Holenderski strach
W Holandii czuje się strach. Lekko nerwowa atmosfera niepewności jutra. Fort Europa jest coraz bardziej atakowany przez biedne Południe i witalny Wschód.

W zeszłym roku w czasie uroczystości na najważniejszym placu Niderlandów ktoś zaczął krzyczeć i masa w panice mało się nie stratowała. Czego boi się Holender?
Czy tylko szaleńców którym wysiadają wszystkie bezpieczniki i mordują wokół siebie w bezsilnej frustracji?
Żyję w pięknym kraju, gdzie wszystko jest poukładane i posprzątane. Dobrobyt na najwyższym poziomie w świecie.
Strach przed czym?
Niejeden szybko odpowie: strach przed islamem.
Ale to nie jest cala prawda. Ten strach jest dużo szerszy.
Wydaje mi się, ze jest to strach przed utratą statusu, przez utrata tego czego się ten naród dorobił.
Zazdrośnie pilnuje się tego dobrobytu. Nie chce się nim dzielić z nikim a już na pewno nie z Arabami, Polakami i Somalijczykami.





Bez przesady!W moim otoczeniu nikt nie panikuje.Wrecz przeciwnie ludzie sa otwarci na nowe.Spotykam sie tylko z wyrazami sympatii.Ostatnio byl moj brat u nas w odwiedzinach.Poszli z zona na przechadzke w Dniu Krolowej.Po pol godzinie wrocil z trzema ofertami pracy i wizytowkami.Moj brat nie zna zadnego jezyka,tylko troche niemiecki.To wystarczylo zeby nawiazac kontakt z Holendrami.Kontakty z kazda narodowoscia zaleza tylko od nas samych,od naszej postawy do danej sytuacji.Pojechalam pozniej z moim bratem odwiedzic te miejsca z ofertami.Jedna wlascicielka gospodarstwa pokazala nam cala produkcje sera owczego,wprowadzala w kazdy zakamarek swojego gospodarstwa.Bylam w szoku,ze Holendrzy tak sa otwarci i szczerzy.Kobieta wyrazila opinie,ze gdy Polacy w jakis sposob wyjada z Holandii to rolnictwo upadnie,ze Holender nie nadaje sie do ciezkiej pracy fizycznej,bo to narod leniwy.Przez 6 lat mojego pobytu w Holandii nie bylam tak blisko holenderskich spraw,jak przez okres pobytu mojej rodzinki.Moj brat ,czlowiek biznesu,udowodnil mi ,ze jak chcesz miec prace za granica to ja znajdziesz..Nigdy nie bylam zainteresowana jakakolwiek praca w Holandii,ale widac ,ze nie jest tak zle.Oczywiscie to byl taki zart ze strony mojego brata,bo on czlowiek bardzo zajety w Polsce swoja produkcja,mam nadzieje nigdy nie bedzie musial pracowac za granica za 5 ,6 euro.Smiem twierdzi ,ze Holendrzy to jeden z najbardziej otwartych narodow europejskich.Moze i widza w tym biznes,moze i czasami wykorzystuja innych jako tania sile robocza,ale sa w miare uczciwi i tolerancyjni.Ich stosunek do innych nacji objawa sie niechecia,jezeli goszczacy u nich inni obywatele swiata sa nie w porzadku i lamia reguly i prawo obowiazujace w Holandii.
Strach przed „tsunami islamu”. Kolejny paradoks: „tsunami islamu” jest zwrotem politycznie niepoprawnym, natomiast „tsunami Polakow” przyjelo sie w prasie holenderskiej i nikt sie jakos tym nie przejmuje.
Rosnacy elektorat Wildersa swiadczy o tym, ze przecietny Holender ma dosyc zaistnialej sytuacji, ktora spowodowana jest nieudolna polityka bylych kolegow Wildersa. Polityka migracyjna i integracja okazaly sie kompletnym fiaskiem. Przecietny Holender mowi otwarcie o tym, ze np. w Zwijndrechcie czy Barendrechcie (male miejscowosci pod Rotterdamem) mieszka sie doskonale i jako jedna z zalet wymienia brak obcokrajowcow. Dla scislosci: nie sa to Polacy.15 lat temu powyzsze stwierdzenie bylo to nie do pomyslenia.
Holender zaczyna sie czuc obco we wlasnym kraju i ma to powyzej dziurek w nosie. Proponuje przejazdzke rotterdamskim metrem: kompletnie „czarne”. Wszyscy wrzeszcza w ojczystym jezyku. Jedyna biala osobka w wagonie jestem ja sama, na szczescie z Glockiem 17 :-). Marokanski malolat zajmuje w metrze 3 miejsca: jedno na wlasna pupe, drugie na wlasne nogi, trzecie na wlasny, markowy plecaczek. Jezeli uprzejmie sie zapytasz, czy mozesz usiasc, zostaniesz po prostu wysmianym. Agresywna, hebanowa mlodziez zre snacki, fryty i inne loempie, opakowania wywala na podloge, sciany ozdabia arabskimi napisami, pali papierosy, pierdzi, beka, wyje i prowokuje pasazerow glupawymi uwagami i niekonczoncym sie rechotem. W kaciku, przy drzwiach dyskretnie szprycuje sie holenderski narkoman darmowym holenderskim mastodontem. Ten zajmuje na szczescie tylko dwa miejsca: jedno na wlasna, wychudzana osobe, drugie na folie i strzykawki. Na kolejnej stacji wsiada podejrzanie pachnacy muzykant z rozwalajaca sie gitara, oznajmiajac, ze nie bedzie molestowac i okradac pasazerow, poniewaz jest porzadnym obywatelem, bedzie natomiast spiewac wesole piosenki, w celu zebrania funduszy na „chleb i kawe”. Poniewaz grajek nie zbiera pieniedzy na befsztyk, homary, kawiar i trufle, w wagonie zawsze znajdzie sie jakis pasazer, ktory dumnie wreczy naszemu artyscie 1 euro. Reszta przytomnych wysiada pospiesznie na najblizszej stacji i czeka na nastepne metro lub dzielnie wedruje do centrum Rotterdamu na piechote.
Prawie wszyscy nasi holenderscy sasiedzi wyprowadzili sie z Rotterdamu.
Ewka z tych twoich opisow to strach mieszkac w tym Rotterdamie ? I chyba nietrawisz ''marokanow'' ? Jakis osobisty uraz, czy jakis ukryty rasizm... ?
To sa uroki wszystkich duuuuzych miast w europie! Z moich obserwacji wynika ze najwiekszymi rasistami w NL to sa starzy emigrancji albo ich dzieci. I rodowici holendrzy ktorzy sa slabo wyksztalceni, i ten ''cudzoziemiec'' jest dla nich konkurencja, bo przewaznie pracuje dluzej,lepiej, i taniej !!! A czego europa sie boi, moim zdaniem nie ''islamu'' tylko biedy. Ogolnie robi sie coraz gorzej, coraz mniej pracy a coraz wiecej chetnych do pracy (z roznych kontynentow!). Coraz wiecej europejskich kraji siega po pienizaki od Brukseli, nienastraja to optymizmem...
Dla mnie osobiście jazda pociągiem zawsze jest dużą frajdą. Niezależnie od kraju, zresztą. Klientela pociągów jest bardzo urozmaicona. Jeżdżą nimi i profesorowie i robotnicy. I damy z miasta i chłopki. I Polacy i Chińczycy wraz z murzynami. Cały świat w jednym wagonie. I ten piękny i ten brzydki. Szczególnie w dużych miastach Holandii. Ponury i rasistowski obraz opisany przez Ewkę jest mi obcy. Ale jak już mówiłem; każdy żyje w Swoim Świecie.
Dawno temu znałem przemiłą rodzinkę magistrów z UW: mama, tata i córeczka. Emigrowali do Ameryki. Z pokładu samolotu do Waszyngtonu pisali: "w samolocie jest kilku murzynów! Nasza Asia po raz pierwszy w życiu zobaczyła murzyna! Ale frajda!"
Tydzień później pisali z Waszyngtonu: "piękne miasto! Wspaniałe muzea i bogate biblioteki publiczne".
Miesiąc później pisali: "Zostałem już trzy razy obrabowany przez murzyna. Wczoraj ukradli mi koła od samochodu. Murzyn groził mi pistoletem. Straszne miasto. Nie mamy pieniędzy na powrót."
Ewelina, nigdy nie pisalam o „marokanach”, a zawsze o Marokanczykach. Rowniez poprawniej jest nazywac Polakow „Polen”, a nie pejoratywnie „Pooltjes”.
W Rotterdamie mieszkalismy 20 lat, a teraz byczymy sie w Zoetermeer, gdzie jest „bialo”, czysciej i spokojniej. Do Rotterdamu jezdze raz na tydzien w celu odebrania poczty i podlania wypieszczonego holenderskiego mini-ogrodka. Zawsze zaskakuja mnie sterty smieci i smrod w miescie.
Poczytaj sobie raporty policji holenderskiej na temat gangow maloletnich Marokanczykow w duzych holenderskich miastach. Jezeli niczego nie znajdziesz na necie, spreze sie i wysle ci link.
W duzych (Amsterdam, Rotterdam, Den Haag, Utrecht) zasmieconych, zadymionych, cuchnacych miastach holenderskich mieszkaja ca 3 miliony, a jest to duzo, bo Holandia liczy ponad 16 milionow obywateli. Polowa mieszkancow wielkich miast to placzcay sie po ulicach, ubrani w „stroje ludowe”, niepismienni obcokrajowcy.
Dajmy sobie spokoj. Fantazyjne teorie, ze cala Holandia jest bajkowa TeleTubbies kraina porosla fiolkami, kaczencami i naturalnie tulipanami jest najwyzej pobozym zyczeniem. Czysta Holandia? Proponuje spacer po tzw. achterstandswijk w duzym miescie: brod, smrod i ubostwo. Rozpadajce sie meble, worki smieci wywalne na ulice przez „burki”, nastepnie rozszarpywane przez szczury, mewy i bezomne koty. O szczurach w Rotterdamie: jest to plaga, do tej pory gmina nie znalezla rozwiazania na obecnosc tych inteligentnych czworonogow. Lapki na szczury nawet w centrum handlowym Zuidplein.
Andrzej: „Ponury i rasistowski obraz opisany przez Ewkę jest mi obcy. Ale jak już mówiłem; każdy żyje w Swoim Świecie”.
Ponury i rasistowski obraz Polski i Polakow opisany przez Andrzeja jest mi obcy. Ale jak już mówiłam; każdy żyje w Swoim Świecie.
Mam wyjatkowo zly humor, bo Szarika pozarla moje ukochne trampki!
Na szczescie to juz koniec ,jak wieszczy jeden pastor w Ameryce.Koniec tego parszywego swiata ma sie zaczac 21 maja o godz.18 dzielo ma sie dokonczyc okolo 21 pazdziernika 2011.Juz wpadlam w panike i zaczynam klepac zdrowaski.Proponowalam tez mezu aby zostal w domu do konca swiata,ale tylko postukal sie w czolo.A ja jeszcze chcialam do Paryza pod koniec maja,no ale coz sila wyzsza.Ostatni weekend bylismy w Luxemburgu.Wrocialam zdegustowana i wstrzasnieta.Tak rasistowskiej narodowosci jeszcze nigdzie nie spotkalam.Miasto sterylne,obce dla niefrancusko jezycznych.Czulismy sie jak uposledzeni,bo ja i moj maz z francuskim nie po drodze.Podobnie jest w Ardenach.To po cholera czlowiek sie uczyl tylu jezykow ,ze nie mozna sie dogadac 300 km.od domu,w centrum Europy.Niech nikt nie mowi,ze tylko Polacy sa uposledzeni w dziedzinie znajomosci jezykow.Jak ktos nie wierzy niech pojedzie w Ardenny do Walonow.Oni zyja w jakims innym swiecie.Pierwszy raz poczulam sie kosmita.
Dodaj nową odpowiedź