Chleb powszedni i polszczyzna
Podobny dylemat mam wielu Polaków przebywających za granicą. Celowo nie piszę emigrantów, bo nikt się emigrantem nie czuje. Każdy uważa, że jest za granicą czasowo lub w ogóle odpycha te myśli. Mało kto odpowiedziałby zdecydowanie, że dokona swego żywota za granicą - chyba, że żyje tu już dziesiątki lat, ale takich na Wiatraku mało.
Życie zdaje się być coraz bardziej skomplikowanym. Mamy w życiu tyle rzeczy do nauczenia się, musimy tak dużo dokonać, poznać, doświadczyć.
Tak naprawdę życie jest proste i ogranicza nasze działanie do kilku podstawowych praw natury; musimy żyć, przeżyć, znaleźć swoje miejsce w grupie, zdobyć jak najwyższy status w tej grupie (stadzie), znaleźć atrakcyjnego partnera, wychować potomstwo.
I tu zaczyna się nasz problem za granicą: wykluczające się nawzajem pragnienie posiadania i pragnienie dobrej pozycji w stadzie (pozycji społecznej).
Sam niejednokrotnie mówię, że moja ojczyzna jest tam gdzie zarabiam na mój chleb powszedni, ale z drugiej strony...
Rumuński filozof Cioran na emigracji we Francji powiedział: "Nie żyjesz w kraju lecz żyjesz w języku. To jest ojczyzna i nic innego".
Ci którzy żyją Zagranicą, zarabiają tam chleb ale i żyją w Zagranicznym języku i społeczeństwie.
Opuściłem Polskę. Od pierwszego dnia emigracji miałem "sny emigranta" - jak Miłosz. Tutaj urodziły się moje dzieci. Żyję nadzieją aby moje dzieci miały lepiej. Zawsze miałem wątpliwości. Kim bym był pozostając w Polsce? Albo kim bym był gdybym urodził się Zagranicą? Dlaczego tak bardzo się różnię? Jak bardzo się zmieniłem? Jak długo trzeba tu żyć aby nie być gościem? Czy jestem jeszcze Polakiem? Czy już tylko Polonią?
W XIX wieku emigrować mogli jedynie zamożni; Mickiewicz, Słowacki, Bem, Czartoryski, Krasiński, Chopin, Norwid - ich czas nazwano Wielką Emigracją. Wielka Emigracja liczyła sobie raptem 10.000 Polaków, z których większość osiadłą w paryskich salonach.
Jak Historia nazwie Emigrację Polaków XXI wieku?




Dla mnie odpowiedz na pytanie jest prosta.Emigracja dzisiejsza jest emigracja z wyboru,ktora jest mozliwa dzieki zmianom ustrojowo- politycznym na swiecie a szczegolnie w Europie.Dla mnie wybor zycia w innym kraju niz ojczyzne wiaze sie z moja cecha charakteru,a mianowicie ciekawosci swiata i ludzi innych kultur ,jezykow,mentalnosci.Sprawdzenie swojej osobowosci w innym swiecie.Po kilku latach na emigracji moge powiedziec,ze nie wazne gdzie ,ale wazne z kim spedza sie zycie na emigracji.Zadne granice nie maja znaczenia,jezeli jest porozumienie pomiedzy ludzmi.Obecnie bede obserwowac przystosowanie osoby starszej na emigracji.Mowia,ze,, starych dzrzew sie nie przesadza"ale ja lubie wyzwania,wiec zobacze jak to pojdzie prawie z 80-cio letnim tatulkiem.Narazie jest dobrze,a jak bedzie...?Zobaczymy!
Rumuński filozof Cioran na emigracji we Francji powiedział: "Nie żyjesz w kraju lecz żyjesz w języku. To jest ojczyzna i nic innego".
Filozof Cioran to chyba slabuje w jezykach. Coz, zdarza sie najlepszym filozofom.
Filozof Cioran staral sie byc oryginalny, ale jako Rumunowi z pochodzenia wyszlo mu tak dosc typowo po rumunsku czyli slabo. Moze za krotko na emigracji? A moze jak wielu Polakow-emigrantow serdecznie nienawidzi miejsca swojego pobytu, chociaz to juz panie pindziesiont lat mija hehehe
Wypraszam sobie, mam kilka fakultetow i doktora habilitowanego!
Nie pozwole szargac swoim bardzo znanym i szanowanym nazwiskiem i imieniem, za dlugo i za ciezko pracowalem wkuwajac setki stronic i rozmyslan filozofow greckich w tak trudnych czasach komunizmu, pisuje do periodykow i na dodatek udalo mi sie wydac ksiazke w 2 jezykach, ktora ukazala sie w kilkunastu krajach swiata. Troche szacunku prosze.
Bywajac w Turcji czesto rozmawialem z miejscowymi na temat Turkow w Holandii, Niemczech, Belgii. Ogolnie zdanie Turkow z Turcji na temat tych "naszych" mozna zamknac w jednym stwierdzeniu: Stary, to dzicz z wioch zabitych dechami. Zatrzymajcie ich u siebie, my ich to nie chcemy z powrotem. Niech sobie siedza tam u was i nigdy nie wracaja.
Różnice w emigracjii/migracjii po 2007 ,jak ją nazwę a emigracją "za komuny"
na moim skromnym przykładzie:
-podstawowa różnica jest taka ,że w dowolnym momencie można wsiąść w auto lub inny środek transportu i za kilkanaście godzin jest się w Polsce
-żadnych absolutnie "snów emigranta"
-wyjazd z przyczyn ekonomicznych.Jestem zadowolony z wyjazdu bo (szczęśliwie) nie wyczekuję dnia wypłaty,co potrzeba do domu to się kupi.Klamek ze zlota nie potrzebuję
Dlaczego o tym piszę?
My "nowi " emigranci "unijni" nie mamy tęsknot płaczliwych i patriotycznych za ojczyzną.
My obywatele EU ciepiemy w holenderskim gemeentehuis polski dowód osobisty na "balię" i załatwiamy sprawę.
I to jest piękne...
- wsiąść w auto i być w Polsce można było zawsze (najwyżej 30 lat temu trzeba było wykupić wizę NRD w Marienborn) - więc różnic po 2007 nie widzę.
- wyjazd z przyczyn ekonomicznych także był zawsze - różni nie widzę.
- nowi emigranci (po 2007) nie mają tęsknoty? - to już raczej osobiste cechy.
- polski dowód na "balie" - no tak... to jest różnica.
Turystów z Holandii niemal zawsze zaskakuje "europejskość" Istambułu, Rabatu i... Warszawy. Turcja i Maroko widziane poprzez pryzmat gastarbeiterów wyglądają jak z filmu "Lawrence z Arabii" a Polska jak z "Krótkiego filmu o zabijaniu".
Mam znajomego,mądrego człowieka,swojego czasu redaktora w Radio Wolna Europa.Spotkalem go w Polsce i rozmawialiśmy o moim wyjeżdzie na stałe do Holandii.Mówiłem wtedy jak to dobrze że jest Unia,swoboda osiedlania się i pracy.
On jak i wielu innych nie mógł przez te 30 czy ileś lat przyjechać do Polski bo by został aresztowany.
Co chcę podkreślić.
My (po 2007) nie śpiewamy w myślach przed snem "Jeszcze Polska nie umarła"
Nie tęsknimy do wierzby płaczącej i ruczaju (cokolwiek to jest).
Niczego się nie wypieramy (polskie pochodzenie) ale też i niczego nie straciliśmy-te wierzby i ruczaj jest nadal w Polsce i jest w kazdym momencie dostępny.
Może dla polskiego żołnierza armii Napoleona który walczył w Haiti czy polskiego górnika we Francjii przed II wojną światową tęsknota za ojczyzną była traumą.Toż list szedł pewnie do Polski kilka ładnych tygodni.Plus odpowiedż..Podróż szalenie kosztowna i długotrwała.
Obecnie rozmawiamuy za darmo z video na Skype i sprawdzamy "statusy" na portalach społecznościowych.
Odległość przestała mieć znaczenie.Szwagierka ma 300 metrów do rodziców i też przez "skajpaja" dzwoni...
Nie jestem cyniczny czy napastliwy.
Uważam że wspaniale jest to,że każdy może dowolnie wybrać gdzie jest jego ojczyzna ,czy kocha Mazury czy góry czy hol. poldery
Wspaniałe jest też to że sumie nie trzeba wybierać,można pomysleć "jak to dobrze że jestem europejczykiem,Szkocja,Friesland i Hanysowo są piękne:)
Ludzie, ktorzy wyjechali z Polski np w 82r niestety nie mogli ot tak sobie przyjechac w odwiedziny. Czesto pozostawali za granica nielegalnie, niby wrocic mogli ale juz powtornie wyjechac nie.
Zgadzam sie z AL, ze teraz odleglosci sie zmniejszyly i komunikacja na odleglosc jest latwiejsza.
Ja jakos nie tesknie i nigdy nie mialam snow emigranta. Juz pare miesiecy po przyjezdzie zakladajac ubezpieczenie na pochowek zaznaczylam, ze chce byc pochowana w Holandii, jezeli tu bede do smierci.
Nigdy nie zakladam na 100%, ze tu i tylko tu chce mieszkac, lubie zmiany.
Mieszkajac w Polsce tez przeprowadzalam sie o 650km, teraz mam niewiele wiecej.
Mowisz Andrzeju, ze kazdy czlowiek chce miec lepszy status, chce miec wiecej.
A po co?
Zawsze beda lepsi, madrzejsi, bogatsi od Ciebie ale sa tez biedniejsi, slabsi i glupsi.
Po co sobie takimi sprawami glowe zaprzatac, ile czlowiek tak naprawde potrzebuje do zycia.
Chyba od zawsze wiedzialam, ze jestem gdzies w tym korowodzie ludzkosci, ze sa lepsi ode mnie za, ktorymi ja podazam ale za mna sa slabsi, ktorych to ja podciagam aby nie wypadli z korowodu czlowieczenstwa.
Emigracja jest pojeciem stalym, jezeli przyjmiemy jej rdzenioslow, pierwotna definicje i nie ma roznicy czy ktos emigrowal w 19 wieku czy w latach 80 czy po wejscu Polski do EU to sa wciaz ci sami emigranci, podazajacy razem w kierunku wschodzacego slonca, kierujacy sie rozpacza swojej sytuacji, pchani nadzieja i omamieni marzeniami . .
Wszyskie ludzie, my rasa czlowiecza jestesmy tacy sami, w brew pozorom nie roznimy sie od siebie, te same emocje, ten sam sposob odczowania bolu, to samo pragnienie szczescia i ten sam los skazanego na szfot, ktorego kazdy dzien przybliza do gilotyny, nieuchronnej smierci .. .
Pesymistom,narzekajacym na swoje zycie polecam 2 tygodnie w szpitalu na oddziele neurologicznym lub onkologicznym.Nie trzeba byc pacjentem,wystarczy byc odwiedzajacym kogos nam bliskiego.Po kilku dniach oswajamy sie ze smiercia tak samo jak z wyproznianiem w toalecie.Smierc staje sie tak bliskim nam procesem jak wiele czynnosci ,ktore robimy na codzien aby zyc.I naprawde trzeba miec szczescie ,zeby godnie odejsc na druga strone,bez zbytniego narazania naszym odejsciem osob drugich.Wystarczy sobie wyobrazic dwa tygodnie paralizu poudarowego,zeby zrozumiec jak jestesmy zalezni od drugiego czlowieka.Zdrowi, biegajacy,goniacy za szczesciem z dnia na dzien,z chwili na chwile stajemy sie kupa miesa,zalezna od drugiego czlowieka.Obnarza sie nas z intymnosci,poczucia wstydu,zarzenowania nasza seksualnoscia,Jestesmy tylko bezwladna materia,ktora trzeba umyc,zmienic pampersa,nakarmic,pocieszyc,przytulic,dac nadzieje.I naprawde trzeba miec szczescie,aby odejsc w poczuciu szczescia ,ze ktos bliski trzyma nas za reke.Moja mama wlasnie tak odchodzila,trzymajac swoich dwoje dzieci za reke.Byla cicha i spokojna.Poprostu zasnela.Dlatego tez dotknieta ostatnimi doswiadczeniami proponuje czasami zastanowic sie nad sensem wlasnego zycia i nie szukac problemow tam gdzie ich nie ma.Carpe diem!!!
Moja ciotka pokłóciła się w 1933 roku z ojcem i emigrowała sobie do NL i już :)
Zgadzam sie z Toba.Mnie sie wydaje,ze trzeba przezyc chorobe i smierc kogos bliskiego,zeby zrozumiec jak cenne jest nasze zycie.Niestety wielu ludzi mysli,ze ich zycie bedzie trwac w nieskonczonosc i moze dlatego jest tyle ludzkich krzywd,ktore tak latwo wzajemnie sobie robimy.
Są tacy co plują na innych, ubliżają od najgorszych, nie potrafią wejść w skórę drugiej osoby, używają słów, które bolą tylko dlatego, że życie nigdy ich tak naprawdę nie dotknęło. Szli przez życie po trupach, bez żalu i sumienia, pełni pychy i przekonania, że są jedyni i wybrani.
Dopiero gdy ich życie nieco przyciśnie zapala się światełko w ich głowach, że może jest inaczej... Może trzeba popatrzeć na innego jak na człowieka...A nie cel, który trzeba zbombardować..
Ale niebój żaby. Przyjdzie czas, kiedy rany się trochę zasklepią to i refleksja o ludziach pójdzie w zapomnienie...
Dodaj nową odpowiedź