zawodzie są bardzo ograniczone. Życze powodzenia i pozdrawiam

Zauwazylam, i choc rzeczywiscie nie mowiles nic do mnie to poczulam wewnetrzny przymus odpowiedzi, bo uwazam, ze skrytykowales Asie nieslusznie, bo nie powiedziala nic obrazliwego do inzyniera.
A w koncu kazdy ma prawo nie miec ochoty nad kims sie uzalac.
Adamski nie chcialam Cie ani obrazac, ani robic niczego z pwodu czego poczulbys sie niekomfortowo. Uwazam jedynie, ze wszyscy zyjemy w trudnych czasach i kazdy ma dosc wlasnych problemow i zloszczenie sie na kogos , ze nie chce sie nad kims uzalic nie jest trafione.

witam,
zwracam się do Was, ponieważ nie za bardzo wiem, czy mogę i w końcu jak moglabym podjąć pracę w Holandii jako nauczyciel j. angielskiego w szkole, bądź wykladowca na uczelni(biorąc pod uwagę fakt ukończonych studiów filologicznych w polsce i podstawowej znajomości jęz. niderlandzkiego oraz śred-zaawans. jęz. niemieckiego).
W szczególności zwracam się z prośbą do Martencji.
Dziękuję,
DK

xyz po prostu wierzę w siebie a to już połowa sukcesu:)
kilku moich znajomych pościągały tu firmy holenderskie z Polski. no ale wiadomo lepiej pisać o tych złych Polakach, bo my przecież nie lubimy słyszeć o powodzeniach i sukcesach innych :P

/monika/
dziekuję bardzo za odpowiedź i wspólczuję.Trochę mnie zdolowalaś, bo rzeczywiście praca w Holandii i życie tam bardzo mnie fascynuje i chcialabym tego spróbować,ale widzę, że nic z moich marzeń nie będzię hehe. W każdym bądź razie trzymam kciuki, by w końcu chociaż Tobie sie udalo;)
pozdrawiam
DK

daria,
nie chce Cie jeszcze bardziej dolowac,ale...

Mieszkam w Holandii od 8 lat,zdany egzamin panstwowy z niederlandzkiego,20-letnie doswiadczenie pedagogiczne(z Polski)i co?Po wielu trudach zdobylam "wymarzona prace",nie... nie w szkole, a w zlobku i swietlicy jako zastepczyni szanownych wychowawczyn!Mialam dobry kontakt z dziecmi,ale bylam sola w oku u niektorych wspolpracownic(szczegolnie tych tak jak ja,na kontrakcie czasowym)a nawet rodzicow,ktory nie za bardzo zadowoleni byli z tego,ze ich dzieci"doglada jakas Polka,Wegierka, czy innej masci osoba!I to dawalo sie odzczuc,wierzcie mi!A praca byla naprawde ciekawa,mozna bylo sie wykazac.Niestety konkurentki "nie zasypywaly gruszek w popiele".Po 3 miesiacach sama zrezygnowalam,choc mialam kontrakt na rok.Dalam sobie spokoj!Mysle,ze gdybym byla o 20 lat mlodsza mialabym sile walczyc o lepsza prace,czego Wam mlodym zycze!Pozostaje chyba tylko podjac prace sprzataczki,bo w tym zawodzie jestesmy najlepsze!!!

no to ladnie...wcale mnie nie zdolowalaś;D powiem tylko tyle, że sprzątać, ani prać i garów zmywać obcokrajowcom na pewno nie będę;) bardzo Tobie wspólczuję. To musialo być bardzo fustrujące. Pozdrawiam i dziękuję wszystkim za odpowiedzi. Nie pozostaje mi nic innego, jak męża szukać wśród holendrów i mieć "chody", a przynajmniej holenderskie nazwisko;)pozdrawiam
DK

a ja tam mam w okol siebie pelno Polakow, ktorzy maja tu dobre stanowiska (m.in w IT) i znaja tylko angielski. ciagle sie pisze negatywnie o Polakach a moze autor by sie tak laskawie wysil i opisal historie Polakow, ktorzy odnosza sukcesy zawodowe. zenada i minus dla autora

...a ja tam mam wokol siebie samych Polakow,ktorzy tu nie maja dobrych stanowisk i znaja holenderski...opisz nam swoja historie to ocenimy...:)

a ja mam pytanie do inzynierow. tak inzynierow - a nie ludzi z branzy IT... bo do IT nie trzeba zadnego papierka, jak jestes w czyms dobry.

czy komukolwiek udalo sie w Polsce po skonczeniu uczelni technicznej (kieruneki: elektrotechnika, automatyk,a robotyka, elektronika, mechatronika, mechanika, odlewnictwo, metalurgia, gornictwo, itd...)

znalezc od razu prace za granica ?

ja jestesm juz zdesperowany. dyplom mam od polowy lipca i od tego czasu poszlo ok 60 CV (a wiec zaznaczam, ze ja sie nie rzucam na wszystko tylko na to, co mnie interesuje i ma bardzo wiele wspolnego z moim kierunkim, cos co moze byc ciekawe...) w tym 50/50 do PL i do Niemiec.

i jestem wstrzasniety oraz zszokowany brakiem odpowiedzi. dziwne. nie tak to sobie wyobrazalem. teraz jest dla mnie najlepszy okres.

-nie mam dziewczyny, wiec nic mnie nie trzyma w miejscu mojego zamieszkania

-moze nie znam holenderskiego ale znam plynnie anielski i podstawowo-srednio niemiecki oraz hiszpanski

-jestesm swiezutkim absolwentem z jakimis tam tylko praktykami, moze nie w tym co bym chcial robic (bo wybranie praktyk bylo moja porazka ale o tym sie przekonalem juz w trakcie ich odbywania) a wiec mozna mnie wziac i przeszkolic na potrzebe danej firmy i duzej korporacji inzynierskiej..

i pomimo tych CECH dalej nikt mnie nie chce.... tak wiec ponawiam pytanie:

CZY KOMUS SIE UDALO ZALAPAC w HOLANDII ? jako inzynier... np w przemysle morskim, oil, lub innym duzym ?

bo po prostu koncza mi sie pomysly... a czas mi leci caly czas....

Inzynier odezwij sie na gg 6760950 to ci moze co pomoge. W Holandii nie wiercą raczej w ziemi bo sie boja ze woda wytryśnie :)

@ niedoszły_inż_z_polski

Jako "inżynier w Holandii" z dwu letnim stażem (zawsze coś;) mogę Ci co nieco podpowiedzieć:
- po pierwsze to zależy czego szukasz, na co się nastawiasz. jeśli myślisz że trafisz do jakiegoś zespołu inżynierów np. w Shell, czy IHC to zapomnij... Powody są dwa: - holendrów-absolwentów mają pod dostatkiem (i to jednych z najlepszych w europie uniwerków technicznych) - a poza tym z którejkolwiek uczelni w polsce pochodzisz, dla nich i tak jesteś tylko polskim kolesiem z jakiegoś pipidówka w którym nawet internetu nie ma i nie bardzo wierzą w twoje możliwości (coś takiego usłyszałem od jednego senior engineera tutaj)

- nawiązując do poprzedniego- Twój dyplom i jego uznawalność - niby masz magistra (jak mniemam) i on niby jest uznawany jako MSc, ale moim skromnym zdaniem niezasłużenie... po prostu holenderskim absolwentom do stóp nie dorastamy -patrz punkt powyżej.

- Spróbuj nie bezpośrednio w firmach ,ale w "inżynierskich agencjach pracy" jak np. Orion, Manpower, Yacht. To co możesz u nich znaleźć to stanowiska z nie najwyższej półki, coś dla Bachelora, lub nawet niżej (czyli HBO według ich systemu szkolnictwa) Prawda jest taka że dla nas dostępne są tylko te techniczne pozycje których nie chce się wziąć Holendrowi gdy np. 40% to podróże zagraniczne.

- dobrą opcją tutaj jest robienie PhD (polecam bo sam to teraz robię;) dostaje się stypendium, więc o byt nie trzeba się martwić, poza tym przeważnie robi się to w kooperacji z przemysłem, wiec zdobywasz doświadczenie i poważany tytuł za jednym zamachem. Ale to co najmniej 4 lata w Holandii, i to naprawdę poważna decyzja, i tak jak Pan Andrzej pisze, ciągnie za sobą konsekwencje o których w tym momencie nawet nie zdajesz sobie sprawy....
Ale to zupełnie inny temat.
Jakbyś chciał jakichś dalszych informacji - schooter@wp.pl

za phD w polsce też masz stypendium, tylko, że pracujesz od rana do nocy na uczelni za marną kasę, która nie wystarcza na przetrwanie;)
pozdrawiam doktorantów;)
daria;)

Dla informacji osoby, ktora twierdzila, ze w Holandii dyplomy zwlaszcza studiow prywatnych mozna sobie do butow wlozyc, czy cos takiego.
Ja jestem zywym przykladem uznania w pelni dyplomu i tytulu magisterskiego uniwersyteckiego po ukonczeniu studiow prywatnych.

Po uznaniu nikt nigdy dyplomu nie kwestionowal.
Dla Holendra naprawde nie ma najmniejszego znaczenia jaka uczelnie w Polsce ktos skonczyl. Holendrzy nie maja zielonego pojecia o naszych uniwersytetat i ich podzialach. Nasza edukacja jest dla nich czarna magia, ktorej wcale nie maja najmniejszej ochoty zglebiac.
Czlowiek zaczyna nabierac wartosci dopiero po uznaniu dyplomu. Przy szukaniu pracy ja nie operowalam moim polskim dyplomem a wylacznie jego holenderskim uznaniem.

I to jest pierwszy krok, ktory czlowiek musi zrobic.
Jesli ktos ma zawod w Holandii uznany za chroniony, musi poprosic o zgode na jego wykonywanie.

Trzecim krokiem i moim zdaniem rownie waznym jak posiadanie wlasciwego dyplomu jest jezyk niderlandzki.
To jest sprawa nie do przejscia zwlaszcza w zawodach gdzie podstawa jest komunikacja (np. psycholog-ktos tu pytal o to). I to taka znajomosc jezyka praktycznie na poziomie native gdzie znajomosc na poziomie NT2 jest wysoce niewystarczajaca. Znajomosc jezyka w kwestii kulturowej np. znajomosci idiomow. Pacjent moze przeciez mowic w rozny sposob i psycholog musi go zrozumiec.

Ja np. pomimo, ze udalo mi sie zdac NT2 wcale nie czuje, ze moja znajomosc jezyka juz jest wystarczajaca.

Uwazam, ze znajomosc tylko angielskiego przydaje sie tylko na wakacjach i na poczatku pobytu zeby sobie sprawnie pozalatwiac sprawy urzedowe.

Posiadanie Sofi nr nie jest zadnym atutem, jest zwyklym obowiazkiem.

Uwazam tez, ze tzw. "komunikatywna" znajomosc jezyka to nie jest znajomosc ,ktora jest przydatna jesli ktos chce pracowac w zawodzie po studiach wyzszych. Komunikacyjna znajomosc jakiego jezyka jest fajna i wystarczajaca na wakacje, ale nie do bardziej ambitnej pracy.

Dodam tylko jeszcze, ze skoczenie na "najwyzsze polki" jest rzeczywiscie malo prawdopodobne. Ale w Polsce tez nikt bez znajomosci lub nie bedac super super super wybitnym nie skacze na najwyzsze polki zaraz po studiach. Do "wyzszych polek" bardziej szarzy ludzie dochodza etapami.

to w koncu sadzac po ilosci postow Polakow, ktorym "sie udalo" wynika, ze w Holandii latwiej o prace po studiach, niz w takich Niemczech, do ktorych sie zmeczylem wysylajac CV, przeszukujac oferty i zapisujac sie ciagle na nowych portalach z praca... oraz odbywajac 1 rozmowe telefoniczna, w ktorej "wydygalem" i musialem gadac po angielsku, bo niemieckiego mowionego szybko nie bardzo lapie.

czuje sie "z deczka" oszukany:

zeby dostac sie na takie studia musialem zapier...c ostro z matematyka, 0 imprezek. np jak chodzilem robic kupke w klasie maturalnej, to bralem ze soba "kajecik" do WC i trzaskalem zadanka ^__^ slownie, 24/7. caly czas. oplacilo sie to. dostalem sie. hurra. poczulem sie, jak ktos wyjatkowy. w koncu nie placilem lapowki i bylo kilka osob na miejsce, co moglo rzeczywiscie swiadczyc o "elitarnosci" kierunku. w czasie studiow az do 5 roku nie bylo szans "sie gdzies zaczepic", oprocz praktyk wakacyjnych, bo studia naprawde byly ciezkie+wymagajace. zeby bylo smieszniej niektorzy profesorowie wmawiali nam, ze nie znaja osoby po tym kierunku i na tej uczelni, ktora po jego skonczeniu mialaby jakiekolwiek (!!) problemy ze znalezieniem pracy w zawodzie w PL. a potem nagle na 5 roku, jak juz bylo wiecej czasu, okazalo sie, ze w miescie, skad pochodze i studiuje jest 0 przemyslu i ofert pracy dla mojego kierunku (automatyka). a wyjechac do innego miasta i pracowac ze studiami dziennymi z innego miasta raczj sie nie dalo pogodzic :)

kurcze... szkoda, ze taka wiedza czasem za pozno o te kilka lat przychodzi do glowy. dzis, gdybym byl maturzysta i startowal na Inzyniera, od razu bym atakowal zachodnie uczelnie.

a tak to tylko z ambitnego, kreatywnego chlopaka po studiach sie stoczylem i mam ponure mysli, bo nawet nikt mi nie umozliwil wykazania sie. jedyne co w tym moze byc dla mnie pocieszajacego to to, ze takich jak ja jest wielu. nie jestem wiec sam :)

Moze cos przeoczylam, ale o jakich dokladnie postach piszesz mowiac o ilosci osob, ktorym sie udalo?

Nie wiem czy slusznie, ale odebralam w twojej wypowiedzi nutke zalu, ze komus sie udalo. I to slowo, ze komus sie "udalo"w nawiasie tez jest zastanawiajace. Czy to zazdrosc?

Nie jestes jedyna osoba, ktora ciezko na studiach pracowala. Podzielilam i ja ten los, ale nie narzekam, bo doceniam to czego sie nauczylam. I niby dlaczego to mialoby byc powodem do tak lzawych zawodzen?

Mnie tez szkoda, ze nie urodzilam sie 15 lat pozniej. Bo za moich czasow tylko dzieci dygnitarzy jezdzily na studia zagraniczne. Ale coz takie zycie. Nie mam zamiaru spedzac czasu na zalowaniu czegos czego nie zmienie i na zazdroszczeniu , ze komus sie udalo.

Ja tam wole zyc wlasnym zyciem.

A ja pracuję jako inżynier w NL od początku tego roku. Nie znam dobrze holenderskiego (uczymy się razem z żoną). Ja znam dobrze angielski i zgadzam się z jedną z Pań z forum - jest to dobry język na pozątek - można załatwić wszytskie sprawy administracyjne.
Moja droga do pracy w NL była trochę inna.. Kilka lat przepracowałem w filii tej firmy w Polsce (inż d/s/ produkcji), ale po 6 latach na tym samym stanowisku postanowiłem coś zmienić i spóbować czegoś nowego. Otrzymałem wtedy propozycję pracy w oddziale w Holandii.
Początki były trudne, ale na szczęście znałem specyfikę pracy (doświadczenie z PL. Zanim zacząłem trochę mówić po niderlandzku porozumiewałem się po angielsku. Teraz na produkcji mówię tylko po NL, ale w biurze dalej po angielsku - mój niderlandzki nie jest wystarczająco płynny (po 10 miesiącach nauki) i zasób słów zbyt ubogi.
Może to jest dobry sposób - znaleźć pracę w PL w międzynarodowej firmie i po kilku latach z pewnym doświadczeniem, próbować się rozwijać za granicą.
Wiem oczywiście, że znalezienie takiej pracy nie jest łatwe ...
Życzę powidzenia Panu "inżynierowi".

do niedoszły_inż_z_polski:

widze, ze reprezentujesz typowa postawe ofiary - studia zawsze za lapowki, rynku pracy w moim miescie nie ma itp. Nie czuj sie wyjatkowy, wiekszosc moich znajomych, i ja tez, dostalismy sie na studia bez lapowek, kazdy sie uczyl ciezko, a na moim kierunku bylo ok. 15 osob najedno miejsce, a nie tylko kilka. ale to dygresja. to co najbardziej mnie denerwuje w tego typu postach jest ta wlasnie 'ofiarowatosc' - jak to mozliwe ze w Twoim miescie NAGLE sie okazalo, ze nie ma przemyslu??? to wybierajac studia o tym nie wiedziales? to tak jakby studiowac gospodarke morska i nie chcec sie ruszyc z Krakowa... no tak sobie wybrales kolego i sie teraz nad soba nie uzalaj.

poza tym zgadzam sie z przedmowcami, zwlaszcza Darina. ja studiowalam 2 kierunki w Polsce, na dziennych i na zaocznych, czyli w sumie 7 dni w tyg. do tego utrzymywalam sie w 100% sama pracujac w przerwach miedzy zajeciami (glownie korepetycje z jezykow obcych) i nie czuje sie z tego powodu jakas wyjatkowa, a juz na pewno nie widze powodu do uzalania sie nade mna. bylo ciezko, ale zawsze to nabywanie doswiadczenia. nie widze w Twojej sytuacji powodow do czucia sie oszukanym, bo niby dlaczego? ze nie podano Ci wszystkiego na tacy, jak chciales? takie postawy roszczeniowe nijak sie maja do prawdziwego zycia. tyle.

a jeszcze sprostowanko - w NL nie ma stypendium za doktorat, jest normalna pensja, bo doktoranci sa zatrudnieni przez uniwerek jak kazdy inny pracownik. moze to i szczegol, ale moze kogos wprowadzic w blad.

pozdrowienia ;)

do Asia Floyd

Sam lepiej bym tego nie ujął...

A odnośnie Ciebie- dwa kierunki, korki, 24/7 - jeśli jeszcze starczało Ci czasu na imprezki i jakiegoś chłopaka, to powiem tylko że chylę przed Tobą czoła, i robię dwa kroki w tył... ;)

A żeby wyczerpać już temat PhD, to faktycznie "stypendium" jest niewłaściwym słowem, bo formalnie to normalna pensja (choć skromna...), normalny etat, przepisowe urlopy, selection model, bonusy etc.

do Asia Floyd:

tak wlasnie tak. nie wiedzialem. DŻIZAS dlaczego mnie NIKT nie oswiecil ??. jak wybieralem ten kierunek studiow, to bylem zasypany propaganda informatorow, reklam, ksiazeczek tudziez bilboardow mowiacych, ze to takie "przyszlosciowe", nowoczesne i napewno nie moze po tym nie byc pracy. w koncu technika sie nie cofa tylko idzie do przodu !!! ze inzynier nigdy nie zginie. dlatego jako osoba ze stara matura z matematyki na 6.0 uznalem, ze jest to bardziej praktyczniejsze (wybrac kierunek inzynierski), niz np matematyke na uczelni pedagogicznej, po ktorej mozna uczyc dzieci w szkolach :)
ponadto nikt z mojej rodziny nie byl inzynierem, wiec nie mogl mi NIC poradzic. nie mialem tez starszych kolegow, czy kolezanek, ktorzy sluzyliby "doswiadczeniem zyciowym".
poza tym nie studiowalem zadnego morskiego kierunku, wiec morza nie potrzebowalem, zeby znalezc prace.

korepetycje rowniez dawalem, wiec co to za osiagniecie ? sproboj w Krakowie, gdzie masz jakies mysle KILKA TYS osob, ktore moga udzielac... jesli nie masz znajomosci. wtedy, kiedy ja udzielalem (lata 2004-2007) marzeniem scietej glowy byla stawka 10zl / h. bo taka konkurencja byla. ale Ty pewnie mialas wiecej skoro znasz jezyki obce (mniemam, ze nie tylko 1).
jak widac dotychczas nie znajduje to odzwierciedlenia w rzeczywistosci...

a jesli chcesz jeszcze ze mna dyskutowac n/t np pracy wakacyjnej, jakiejkolwiek (skoro myslisz, ze NIC NIE ROBILEM i mi sie NALEZALO bo jestem OFIARA) to ci podam tylko obrazek z pamieci jaki mi zostal:

rok 2004, wakacje, agencja pracy tymczasowej, poniewaz nie znalazlem zadnej praktyki w zawodzie a mam wolny czas cos robic trzeba. mysle. ide do posredniaka, a tam kolejka z 50 osob. wypelniam stosy glupich ankiet, dostalem prace w hipermarkecie - wykladanie towarow na poleczce). o stawce nie wspominam, bo uragala ona czlowieczenstwu (jakies 2.5 - 3 zl / h). uradowany przejezdzam cale miasto Krakow do tego sklepu. wykladam spokojnie towary. w pewnym moemencie pani mnie pospiesza, zebym szybciej to robie. to ja OK, zacalem pracowac szybciej. ok 22 wracam tramwajem do domu 40 min. w domu SUPRAJZ:

"dzwonili z agencji, juz nie pracujesz..."

po tym wydarzeniu roznosze jeszcze osobiscie (!) moje CV w ok 20 roznych miejsc, gdzie moga potrzebowac "mlodych, dynamicznych". nie odzywa sie NIKT.

mysle: "do chole..y !!! bede inzynierem, to bede rozchwytywany, bo bede wiedzial i umial cos wiecej, niz ci wszyscy tylko po LO. bede inzynierem po dobrych studiach !!! wiec skupiam sie na studiach i od tego czasu nic nie mam :)

wspaniale to byly lata 2004-2005 na szukanie dodatkowych zajec :)

jestem za tym, aby kazdy absolwent polskiej z uczelni wychodzacy zostawial swoje dane (ankieta) i pisal (np. co 1-2 lata), czy znalazl prace w zawodzie, czy nie. wtedy by to swiadczylo o jej ewentualnym prestizu. i taka publikacja danych moglaby sie przyczynic, co np. maturzysta by wybieral (jesli w ogole).

:) sama nie wiem jak na to starczalo czasu... ale starczalo ;) i stypendium naukowe mialam, jak juz sie mam chwalic (za 5,0 haha) ;)

Nie lubie jak ktos tak sie nad soba uzala i obwinia caly swiat za wlasne wybory. Sama przez to przeszlam, az mi sie tu, wlasnie w Holandii, otworzyly oczy - bo koncze wlasnie kolejne studia i wyslalam podanie o doktorat i zdziwienie, ze mnie nie przyjeli - bo przeciez ja tak ciezko pracowalam, tyle poswiecilam, bo w Polsce taka sytuacja, i ja tu na Zachod, zostawilam rodzine, przyjaciol - samo ubolewajace bla bla.
Ale prawda jest taka, ze u nas (w PL) ucza teorii (przynajmniej na jezykoznawstwie, ktore konczylam), a tu praktyki. Musialam wiec (i chcialam!) popracowac za friko w laboratorium, teraz robie badania tez za friko, no i jak skoncze i jak nie dostane pracy, to wowczas bede sie nad soba uzalac i wkurzac, bo faktycznie mam duza wiedze, ale tez i doswiadczenie porownywalne z Holendrami.

Ale nie mozna myslec, ze wszystko nam sie nalezy, bo tyle nas kosztowalo dostanie sie na studia, bez lapowki itp. Trzeba cos soba reprezentowac. Tutaj nikt na łzawe prosby nie odpowiada, (jak czasem u nas, biora na litosc). Albo umiesz i masz, albo nie. Proste.

Inna kwestia jest - o ktorej juz kiedys pisalam - ze Holandia jest tez specyficznym krajem i nam Polakom jest duzo trudniej sie przebic, ale nie jest to niemozliwe.

Crisowski, a z czego robisz doktorat i gdzie? Podoba Ci sie?

Pozdrawiam serdecznie!

widze, ze kolega inzynier odpisal zanim ja wyslalam posta. co by sie nie powtarzac, krotko - sluchaj, nie bierz tego tak do siebie. jak napisalam troszke wyzej, dokladnie Cie rozumiem, tez biegalam z cv, tez mnie glupia szefowa zrobila... pracowalam, jako asystent grafika komputerowego dorywczo, przy spisie powszechnym, na targach, nawet jako babysitter - za - uwaga - 2 zł za godzine!! wiec nie mysl, ze nie wiem o czym mowisz. I zaciskalam zeby, bo wiedzialam, ze coz, skoncze studia, to sobie odbije... Studiowalam w Poznaniu na Uniwerku, wiec o konkurencji wiem rowniez sporo - Akad. Ekonom., Polibuda, milion szkol prywatnych...

Chodzilo mi o to, zebys spojrzal na siebie z pewnym dystansem - co naprawde oferujesz? (I nie twierdze, ze nic!!) Czy zatrudnilbys sam siebie? Moze to kwestia umiejetnosci 'sprzedazy' siebie. Ale czasem naprawde warto byc krytycznym dla siebie. Swiat sie zmienia, co kiedys bylo na topie, to teraz nie jest. I nic nam sie z tego powodu nie nalezy, zadnych ulg przez to nie mamy. Trzeba sie z tym liczyc. A samo .inz.' przed nazwiskiem naprawde az tyle nie znaczy...

Taka scenka rodzajowa: Pracowalam po studiach w Anglii przez kilka lat i tam dostalam prace w szkole, gdzie na ok. 50 kandydatow przyjeli mnie i jedna Angielke. Bylam JEDYNA cudzoziemka na okolo 35 osob zatrudnionych w tej szkole! Ale moje cv i wrazenie jakie zrobilam na rozmowie kwalifikacyjnej bylo piorunujace - dla nich. Jakos tak fajnie wyszlo, ale widzialam, ze zasluzylam. Tak jak z moim ostatnim podaniem o prace - kiedy wiedzialam, ze NIE ZASLUZYLAM, bo nie zaoferowalam wystarczajaco duzo. I nie zalamuje rak i nie ubolewam nad soba, tylko biore sie do roboty, i - nawet za friko - staram sie nadrobic niedociagniecia.

A co do morza i Krakowa - to taka przenosnia byla :P

To pozdrawiam ponownie!

Asia Floyd, nie będę dyskutował o Twoich osobistych sukcesach, bo to jakby jest oczywiste. Jednak uważam ,ze udowadnianie "niedoszły_inż_z_polski" ,ze robi z siebie "ofiarę" jest co najmniej nietaktowne - osobie z Twoim wykształceniem tak powiem, człowiekowi po podstawówce z kieszenią wypchana kasa powiedziałbym "spadaj chamie". Człowieczeństwo w Polsce upada (jeżeli kiedykolwiek było), każdy kto jakoś sobie radzi, w tych którym nie poszło widzi dziadów i nieudaczników. Studiowałaś, sama się utrzymałaś, miałaś jeszcze czas na życie prywatne ok. chylę nisko czoło. Pamiętaj,ze wielu ludzi marzy o zwykłym i godnym życiu, nie o marmurach na podłogach i mercedesie w garażu, marynarce Armaniego. Masz aspiracje, dobrze ktoś musi siedzieć w biurze po 18 godzin i robić kasę dla tłustych gość, którzy leżą na jachcie z obsługa,która kosztuje 150 tys. euro na tydzień. "niedoszły_inż_z_polski" jest sfrustrowany, bo zasuwał miedzy polkami za 3 euro na godzinę (po skończeniu wyższej uczelni), dlatego ma prawo być sfrustrowany, myślę,ze jakby miał 10 euro nie wylewał by się aż tak. Zapewne miałby czas i pieniądze do zastanawiania się nad sobą i poprawy. Pozdrawiam wszystkich jeszcze myślących

adamsky, wyrazenie 'syndrom ofiary' zostale ukute przez psychologow i jest wyrazeniem, powiedzmy, naukowym. I taka JEST jego POSTAWA. Nie on, bo go nie znam. Nie obrazam go, tylko staram sie mu pokazac, ze z takim nastawieniem, to daleko nie zajdzie i nabawi sie depresji. A wiem cos o tym. I moze w koncu ktos musi go kopnac w dupe, zeby gosciu wreszcie sie obudzil.

Ja nie mialam zycia uslanego rozami, i nadal nie mam, nie mam jachtu, mercedesa, nawet garazu, tylko rozklekotany rower. Nie mam w zasadzie nawet pracy. Wiec nie mow mi tu o godnym zyciu i frustracji i marynarkach Armaniego. Nie bede sie licytowac, kto co i jak i za ile. Wiem, co gosciu czuje i dlatego uwazam, ze zamiast go gladzic po glowce i mowic jaki to on jest biedny, uwazam ze bardziej mu pomoge jesli mu powiem prosto z mostu co moze byc tego przyczyna (ale nie musi oczywiscie).

I wypraszam sobie nazywanie mnie chamem, nawet jesli nie doslownie, i posadzaniem o brak taktu. Zreszta wszystko jedno, ja tylko mam nadzieje ze ten koles (i moze jeszcze pare innych osob) kiedys, jak opadna emocje przemysli to i owo.

Kolejne pozdro...

Adamsky chyba tylko ty nie zauwazyles, ze niedoszly_inz._z_polski robi z siebie ofiare.
Zapewne ma powody do frustracji ... jak kazdy z nas, bo nikt z nas nie urodzil sie w raju. Wiekszosc z nas musi twardo stac na ziemi, choc nie jest latwo i walczyc o swoje szczescie i realizacje swoim planow.
Dlatego nie musimy podzialac zalu inzyniera a ty nie masz prawa nas za to krytykowac, bo zaden z nas nie oczekuje, ze ktos bedzie sie uzalal nad nami.

Darina chyba tylko Ty nie zauważyłaś,ze nie pisałem do Ciebie ani o Tobie. - "NAS" tzn. kogo? personalnie zwróciłem się do czytelnika o nicku "Asia Floyd". Nie nazwałem Cie chamem "Asia Floyd" przeczytaj raz jeszcze. Swoja droga jakbyśmy mieli podejście psychologów do ludzi takie jak Twoje mielibyśmy 12 tys. samobójstw rocznie w Polsce a nie 6 tys.

Po prostu nie lubię kolorować rzeczywistości. Biorę co jest i jak jest, nie udaje ,ze jest lepiej niż wszystko na to wskazuje. Druga sprawa, jak nie potrafię pomoc to się nie odzywam, bo mogę zaszkodzić. Kolejna sprawa ,ze we mnie taki obrońca słabszych ;)

W sumie obronce slabszych sie chwali, z tym, ze przy okazji niesprawidliwie oceniles inna osobe.
Wiesz, nie kazdy jest psychologiem albo i nawet jest tylko nie ma ochoty wieczorem po pracy jeszcze kogos ratowac, bo mu sie wszystko z praca kojarzy.

"po tym wydarzeniu roznosze jeszcze osobiscie (!) moje CV" hmm no cóż bezkomentarza, ale nie powiem, dość wielkie poświęcenie. Co do "stypendium" też się zgodzę, że jest to dość zle sformuowanie;) rzeczywiście jest to swoista pensja( w polsce dość licha), poprzez zatrudnienie doktoranta na uniwersytecie,tudzież akademii( wykonuje on prace/badania dla uczelni)
Jeszcze mam takie pytanie techniczne(tylko dla zorientowanych), co trzeba zrobić w Holandii, by otworzyć przewód doktorski, czy są jakieś "większe" wymagania niż w Polsce?

@ Asia, Darina, daria

Nie jeździjmy już po naszym biednym młodym inżynierze, pamiętam gdy sam uświadomiłem sobie jak badziewne są polskie studia, jakim bagnem jest jakakolwiek polska uczelnia wyższa, też miałem ochotę wykrzyczeć każdemu swoje frustracje i obwiniać cały świat o to. Dzisiaj przyszła dojrzałość i już z nutką holenderskiej mentalności mówię sobie że nie ważne jak było, nie narzekać tylko iść do przodu bo nasze życie jest tylko w naszych rękach.

@Asia Floyd
Studiuję w Eindhoven na tutejszej polibudzie w dziedzinie... technische natuurkunde:)
To forum nie jest chyba przeznaczone do pisania poematów "co mi się podoba" więc jeśli chcesz o tym podyskutować, to mojego maila umieściłem kilka postów wcześniej.

@daria
"przewód doktorski" to brzmi poważnie hehe. Mogę powiedzieć jak było w moim przypadku - otóż potrzebne są 5-letnie studia, z odpowiednią ilością punktów kredytowych, zakończone napisaniem i obroną pracy, jednym słowem liczy się co jest w suplemencie do dyplomu, a nie dyplom sam w sobie. I najważniejsza jest rozmowa kwalifikacyjna, gdzie trzeba przedstawić swoją magisterkę, lub coś podobnego, wyjść obronną ręką z gradu pytań które przetestują ile naprawdę własnego wkładu pracy w tą magisterkę miałaś, i co nie mniej ważne, umiejętności miękkie, twoja autoprezentacja również podlega ocenie. posiadanie jakiegoś certyfikatu językowego (angielski)może być wymagane, ale ja z tym nie miałem problemu. I na koniec potrzebne jest mnóstwo cierpliwości, na uczelni czas biegnie inaczej, i cały proces może trwać nawet pół roku, zanim się cały zespół obdyskutuje i zaakceptuje nowego kandydata. Tak to po krótce wygląda.

hej Crisowski, tak/nie would be fine ;p Nie, no, nikt po nim nie jezdzil, ale juz 'no dobra', swoje powiedzialam, a mlody niedoszly niech sie uczy zycia, bo faktycznie nigdzie dalej juz nie dojdzie... Swoja droga, nie wiedzialam, ze w Eindhoven jest polibuda, choc nie powinno mnie to w sumie dziwic... fajna nazwa studiow :)

Daria - to ja tez Ci powiem jak to wyglada w mojej sytuacji (faktycznie, 'przewod doktorski' brzmi powaznie, tutaj sie tego nie uzywa). Tutaj starasz sie o doktorat jak o kazda zwykla prace, tzn. (oczywiscie musisz miec mgr) - jest ogloszenie np. na www.academictransfer.org i zwykle wysylasz podanie i zyciorys, potem czekasz, roznie - Crisowski ma racje, czasem to trwa miesiacami... - i moze Ci nawet podziekuja za wyslanie dokumentow.

Najlepiej jak Cie potem zaprosza na rozmowe - i tu zalezy od dziedziny o co Cie zapytaja - moze o mgr, moze o przedmioty jakie mialas na studiach czy o umiejetnosc pracy w zespole. Jak Cie przyjma to masz ok. 3-3,5 roku na zrobienie badan i napisanie pracy. Praca jest platna z reguly 2042 na pierwszym roku, potem wzrasta do ok. 2500 na ostatnim, brutto. To dane ze 'zwyklych' uniwersytetow, nie wiem jaka jest Twoja specjalizacja, ale wydaje mi sie ze pensje na polibudzie badz w szkolach medycznych sa wyzsze, ale nie wiem czy zawsze...

Pozdrawiam

aaa juz mialam isc spac, kiedy to zauwazylam niezauwazona uwage adamsky'ego i jeszcze dopisze, co by mi sie lepiej spalo.

kolego, nie napisalam, ze mnie nazwales chamem, tylko ze nazwales mnie tak nie wprost, i to jest oczywiste. tzw umiejetnosc czytania miedzy wierszami ;p przeczytaj sobie sam.

co do Twoich teorii na temat psychologow, a dodam, ze ja takowym nie jestem, to wierz mi, ze jestes w ogromnym bledzie. jakby tak kazdy plakal nad kazdym nieszczesciem razem ze swoim pacjentem, to dopiero byloby samobojstw! a psychologowie by predko do pacjentow dolaczyli. tyle.

dobranoc

hehe no brzmi groźnie, ale do groźnych nie należy;) widzę, że wielkich różnic nie ma, bo w Polsce "kandydatura" wygląda podobnie a nawet tak samo;) taka moja ciekawość, może się przeniosę;)zastanawia mnie tlyko fakt, po co ja mialabym przedstawiać certyfikaty językowe(np. angielskiego) skoro kończylam fil. angielska;D hehe ostatnio sie nawet orientowalam jak to wygląda ze studiami filologicznymi na uniwersytecie w Amst. i muszę powiedzieć, że bylam zaskoczona, że jako student fil. ang chcący kontynuować magisterkę np w Holandii muszę przedstawić certyfikat znajomości ang. no ale cóż;D

pozdrawiam
daria;)

dodam tylko, że nie tylko Holandia ma takie wymagania;D pozdrawiam;)

co do certyfikatow, to nie trzeba niczego przedstawiac jesli sie ubiega o doktorat. Ale jesli chodzi o studia to tak, choc mi sie upieklo ;) - skonczylam jezykoznawstwo o profilu translatologicznym (polang), mieszkalam pare lat w UK i to wystarczylo, zeby po kilku rozmowach z koordynatorem studiow, za specjalna jego zgoda przyjeli mnei na studia. Ale z tego co wiem, ja bylam ostatnim tego przykladem... O ile sie orientuje, to po filol. ang nie trzeba zadny FCE itp. bo to jest rownoznaczne (wg mnie nawet nieporownywalne, bo filologia na dobrym uniwerku jest na duzo wyzszym poziomie niz te certyfikaty). Trzeba sie konkretnie o to dopytac, bo oni tu pewnie nie wiedza co to jest filologia, bo tu jak ktos mowi ze studiuje np. hiszpanski, tzn ze chodzi na kurs 2-3 razy w tyg., to nie tak jak u nas na filologii, gdzie jest literatura, kultura i rozne inne...

pozdrowki!

no nie będę sie klócić, ale z tego co się orientuję potrzebne są bardziej zaawansowane certyfikay niż FCE(najniższy poziom), tj.egzamin IELTS bądź też CAE, możliwe jest też rozpatrzenie kandydatury na podstawie TOEFL.Wszytskie jednak są po to, by udowodnić znajomość jęz. ang. przez tzw. non-natove speakerów, bez wzgl. na to jakie studia podejmują.

pozdrawiam

100% racji!!;) ale trzeba przyznać, że nie wszystkie kierunki tak mają. na filologii o jakimkolwiek zapominaniu materialu-zapomnij;)zależy też pewnie od uczelni, także...

Wartosc dyplomu to na szczescie dla nas troche co innego niz mary poziom nauczania w naszych beznadziejnych polskich uczelniach. Co do tego jak widze nie ma watpliwosci = polskie uczelnie sa beznadziejne.
Natomiast nasze dyplomy bywaja sporadczynie uznawane przed Nuffic. Co daje nam jakas szanse na rynku pracy i nie zmusza nas do ponownego studiowania tego samego kierunku w nowej ojczyznie.
Holendrzy w koncu nie musza wiedziec, ze wszsytkie te nasze studia sa do niczego. Ja w kazdym razie sie tym nie chwale. Zwlaszcza, ze w gruncie rzeczy bylam ze swoich studiow zadowolona. Ale zgadzam sie, ze w duzej czesci byla to pamieciowa. Ale taki system szkolny mamy.

haha . Zgodzę się z autorem. Kochani polskie dyplomy są NIC NIE WARTE. Ja studiuje na Radboud
Uuniversiteit w Nijmegen. Tego nie da się kompletnie porównać. W polsce każą ci wkuwać na pamięć książki ale nie uczą cię przestzrennie myśleć. Po paru latach kucia nie pamiętasz co było na pierwszym czy trzecim roku a wszystko co się nauczyłeś nie umiesz tego zastosować w życiu. Polska produkuje tzw inteligenych inwalidów.

Darina

Nie moge sie z Toba zgodzic. W Polsce konczylam 8 lat temu wyzsza uczelnie techniczna (Akademie Morska). Pracowalam i wciaz pracuje w swoim zawodzie. W niedalekiej przyszlosci bede sie doktoryzowac na Univerytecie w Anglii.

Poniewaz pracuje z technicznie wyksztalconymi holendrami (po wyzszych uczelniach technicznych, moge z wlasnego doswiadczenia stwierdzic ze moj poziom wyksztalcenia przeniesiony z Polski wcale nie odbiega od poziomu kolegow). Nie jest to moja zupelnie subiektywna uwaga ale nasza wspolna kiedy rozmawiamy jak i czego uczylismy sie na uczelniach.

To nie zupelna jest prawda ze nasze dyplomy sa tylko sporadycznie uznawane przez Nuffic. Razem z Kitty Wigleven z Nuffic przechodzilam przez procedure uznawania dyplomu i nadawania tytulu i nie bylo zadnych problemow. Oczywiscie techniczne studia sa nieco latwiejsze do porownania ze soba, jednak wydaje mi sie ze podsumowanie = polskie uczelnie sa beznadziejne = jest nieuczciwe, przynajmniej w moim przypadku.

Dodam jeszcze ze uznawalam swoj dyplom i tytul na wlasne zyczenie poniewaz pracodawca absolutnie tego nie wymagal, ale to jest oczywiscie zalezne od profesji.

Pozdrawiam i zycze wiary w siebie. Jak mozemy wybrnac z naszych narodowych kompleksow jesli kwestionujemy swoje wlasne wyksztalcenie? Uczelnia nauczyla mnie samodzielnego myslenia - a to juz bardzo wiele.

:-)

Galopine- studiowalas w Polsce? Jesli tak, to gdzie i jak dugo?

Nie zgadzam sie, ze nasze dyplomy sa nic nie warte. Znam tu kilka osob, ktore konczyly uczenie w Polsce i nie dosc, ze pracuja w swoim zawodzie, to jeszcze na wysokim stanowisku.

Sama takze ukonczylam studia w Polsce, ale nie pracuje w zawodzie, dodatkowo nie uznalam swojego dyplomu- do tej pory nie bylo mi to potrzebne.
z zawodu jestem nauczycielem i znam kilku, ktorzy ukonczyli studia w Polsce i pracuja tutaj jako nauczyciele.

Kajaja8 ma racje- rowniez zycze wiekszej wiary w swwoje mozliwosci. I moze warto przemyslec temat zanim sie odpowie.

Miia i Kajaja8 to nie ma nic z wiarą we własne możliwości. Ja skończyłam jeden z lepszych ogólniaków w Katowicach, i po pierwszym roku na UŚ wyjechałam do Holandii. W Polsce uczysz się bardzo dużo na pamięć. Jak myślicie dlaczego ludzie zaraz po studiach mają tki problem aby znaleść dobrą prace w zawodzie za godziwe wynagrodzenie??? Bo w polsce system oświaty nie stawia na praktyki. Tutaj już na 1 roku zaczynają się praktyki. Wykuta wiedza to nie wszystko trzeba ją umieć zastosować w życiu. A w polsce masz świeżo wykształconych ludzi z zerowym doświadczeniem. ( Nie wspomnę już o praktykach w polsce gdzie jedyne co Ci wolno to zrobić komuś kawe).

Oj tyle sie napisaslam i mi gdzies umknelo. Zatem pisze jeszcze raz.
Nie musze miec juz wiary we wlasnej sily, bo nie tylko mi nostryfikowano dyplom w calej pelni, ale takze szczesliwie otrzymalam prace we wlasnym zawodzie.
Natomiast wiem z przypadkow znajomych, ze nie jest to regula, i Holendrzy zdarza sie dosc czesto, ze nie nostryfikuja dyplomow, lub poziom nizej.
Zreszta wiem to tez z rozmowy z urzednikiem owczesnego CWI, przez ktory to dokonywalam procedury nostryfikacji. Po prostu lojalnie mnie ostrzegl, ze Holendrzy maja w zwyczaja czesto nostryfikowac poziom nizej i zebym byla na to gotowa. Totez bylam, i nastepnie gdy otrzymalam decyzje bylam bardzo mile zaskoczona i to dzieki temu , ze mam uznany zawod w Holandii moge w nim pracowac. Sprawa jest jasna.
Natomiast ja choc tak jak wspomnialam z obu moich studiow bylam zadowolona, to nie zmienie swojej opinii ogolnie o polskich uczelniach i ogolnie o systemie edukacyjnym w kraju, w ktorym jednak ciagle stawia sie na pamieciowke a nie na umiejetnosc kreatywnego rozwiazywania problemow.
No kazdy ma prawo do swojej opini i bardzo dobrze.

Galopine - polski ogolniak (czy obecne gimnazjum) to nie jest wyksztalcenie ktore z zalozenia moze koncentrowac sie na praktykach poniewaz jest to ogolne wyksztalcenie przygotowujace do wyzszego. Podobnie jak holenderskie gimnazjum czy atheneum. Wystarczy poczytac na interencie zestaw pytan z egzaminow w holenderskich gimnazjach.

Poza tym to ze w Polsce sa problemy ze znalezieniem pracy nie wynika z faktu ze studia bazuja na pamieciowce.

Moim zdaniem na to wszystko wpływ ma wiele czynników. Najważniejszy to MY SAMI. W lipcu skończyłam studia mgr dzienne państwowe. Mam też tytuł lic. z dodatkowego kierunku. Zaczęłam kolejne studia (już 2 letnie mgr i zaoczne). Wszystkie te kierunki trochę się pokrywają, ale przede wszystkim łączą w jedną potrzebną mi całość. Wiem, co się dzieje na polskich uczelniach.
Po pierwsze, przez 5 lat studiowania, mało kto myśli o darmowych praktykach. Osobiście mam ponad rok darmowych praktyk w różnych firmach i instytucjach i wcale się tego nie wstydzę. Studenci po prostu nie chcą pracować za darmo (większość), bo gdzież przecież studiują na uniwersytecie. Może i przecież korona z głowy spać. Przez 5 lat, tkwią w przekonaniu, że tytuł mgr otworzy im drogę do wspaniałej kariery. Idąc na studia, nigdy mi to przez głowę nie przeszło, że będzie łatwo. Tym bardziej, że nie mam znajomości. Pochodzę z małej wioski, biednej rodziny i jestem pierwszym „wykształciuchem”. Miałam nie iść na studia, bo nie było pieniędzy, ale jakoś mi się udało;)
Po drugie. Studenci żyją w przekonaniu, że praca na etacie to jest prestiż. Niestety te czasy minęły, kiedy to wszyscy mieli zagwarantowane etaty. Przecież jesteśmy młodzi, przedsiębiorczy, mamy wiedzę- możemy to wykorzystać.
I nie tylko studenci, ale i inni, bo prowadząc coś swojego dochody zależą od nas samych, żeby zarobić trzeba się nachodzić. Ludzie nie radzą sobie z odmowami i szybko się poddają. Sama myśl o braku stałej pensji ich przeraża.
Po trzecie. Trochę wina nauczycieli, ale to moje osobiste odczucie. W czasie studiów pracując w różnych miejscach (ulotki etc.) posługiwałam się językami obcymi i nigdy, nigdy mi nie zwrócił uwagi na błędy. Natomiast nauczyciel owszem, za kilka drobnych błędów na egzaminie ustnym dostałam niższą ocenę i usłyszałam, że daleka droga przede mną, aby mogła się tym językiem posługiwać. Rozumiem jego pracę i jej charakter, ale czasem mogli by trochę odpuścić. U nas wielką uwagę się do tego przykłada. Popatrzmy na obcokrajowców w Polsce, ile oni „byków” popełniają, a nie mają oporów przed mówieniem i śmieją się sami z siebie.
Za dużo nauki na niektórych kierunkach, ciężko to opanować. Dużo ściągających. Ja zawsze byłam wielkim przeciwnikiem ściągania, ponieważ studia nie są obowiązkowe, skoro nie chcesz się uczyć to po co w ogóle zacząłeś studia???
Po czwarte. Ograniczone dotacje z PUP (patrz wymogi w ustawie). W ustawie jest, że aby starać się o takową dotację na własną działalność trzeba być 12 miesięcy bezrobotnym i nie odmówić, gdy PUP wyjdzie z propozycją (z tego co się orientuje). A jak ja chcę sobie otworzyć prosto po studiach? Nie mogę, tylko czekam aż PUP znajdzie mi staż- tylko z czego mam żyć do tego czasu… pozostaje MOPS.
Po czwarte- samo społeczeństwo. Ile razy słyszałam i co Ci po tych studiach i tak nic Ci się nie uda. Nie masz znajomości, kto Ci pomoże etc. Najlepiej się chyba położyć i czekać, aż spadnie z nieba.
Po piątek- rynek pracy. W dobie kryzysu nawet pracodawcy potrzebujący na bezpłatne praktyki mają wygórowane wymagania. Różne ogłoszenia widziałam, czasem przeglądają portale internetowe.
Gdy zaczynałam wszyscy byli przeciwni, nawet rodzina… co ja robię… Nikt mi nie pomógł, nikt we mnie nie wierzył, ale postanowiłam na ostatnim roku dziennych studiów samą wziąć się za siebie i idzie mi coraz lepiej. Oczywiście zanim się ruszyło, musiałam wiele dni chodzić, działać etc. Tak, więc studenci róbcie darmowe praktyki, pracujcie byle gdzie w trakcie studiów i odkładajcie pieniądze, bo mogą się przydać.
Dodam, że nie pracuje zgodnie z wykształceniem, ale wiedza zdobyta na studiach bardzo mi pomogła. Bez niej nie wpadłabym na tego typu pomysł i nie wiedziałabym, gdzie i co załatwić. Oczywiście nadal powtarzam materiał ze studiów oraz śledzę zmiany i szukam pracy zgodnej z wykształceniem, może mi się kiedyś uda;) Na koniec przepraszam za błędy, wiem, że mam do nich skłonność. W domu drukuje wszystko, bo często na komputerze ich nie zauważam, a na kartce to już całkiem inna sprawa. Pozdrawiam i wierzcie w siebie, bo kto w was będzie wierzył, jak nie wy sami!

Witam,
Przyznam, że nie bardzo rozumiem, w jaki sposób wysnuł Pan wniosek, że polskie uczelnie i polscy wykładowcy są marni. To, że młodzi absolwenci wyjeżdżają za granicę, gdzie wykonują prace fizyczne, które często nie maja nic wspólnego z ich wykształceniem, nie jest skutkiem złej edukacji, ale raczej wychowania i kultury polskiej. Nadal niestety wielu Polaków uważa się za gorszych od mieszkańców Europy zachodniej. Do tego dochodzą problemy językowe. Jednak nie zgadzam się, że jest to regułą. Sama skończyłam psychologię w Polsce i pracuję na uczelni holenderskiej. Poznałam tu wielu Polaków, którzy pracują w swoich zawodach i na stanowiskach odpowiadającym ich wykształceniu. Znam mnóstwo doktorantów i doktorów, a także ludzi pracujących w koncernach. Poznałam wielu studentów holenderskich, a także międzynarodowych studentów tutaj studiujących, sama studiowałam tu przez pół roku i proszę mi wierzyć, że tutejszy poziom nie jest wyższy niż w Polsce, a wykładowcy nie są lepsi. Do tego wiedza ogólna Holendrów (i nie tylko) jest raczej uboga. System nauczania jest tu oczywiście inny, Holendrzy maja bardzo dobrą wiedzę w określonej dziedzinie, gdyż nie muszą się znać na wszystkim, co często ma miejsce w Polsce, ale naprawdę nie mamy powodów do kompleksów. Jedyne co - moim zdaniem - wymaga poprawy, to poziom edukacji językowej, ale podejrzewam, że to się zmienia. Pozdrawiam.

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
Chcesz kupić dom w Holandii?
serwis reklamowy usługi