Po wielu latach pobytu w Holandii pojechałem do Polski. Co rzuciło mi się w oczy?
Chodzenie. Masowo polskie chodzenie. Chodzą do pracy, szkoły, po zakupy.
Ludzie idą w środku nocy przy drodze prowadzącej zdawałoby się donikąd.
Chodzą wiele kilometrów na spacer. Idą bez zmrożenia oka 1,5 kilometra do budki ruchu po papierosy.
W Pieninach zaczepiłem napotkanego górala (to nie kawał!) z pytaniem o najbliższy sklep – góral odparł, że blisko więc niech idę z nim to mi pokażę. Po 3 kilometrach, pod górę (!), już bez oddechu doczołgałem się do sklepu… samochód zostawiłem – naiwny - w miejscu spotkania z góralem. Z torbą zakupów musiałem wracać do samochodu.
Choć w miarę popularyzacji samochodów chodzenie i w Polsce wychodzi z użycia to jednak nadal widać wyraźną różnicę w polskim stylu poruszania się w porównaniu do holenderskiego. Nie mówiąc już o amerykańskim świecie widzianym wyłącznie z okna samochodu.
Holendrzy chodzą mało. Krótkie dystanse do 10 km przemierzają najchętniej na rowerze ewentualnie samochodem. Dłuższe już tylko samochodem. Na piechotę; tylko od sklepu do sklepu w winkelcentrum (centrum handlowe).
Gdy widzę na osiedlu mieszkaniowym dwóch (lub więcej) idących razem mężczyzn nie mogę oprzeć się wrażeniu, że są to Polacy.
Samochody to nasze “święte krowy”. Wielu z nas poświęcają samochodom większą część swego życia (reszta idzie na piłkę nożną). Ja też nie mógłbym obyć się bez samochodu. Samochody mają wiele zalet ale mają jedną wielką wadę: pozbawiają nas ruchu.
Amerykanie są tego już najlepszym przykładem. Pierwsze co się rzuca w oczy Europejczykowi wysiadającemu z samolotu w Nowym Jorku są gigantycznie grubi ludzie.
Amerykanie są dzisiaj najgrubszymi ludźmi na świecie. 30 lat temu co 25. uczeń szkoły średniej miał nadwagę – dzisiaj jest to już co ósmy. Im biedniejsza dzielnica – tym grubsi jej mieszkańcy. Europejczycy kojarzą Amerykanów z obesitas (otyłość). Gdy tyje Hindus lub mieszkaniec Darfur – nikt się tym nie martwi. Gdy tyje Amerykanin – jest to katastrofą.
Amerykanie jedzą dużo, tłusto i się nie ruszają.
Nie uprawiają sportów, nie chodzą do siłowni.
W ogóle nie chodzą!
Statystyczny Amerykanin chodzi 300 yardów (275 metrów) TYGODNIOWO.
Ile chodzi (jeszcze) statystyczny Polak?
W Holandii przezucilem sie z chodzenia na rower. Chetnie bym to wczesniej w Polsce robilem, ale u Nas nie ma sciezek rowerowych. I co dadza pisma, jak i tak nie ma na takie glupoty pieniedzy.Oczywiscie ktos powie ze sa sciezki ale ile? spytam. Mieszkam w duzym miescie i ich trzeba z lupa szukac. Podobno wroclaw ma duzo, choc nie wiedzialem. Na samochod mnie nie stac w Polsce wiec jedynie co pozostaje to isc do autobusu, a pozniej dalej z buta. A ktos kto ma juz samochod to jezdzi nawet do warzywniaka 500m. Oczywiscie na spacery polacy tez chodza dla przyjemnosci nie zaprzeczam, ale za to Holendrzy dla przyjemnosci i zdrowia biegaja, a u Nas to nadal zadkosc.
Ja tez uwielbiam jazde na rowerze. Miasteczko, w ktorym mieszkam to prawdziwy raj dla rowerzystow. Co prawda dzis rano zaskoczyla mnie pogoda i zaliczylam dwa upadki. Teraz w pracy dowiedzialam sie, ze nie tylko ja. No wiec, drodzy rowerzysci: ostroznie! Slisko!