Kupcy i wojownicy

Kategoria: My i oni

W holenderskim wiezieniu sidzi wreszcie Radko Mladic. Długo poszukiwany przez haski Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii odpowiedzialny za masakrę z Srebrenicy. Największa plama na honorze holenderskiej armii. Plamę tą od lat Holendzry starają się usilnie zmyć potokiem słów.

Potokiem słów i tysiącem argumentów. Plama zejść nie chce. Już kiedyś amerykański generał w przypływie szczerości wyznał publicznie, że taka armia gejów nic nie jest warta.

Może ta wypowiedź była przesadzona, ale faktem jest, że Holendrzy stchórzyli wobec Serbów.

Cmentarz ofiar ludobójstwa w Srebrenicy

Nic zresztą dziwnego.

Na ile my dzisiaj jesteśmy cywilizowani to pewne cechy narodowe mamy w genach od wieków. Każdy w Europie wie, że jak chcesz robić dobry biznes to poślij tam Holendra lub Żyda - on to zrobi najlepiej. Ma w tym talent. Ale gdy chcesz zdobyć klasztor Monte Cassino to lepiej posłać tam Polaków. W partyzantce najlepsi będą Serbowie. Słowo "honor" jest chętnie używane tam gdzie trzeba posłać naiwnych na śmierć.

Holendrzy są wyśmienitymi kupcami - i są z tego dumni.

Polacy są wyśmienitymi wojownikami - i są z tego dumni.

Posyłać Holendra na wojnę w Jugosławii było decyzją polityczną a nie militarną. W ramach natowskiego braterstwa broni Holendrzy "dali plamę" którą trudno zmyć. Teraz chociaż troszeczkę "odbiją" to sobie w Hadze na Mladicu.

Etykietowanie: Mladic Serbia wojna
20 komentarzy

Rzeczywiscie,troszeczke.Nawet moj maz ,ktory tak naprawde nie interesuje sie polityka,chodzil zadowolony z faktu aresztowania tego bandyty.Aresztowanie Mladica zadowolilo caly cywilizowany swiat,ale tak naprawde najbardziej Holendrow.I to dalo sie odczuc.Wszyscy o tym mowili i dyskutowali w Holandii.Dla nas zbrodniarz,dla Serbow bohater.I wez tu czlowieku zrozum chierarchie wartosci.Jezeli sa wciaz narody,gdzie morderstwa niewinnych ludzi sa duma narodowa w imie wlasnych interesow,nigdy w swiecie nie bedzie ladu i pokoju.SMUTNE!

Ewka

Cale szczescie, ze Polakow nie wyslano do Srebrenicy. Ci wycieliby w pien wszystkich Serbow, a wracajac do domu zdobyliby jeszcze dodatkowo Belgrad :-)
I tak, jak zawsze, zyskalibysmy tylko dodatkowego wroga.
Nalezy zaznaczyc, ze m.in. NATO zostawilo Holedrow na pastwe losu. Holendrzy bezskutecznie prosili wszystkich o wsparcie lotnictwa.
Rozmowy Mladica z Karremansem byly filmowane. Dokument mozna bylo obejrzec w holenderskiej telewizji. Faktem jest, ze Karremans kompletnie sie skompromitowal.
"I'm a piano player. Don't shoot the piano player", zei Karremans ter verontschuldiging. "U bent een waardeloze pianist", was het antwoord van Mladić. http://nl.wikipedia.org/wiki/Thom_Karremans
Przypuszczam, ze facet mial biegunke ze strachu. Nie dziwie sie, sama ucieklabym, gdzie pieprz rosnie.
Smutne jest, ze Holendrzy pomagali Serbom przy rozdziale rodzin (8.000 mezczyzn zostalo nastepnie zamordowanych). Jeszcze gorszym jest fakt, ze na wierzch wyszly przy okazji anty-muzulmanskie nastroje w armii holenderskiej.
Karremans ma sie doskonale, jest emerytem, mieszka w Hiszpani, napisal nawet ksiazke na temat Srebrenicy. Rozumiem, ze facet mial dylemat, nie byl w stanie podjac samodzielnie decyzji, a wszyscy przelozeni (VN, NATO, rzad holenderski i Amerykanie) sie „naradzali”, natomiast wlazenie do dupy Mladicowi uwazam za skandaliczne. Przypomina mi to lekarza, ktory nie chce leczyc chorego na lepre, bo sam moze sie zarazic.
Czy warto mieszac sie w klotnie sasiadow? Tak, jezeli mieszkaja 3 domy dalej, ostatecznie chcemy miec swiety spokoj na ulicy. Co natomiast robia Holendrzy w Afganistanie, czy Iraku jest dla mnie ciagle zagadka.
Z ciekawostek: Belgowie tez sie skompromitowali. Podczas Golfoorlog belgijski krazownik zawrocil i poplynal do domu poniewaz zaloga sie zbuntowala i stwierdziala, ze nie beda strzelac do Irakijczykow :-) I git majonez, po co strzelac na pustyni, jezeli mozna strzelac bezpiecznie do tarczy w belgijskich Ardenach? Najlepsza szkola, to szkola bez uczniow, najlepsza siec, to siec bez uzytkownikow, najlepsze forum to te bez internautow, najlepszy zolniez to ten czyszczacy Glocka w baraku, a najlepsza poetka to Ewka piszaca w kartonowym pudle, frywolne fraszki o Szariku:-)
I tu pytanie do Andrzeja, czy moglabym umiesc na forum przynajmniej jedna fraszke? Zalezy mi na kontakcie z wielbicielami post-solidarnosciowej, nowoczesnej poezji emigracyjnej. Granie na grzebieniu okazalo sie niestety fiaskiem:- ( Ostatnio podczas darmowego (!) koncertu spokalm sie nawet z brutalna uwaga, ze powinnam przestac pitolic na grzbieniu i zabrac sie do pracy. Uprzejmie informuje, ze gram tylko wieczorami umilajc przechodniom spacerki z psami, a podczas dnia pracuje.

Gdzies w okopie wojennym grasuje trwoga,
jakis mlody zolnierzyk modli sie do Boga.
Pomoz panie zabic jak najwiecej wrogow,
a nie bede mial przed toba innych bogow.

Chce, bys czyny moje mocno blogoslawil,
bym sie do historii mej ojczyzny wslawil.
Widzisz, jak do tej pory, tom ja juz przecie
wyplenil niejedno mojego wroga dziecie.

Niechze pan moim czynom racje przyzna,
na sztandarze mym slowa BOG I OJCZYZNA.
Jesli zabijam, to przeciez nie dla siebie,
krew podlego wroga wsiaknietaq w glebie.

Wszystkie bohaterskie w polu bitwy czyny,
dla ojczyzny kochanej, i dla mej rodziny.
Wraz z wieloma zaciagnalem sie do boju,
dla ciebie mily Boze, i Ojczyzny pokoju.

Bo kraj moj Boze, jest przeciez w udrece,
dla niego tylko krwia ociekaja moje rece.
Serce me otulone w spokoj i niewinnosc,
dla kraju i ciebie czynie swa powinnosc.

Zrob wiec, by corka nie zostala sierotka,
ja za to zniszcze wroga od jego zarodka.

...
Otwarly sie wolniutko niebios oddzwierza,
i przemowil Bog smutno do tego zolnierza:
Ojczyzna dla wszystkich ziemie uczynilem,
zabijac przeciez tobie - surowo zabronilem.

Prosisz wiec na prozno blogoslawienstwa,
ja nie pochwalam krwawego szalenstwa.
Nie pomoge ani tobie, ani wrogowi twemu,
kazdy bowiem czlowiek - mily sercu memu.

Twe marzenie o pokoju nigdy sie nie zisci,
za duzo w twoim sercu jest zlej nienawisci.
Ty czleku nierozumny, zakonczyl Bog sucho,
GDY OTWORZYSZ SERCE - JA OTWORZE UCHO.

>Mela<

Wiatrak

Dobre :-) Żadne z dziesięciu przykazań nie jest przez Nikogo respektowane, choć będzie sporo obłudników temu zaprzeczających. Religia jest zbiorem pogańskich obyczajów stosowanych dowolnie według doraźnych potrzeb i wygody.

Czyli ty też cudzołożysz, zabijasz i kradniesz.

Wiatrak

TAK

Kosowo powinno być Serbskie. Wiele lat temu Łysiak pisał, że Kosowo opanowała mafia narkotykowa. Niedawno media ze zdziwieniem odkryły, że Kosowo jest rządzone przez największą mafię narkotykową w Europie :)

Kosowo jest tym dla Serbii czym dla nas Częstochowa i Jasna Góra.

@jacer, brawo, dziękuję za tę uwagę. Kosowo jest rządzone nie tylko przez mafię, ale i handlarzy ludzkich organów, co po latach przyznała sama WIELKA prokurator Carla Del Ponte!!! Jakoś wtedy, kiedy była w Hadze, miała amnezję, teraz się jej rozjaśniło??? A ton w sprawie konfliktu na Bałkanach nadają media amerykańskie, reszta gra jak one. A nawet robią to Wiatrakowi komentatorzy. Naprawdę, żenujące. Nie chcę wybielać Serbów, ale do wojny trzeba dwóch stron. Jakoś z tej drugiej strony niewielu przywieziono do Hagi. No cóż, już niebawem odbije się to nam wszystkim w Europie wielką czkawką...

Wiatrak

Zawsze budujemy nowe mury, mury, barykady. Nierozsądnym jest stać na murze, barykadzie. Łatwo dostać w łeb kamieniem rzucanym za mur. Trzeba wybierać po której stronie tej barykady chcemy być. Każda strona muru jest pomalowana w narodowe kolory. W gwiazdki, w paski kolorowe, w tęczę, w krzyżyki, sierpy, kłosy i słoneczka. Aż miło popatrzeć!

Kazda wojna to ,,smierdzaca gra",ale i w tej grze obowiazuja pewne zasady.Rozstrzeliwanie cywilow,w szczegoplnosci dzieci,kobiet jest zbrodnia,barbarzynstwem.Jezeli spojrzec ze strony @jacera i @yota na wszystkie przypadki zbrodni na ludzkosci jako wynik wojny,to po jakiego czorta my Polacy grzebiemy sie od kilkudziesieciu lat w KATYNIU i innych miejscach masowych zbrodni na wschodzie.Przebaczyc,zapomniec,darowac Ruskom,Ukraincom.Niemcom juz dawno darowalismy te kilkadziesiat milionow wymordowany wsrod wszystkich narodow europejskich.WOJNA TO WOJNA.Nie wazny czlowiek,liczy sie cel i rezultat dzialan wojennych.Gdyby tak wszyscy patrzyli na wojny,juz dawno ten swiat przestalby istniec!

Pamietajmy o tym ,ze Koosowo nie jest ciagle zalegalizowane jako pelnoprawne panstwo.Wszystko co sie tam obecnie dzieje jest pod nadzorem ONZ.Ktos tu sobie nie radzi i tyle.

Ewka

Wydaje mi sie, ze Del Ponte byla doskonalym prokuratorem. Juz podczas jej kadencji badano sprawe handlu organami. Nie pamietam, czy i jakie byly wnioski, przypuszam, ze sprawe odlozono po prostu do szuflady. Del Ponte naglosnila sprawe w swojej ksiazce, ktora napisala jako osoba PRYTWATNA. Czego nie mogla zrobic bedac prokuratorem, poniewaz sprawa nie byla zamknieta i nie bylo koncowego raportu. Bedac prokuratorem Miedzynarodowego Trybunalu w Hadze, nie nalezy spekulowac, gdybac, wyglaszac populistyczne oswiadczenia pod publiczke, nawet jezeli nas to wyjatkowo boli.
Naturalnie nie jestem za handlem organami (za wyjatkiem watrobek kurzych po polsku, smazonych z cebulka i kwasnymi jablkami), nie chce wybielac Albanczykow, ale:
jezeli ktokolwiek, kiedykowiek (nawet 30 lat temu !) rozmawial z Serbem na teamt Kosowa, zawsze mogl sie dowiedziec, ze kosowarscy Albanczycy to „tuig”. Cos takiego jak Polak w Holandii. Czyli bidni, brudni, glupi, smierdzacy, zacofani i na dodatek muzulmanie. Dowcipy serbskie, chetnie powtarzane przez WSZYSTKIE nacje bylej Jugoslawi, lansuja obraz Kosowarczyka, jako brudnego, zacofanego gluptasa. Nie mam zdania na temat separacji/niepodlegolsci Kosowa, ale nie dziwie sie, ze Kosowarczycy maja tego powyzej dziurek w nosie i chca samodzielnie, nareszcie, zapracowac na lepszy, europejski, nowy image.

Inna sprawa jest ODBIORCA ogranow. Bo jezeli jest dostawca, to tez jest odbiorca, chyba, ze serduszkami i nerkami Serbow zamierzamy karmic domowe, oswojone, przyjazne piranie i inne krokodyle w luksusowej wili pod Tirana. Caly handel szedl przez Albanie. Byla tez cala infrastruktura! Nerek nie wozono przeciez dyskretnie po Europie rowerkiem, w koolboxie.
Transport organow do transplantacji (nawet w Europie) odbywa sie zawsze droga lotnicza. Czyli, jest gdzies samolot (OK, ewentualnie samolocik) startujacy z europejskiego lotniska z cargo, na ktore trzeba miec papierasy!
Zakladajac, ze samolociki z serduszkami startowaly z Tirany, ktora to jest takim europejskim Port de Prins, gdzie wszyscy sa skorumpowani, wszyscy do wszystkich strzelaja, to przeciez jest gdzies DESTINATION PORT, a jezeli w Europie, to Obywatelu tej lepszej Zachodniej Cywilizacji powinienes sie przynajmniej zawstydzic! Majac nerke w bagazu podrecznym miedzy lodem, a oziebionymi puszkami Coca-Coli, powinienes zostac zatrzymany na lotnisku, europejskim, miedzynarodowym.
Taaaaaaaak, ja tez uwazam, ze handel organami w Europie, mimo bredni o tej lepszej cywilizacj Zachodniej, degraduje nas do pozimu troglodytow. Dla scislosci, albanskie samolociki z organami nie ladowaly w Warszawie:-)
Trybunal dopadnie kiedys albanskich handlarzy, natomiast odbiorca (gdziekolwiek na swiecie) nigdy nie zostanie ukarany.

Czestochowa i jasna gora chyba zart.Mafia kleru tam rzadzi i sie panoszy ,maja ziemie ,kamienice, przedszkola .W czestochowie sa bardzo duze roznice pomiedzy ludzmi z pieniedzmi a reszta jest to zauwazalne nawet na ulicy nie ma klay sredniej ogolnie .Tylko bogaci cwaniacy ,kler reszta pracuje jako pomagierzy za 300€ na miesiac taka to ta twoja CZESTOCHOWA.Straszna jakosc drog,chodnikow, pelno zuli po katach a;e zato kler bogaty tlusty i prozny.

michael - masz rację (według mnie), bo ja też nie lubię kleru. Ale jak byś się czuł, gdyby przyszli tu Niemcy czy Czesi i powiedzieli, że Częstochowa nie jest już częścią Polski? Nawet ja - antyklerykał - miałabym z tym problem... A ty nie? Nie wierzę? To są te barykady Andrzeja, niestety, ale ja nie chcę za chwilę modlić się w meczecie, nawet gdyby Ewka wylazła ze swojego pudła i udawała najpiękniejszą muzułmankę. Ja po prostu tego nie trawię! A opowiadanie, że Del Ponte była najlepszym prokuratorem tylko mnie rozbawiło. Proces Milosevicia obserowałem codziennie z sali sądowej (tak tak, oddzielała mnie od Del Ponet i Milosevicia tylko przeźroczytsa, kuloodporna ściana... zresztą nie tylko proces Milosevicia śłedziłem, ale także procesy innych Serbów, Chorwatów, Bosniaków. Wszystkie procesy były do strawienia, czyli prowadzone według sztuki sądowniczej, poza procesem Milosevicia. To była żenada i kompromitaja prokuratury, czyli Del Ponte. Dobrze że sądzony umarł, dzięki temu Del Ponte odeszła z trybunału w glorii chwały... Bo inaczej, ach, nie chce się mi nawet o tym pisać. Ale Ewka tego nie wie, bo Ewka słyszała tylko to co powiedziały amerykańskie media, a za nimi reszta.

Wiatrak

Przypomina mi się kawał który opowiadał mi 30 lat temu pewien Austriak bez palców. (palce stracił pod Stalingradem).

Jest maj 1945. Armia Czerwona wyzwala Berlin. Piekarz Helmut wraz z całą swoją rodziną schronił się w piwnicy swej kamienicy. Nagle do piwnicy wpadają czerwonoarmiści i grożąc pepeszami łapią córkę piekarza i ją gwałcą na oczach ojca. Następnie biorą żonę. Wreszcie z konta wyciągają sędziwą matkę.
Piekarz pada na kolana przed najstarszym rangą żołnierzem i załamując ręce woła: - - Nicht mein Mutter! Bitte!
Na to odpowiada matka:
- Ruhe Helmut; Krieg ist Krieg!

Ewka

Yota: „... niestety, ale ja nie chcę za chwilę modlić się w meczecie, nawet gdyby Ewka wylazła ze swojego pudła i udawała najpiękniejszą muzułmankę. Ja po prostu tego nie trawię!”
Chyba sie starzeje....
Czasami mam spore trudnosci z czytaniem postow. Rozumiem wszystkie slowa, ale ich kompilacja jest dla mnie kosmiczna zagadka. Rozumiem, ze z pudla trzeba od czasu do czasu wyjsc, aby miec kontakt ze swiatem i rodzajem ludzkim. Poza tym spacerki nad kanalami zalecane sa przez mojego domowego lekarza. Natomiast wychodzenie z pudla w celu udawania najpiekniejszej (Yes, Yes,Yes!!!) muzulmanki wydaje mi sie troche bezcelowe, nawet jezeli mialoby to uchronic Yote (ktorej to, notabene, nie znam i nigdy nie poznam) od modlenia sie w meczecie. Z komentarza Yoty przebija trwoga, to, ze nie chce sie modlic w meczecie jest dla wszystkich jasne.

Salam Yota, Masha Allah Droga Siostro! Nie kazdego Allah obdarza takim mizernym talentem!
W islamie mezczyzni maja obowiazek chodzenia do meczetu. Z sunny wiemy, ze kobiety nie musza gimnastykowac sie w meczetach, wystarczy domowa modlitwa :-) W spoleczenstwach muzulmanskich dominuje przekonanie, ze dotychczasowa sytuacja jest dobra i nie wymaga zadnych zmian, bo opiera sie na „prawie bozym”.

„ ...nie lubie kleru, nie trawie muzulmanow, Amerykanow, Kosowa, Trubunalu w Hadze, Del Ponte, wiatrakowiczow, etc., etc......”.
Czy jest jakas, przynajmniej jedna, malutka rzecz, ktora lubisz? Taka, ietsie pietsie, mini, mini, mini....? Neeeeeeeeeeee, ..........
Motylki, pszczolki, wazki, skowronki, kaczence, stokrotki, lizaki, landrynki......
Ook niet ...???
Yota, Droga Przyszla Siostro w Islamie, oby Allah poprowadził cie prosta droga. Jezeli uwazasz, ze Del Ponte byla beznadziejnym prokuratorem, to zaprezentuj na forum fakty, o ktorych bedzie mozna podyskutowac; pochwal sie tez dlaczego siedzialas w Hadze prawie obok Milosevica, zamist pierdolic kotka za pomoca mlotka i pisac rozezlone komentarze pt.: nie lubie, nie trawie, etc.. I co z tego? Kogo obchodzi, ze masz awersje do kleru, muzulmanow, Amerykanow........... etc.

Oto właśnie chodziło, aby wzbudzić w Ewce ciekawość. A ja ani mru, mru. Obojniaki z HRW tak już mają...

Ewka

I git majonez, ja tez ani mru, mru. Inni, ktorzy sie zdeletowali lub zostali zdeletowni tez ani mru, mru. Liczba komentarzy na forum zblizona do zera. Najlepsze fora, to te bez forumowiczow. Im gorzej, tym lepiej; przynajmniej jest swiety spokoj.
Zrozpaczony Andrzej dubluje artykuly + komentarze z roku 2008.....

Wiatrak

W sezonie ogórkowym redakcja (aktualnie przebywająca w Palermo) czasami wrzuci jakąś powtórkę. Nie każdy ją czytał.

Dla Ewki i nie tylko... trochę faktów z procesu Milosevicia. Jedyny "polskojęzyczny" dziennikarz, który starał się napisać tak, jak było. Poniżej duże fragmenty jego tekstu, całość można (było) przeczytać w Tygodniku Powszechnym. Ale kto wtedy i dzisiaj czyta/ł TP, poza krakowską inteligencją? Takie odczucia mieli niemal wszyscy siedzący na galerii za kuloodporną szybą: publiczność, pismacy i obserwatorzy wielu międzynarodowych organizacji. No, poza amerykańskimi dziennikarzami nadającymi ton w agencjach...

Czy nieudolność prokuratury doprowadzi do... uwolnienia Miloszewicia?
Proces pod złą gwiazdą
KLAUS BACHMANN

/.../ Miloszević broni się lepiej niż mógłby to robić zawodowy obrońca. Rozparty za swoim biurkiem, zastawia pytania-pułapki na świadków oskarżenia i wikła ich w sprzeczności. Gdzie ten obrażony na wszystkich oskarżony, który jeszcze kilka miesięcy temu jak niegrzeczny chłopak ostentacyjnie odwracał się w inną stronę, kiedy główna oskarżycielka, Szwajcarka Carla del Ponte, próbowała z nim rozmawiać podczas przerwy w obradach? Z „tymi panami” (chodziło o „amici curiae”) też nie chciał mieć nic wspólnego, a to, że teraz rozmawia z jednym z nich, krytykowanym w Serbii za przyjęcie tej posady belgradzkim adwokatem (i niegdysiejszym obrońcą politycznych przeciwników Miloszevicia) Bronislavem Tapuskoviciem, świadczy raczej o dobrym samopoczuciu oskarżonego niż o jego uległości czy gotowości do ustępstw.
To nie o prawa Miloszevicia trzeba się martwić. Znacznie więcej powodów do zmartwień dają oskarżyciele. Coraz bardziej potwierdzają się obawy niektórych obserwatorów, że Carla del Ponte być może była odpowiednią osobą do wywierania presji na rząd Serbii, żeby wydał Miloszevicia, ale niekoniecznie do tego, aby przygotować gigantyczny proces z ponad trzystoma świadkami i ponad tysiącem zeznań, trwający przynajmniej dwa lata i obejmujący całą historię rozpadu byłej Jugosławii.

NIE PO KOLEI

Sprawa rozpoczęła się pod złą gwiazdą. Carla del Ponte w drugiej instancji skutecznie przeforsowała swoją koncepcję wytoczenia Miloszeviciowi jednego procesu i włączenia weń wszystkich trzech aktów oskarżenia, mimo że materiał miała gotowy tylko na jeden. Miloszević jest oskarżony o zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciw ludzkości podczas wojny jugosłowiańsko-chorwackiej, o zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciw ludzkości w Kosowie i dodatkowo o zbrodnie ludobójstwa w Bośni. Kosowski akt oskarżenia dotyczy jeszcze piątki oskarżonych, którzy nie zostali dotąd przekazani haskiemu trybunałowi, w tym obecnego prezydenta Serbii (nie mylić z prezydentem Jugosławii) Milana Milutinovicia. Akty dotyczące Bośni i Chorwacji obejmują tylko Miloszevicia. Decyzja, że wszystkie trzy oskarżenia obejmie jeden proces, oznaczała dla prokuratorów konieczność przedstawienia dowodów w odwrotnej kolejności: zaczynają od przesłuchania świadków kosowskich, a skończą na tym, na czym krwawy rozpad Jugosławii się zaczynał: na wojnie z Chorwacją.
Dla prokuratorów jest oczywiście obojętne, czy o winie oskarżonego przekonają sędziów w takiej czy innej kolejności. Ale ten proces ma o wiele większe znaczenie: służy też ujawnieniu prawdy o bratobójczych wojnach w b. Jugosławii, a w Serbii ma spowodować swoistą katharsis i rozpocząć proces pojednania. Nie wystarczy, by prokuratorzy dowiedli winę – muszą to zrobić w sposób przekonujący i zrozumiały zwłaszcza dla tych, którzy od początku podejrzewali, że w Hadze odbywa się po prostu akt zemsty zwycięzców nad zwyciężonymi – NATO, Wyzwoleńczej Armii Kosowa (UCK), Chorwacji i Bośni-Hercegowiny nad Serbią. Czy wobec tego dobrze jest zaczynać od konfliktu o Kosowo, w stosunku do którego Serbowie do dziś czują się bardziej ofiarami niż sprawcami: najpierw ofiarami konfliktu między kosowskimi Serbami i albańską większością, potem ofiarami bombardowań NATO i odwetu UCK? To nie jest dobry punkt wyjścia, aby uznać własną winę czy oddać sprawiedliwość ofiarom drugiej strony.
„To jest proces w sprawie winy jednego człowieka, a nie całej społeczności czy państwa – mówiła Carla del Ponte w swojej mowie wstępnej w pierwszy dzień procesu. – Tu nie chodzi o żadną zbiorową winę; osobiście całkowicie odrzucam to określenie”. Była to odpowiedź na wypowiedzi Miloszevicia i przedstawicieli serbskiej partii socjalistycznej, którzy wielokrotnie podkreślali, że „Slobo” będzie bronił w Hadze honoru całej Serbii. Krytycy Trybunału uważają, że wyrok skazujący otworzy furtkę dla wysokich odszkodowań, które obecny następca prawny byłej Jugosławii – Federacja Serbii i Czarnogóry – musiałaby wypłacać poszkodowanym republikom, tzn. Chorwacji i Bośni. Obie republiki zaskarżyły już Jugosławię do Międzynarodowego Trybunału w Hadze m.in. o odszkodowania.
Równocześnie wielu Serbów uważa, że to przede wszystkim naród serbski padł ofiarą rządów Miloszevicia. W tej sytuacji oskarżyciele mają szczególnie twardy orzech do zgryzienia: nie wystarczy przekonać sędziów i doprowadzić do skazania oskarżonego – trzeba jednocześnie dbać o jasną, niezakłamaną wymowę całego procesu.

MILOSZEVIĆ–BAKALLI 1:0

Trudno dziś rozstrzygnąć, czy prokuratorzy rzeczywiście posiadają – jak zawsze twierdzili – niezbite dowody i dobrych świadków. 18 lutego prokurator Geoffrey Nice wzywa na pierwszego świadka Mahmuta Bakalliego, w czasach kosowskiej autonomii szefa Partii Komunistycznej w Kosowie, późniejszego przeciwnika Miloszevicia i doradcę przedstawicieli UCK podczas konferencji pokojowej w Rambouillet w 1999 r. Ma on wprowadzić sąd w stosunki panujące w Kosowie przed i po zniesieniu w 1989 r. autonomii, obowiązującej tam od 1974 r. Po raz pierwszy obecni w sądzie przestawiciele mediów serbskich i kosowsko-albańskich łapią się za głowę z tego samego powodu: dobrze wiedzą, że Bakalli, socjolog z Uniwersytetu w Prisztinie, nie jest orłem i na pewno nie nadaje się do tego, aby dać wszechstronny, wyczerpujący i w miarę obiektywny opis konfliktu między Serbami i zamieszkującą Kosowo albańską większością. Bakalli mówi coś o apartheidzie w Kosowie po zniesieniu autonomii, opowiada o tajnym nauczaniu Albańczyków i o tym, że przemówienie Miloszevicia w Gazimestanie w 1989 r. zostało przez niego, Bakalliego, odebrane jako zapowiedź siłowych rozwiązań i spowodowało zniesienie autonomii. Ale kiedy Miloszević bierze go w obroty, musi przyznać, że zniesienie autonomii nastąpiło trzy miesiące przed spotkaniem w Gazimestanie i za zgodą parlamentu kosowskiego.
Bakalli wikła się w sprzeczności. Opowiada o tajemniczym planie „spalonej ziemi w Kosowie” serbskiego szefa służb specjalnych, ale jednocześnie przyznaje, że został on zarzucony przez tego samego szefa służb. Pytany przez Miloszevicia, dlaczego nie wspomniał o planie na spotkaniu z nim w 1989 r., Bakalli mógłby odpowiedzić, że nie miał do Miloszevicia zaufania i milczał. Zamiast tego mówi niepewnie: „Nie wiem, właściwie mogłem to zrobić”. Tej szansy Miloszević nie przepuszcza: „Widać, jak poważnie traktował pan ten plan”.
Przez moment wielu obserwatorom wydaje się jednak, że Geoffrey Nice, wzywając Bakalliego, dopiął swego. 5 marca 1998 r. policja serbska przeprowadziła rajd na kilka albańskich wiosek, podczas którego zginęło 83 ludzi, w tym cała, ponad czterdziestoosobowa rodzina Adema Jashariego, członka UCK w miejscowości Prekaz. O tym też Bakalli rozmawiał z Miloszeviciem – rajd spowodował wielki napływ młodych Albańczyków do szeregów UCK. Zeznanie Bakalliego potwierdza więc, że Miloszević wiedział o akcji, którą można zakwalifikować jako zbrodnię, aprobował ją i nie robił nic, aby masakrze zapobiec. W przypadku generała Radislava Krsticia, szefa sztabu bośniackich Serbów, dowodzącego szturmem na Srebrenicę, wystarczyło to do pierwszego wyroku Trybunału za ludobójstwo. Latem 2001 generał dostał 45 lat więzienia, mimo że nie udowodniono mu wydania rozkazu rozstrzeliwania muzułmańskich jeńców. Na podstawie zeznania Bakalliego można więc skazać Miloszewicza za Prekaz. Szkopuł w tym, że akt oskarżenia przeciw Miloszeviciowi nie obejmuje Prekazu, ponieważ wiosną 1998 starcia UCK z siłami serbskimi nie miały jeszcze charakteru otwartego konfliktu, wobec czego nie podlegają jurysdykcji Trybunału. Cały wysiłek poszedł więc na marne.
Według Carli del Ponte, łączącym wszystkie akty oskarżenia wspólnym mianownikiem (w języku prawników „joint transaction”) był plan utworzenia „Wielkiej Serbii”, łączącej wszystkie tereny Jugosławii zamieszkane przez ludność serbską, i pozbycia się z nich innych narodowości. Prof. Radoslav Stojanović, ekspert prawa międzynarodowego, krytyk Miloszevicia i komentator belgradzkiej „Politiki” odpowiada na to, że Chorwacja i Bośnia też miały w trakcie rozpadu Jugosławii swoje maksymalistyczne plany. Miloszević nie jest oskarżony o to, że w konflikcie serbsko-albańskim starał się zwyciężyć. Wobec tego prokuratura nie może sprawiać wrażenia, że oskarża b. prezydenta Jugosławii z pozycji albańskiego nacjonalizmu.
Wzywając jednak na pierwszego świadka Bakalliego, postkomunistycznego aparatczyka, tak samo przemalowanego na nacjonalistę jak Miloszević, i każąc mu przedstawić konflikt serbsko-albański z jednej tylko strony, prokuratura wywołała właśnie to fatalne wrażenie. Odtąd Miloszević będzie się starał kwestionować wiarygodność każdego kolejnego albańskiego świadka właśnie dlatego, że jest on Albańczykiem (czyli jest z definicji antyserbski).
Z następnego świadka wymusza przyznanie, że w wiosce atakowanej przez serbskie oddziały wcześniej przebywało kilka sotni UCK, którym miejscowa ludność dostarczała żywność i ubrania. Świadek, który w Kosowie stracił 16 członków 18-osobowej rodziny i który do dziś ma chore nerki wskutek pobicia przez serbskich policjantów, zrywa w końcu przesłuchanie. Przewodniczący trzyosobowego składu sędziowskiego Brytyjczyk Richard May zwalnia go mimo protestów Miloszevicia, dodając, że sąd uwzględni fakt, że przesłuchanie nie mogło zostać dokończone.

ŚWIADEK RATUJE PROKURATURĘ

Wydawałoby się, że oskarżyciele będą prowadzić przesłuchania świadków niezmiernie precyzyjnie, z wyczuciem dla sytuacji prostych albańskich chłopów, którzy nagle znaleźli się w tak stresującej sytuacji, w konfrontacji z człowiekiem, który w ich przekonaniu spowodował ich cierpienia.
Nic z tego. Widać, że świadkowie zgodzili się tu przylecieć (nikt nie może ich do tego zmusić), aby nareszcie wyrzucić te przeżycia z siebie, aby pomóc w ukaraniu winnych i aby całemu światu powiedzieć o swoich krzywdach. Ale dotąd żadnemu nie było to dane. Oskarżyciele wypytują ich tak, jakby mieli do czynienia z głupkowatymi podatnikami, którzy źle wypełniali zeznania podatkowe, sugerują odpowiedzi i w dodatku zadają zagmatwane pytania, na które, wskutek mało profesjonalnego tłumaczenia angielsko-albańskiego, dostają niejasne odpowiedzi, co Miloszević potem bezlitośnie wykorzystuje.
21 lutego prokurator Kristina Romano wzywa Fehima Elshaniego, albańskiego księgowego, który po zniesieniu kosowskiej autonomii stracił pracę i odtąd zajmował się rolnictwem. Opisuje on, jak po rozpoczęciu nalotów NATO w marcu 1999 serbskie oddziały przystąpiły do zapowiedzianego wcześniej odwetu na Albańczykach, paląc i ostrzeliwując z moździerzy najpierw sąsiednie wioski, a potem jego osadę. Opisuje też, jak Serbowie zgromadzili w jego wiosce 20 tys. uciekinierów z okolic, aby ich wypędzić do Albanii. Pewnej nocy Fehima Elshaniego zbudził huk: dom, wypełniony uchodźcami i rodziną Elshaniego, zatrząsł się w posadach. Podwórko było zasłane trupami, połowa dachu runęła na śpiących. Świadek mówi o olbrzymich zniszczeniach.
Pani prokurator, zakładająca, że był to atak serbskich moździerzy, nie zadaje pytania, czy pociski trafiły w ściany czy dach. Oskarżony natychmiast wykorzystuje to zaniedbanie. Czy świadek może wykluczyć, że huk pochodził od samolotu? Świadek wykluczyć nie może, bo dopiero się obudził. A samolot mógł być tylko natowski: wobec przytłaczającej przewagi Sojuszu w powietrzu żadna serbska maszyna nie zdołałaby bombardować czegokolwiek.
Akurat teraz uparty świadek ratuje źle przygotowaną prokuraturę: serbscy oficerowie filmowali potem rozwalony dom Elshanich, jako dowód tego, „co NATO z wami zrobiło”, ale on sam obstaje, że to nie było NATO. Czy podczas podróży do Prizrenia, dokąd świadek zawiózł rannych na swoim traktorze, widział, jak NATO bombardowało to miasto? Tak, widział, „ale to nie ma tu nic do rzeczy”. Że natowskie pociski też trafiły w ludność cywilną, że być może byli ludzie, którzy dlatego uciekli do Albanii? „To, co NATO robiło, nie było zamierzone. A nas do Albanii wygonili Serbowie. Pana ludzie”. W końcu świadek tak się zapiera, że odpowiada na pytania tylko, jeżeli sędzia powtarza je za Miloszeviciem.
Widać, że odziany w błyszczącą białą koszulę ze stójką i elegancki ciemny garnitur Fehim Elshani przyleciał do Hagi, aby stawiać czoło człowiekowi, którego wini za wypędzenie z ojczyzny, śmierć bliskich, zniszczenie wioski i domu – wszystkiego, co miał. Elshani ma mocne nerwy, nie daje się sprowokować i wie, o co tu chodzi. Zaciska zęby, odpowiada krótkimi, prostymi zdaniami i stara się nie okazywać emocji. Świadek nie został dobrze przygotowany – on się sam przygotował. Nie trzeba przerywać przesłuchania.
Kiedy Elshani wychodzi, staje się jasne, że jego zeznanie to dowód na to, że serbskie wojsko i policja, których mundury i uzbrojenie zidentyfikował skrupulatnie na zdjęciach, celowo niszczyły albańskie wioski i deportowały rodzimą ludność bez żadnej militarnej konieczności. Zgodnie ze statutem Trybunału, jest to zbrodnia wojenna.
Od takich zeznań do wyroku skazującego jest jednak jeszcze daleka droga. Przynajmniej jeden z podobno licznych chronionych i anonimowych świadków Carli del Ponte będzie musiał zeznać, że Miloszević wiedział o zbrodniach, ale nie uczynił nic, aby im zapobiec i nie ukarał sprawców.
Od miesięcy w Belgradzie trwa dziennikarska gonitwa za ludźmi, którzy mogliby być tymi świadkami. Zoran Lelić, były doradca Miloszevicia i członek prezydium Jugosławii w czasach negocjacji z Dayton, nie mówił ani tak, ani nie: „Nic nie podpisałem, a jeśli będę zeznawał, to z otwartą przyłbicą”. Biljana Plavsić, dawna prezydent Republiki Srpskiej w Bośni, która sama zgłosiła się do Trybunału i czeka w areszcie domowym w Belgradzie na proces, dementowała pogłoski, jakoby zamierzała wystąpić przeciw Miloszeviciowi.
Czy belgradzcy adwokaci „Slobo” mają rację, że Carlę del Ponte ten proces przerasta, jej tajemniczy świadkowie wycofują się, a ona sama nie ma dowodów? Zachowanie prokuratury wzmacnia takie wątpliwości. Jako świadków chciała ona przesłuchać własnych podwładnych, śledczych, którzy mieli streścić 1300 pisemnych zeznań świadków, zbieranych w Kosowie, których wiarygodności sąd jednak nie może zweryfikować. Miloszević: „To karygodny zabieg. Jak dalej tak pójdzie, oskarżyciele zaczną przesłuchać swoich fryzjerów i kierowców”. Wtórował mu amicus Steven Kay. Sędzia May przychylił się do krytyki i speszony Geoffrey Nice wycofał wniosek. Czy ktoś, kto jest tak pewny swojej sprawy, jak wydawała się Carla del Ponte w ostatnich tygodniach, musi się uciekać do takich chwytów? Kiedy May kazał wezwać następnego świadka, również podwładnego prokuratury i specjalistę od kartografii, Nice musiał prosić o przerwę, by go odnaleźć. Po zarządzeniu przerwy przez zdegustowanego sędziego, dziennikarka belgradzkiej „Politiki” zrobiła furorę, śmiejąc się, że „powinniśmy chyba oskarżycielom przyjść z pomocą, inaczej jeszcze uwolnią Miloszevicia”. Zdanie znalazło się w wielu relacjach z procesu.
*
W przeciwieństwie do prokuratury, sam oskarżony ma jasną i zrozumiałą strategię. Mimo że z werwą uczestniczy w przesłuchaniach i posłusznie trzyma się wskazówek przewodniczącego, nadal nie uznaje legalności Trybunału. „Kieruję moje słowa do publiczności i zamierzam wykorzystywać każdą okazję, aby przedstawić prawdę” – oświadcza. Ta „prawda”, to teza, że proces służy do obarczania winą całej Serbii, że on sam w przeszłości i dziś robi wszystko, by swój naród uchronić przed knowaniami wielkich mocarstw, że podczas tej walki Serbowie nie popełniali zbrodni, lecz bronili siebie samych, i że chodzi także o zamazanie win bośniackich Muzułmanów, Chorwatów, UCK i NATO za rozpad Jugosławii i za napaść na serbski naród.
Oskarżyciele Trybunału sami ułatwili mu tę linię obrony. Jesienią 1999 r. Carla del Ponte odmówiła wszczęcia śledztwa przeciwko krajom natowskim za militarnie nieuzasadnione zniszczenia cywilnej infrastruktury podczas nalotów, mimo że statut Trybunału przynajmniej teoretycznie daje taką możliwość. Teraz rozpoczęła proces z wątpliwym świadkiem, który albańskie racje próbował przedstawić z pozycji „niezależnego intelektualisty” (tak zaprezentował go Nice).
W przeciwieństwie do oskarżonego, oskarżyciele nie wydają się być świadomi, że ten proces ma nie tylko prawne znaczenie. W Serbii ogląda go dwie trzecie właścicieli telewizorów.
A to, co oni będą sądzić, ma równie zasadnicze znaczenie jak to, czy i za co Miloszević zostanie w końcu skazany.
Klaus Bachmann

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
Chcesz kupić dom w Holandii?
serwis reklamowy usługi